Popularne posty

Moje ostatnie farbowanie włosów - kolor, który zdobył moje i Wasze serca na Instagramie i Facebooku

Moje ostatnie farbowanie włosów - kolor, który zdobył moje i Wasze serca na Instagramie i Facebooku
Długo nie mogłam się zabrać za farbowanie włosów. Chodziłam z odrostem, który był już bardzo widoczny stanowczo za długo. Naturalne włosy miały już długość prawie 4 cm po 2, 5 miesiąca bez farbowania.
Na szczęście namówiła mnie do tego Ola i nawet pomogła mi w całej operacji. Gdyby nie to pewnie dalej bym straszyła. Liczę na to, że kolejnym razem także mnie zmusi, bo nie ma nic lepszego niż świeży kolor, mocniejsze włosy i ten niezrównany blask po hennowaniu.
Kolor na długości pomimo długich tygodni nie odświeżania wyglądał dalej dobrze. Przypomnę, że ostatni raz zioła nakładałam na włosy w listopadzie lub nawet październiku, a ostatnie farbowanie 31 stycznia wykonane było tylko farbą chemiczną Olia.
Jednak dopiero po ziołowym farbowaniu pomyślałam to co zawsze po dłuższej przerwie - "czemu tak długo zwlekałam?"

Włosy PRZED farbowaniem:

farbowanie henną
farbowanie henną
farbowanie rude włosy
Phitofilos, Mieszanka Rosso Ciliegia


Moje oczekiwania co do koloru i wybór farby ziołowej



Szczerze, nie miałam pomysłu na mieszankę. Wiedziałam tylko, że chce by kolor był jak najbardziej rudy, nie wpadał w czerwień oraz by nie był zbyt ciemny.
Nie wiem jak Wy, ale ja na wiosnę i lato lubię jaśniejsze tony. Na jesień zawsze wraca ochota na czerwieńsze nuty.
Postanowiłyśmy więc poeksperymentować i sprawdzić czy mieszanka, którą kiedyś farbowałam już włosy w kierunku czerwieni, da radę wyjść maksymalnie ruda.
Według naszych wcześniejszych testów poszczególnych jej składników szanse na to były i to spore.
Należało jedynie zmienić sposób przygotowania.
Jeśli zależy Wam na przepięknym odcieniu miedzi poprzeplatanym czerwienią, ale nie mahoniem to zapraszam do tego wpisu KLIK.
Tam pisałam jak użyć tej konkretnej mieszanki i pokazywałam efekty prawie rok temu.

By uzyskać rudy kolor bez grama czerwieni musimy wszystko zrobić odwrotnie - nie nadawać zasadowego pH, nie odstawiać na długo i nie podgrzewać.
Na moje włosy zużyłam dwa opakowania czyli 200 gram mieszanki Rosso Ciliegia, Phitofilos (kupicie ją w naszym sklepie KLIK). Gdybym farbowała sama potrzebowałabym więcej, ponieważ ledwo wystarczyło. Na szczęście z pomocą Oli udało się rozłożyć farbę równo.
Na początek, odrost jak zawsze przed koloryzacją ziołową, farbowałam farbą chemiczną. Tym razem wybór padł na Garnier, ale nie pokrył idealnie odrostu. Był minimalnie ciemniejszy, ale zioła ładnie to przykryły i nie odróżnia się.

Sposób przygotowania mieszanki



- Proszek wysypałam do miseczki, zalałam mocno ciepłą wodą i wymieszałam dokładnie
- Do tego dodałam około łyżki cytryny (nie chciałam wysuszyć włosów, a uwierzcie mi, że przy hennie dobrej jakości taka ilość wystarczy dla wzmocnienia koloru)
- Odstawiłam na około pół godziny w tym czasie myjąc włosy szamponem z SLS i susząc je
- Do mieszanki dodałam łyżkę miodu i kiedy włosy były suche nałożyłyśmy ją na włosy
- Zawinęłam głowę w folię i czepek oraz założyłam ręcznik.

Z mieszanką na głowie spędziłam około 2,5 godziny. Nie chciałam trzymać jej za długo, by kolor nie wyszedł za ciemny. Tak jak pisałam zależało mi na jak jaśniejszym.
Z tego powodu także włosy zaraz po zmyciu umyłam szamponem i nałożyłam na kilka sekund odżywkę. Wybrałam mój ulubiony Hawajski set z Alba Botanica https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Hawajski-szampon-Puszyste-Mango-/390
https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Alba-Botanica%2C-Hawajska-odzywka-Puszyste-Mango/387


Efekty - mocno marchewkowy i wielowymiarowy kolor



Koloru chyba nikomu nie muszę opisywać - jest mega marchewkowy, momentami aż 'daje po oczach', ale jednocześnie dalej wygląda naturalnie. Przeplatają się pasemka jaśniejszych i ciemniejszych odcieni, góra została wyrównana z resztą.
Jestem zachwycona, a odkąd pokazałam Wam włosy po farbowaniu pytacie o nie wyjątkowo często. Dawno też nie dostałam od Was tylu komplementów za kolor, więc najwyraźniej Wam także bardzo się podoba, co mnie cieszy <3

Włosy PO farbowaniu:

farbowanie ziołami
farbowanie ziołami
Phitofilos, Mieszanka Rosso Ciliegia
Phitofilos, Mieszanka Rosso Ciliegia

M.

Włosowe SPA, Czas na włosy, użycie kosmetyków z kwietniowego WłosBoxa

Włosowe SPA, Czas na włosy, użycie kosmetyków z kwietniowego WłosBoxa
Wybierając kosmetyki do pierwszego, kwietniowego Boxa (KLIK) czułyśmy wielką ekscytację jak również lekki stres, czy pomysł Boxów jak i same kosmetyki przypadną Wam do gustu : ) Szukamy po internecie kosmetyków, które przykuły naszą uwagę i które mają szansę się sprawdzić. Nie są to boxy 'nowości', ale staramy się wybierać rzeczy, które nie są jakoś dobrze Wam znane. Kosmetyki z kwietniowego Boxa dopiero testujemy, ale produkty, które będą w następnych Boxach systematycznie sprawdzamy byście mogły testować produkty nie tylko przykuwające uwagę, ale i dające zadowalające efekty : )


W dzisiejszym Włosowym SPA wybór padł na nowość od Anwen, olej brokułowy (KLIK), szampon Alba Botanica z nabłyszczającym melonem, który jako jedyny z kwietniowego Boxa był nam znany i przeze mnie bardzo lubiany! oraz odżywkę La Saponaria z siemieniem lnianym i zieloną mandarynką.
Kosmetyki miały 'ciężki orzech do zgryzienia', ponieważ musiały uporać się z włosami dwukrotnie hennowanymi ;3 W ubiegły czwartek odrost zafarbowałam już tradycyjnie farbą Tints of Nature 1N, a następnie dwukrotnie umyłam mydłem czarnym Fratti (aktualnie zaraz obok szamponu Bambi z 'kaczuszką' mój ulubiony 'zdzierak' z SLS) a następnie nałożyłam mieszankę henny Phitofilos (KLIK) z hibiskusem i amlą. Z ziółkami tradycyjnie położyłam się spać, a na drugi dzień, kiedy zjawiłam się na weekend u Rodziców, znalazłam w szufladzie baaardzo głęboko ukrytą hennę Swati (jeszcze) jasny brąz, której data w przeciągu kilku miesięcy dobiegałaby końca, więc postanowiłam nałożyć kolejną 'warstwę' - w końcu włosy były czyste (nie myję włosów dwa dni po hennowaniu). Zapach jasnego brązu przypomniał mi dlaczego zrezygnowałam z nakładania indygo i utwierdziło mnie to jedynie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam. Po pierwszym hennowaniu włosy super szybko się rozczesały i było czuć jedynie lekkie ich 'zesztywnienie', ale za drugim razem, kiedy obyło się bez dodatków włosy były już lekko szorstkie i łatwo plączące się : ) Nie winię ich za to, w końcu to zioła dwa razy pod rząd : )

Olejowanie:
W ramach wczorajszego mini SPA, nie tylko włosowego, na całą godzinę (kiedy robiłam peeling ciała ;d) nałożyłam olej brokułowy od Anwen. Oczywiście, jak zawsze wtarłam (jeżdżę dłońmi pokrytymi olejem po całej długości) go we włosy, które następnie przeczesywałam szczotką wiosłową z Rossmanna około 5-7 minut, dokładając oleju na długość. Myślę, że wtarłam na bogato jakieś dwie łyżki stołowe : ) Olej pachnie, jak możecie się domyślić brokułem (mnie dodatkowo jeszcze szpinakiem i mam podobnie jak z kozieradką, że kiedy czuję ten zapach automatycznie robię się głodna). Według mnie jest dość ciężki i kiedy kompletowałyśmy Włosboxa, myślałam o nim bardziej jako o serum wykończającym fryzurę (w niezmiernie niewielkiej ilości, bardzo dokładnie roztartej w dłoniach przed nałożeniem na włosy) ;3 Postanowiłam go jednak sprawdzić jak sobie radzi jako olej nałożony przed myciem. Włosy łatwo się rozczesały z jego pomocą, ale nie czułam takiej miękkości jaką czuję np. po nałożeniu oleju kameliowego. Muszę go przetestować w mniej ekstremalnych warunkach, ponieważ zwykle po drugim myciu, moje włosy są już normalne po hennie.


Mycie:
Mycie oczywiście z udziałem bosko pachnącego szamponu z melonem miodowym! Jesteśmy bardzo zadowolone, że znalazł się we włosowym pudełku, ponieważ są to naprawdę genialne szampony, warte przetestowania. Ta wersja ma dodatkowo taką fajną, żelową konsystencję, wręcz galaretowatą, która przypomina mi nieco konsystencję szamponów z Alterry, które niegdyś bardzo lubiłam. Poza tym super domywa włosy już za pierwszym razem. Włosy zostały zatem dokładnie umyte szamponem, po którym były miękkie (bardziej miękkie niż np. po wersji z mango), ale cieszyłam się, że mogę nałożyć w następnej kolejności odżywkę La Saponaria, ponieważ żyję już w przeświadczeniu, że moje włosy kochają włoskie kosmetyki i musi być ona strzałem w dziesiątkę ;3

Odżywka:
Na dobrze odsączone z wody włosy nałożyłam La Saponarię. Wiedziałam od Moniki, że lubi znikać na włosach stąd to porządne odsączenie z wody. Włosy w chwili nakładania jak i po samym nałożeniu miały taką samą szorstkość jak przed nałożeniem odżywki przy czym wiem jak działa na mnie np. maska Ekos (KLIK) kiedy włosy stają się lejące, gładkie i niemal wypadają mi z rąk podczas aplikacji - są takie śliskie. Nie przejmowałam się tym jednak specjalnie, poczekałam z 5 minut aż pokaże na co ją stać, jednak w chwili spłukiwania nie czułam różnicy. Czas aplikacji umilił mi jednak naturalny zapach, który co prawda jest mało mandarynkowy : ) ale przyjemny i 'naturalny'. Takie naturalne zapachy przypadły mi do gustu kiedy po raz pierwszy dorwałam w ręce kosmetyki Sylveco (np. krem nagietkowy itp.). Nie mam problemów z rozczesywaniem włosów, ale wiem, że jeśli ktoś liczy na jego ułatwienie to raczej La Saponaria mu w tym nie pomoże ;c


Po 10 minutach w ręczniku zabrałam się za rozczesywanie włosów szczotką wiosłową z Rossmanna, które mimo tego, że włosy w dotyku nie były jakieś bardzo miękkie, poszło o dziwo bardzo sprawnie a same włosy zaczęły podczas suszenia zyskiwać na miękkości. Niemniej jednak wolę efekt śliskich włosów już podczas nakładania maski : ) Kiedy włosy zostały całkowicie wysuszone zimnym nawiewem (od nasady włosów lekko cieplejszym) wtarłam jeszcze w długość odrobinę oleju brokułowego Anwen. Włosy były już bardziej miękkie i po odżywce miałam wrażenie, jakby było ich dużo, dużo więcej (co pewnie jest również efektem wcześniejszego hennowania). Sprawdzi się zatem na zdrowych włosach, którym potrzeba objętości : )


Stylizacja: Spróbowałam po raz kolejny podpinania. Podpinam zwykle włosy z kucyka (zawsze wiążę włosy wyżej dla podbicia ich objętości, następnie wydzielam sekcję włosów, którą owijam wokół palca i podpinam), ale dziś podczas kolejnego włosowego SPA zamierzam podpiąć je już bez gumki i zobaczyć jakie będą efekty : ) Boję się tylko, że takie podpinanie nie przetrwa w stanie nienaruszonym nocy, ponieważ już podczas wczorajszego podpinania kilka niesfornych kosmyków się 'wyślizgnęło' ze wsuwek : ) Niemniej jednak to dalej nie jest efekt jakiego oglądałam się na internecie, więc próbuję dalej i mam nadzieję, że w następnym poście będę mogła się już pochwalić pełnym efektem.

Jak widzicie na poniższym zdjęciu, niestety podpinanie średnio przetrwało noc ;d


Efekty:

długie czarne włosy
długie czarne włosy
blog o włosach

Teraz czas na test olejowej odżywki do włosów Ajeden (również znalazła się we Włosboxie (KLIK)! <3), którą Monika jest zachwycona :3 ale to zapewne w kolejny włosowym SPA ;3

O.

Włosbox Kwiecień - co znalazło się w pierwszym włosowym pudełku?

Włosbox Kwiecień - co znalazło się w pierwszym włosowym pudełku?
Pierwsze włosowe pudełko powinno już trafić w ręce osób, które się na nie zdecydowały.
Z tego miejsca bardzo dziękujemy wszystkim osobom, które nam zaufały i mamy nadzieję, że będziecie zadowolone : )
Tworzenie Włosboxa sprawiło nam wiele radości, a wybieranie produktów pozwoliło odkryć perełki, których wcześniej nie znałyśmy. Dzięki temu nie tylko Wy będziecie miały frajdę z otwierania paczki, ale także my możemy przetestować nowości, a wiecie, że uwielbiamy to robić ;d
Produkty zostały tak dobrane, by mogły sprawdzić się w pielęgnacji różnych typów włosów. Wierzymy, że każdy znajdzie coś dla siebie.
My jesteśmy już po pierwszych testach i jesteśmy zadowolone z efektów.


Prezentacja zawartości Kwietniowego Włosboxa


* Anwen, Olej brokułowy (nierafinowany, tłoczony na zimno)

Olej, który nazywany jest „naturalnym silikonem”. Nie bez przyczyny, ponieważ dzięki swojemu składowi zostawia na włosach film podobny do tego, który uzyskujemy po użyciu silikonów. Dzięki temu włosy są mocno wygładzone, nabłyszczone i wyglądają zdrowo.
Można stosować go do olejowania lub jako serum zabezpieczające i wykańczające fryzurę.
Najlepiej sprawdzi się na włosach wysokoporowatych i średnioporowatych, ale w małej ilości także dla włosów zdrowych, niskoporowatych.

My używałyśmy go do olejowania i do wygładzania po myciu i sprawdził się dobrze nawet na włosach zdrowych, więc jest bardzo uniwersalny.

* Ajeden, Olejowa odżywka do włosów z biofermentem z bambusa

To wspaniała mieszanka wielu składników, która ma za zadanie wzmocnić i odżywić włosy. Bioferment z bambusa ma działanie podobne do silikonów, z tą różnicą, że jest substancją naturalną.
W swoim składzie zawiera: olej z pestek śliwek, olej z nasion rzodkwi, olej ze słodkich migdałów, olej z kiełków pszenicy, skwalan z oliwek, ferment mleczny, bioferment z bambusa, ferment z rzodkiewki, witamina E,  D-panthenol.
Polecamy używać zarówno do olejowania przed myciem, jak i jako olejek na końcówki. Sprawdzi się również w pielęgnacji skóry i paznokci wzmacniając je.

Kolejny uniwersalny produkt, którego powinny spróbować wszystkie włosy, bo jest szansa, że dobrze zadziała.
Ja używałam go jako serum po myciu i działa świetnie. Właśnie teraz, kiedy piszę tego posta olejuję nim włosy przed myciem ;d

Spójrzcie na produkty marki Ajeden TUTAJ ; )


* NaturalMe, Woda kokosowa

Wody kokosowej do włosów można używać na wiele sposobów: jako odżywkę po myciu stosowaną na suche lub mokre włosy, jako nawilżający podkład pod olejowanie (spryskujemy suche włosy i na wilgotne nakładamy olej).
Polecamy aplikować na mokre włosy po myciu, ponieważ nałożona na suche może je lekko sklejać, ale to kwestia indywidualna.
Mgiełka przede wszystkim nawilża, a dzięki biofermentowi z bambusa wygładza i chroni. Zawiera także glicerynę i ekstrakt z mango.

* Alba Botanica, Nabłyszczający szampon z melonem miodowym

Kosmetyki do włosów tej firmy to nasze wielkie odkrycie. Odkąd je poznałyśmy nie wyobrażamy sobie bez nich życia.
Mamy nadzieję, że wpadniecie po uszy tak jak my ;d
Delikatny skład bez agresywnych detergentów, idealna gęsta konsystencja i puszysta, obfita piana, a do tego cudowny, owocowy zapach to jego wielkie atuty i powody, by poznać go bliżej.
Dokładnie, ale delikatnie myje włosy, zmywa oleje i inne mikstury sprawia, że włosy są błyszczące i puszyste.

* La Saponaria, Bio odżywka do włosów Siemię lniane i zielona mandarynka

Odżywka do codziennego stosowania zawiera w swoim składzie nawilżającą glicerynę, panthenol i ekstrakt z siemienia lnianego. Ponadto masło shea, wyciąg z moringi, oligosacharydy owocowe, olejek mandarynkowy i ylang ylang.
Odżywkę stosujemy po myciu włosów, aplikujemy ją na wilgotne kosmyki, relaksujemy się pięknym zapachem i spłukujemy ciesząc się gładkimi, lekkimi włosami bez obciążenia.
Odżywka do kupienia TUTAJ
Wartość włosowego pudełka: 156,98 zł




W boxie poza pełnowymiarowymi produktami znalazły się także małe gratisy:

- zestaw próbek od firmy Nova Kosmetyki z serii Go Cranberry KLIK
- zestaw próbek od firmy OnlyBio: szampon i odżywka KLIK
- miniaturka szamponu w kostce od marki Cztery Szpaki KLIK


Edycja Majowa - jak zamówić?


Już w sprzedaży jest kolejna edycja Boxa - tym razem na Maj. 
Jeśli spodobał Wam się nasz pomysł z pudełkami włosowymi, jesteście ciekawe zawartości kolejnego lub może chcecie podarować takie pudełko komuś na prezent zapraszamy do zakupów. 
Majowy Box będzie w sprzedaży do 15 kwietnia. Zostanie wysłany 30 kwietnia, tak by dotarł do Was 2 maja
Przesyłka paczkomatowa jest oczywiście darmowa : )
Zawartość ponownie jest tajemnicą, ale na pierwszych 30 osób pewny jest fakt, że otrzymają zestaw od L'Biotica! : ) W skład, którego wchodzą peeling trychologiczny do skóry głowy, zabieg olejowania do włosów, maska intensywnie regenerująca! Włosbox do kupienia u nas

EDIT 5.04 - damy informację kiedy Boxów z L'Bioticą zabranie - na razie wciąż są dostępne : )
EDIT 11.04 WŁOSBOXY Z ZESTAWEM L'BIOTICA JUŻ SIĘ SKOŃCZYŁY, ALE WCIĄŻ MOŻECIE ZAMAWIAĆ WŁOSBOXA DO 15 KWIETNIA ;3
https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Box-Wlosomaniaczki%2C-WlosBox/392

Codzienna pelęgnacja cery - skóra sucha, wrażliwa i kapryśna

Codzienna pelęgnacja cery - skóra sucha, wrażliwa i kapryśna
W ostatnich miesiącach moja cera bardzo się zmieniła. Wpływ na to miały głównie hormony, z którymi niestety ciężko walczyć, a droga do ich wyregulowania długa.
Nie pomaga także to, że odstawiłam retinoidy, ponieważ to one głównie odpowiadały za dobry stan skóry i jej bezproblemowość. Moja cera obecnie sprawia więcej kłopotów, jest skłonna do niedoskonałości, które pojawiają się na niej bardzo często, a do tego jest sucha i łatwo ją podrażnić.
Próbowałam więc zmienić pielęgnację by choć trochę sobie pomóc.
Dziś pokażę Wam produkty, których używam obecnie.


Poranna pielęgnacja 


Rano twarz myję pianką lub żelem z pomocą wody. Obecnie używam EcoLab, musu do skóry suchej i normalnej (do kupienia TUTAJ KLIK).


Korzystam z niego od miesiąca i jest bardzo wydajny, aczkolwiek więcej go nie kupię, ponieważ zacina się pompka, konsystencja jest też zbyt gęsta i ciężko ją wydobyć. Swoją funkcję spełnia - myje delikatnie, skóra nie jest wysuszona.
Wcześniej byłam bardzo zadowolona z pianki Natura Siberica nawilżającej, która była łatwa w użyciu i nie podrażniała (dokładnie mowa o TEJ).
Następcą EcoLab będzie nowość od Resibo - żel do mycia twarzy, którego już nie mogę się doczekać i który, jak widać już zamówiłam ;d
Po umyciu czas na tonizację. Ja używam do tego celu hydrolatów. Kupuję różne, w zależności od tego na jaki zapach mam ochotę. W sezonie zimowym uwielbiałam hydrolat waniliowy, który pachniał prawdziwą wanilią i używanie go to była sama przyjemność. Czasem pryskałam nim także pościel.


Na wiosnę zaopatrzyłam się w truskawkowy (KLIK) i także pachnie obłędnie i soczyście.
Na lekko wilgotną skórę aplikuję Esencję energetyzującą Resibo (aktualnie na promocji KLIK), która jest moim odkryciem i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Od razu dodaje skórze wigoru, blasku, nawilża i usuwa zmęczenie. W lato zapewne będę używać jej solo.


Teraz na nią stosuję krem Odżywcza Goja (KLIK), którego mam już drugi słoiczek. Do skóry takiej jak moja jest idealny.
Dodam, że na takiej bazie makijaż trzyma mi się dobrze jak nigdy, o wiele dłużej niż na wcześniej stosowanych kosmetykach.
Pod oczy krem również od Resibo (KLIK). Mówiłam, że kocham tę markę? ; )
Z kremu pod oczy jestem bardzo zadowolona pod względem działania, ale opakowanie dozuje stanowczo za dużą ilość i trzeba o tym pamiętać naciskając pompkę. Czasem nawet jeśli nacisnę leciutko to i tak kremu jest za dużo. To jego jedyny minus, bowiem poza tym dobrze odżywia, zmniejsza cienie i usuwa zmęczenie.


Wieczorna rutyna



Makijaż zawsze zmywam dwuetapowo. Od około roku powróciłam do płynów micelarnych i porzuciłam olejki do demakijażu. Używam różnych, w zależności od tego jaki kupię. Teraz mam płyn z EcoLab, ale nie jestem z niego zbyt zadowolona. Ma problemy ze zmyciem makijażu oczu, nawet zwykłego tuszu do rzęs. Z makijażem twarzy radzi sobie dobrze. Zużyję go i na pewno nie wrócę.
Kupiłam ponownie płyn z Vianka i płyny tej firmy mogę Wam polecić - robią to co do nich należy: zmywają makijaż szybko i nie podrażniają.


Drugi etap to ponownie mus z EcoLab i hydrolat. Na niedoskonałości punktowo lub na wybrane partie twarzy w razie potrzeby aplikuję Sylveco, żel na wypryski (na promocji TUTAJ) lub Duetus serum regulujące (promocja KLIK). Duetus działa intensywniej i szybciej pozbywa się nieprzyjaciół, za to powoduje u mnie złuszczanie skóry. Żel Sylveco jest mniej skuteczny, ale jeśli mam mniejszy problem to wybieram właśnie jego.


Po kilkunastu minutach, kiedy produkt się wchłonie stosuję serum Resibo w formie olejku (KLIK).
Wcześniej używałam m.in. serum z Vianka, Biolaven, Rasadia i byłam z nich zadowolona, ale dopiero stosując od półtora miesiąca Resibo zauważyłam różnicę - działa dużo intensywniej, wystarczy mniejsza ilość by skóra była napięta, gładka, a rano miała równy koloryt.
Serum używam około 5 razy w tygodniu, a w pozostałe dni kremu Asoa - tego co rano.
Pod oczy ponownie Resibo, tym razem nieco grubszą warstwą.

Nowości w mojej pielęgnacji


Na ostatnich zdjęciach możecie zobaczyć nowości, które zakupiłam do pielęgnacji głównie twarzy, w tym wspominane już wyżej niektóre kosmetyki.
Wybrałam żel do mycia twarzy Resibo, hydrolat truskawkowy (KLIK), płyn micelarny rewitalizujący Vianek (KLIK), pomadkę regenerującą do ust również z Vianka (KLIK).
Bardzo zaciekawiła mnie także maseczka z algami Asoa
(KLIK) i nowy róż do twarzy Annabelle Minerals, który zawiera rozświetlające drobinki i jest idealnym dodatkiem na wiosnę/lato (mam TAKI odcień).


Z powodu wiecznie suchych dłoni wrzuciłam do koszyka krem do rąk Fresh&Naturals (KLIK). Dam znać, czy sprawdził się u mnie przy egzemie. 


To chyba wszystko w temacie codziennej rutyny. Dzięki tym kosmetykom moja skóra wygląda o niebo lepiej. Niedoskonałości dalej się pojawiają, ale znikają szybciej, a skóra jest ukojona, bardziej nawilżona i ma ładniejszy koloryt. 



Jakie są Wasze pielęgnacyjne odkrycia?

M.