Popularne posty

Naturalna baza matująca pod makijaż Neve Bio Primer + kredka do ust

Naturalna baza matująca pod makijaż Neve Bio Primer + kredka do ust
Nieczęsto pokazujemy na blogu produkty, które nie są związane z pielęgnacją włosów. Jednak podobnie jak przy wyborze kosmetyków do włosów, tak samo zwracamy uwagę na skład produktów do twarzy czy ciała.
Ostatnio dostałyśmy kilka próśb, byśmy pokazały co nieco z naszej pielęgnacji nie dotyczącej włosów, więc dziś z ochotą przedstawię dwa produkty, które nie dotyczą stricte pielęgnacji, ale dzięki swojemu składowi nie szkodą skórze i pośredni wpływ na nią wywierają.

Rok z podkładem mineralnym - krótkie podsumowanie 



Nie mogę uwierzyć, że to już rok odkąd rzuciłam w kąt drogeryjne podkłady i przerzuciłam się na minerały. Po takim czasie mogę ocenić, że miało to tylko plusy i w tym momencie nie wyobrażam sobie zaklejać swojej skóry codziennie płynnym podkładem napakowanym silikonami. Dopiero kiedy je odstawiłam rozumiem i czuję różnicę. Nawet najlżejszy płynny podkład nie jest tak lekki i niewyczuwalny jak minerałki.
Wcześniej wydawało mi się, że używam stosunkowo lekkiego, średnio kryjącego podkładu, więc nie obciążam mojej skóry. Kiedy po kilku miesiącach z okazji pewnego ważnego wyjścia nałożyłam jednokrotnie płynny puder czułam się, jakby wysmarowała moją skórę klejem. Okropne uczucie, do którego od tamtej pory nie chcę wracać.

Problemy z kosmetykami mineralnymi, które utrudniają mi makijaż


Moja skóra ma dużą tendencję do świecenia i przetłuszczania w strefie T, co utrudnia moją współpracę z minerałami, które warzą się po kilku godzinach, schodzą z nosa, czoła i brody.
Tempo znikania zależy od pogody i codziennych zajęć. Nie raz wygląda dobrze 2 godziny, innym razem 6 godzin.
Nigdy nie zdarzyło się, bym mogła przez cały dzień mieć pewność, że wyglądam dobrze. Jesień i zima to najlepsze pory dla makijażu.
Moim sprzymierzeńcem okazał się primer glinkowy Anabelle Minerals, który zaaplikowany pod podkład mineralny pomaga nieco wygładzić cerę i ogranicza świecenie, dzięki czemu trwałość jest lepsza.
W dalszym ciągu nie było to jednak to.


Naturalna baza matująca Neve - początkowe rozczarowanie, a potem...



Niecałe dwa miesiące temu natrafiłam przypadkiem na bazę matującą Neve (do dostania TUTAJ). Przy okazji zakupu podkładu (dokładnie TEGO) wrzuciłam ją do koszyka.
Nie wiązałam z nią wielkich nadziei. Chciałam, by choć minimalnie przedłużała trwałość i mat.
Pierwsze użycie nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, choć już wtedy dało się dostrzec, że skóra jest bardziej wygładzona. Do makijażu potrzebowałam także mniej podkładu mineralnego. Jakby lepiej krył, lepiej się rozcierał... ale matowy efekt utrzymał się tylko chwilę dłużej, może około godziny.
Miałam także wrażenie, że spowodowała wysyp niedoskonałości na policzkach, więc na jakiś czas ją odstawiłam.


...ogromne, pozytywne zaskoczenie jej właściwościami



Niedawno wróciłam do niej i użyłam już kilkakrotnie z zaskakującym efektem. Różnicę zauważam nie tylko ja, ale także najbliżsi, w tym Ola i moja mama.
A co najważniejsze, nie pogarsza wyglądu cery, nawet stosowana kilka dni pod rząd. Tamten wysyp musiał mieć inne pochodzenie.

Najważniejsze jest działanie i na tym się skupię.
Baza ma kolor lekko cielisty, po roztarciu praktycznie jej nie widać. Stapia się ze skórą pozostawiając jedynie troszeczkę bardziej wyrównany koloryt. Należało by nałożyć jej większą ilość, by miała właściwości kryjące. Tymczasem używam jej dosłownie odrobinę - wielkości ziarenka grochu. Nie polecam nakładać jej więcej, ponieważ efekt będzie odwrotny do zamierzonego - przetestowałam na własnej skórze.
Po zaaplikowaniu odczekuję minutę i można przystąpić do makijażu. Już podczas malowania widać różnicę w łatwości aplikowania kosmetyków kolorowych. Ułatwia nakładanie podkładu, a wykończony już różem, bronzerem i rozświetlaczem make up wygląda dużo bardziej promiennie, ale skóra pozostaje matowa. Nie jest to plaski mat tylko piękny satynowy efekt.
Cera jest nieskazitelna, wizualnie gładsza, znikają rozszerzone pory. Primer wypełnia zmarszczki i inne niedoskonałości.
Makijaż na nim wykonany utrzymuje się cały dzień, czyli około 8 - 10 godzin w stanie doskonałym. Po kilku godzinach wymaga lekkiego zmatowienia pudrem, ale nie schodzi ze strefy T, nie ciastkuje się nawet w wysokich temperaturach. Po przypudrowaniu wygląda ciągle idealnie.
Dotychczas miałam problem ze znikającym rozświetlaczem mineralnym. Przy tej bazie rozświetlacz i całe konturowanie trzymają się aż do demakijażu.

Jest to bez wątpienia mój MUST HAVE. Coś czego nie używam na co dzień, ponieważ nie potrzebuję każdego dnia aż takiego spektakularnego rezultatu. Nie wyobrażam sobie, by miało jej zabraknąć w mojej kosmetyczce.

makijaż mineralny

Czasem łączę ją z Primerem Ginkowym Anabelle i wtedy cera wygląda jak z Photoshopa.
Zarówno Bio Primer, jak i Primer Glinkowy nie wysuszają mojej cery, nawet na policzkach. Cały dzień czuję komfort i nawilżenie.

Kredka do ust Neve - naturalny skład i trwałość 


Zauroczona marką Neve zakupiłam kolejny produkt tej firmy - kredkę do ust (do kupienia TUTAJ). Możecie zobaczyć jej kolor na zdjęciach - to nude, lepszy kolor naszych ust wpadający w brąz z nutą zgaszonego różu. Kredka to kolejne objawienie - trzyma się kilka godzin, trwałość ma tylko trochę gorszą od moich ulubionych pomadek matowych w płynie. Za to w ogóle nie wysusza, nie powoduje ściągnięcia i dyskomfortu. Jest miękka i kremowa, dzięki czemu przyjemnie się ją nakłada. W razie konieczności poprawki to nie problem -  można nakładać na resztki poprzedniej warstwy, bez zmywania.


Na pewno kupię kolejne kolory. A jest w czym wybierać : ))
Mój odcień to Marmotta.

Na zachętę dodam jeszcze, że produkty te są naturalne, nie testowane na zwierzętach, wegańskie, a do tego nie zawierają pochodnych ropy naftowej, parabenów i silikonów, czyli są po prostu bezpieczne i zdrowe.

Chciałybyście czytać na blogu więcej artykułów nie związanych z tematyką włosową? 

Moja przygoda z metodą Curly Girl - z przymrużeniem oka

Moja przygoda z metodą Curly Girl - z przymrużeniem oka
Na fali popularności metody Curly Girl postanowiłam i ja spróbować wydobyć skręt z moich prostych jak druty włosów.
Zewsząd ostatnio atakują mnie hasła związane z tym tematem, portale społecznościowe zalała fala zdjęć efektów i zachwytów.
Nawet dziewczyny, które mają proste włosy nagle zmieniają swoją pielęgnację o 180 stopni.

Filmik z całego eksperymentu nagrany dla Was <3:


Jeśli jesteście ciekawe, jak wyglądają moje włosy stylizowane, jak włosy falowane/kręcone to zapraszam dalej : )


O metodzie Curly Girl słyszał chyba już każdy. Ostatnio zdobywa ona wielką popularność. Coraz częściej niestety ludzie padają jej ofiarą.
Tak też byłoby ze mną, gdybym potraktowała ten eksperyment poważnie.

Włosy przed:

metoda curly girl
curly girl

Rytuał pielęgnacyjny - szybkie olejowanie kamelią, mycie i maska


Włosy zostały na początek naolejowane olejem kameliowym (KLIK). Jak zawsze włosy olejowane były na sucho.


Uprzedzając Wasze pytania, jeśli macie ochotę dowiedzieć się, dlaczego nie używamy pod olej żadnych mgiełek, podkładów itd to zapraszam na Instagram Story - zapisana relacja pt."Olejowanie".
Z olejkiem nie siedziałam długo, ponieważ kręciłyśmy film bardzo spontanicznie i nie było na to czasu.
Olej jak widzicie nakładam najpierw dłońmi, wcieram go dokładnie, po czym wprasowuje dłońmi i rozpoczynam wczesywanie szczotką wiosłową.
Po dosłownie chwili zmyłam dwukrotnie szamponem Le Cafe de Beaute Lekkość i objętość (KLIK). Oczywiście normalnie z olejem siedziałabym dłużej, co najmniej pół godziny.


Na odsączone włosy zaaplikowałam maskę tej samej firmy. Jest to maska wzmacniająca dla włosów cienkich (KLIK). Jej skład jest zrównoważony, czyli PEH-owy: w przewadze występują emolienty takie jak olej ze słodkich migdałów, olej sezamowy, oraz Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, z protein: hydrolizowana keratyna oraz proteiny kaszmiru. Humektanty: Panthenol i kwas mlekowy. Dodatkowo na początku składu mamy ekstrakt magnolii, olej ylang ylang (olejek eteryczny) na końcu przed zapachem figuruje sok cytrynowy. Co ważne, nie zawiera silikonów.
Swego czasu ta maska była naszym wielkim ulubieńcem i to użycie udowodniło mi, że warto do niej wrócić.
Włosy po niej były bardzo miękkie, łatwo się rozczesywały. Spłukałam ją po trzech minutach i odsączyłam włosy w ręczniku.
Kolejnym krokiem było rozczesanie włosów na mokro oraz zaaplikowanie na nie odrobiny odżywki bez spłukiwania, która u mnie była tą samą maską Le Cafe de Beaute. Ilość ziarenka grochu roztarłam dobrze w dłoniach i wgniotłam we włosy.


Na sam koniec stylizator - żel do włosów Natura Siberica (KLIK), który u Oli sprawdza się świetnie. Używałyśmy go także podczas włosowych metamorfoz z dobrym skutkiem.
Niewielką ilość wgniatam ponownie we włosy, zaczynając od dołu i kończąc w okolicach ucha.

Stylizacja włosów na dyfuzorze


Przyznam, że sama swoje włosy na dyfuzorze suszyłam po raz pierwszy. Przy takiej długości nie jest to proste, dlatego robiłam to nieco nieporadnie. Co innego zajmować się cudzymi włosami, a co innego swoimi, które sięgają już za pas.
Jak widzicie początkowo po uwolnieniu włosów z dyfuzora włosy przybierały kształt lekko falowany. Jednak po chwili rozprostowywały się.
Samo suszenie trwało też wyjątkowo długo - około 45 minut, także prawie dwukrotnie dłużej niż moje standardowe suszenie.
Kiedy dopiero co wysuszyłam jedno pasmo, które było w miarę skręcone, to zanim skończyłam drugie, włosy już były z powrotem proste.
Była to dla mnie droga przez mękę ;d


Efekty zastosowania metody Curly Girl na moich włosach - pogniecione strąki


Efekty doskonale widać zarówno na filmie, jak i na zdjęciach. Poza tym, że włosy były bardzo mięciutkie i przyjemne w dotyku to nie widzę innych plusów.
Wyglądają na zaniedbane, mizerne, sianowate. Zniknęła połowa objętości, którą normalnie mają po myciu, a także nieco blasku. Przez posklejane strąki wyglądają nijako i nieciekawie. Natychmiast związałam je w warkocz i rozpuściłam dopiero przed kolejnym myciem.
Na pewno świadomie nie zrobiłabym im tego i nie chciałabym mieć takich włosów na co dzień.
Taki eksperyment potraktowałam jako ciekawostkę i więcej go nie powtórzę.
Moje proste włosy w takiej "pogniecionej" formie nie robią w ogóle pozytywnego wrażenia.


Co sądzicie o takim doświadczeniu?
Nie muszę chyba pytać, czy podobają się Wam moje włosy "po", bo nie spodziewam się, że komukolwiek przypadłyby do gustu ;d

M.

Sproszkowany hibiskus - nasz naturalny sposób na wypadające włosy i problematyczną skórę głowy

Sproszkowany hibiskus - nasz naturalny sposób na wypadające włosy i problematyczną skórę głowy
Sproszkowany hibiskus odkryłyśmy już kilka miesięcy temu. Sięgam pamięcią i było to na początku jesieni - w październiku.
Na początku zafascynowałam się nim ze względu na jego kolor i właściwości koloryzujące. Testowałam go kilkukrotnie w farbowaniu włosów i choć obecnie nie zależy mi już na czerwonym czy fioletowym odcieniu dalej jestem mu wierna.
Na temat farbowania z jego udziałem pisałam już nie raz, więc dziś chciałabym się skupić na innych profitach, które można czerpać z tego zioła.


Właściwości mielonego Hibiskusa 


Zawsze zanim zastosuję coś nowego staram się nieco zgłębić temat. O hibiskusie także początkowo czytałam, głównie na stronach włoskich i choć opisy brzmiały zachwycająco, wsadziłam je między bajki.
Jak to mówi moja mama "wyleczy wszystko oprócz śmierci".

Przede wszystkim jest bogatym źródłem witaminy C, kwasów organicznych, w tym cytrynowego, jabłkowego, winowego, szczawiowego, polifenoli, flawonoidów, antocyjanów, karotenów i pigmentów, które nadają kwiatom piękny kolor.
Pomaga walczyć z łupieżem, wypadaniem, a do tego odżywia i nabłyszcza.

Przyznam szczerze, nie wierzyłam, ponieważ wcześniej żadne ziółko nie uwiodło mnie swoim działaniem. Oczywiście henna, cassia i inne zioła koloryzujące spowodowały ładny kolor, połysk, wzmocnienie, ale dla osoby, która od kilku lat hennuje i farbuje ziołowo, to nie jest już nic nadzwyczajnego.

Co dało nam stosowanie hibiskusa


Hibiskus okazał się być inny i to od pierwszego użycia. Stosowałyśmy go z Olą jednocześnie, by dobrze go przetestować i nie rzucać słów na wiatr.
Mamy również sygnały od Was, które potwierdzają to co chcę dziś napisać.
Nie będzie to więc tylko teoria, ale nasze obserwacje połączone z głosem ćzytelniczek. Słowem - realne korzyści ze stosowania tego kwiatu.

Hibiskus dodawany do mieszanki koloryzującej (zarówno do henny, rubii, jak i katamu) jeszcze bardziej podbija właściwości odżywcze.
Regularnie używając henny czy cassi na pewno zauważymy ich pozytywny wpływ na włosy. Dodając do farbowania hibiskus przyśpieszymy pozytywne efekty, dodamy włosom jeszcze więcej blasku.
Czymś co za pokochałyśmy hibiskus jest fakt, że pomaga zwalczać wypadanie, ogranicza je zaraz po aplikacji i efekt utrzymuje się koło 2, 3 tygodni. Po tym czasie warto powtórzyć zabieg. Po kilku zastosowaniach włosy praktycznie przestają wypadać i nie trzeba powtarzać go już tak często.
U nas mniejsza ilość wypadających włosów jest widoczna od razu podczas spłukiwania ziół z włosów, a także przy kilku/kilkunastu kolejnych myciach.
Kiedy testowałyśmy Hibiskus nie używałyśmy specjalnie innych preparatów, wcierek, olejków na skórę głowy, by móc wiarygodnie ocenić rezultat.
Na pewno stosowany solo, jako jedyny element kuracji na wypadające włosy nie pomoże w przypadku bardzo dużego problemu. Jednak przy lekko zwiększonym wypadaniu lub jako prewencja zadziała świetnie.
Przy bardzo nasilonym problemie warto wesprzeć się i zastosować hibiskus jako dodatkową kurację.
Nie mamy problemu ze skórą głowy, łupieżem, więc trudno nam ocenić czy zwalcza łupież.
Na pewno jednak pomogła mojej skórze głowy podczas farbowania Rubią. Farbując manjisthą samodzielnie bardzo swędziała mnie skóra głowy przez kilka dni po farbowaniu. Kiedy mieszałam rubię z hibiskusem nic takiego nie miało miejsca.


Jak przyrządzić mielony hibiskus


Można przygotować go na wiele sposobów w zależności od tego, czy chcemy by miał lub nie miał właściwości farbujących.

- Nałożony samodzielnie na włosy wcześniej nie farbowane henną nie powinien ich zafarbować (robiłyśmy testy na blond pasemkach włosów naturalnych - zarówno hibiskus z Erbe di Janas, który ma 'stłumiony' kolor proszku oraz hibiskus Phitofilos, którego proszek ma piękny, intensywny kolor nie zafarbował włosów, jedynie (ale to tylko moje spostrzeżenie) jedno z pasemek po Phitofilos miało minimalnie jaśniejszy kolor, jakby rozjaśniony, ale w chłodnym kierunku. Zmiana jednak była ledwo zauważalna i zapewne nietrwała : ))
Jeśli nie chcemy wydobywać z niego koloru najlepiej zalać sam proszek gorącą wodą, odstawić na chwilę pod przykryciem i nakładać. Gorącą wodę warto zastąpić glutkiem lnianym, dzięki czemu konsystencja będzie gładsza i prostsza do nakładania.
Można użyć tylko 2, 3 łyżek wymieszanych z innym ziołem lub całego opakowania samodzielnie.

- Jeśli zależy nam na czerwono fioletowych niuansach można poeksperymentować z nadaniem zasadowego środowiska. Hibiskus musi mieć 'towarzystwo' by zafarbować/by stworzyć jakiś kolor.
U nas hibiskus puszczał czerwonawe tony tylko z dodatkiem sody KLIK Przeczytałyśmy między innymi tutaj https://www.greenme.com.br/consumir/cosmeticos/4759-hibisco-tingir-cabelo, że hibiskus nie lubi się z kwaśnym środowiskiem co potwierdzają testy na włosach, które stawały się miedziane (jeszcze bardziej niż były wcześniej) - to jednak tylko nasze eksperymenty : )

- Można także mieszać go z Waszą dotychczasową mieszanką koloryzującą. Sprawdzi się jako dodatek do rudości, czerwieni i brązów oraz czerni.

- Zawsze warto zrobić próbę kolorystyczną, jeśli nie jesteście pewne jaki kolor Wam wyjdzie.

Polecamy jak zawsze stosować zioła dobrej jakości.
Mielony hibiskus możecie kupić u nas KLIK i KLIK. Testowałyśmy obydwie firmy i są godne polecenia, choć ta od Phitofilos cieszy oko - na włoskich grupach jednak hibiskus Erbe di Janas wiedzie prym : )
W mieszance Rosso Ciliegia, którą ostatnio farbowałam włosy KLIK także jest jednym z 4 składników.

M.

Włosowa metamorfoza cienkich włosów Justyny

Włosowa metamorfoza cienkich włosów Justyny
Justyna zgłosiła się do nas kilkanaście dni temu w sprawie spotkania. Kilka dni temu udało nam się umówić i wykonać zabieg. Dziś chciałybyśmy przedstawić jego efekty.
Bardzo się cieszymy, ponieważ nie było na blogu jeszcze posiadaczki typowo cienkich włosów. Każde nowe włosy to dla nas nowe wyzwanie, którego wprost nie możemy się doczekać.

Problemy włosów cienkich 


Justyna napisała do nas:

"Włosy są raczej proste/lekko falowane. Szybko rosną, nigdy nie były farbowane.
Są cienkie, puszą się, plączą, szybko przetłuszczają i tracą objętość. I to są moje główne problemy których nie potrafię opanować.
Poza tym są wrażliwe, końcówki szybko się niszczą i rozdwajają."

Problemy zgłoszone przez naszą bohaterkę to typowe bolączki posiadaczek cienkich włosów. Z natury są one delikatne, dużo wrażliwsze niż inne rodzaje włosów. Łatwiej ulegają zniszczeniu, ciężej je zapuścić. Wszelkie zabiegi takie jak farbowanie, rozjaśnianie, trwała ondulacja to dla nich duży cios.
Oczywiście nie mówimy tutaj o farbowaniu ziołowym, ponieważ to zupełnie odwrotnie, wzmacnia i pogrubia włosy.

Włosy Justyny przed:



Przebieg Matamorfozy


Pierwszy krok to zawsze olejowanie i zawsze na suche włosy. Powtarzam to po raz kolejny, ale ciągle dostajemy od Was o to mnóstwo pytań - nie olejujemy na podkład nawilżający, na mgiełkę, odżywkę itd. Olej nakładamy zawsze na suche włosy.


Olej kameliowy (KLIK) został nałożony na kosmyki od ucha w dół, po czym dokładnie wczesywany szczotką przez około 50 minut. W między czasie dołożyłyśmy olej z pestek śliwki (KLIK).
Patrząc na przesłane nam zdjęcia miałyśmy inny plan zabiegu, ale po bliższym poznaniu włosów zmieniłyśmy koncepcję.
Z tego powodu na naolejowane włosy nałożyłyśmy miksturę DIY powstałą z wymieszania dwóch żółtek jajek i oliwy z oliwek w ilości około 7 łyżek. Całość rozmieszałyśmy aż powstała gładka masa, taki trochę majonez.


Taki miks został zaapikowany na 20 minut pod foliowy czepek, po czym przyszła pora mycia.
Wykorzystałyśmy do tego szampon Le Cafe de Beaute, Lekkość i objętość (KLIK) i dwukrotnie umyłyśmy włosy. Z tym, że podczas drugiego mycia został on wymieszany z łyżką sody.


Soda została użyta właśnie dlatego, by uniknąć strączkowania, nadać objętości. Włosy, owszem, były cienkie i wrażliwe, ale także w 100 procentach zdrowe, więc nie było obaw, że soda wyrządzi krzywdę.
Włosy nawet po sodzie były bardzo miękkie, jeszcze zanim nałożyłyśmy odżywkę Anthyllis (KLIK) na 20 minut pod suszarkę kapturową.
Odżywka była podgrzewana, by zwiększyć jej działanie.
Po zmyciu odżywki już prawie ostatni krok, czyli glutek lniany, który nałożyłyśmy na kolejne 20 minut pod czepek foliowy. Siemię lniane zostało zaaplikowane na długość, ale również na włosy bliżej nasady. Nie unikałyśmy specjalnie skóry głowy, ponieważ siemię lniane miało nadać objętości.


Siemienia nie podgrzewałyśmy suszarką, a jedynie przykryłyśmy ręcznikiem i tak spędziło na głowie kolejne kilkanaście minut.
Spłukanie go trwało chwilkę i na sam koniec wykonałyśmy płukankę cytrynową -1,5 litra wody i łyżka soku z cytryny.

Odsączone włosy bardzo łatwo dały się rozczesać, ale nasza Bohaterka nigdy nie ma z tym większego problemu. Włosy zostały wysuszone chłodnym nawiewem zamiennie z ciepłym kierowanym tylko przy skórze głowy. W trakcie oczywiście były kilkakrotnie przeczesywane szczotką wiosłową.


Włoski po wysuszeniu były dużo pełniejsze, nabrały objętości, puszystości, nie były postrączkowane. Kolor włosów nabrał nowego wymiaru - stał się bardziej złoty, ocieplił się i pogłębił. Z lekko mysiego blondu przeszły w złoty blond.  Nawet przerzedzone końce były gładkie i ładnie się układały.

Ostatnim krokiem była stylizacja na skarpetkowego koczka, który po zawinięciu był podgrzewany ciepłym nawiewem przez 10 minut i zostawiony do ostygnięcia.
Kiedy włosy przestygły koczek został odwinięty i możecie zobaczyć efekty - nikt by nie powiedział, że Justyna ma cienkie włosy. Gładkie fale wyglądają obłędnie i dodają objętości. Zwróćcie również uwagę, że odgniecenie od gumki zniknęło po niedługim czasie, kiedy przeszłyśmy na dwór zrobić zdjęcia ; )


Propozycje produktów, które naszym zdaniem powinny sprawdzić się na włosach Justyny 

- Cassia KLIK KLIK KLIK w celu pogrubienia, nabłyszczenia włosów, a także poprawy ich ogólnej kondycji, wzmocnienia
- Maska Anwen, Kokos i glinka KLIK
- Maska Le Cafe de Beaute, do włosów cienkich, osłabionych KLIK
- Maska Ekos (KLIK) i odżywka Anthyllis (KLIK) - obydwie są lekkie, ale ładnie dociążają i nabłyszczają włosy. Na pewno nie obciążą delikatnych cienkich włosów
- olej kameliowy (KLIK) i śliwkowy (KLIK), szczególnie stosowane w duecie, ponieważ śliwkowy dodaje lekkości w tej mieszance

Dajcie znać co myślicie!


M.