Popularne posty

Równowaga PEH - Przykładowe maski

Równowaga PEH - Przykładowe maski
O równowadze PEH zostało powiedziane już chyba wszystko. Każda Włosomaniaczka wie jakie zadanie pełnią proteiny, emolienty i humektanty.
Są to trzy grupy substancji, które należy dostarczać włosom, by prawidłowo o nie dbać.
W skrócie: proteiny wnikają w łodygę włosa, uzupełniają ubytki, wzmacniają. Emolienty natłuszczają, chronią przed zniszczeniami, a także pośrednio nawilżają zatrzymując wodę. Humektanty za to wiążą wodę, nawilżają.
Aby włosy były zdrowe i wyglądały jak najlepiej potrzebne są wszystkie trzy grupy, ponieważ działają one zależnie od siebie. Przykładowo same humektanty na nic nam się zdadzą, jeśli nawilżenia, które otrzymamy dzięki nim, nie zatrzymamy we włosie poprzez emolienty. Inny przykład, o którym przekonała się zapewne choć raz każda z nas - proteiny nakładane bez emolientów i humektantów zagwarantują nam przeproteinowanie, czyli suche, tępe w dotyku włosy. Co ciekawe, nawet zdrowe kosmyki można przeproteinować gwarantując sobie efekt niczym z początku swojej przygody dbania o włosy. I odwrotnie, włosy wysokoporowate dzięki odpowiedniej pielęgnacji z zachowaniem równowagi PEH mogą wyglądać bardzo zdrowo.
Na koniec tego krótkiego wstępu podam jeszcze kilka przykładów dla każdej grupy.
Proteiny dzielą się na te o małej i dużej masie cząsteczek. Dla włosów wysokoporowatych zniszczonych najlepsze będą te o dużej masie (jedwab, proteiny np. owsa, pszenicy, kolagen i proteiny mleka, proteiny jajeczne), dla włosów niskoporowatych te o małej (hydrolizowana keratyna, hydrolizowane proteiny jedwabiu, hydrolizowane proteiny pszenicy i owsa, hydrolizowana elastyna)
Również ekstrakty ziołowe można zaliczyć do grupy protein.
Humektanty to np. miód, gliceryna, aloes, kwas hialuronowy.
Emolienty to wszystkie oleje, a także tzw. "dobre alkohole": Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol oraz lecytyna.

Najprostszą drogą do zachowania równowagi PEH jest stosowanie masek, balsamów o składzie zrównoważonym. I dziś właśnie chciałabym pokazać kilka masek, które idealnie się do tego sprawdzą. Analizując dokładnie asortyment naszego sklepu znalazłam zaskakująco dużo propozycji.

1. Maski Karelia
Wersja Oblepikha (dokładnie TA, KLIK) - w jej składzie znajdziemy zarówno emolienty (cetearyl alcohol, masło shea) jak i nawilżającą glicerynę oraz dodatek hydrolizowanych protein kukurydzy, hydrolizat protein pszenicy. Do tego ekstrakty z jałowca, rokitnika, żurawiny.
Moroshka (KLIK) - ekstrakt z maliny moroszki, ekstrakt z zielonej herbaty, a z emolientów: glicerydy sojowe, masło shea, cetearyl alcohol, nawilżająca gliceryna.


Łopianowa
 (KLIK) - ekstrakt z łopianu, ekstrakt z kasztanowca, ekstrakt z zielonej herbaty. Z nawilżaczy gliceryna, wyciąg z trzciny cukrowej, betaina. Emolienty: cetearyl alcohol, masło shea, glicerydy sojowe.
2. Maski Natura Siberica rokitnikowe (KLIK oraz KLIK) - zarówno do włosów normalnych jak i do bardzo zniszczonych.
Obydwie zawierają mnóstwo naturalnych olejków, nawilżający panthenol, ekstrakty roślinne, hydrolizowane proteiny pszenicy, aminokwasy.
3. Organic Shop, maska z awokado (KLIK)
Emolient: cetearyl alcohol, olej kokosowy, olej z awokado. Nawilżająca gliceryna i miód, a do tego dodatek hydrolizowanych protein pszenicy.
4. Maska jajeczna, Receptury babuszki Agafii (KLIK) -  proteiny jajeczne, ekstrakty z: malina moroszka, różeniec górski, szałwia. Nawilżający sok z brzozy. Z emolientów: cetearyl alcohol, olej z rokitnika, olej z dyni.
5. Maska drożdżowa, Receptury babuszki Agafii (KLIK) - nawilżający panthenol i sok z brzozy, ekstrakty z: drożdże, oman wielki, mącznica lekarska, ostopest plamisty. Jako emolienty m.in: olej z kiełków pszenicy, olej z orzeszków cedrowych, olej z dzikiej róży, olej z nasion białej porzeczki, cetearyl alcohol.
6. Maska Ecolab Nawilżająca (KLIK) -  emolienty: olej z pestek brzoskwini, olej ze słodkich migdałów, masło shea, olej sezamowy, olej arganowy, Ekstrakt z korzenia imbiru, mleczko pszczele jako humektant.
7. Bania Agafii, Maska super silna (KLIK)
Emolienty: cetearyl alcohol, olej cedrowy, olej z kiełków pszenicy, olej lniany,
wyciągi z: mąkli tarniowej, szczodraka krokoszowatego, szyszek z czarnej olchy, łupin cebuli
humektanty to sok z aloesu, wosk pszczeli.

M.

PS. Aktualnie mamy taką promocję, że do zakupów powyżej 120 zł (nie wliczając oczywiście kosztów dostawy) dodajemy w prezencie maskę łopianową z powyższego spisu masek PEH : ) Promocja ważna do wyczerpania zapasów : )



Problem przetłuszczających się włosów - mój plan działania

Problem przetłuszczających się włosów - mój plan działania
W ostatnim poście wspominałam Wam o moim problemie z przetłuszczającymi włosami. Temat ten poruszany był już na blogu we wcześniejszych miesiącach letnich, kiedy to toczyłam walkę, by przejść z codziennego mycia włosów na mycie co dwa dni. Wtedy mi się to udało i tak kilka miesięcy miałam przysłowiowy "spokój". Komfort, kiedy nie musisz każdego dnia myć włosów jest nieziemski i w tym momencie, kiedy budząc się kolejnego dnia od mycia widzę nieświeżą grzywkę i włosy u nasady, załamuję ręce.
O powodach mojego problemu z tłustymi włosami możecie poczytać w ostatniej aktualizacji (KLIK). W skrócie: zaniechałam wcierki, które to wcześniej najbardziej mi pomogły, nasiliły się problemy hormonalne, które powodują zwiększone wydzielanie sebum również na twarzy, ale o tym przy okazji innego wpisu. Zaniedbałam również zakup filtra prysznicowego i niestety na czas nie wymieniliśmy go, co też obwiniam za pogorszenie stanu włosów i cery. Więcej o filtrze do wody pisałam TUTAJ http://www.sophieczerymoja.com/2016/06/jak-radzic-sobie-z-twarda-woda-domowe.html

Chcąc jak najszybciej przywrócić sobie komfort świeżej fryzury podjęłam kilka kroków.


1. Priorytetem jest wymiana filtra w łazience. Nie miałam czasu by pojechać po niego prosto do sklepu i czekam niecierpliwie na sms z Paczkomatu, że paczka na mnie czeka. Pojadę po niego od razu i już nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że zmiana będzie widoczna, tak jak ostatnio, już po pierwszej kąpieli. Pamiętam moje zdziwienie, kiedy już po pierwszym prysznicu włosy były bardziej miękkie, puszyste, a włosy nie przetłuszczały się i wreszcie wyglądały tak jak należy.
Zachęcam Was do sprawdzenia, jaką twardość wody macie w swoim mieście. Taka niepozorna zmiana jak założenie filtra może uczynić naprawdę dużo.
Ja teraz pluję sobie w brodę, że nie dopilnowałam wymiany na czas. Cierpią na tym moje włosy, ale także cera  i skóra na całym ciele.
2. Powrót do wcierek, dzięki którym udało mi się zwalczyć niegdyś przetłuszczanie. Najbardziej pomocne były Vianek, Tonik normalizujący (dokładnie TEN) oraz Orientana, Tonik ajurwedyjski (KLIK). Po obydwu efektem był również szybszy porost włosów, a także mnóstwo baby hair. Warto więc sięgnąć po nie nie tylko w przypadku problemu, o którym dziś wspominam.
W domu mam jeszcze resztkę Orientany, więc zacznę od tego, a kiedy mi się skończy przeleję do tej butelki Vianek, ponieważ ma on okropnie zacinający się aplikator. Jednak dla efektów, jakie dawał warto się z nim pomęczyć. Jeśli jednak można sobie ułatwić życie przelewając do innego atomizera to czemu nie? : )
3. Kilka dni temu Ola przypomniała mi o wcierce z cytryny. Rzeczywiście włosy po płukance cytrynowej zachowują dłużej świeżość. Wcierki cytrynowej nigdy nie testowałam, ale czytałam o niej pozytywne opinie.
Przygotuję na świeżo miksturę pół na pół sok z cytryny i woda przefiltrowana lub mineralna/źródlana i mieszankę będę wcierać po umyciu na jeszcze wilgotną skórę głowy.
4. Maski z glinki stosowane przed myciem włosów to kolejna nowość, którą zamierzam wprowadzić do pielęgnacji. Kilka dni temu skuszona promocją w Rossmannie kupiłam taki gotowy produkt z L'oreal do skóry głowy. Skład był w miarę okay, glinka w dużej ilości, do tego olejki eteryczne. Niestety opakowanie starczy mi tylko na cztery aplikację, ponieważ nie jest to zbyt wydajne. Póki co użyłam dwa raz i nawet miałam wrażenie, że zaraz po myciu włosy są bardziej uniesione od nasady, mnie przyklapnięte. Nie przedłużyło to znacząco świeżości.
Zamierzam więc robić takie maseczki sama mieszając glinkę z wodą. To będzie tańsze i przyjazne dla mojego portfela, a także bardziej naturalne niż takie gotowe maski.
Dzięki podpowiedzi jednej z Czytelniczek (Anett) spróbuję także czerwonej glinki w roli zamiennika suchego szamponu.

W dotychczasowej pielęgnacji nie wprowadzam żadnych zmian, ponieważ szampony dobrze mi się sprawują, odżywek i masek nigdy nie nakładałam od skóry głowy, więc dalej tego nie będę robić. Podobnie serum silikonowe też tylko od ucha w dół lub na same końce.
Za jakiś czas dam znać, czy zauważę jakieś postępy. Jeśli macie jakieś produkty, rady dla mnie to piszcie : )

Aktualizacja włosowa - włosowe problemy, przetłuszczanie

Aktualizacja włosowa - włosowe problemy, przetłuszczanie
Aktualizacja lutowa pojawiła się tylko w wykonaniu Oli (KLIK). Niestety przez chorobę nie byłam w stanie jej napisać w porę. Moja ostatnia aktualizacja dotyczyła grudnia i kawałka stycznia, więc dziś opiszę Wam co działo się z moimi włosami przez ostatnie ponad dwa miesiące.
Wszystko tak naprawdę kręci się wokół mojej choroby. Rozłożyła mnie angina, której do dziś nie mogę wyleczyć i z jej skutkami zmagam się dalej. Wróciłam do takiego stanu zdrowia, że mogę normalnie funkcjonować, aczkolwiek pewne dolegliwości nadal mi dokuczają.
W związku z pogorszeniem stanu zdrowia nie byłam w stanie odpowiednio zadbać o włosy, a długotrwałe leczenie, w tym antybiotykoterapia nie przeszło bez echa. Pogorszyła się cera, a także włosy.
Moim największym problemem obecnie jest przetłuszczanie skóry głowy. Wiecie, że od kilku miesięcy prowadzę walkę o to, by myć włosy co drugi dzień. Niestety od marca muszę myć je codziennie. Czuję się jakbym cofnęła się w czasie i nic nie robiła w celu wyeliminowania niegdyś tego problemu, ponieważ znów jestem w punkcie wyjścia. Najbardziej za ten stan rzeczy obwiniam siebie i to, że zaniedbałam wcierki. Od miesiąca nie wcierałam nic i niestety moja skóra się zbuntowała. Gdy regularnie aplikowałam toniki na skórę głowy nie miałam jej nic do zarzucenia. Teraz już nawet po jednym dniu wieczorem mam obciążoną grzywkę, a po nocy włosy u nasady też nie wyglądają dobrze. Sytuacja jest na tyle kiepska, że aby wyjść z domu muszę użyć dużej ilości suchego szamponu, po którym zaś fryzura jest matowa i usztywniona. Po kilku takich aplikacjach rezygnuję z tego, ponieważ szkoda mi i włosów i skóry głowy, którą takie ilości suchego szamponu podrażniają i tylko czekać aż pojawią się inne negatywne skutki. Ułożyłam sobie już plan walki z tym problemem, o którym napiszę kolejnym razem. Mam nadzieję, że pomoże i przy kolejnej aktualizacji będę mogła pochwalić się małym sukcesem.


Niestety moje włosy mało co urosły przez ten czas, ale nie dziwi mnie to. Dobrze, że chociaż trzymają się głowy, choć wypada ich minimalnie więcej
.
Jeśli już jesteśmy w temacie przetłuszczania i włosów u nasady to muszę ponarzekać jeszcze na jedną rzecz. Moja fryzura ostatnio jest ciągle przyklapnięta i bez życia. Ledwo umyje włosy, a one już są takie jakieś smętne. Wiem, że włosy niskoporowate tak mają i niestety to jest ich wielki minus, ale nie jestem z tego zadowolona ;d Myślę, że przy okazji kolejnego farbowania pociągnę farbą chemiczną całe włosy. Z koloru jestem zadowolona i nie muszę go rozjaśniać, ale takie farbowanie rozchyli łuski i może to pomoże. Takie kontrowane "niszczenie" ma według mnie same plusy.
Co do samych włosów to w dni, kiedy je olejuje, a robię to średnio dwa razy w tygodniu wyglądają naprawdę dobrze. Olej żurawinowy (dokładnie TEN), kameliowy (KLIK) i EcoLab Arganowy (KLIK) dalej działają u mnie cuda i to już po jednym użyciu. Zdecydowanie kameliowy najlepiej się sprawdza stosowany ciągle i regularnie. Wtedy daje niesamowite efekty - włosy nawet między olejowaniem są bardziej sprężyste, dociążone. Także w dotyku wyczuwam taką pozytywną ciężkość.
Szampony, których używam to w dalszym ciągu Le Cafe. Obecnie "Lekkość i objętość" (KLIK) oraz "Regeneracja" (KLIK). Jestem z nich ogromnie zadowolona i nie zamierzam póki co ich zmieniać. Żongluję tylko ich rodzajami i stosuję zamiennie. Do oczyszczania Joanna Hypoalergiczna. Stosowałam ją około raz w tygodniu.
Z masek i balsamów to najczęściej używany był balsam Arctic Rose (KLIK), który nawet używany kilka dni pod rząd dalej działa wyśmienicie, nie powoduje przeproteinowania, nie rozmiękcza zanadto włosów. Są idealne, bardzo gładkie i dobrze się rozczesują. W dalszym ciągu stosuję maski Karelia - najczęściej wersja Brzoza (KLIK), ponieważ idealnie komponuje się z olejowaniem przed myciem. Arctic Rose zastępuje mi Karelie Oblepikhe (KLIK), która póki co mi się skończyła. 
Końcówki nie obcinane od pół roku i planuję je podciąć o centymetr, dwa przy okazji kolejnego farbowania. Zabezpieczam je olejkiem z Gliss Kur, który mimo, iż nie nadaje takiego wizualnego efektu WOW jak Mythic Oil, to o końce dba dobrze. Po kilku miesiącach mogę to już ocenić.
Dość narzekania na dziś ;d Mam nadzieję, że Wasze włosy sprawiają wam mniej problemów : )

Sesja ślubna plenerowa II

Sesja ślubna plenerowa II
Jeśli czytacie nas regularnie to na pewno pamiętacie o tym co pisałam na temat sesji plenerowej. Mieliśmy przyjemność odbyć takie dwie - jedną, której efekty mogłyście oglądać TUTAJ, drugą z naszym fotografem ślubnym, z której kilka kadrów chcę Wam pokazać dzisiaj. Od początku z tą sesją mieliśmy pod górkę. Wystarczy sięgnąć pamięcią do października i przypomnieć sobie, jaka wtedy była pogoda. Jak na złość cały czas padało, a temperatury były już dość niskie. W dzień ślubu deszcz również nas nie oszczędził. Zależało nam na "złotej jesieni" chociaż na zdjęciach w plenerze. Niestety październik się kończył, a pogoda nie zamierzała się poprawić. Z tego powodu zdjęcia, które Wam dziś pokaże powstały w deszczu. Raz padało mocniej, raz tylko lekki kapuśniaczek. Między zdjęciami kryłam się pod parasolem. Na szczęście w gęstym lesie drzewa też trochę przed kroplami chroniły. Niefortunnie się złożyło, że nie zdążyło się tam zrobić złoto i jesiennie, stąd klimat jest bardziej leśny, rustykalny niż jesienny : )


Przez dużą wilgoć w powietrzu włosów nie kręciłam, bo i tak nie wytrzymałyby za długo. Pozostawiłam je proste i mimo tego, że lekko się puszyły i plątały przez deszcz to oceniam ten wybór pozytywie. Dzięki temu kiedy oglądam wszystkie zdjęcia ślubne, nie wyglądam na każdym tak samo. Makijaż podobnie jak na wcześniejszy plener wykonałam sama.

Zdjęcia: Jakub Kucytowski

Porównanie efektów (w zdjęciach) olejowania włosów - EcoLab, Olej kameliowy, Olej żurawinowy, Vianek + wygląd moich włosów bez olejowania

Porównanie efektów (w zdjęciach) olejowania włosów - EcoLab, Olej kameliowy, Olej żurawinowy, Vianek + wygląd moich włosów bez olejowania
Ostatnio po kilku tygodniach przerwy użyłam ponownie olejku EcoLab Arganowego (KLIK). Efekt na włosach przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Kiedy Ola wysłała mi zdjęcia wpatrywałam się w nie przez dłuższą chwilę. Wtedy też zrodził się w mojej głowie pomysł na post zbiorczy, w którym pokażę jak prezentują się włosy po olejowaniu kilkoma moimi ulubionymi olejami. Wybrane zdjęcia prezentują efekty po olejach, których najczęściej używam. Każdy z nich to mój ulubieniec i tak naprawdę z każdego jestem zadowolona. Gołym okiem na żywo nie widzę różnicy między efektami po ich zastosowaniu i kiedy zaczęłyśmy szukać zdjęć do tego wpisu dopiero dostrzegłam, że mimo tego, iż w moim odczuciu każdy daje podobny rezultat, to jednak zdjęcia pokazują, że każdy w jakimś stopniu działa inaczej.
Każdy  z wybranych przeze mnie produktów powoduje, że włosy są gładsze, lepiej się układają, ładnie się rozczesują, a także niestrączkują się.
EcoLab Arganowy (dokładnie TEN) to olej, który rozkochał mnie w olejowaniu. Dzięki niemu się przekonałam do tej metody, bo jako pierwszy sprawił, że moje włosy wyglądały lepiej, a z każdym kolejnym użyciem poprawiała się ich kondycja. Od tamtej pory, a mija już 3 lata, zawsze mam go w łazience i po ostatnim użyciu przedwczoraj tylko się utwierdziłam w tym, że nie może mi go zabraknąć. Pomimo tego, że przez ten czas moje włosy bardzo się zmieniły, on dalej im odpowiada.
Wyróżnia go to, że niesamowicie zmiękcza włosy. Stają się one wręcz "dziecięce" w dotyku - bardzo lekkie i delikatne. Pomimo tego uczucia lekkości bardzo mocno wygładza aż po same końce, a także co możecie zobaczyć na zdjęciach, mocno nabłyszcza. Włosy po nim są gładką, odbijającą światło taflą.
Efekty olejowania tym olejkiem możecie zobaczyć na zdjęciach:


Zawiera proteiny, ale nawet moje antyproteinowe włosy je akceptują i nigdy nie zdarzyło mi się ich nim przeproteinować. Zaznaczę jednak, że nie stosowałam go ciągle, dzień po dniu, a co najwyżej dwa, trzy razy w tygodniu. Najlepszy efekt daje u mnie nałożony na góra 3 godziny. Na zdjęciu włosy były olejowane niecałe dwie godziny. Jest to produkt dość lekki, jak na olej, łatwo się zmywa.
Niestety w momencie, kiedy moje włosy przechodziły włosowy kryzys spowodowany sezonem jesienno-zimowym, a także problemami hormonalnymi, nie mógł sobie z tym poradzić i wtedy z pomocą przyszedł mi Olej kameliowy (KLIK) i żurawinowy (KLIK). Dają on prawie taki sam efekt i nawet przyglądając się zdjęciom trudno mi zauważyć jakąkolwiek różnicę między nimi. Podobnie jak EcoLab mocno wygładzają.

Olej kameliowy:


Olej z żurawiny arktycznej:


Obydwa jednak sprawdzają się najlepiej zaaplikowane na całą noc, a jeszcze lepiej dobrze wczesane, wprasowane we włosy. Po krótszym czasie też widzę różnicę, ale nie aż taką, więc teraz zawsze przykładam się do aplikacji tych dwóch olejów. Olej żurawinowy (dokładnie TEN) jest stosunkowo lekki, natomiast kamelia należy już do cięższych w moim odczuciu olejów. Zawsze kiedy ją zmywam robię to dokładnie i trochę dłużej niż zazwyczaj. Obydwa mocno odżywiają, natłuszczają i co najważniejsze, efekt pojawia się już po pierwszym użyciu. Niejednokrotnie, kiedy włosy są w gorszej formie, poświęcałam im mniej czasu i wyglądają gorzej to olej kameliowy (dokładnie TEN) ratuje ich wygląd. Moje włosy nie są podcinane od prawie pół roku, a końcówki ciągle dobrze wyglądają. Oczywiście nie tak, jak zaraz po obcięciu, ale zazwyczaj po trzech miesiącach bez podcięcia wyglądały gorzej niż teraz. Główną zasługę przypisuję tutaj właśnie kamelii i żurawinie, które najczęściej stosowałam w okresie jesień-zima. Zabezpieczam nimi także końcówki. Czasem po myciu mam wrażenie, że nie domyłam olejków, ponieważ włosy są takie ciężkie i wydają się tłuste. Jednak kiedy wyschną obawy mijają, a pozostaje tylko głębokie odżywienie, które właśnie daje taki efekt po umyciu.
Niestety nie mam aktualnego zdjęcia po olejku z Vianka odżywczo-regenerującym. Te zdjęcia są sprzed kilku miesięcy, chyba z sierpnia. Włosy też są ładnie wygładzone, ale nie aż tak jak w przypadku wcześniejszych olejków. Pojedyncze włoski na długości odstają, nie ma aż takiego efektu tafli. Jest jednak również zwiększony blask.


Vianek (KLIK) dobrze dociąża, idealnie nada się dla włosów puszących się, suchych, niesfornych. Włosy po nim bajecznie się rozczesują i są takie mięsiste w dotyku. Vianek też najlepiej stosuje mi się na całą noc.
Na końcu na prośbę jednej z Czytelniczek możecie zobaczyć, jak wyglądają moje włosy po minimalnej pielęgnacji - szampon, zwykła, prosta odżywka, a przede wszystkim bez olejowania i bez serum silikonowego. Przy okazji nie były w swojej szczytowej formie, stąd Bad Hair Day. Zdjęcie również jest sprzed kilku miesięcy, ale myślę, że dobrze odzwierciedla tą różnicę. Włosy nie są już tak gładkie, tak lśniące i nie robią aż tak dużego wrażenia. Jak widzicie, nam też zdarza się mieć nieidealne włosy.


PS. Zrobiłyśmy promocję w naszym sklepie : ) Od teraz aż do wyczerpania zapasów do zamówień powyżej 100 zł dorzucamy prezent - Hibiskusowy tonik od Sylveco : ) https://sophieczerymojasklep.pl/

Jak aplikować wcierkę, olejek,serum by nie obciążały włosów?

Jak aplikować wcierkę, olejek,serum by nie obciążały włosów?
Chciałabym się dziś podzielić z Wami prostym patentem, który stosuję w pielęgnacji włosów już od dawna. Jako posiadaczka włosów prostych, ciężkich i skłonnych do obciążenia poprzez zbyt bogatą pielęgnację nie mogę sobie zawsze pozwolić na zaaplikowanie olejku, serum silikonowego i wcierki jednocześnie. Jeśli macie ten sam problem jak ja lub jesteście posiadaczkami włosów cienkich, przetłuszczających się to zapraszam do dalszej lektury.
Zabezpieczanie końcówek od kilku już lat jest u mnie priorytetem. Przykładam do tego wielką uwagę. Zauważyłam, że jak tylko na kilka dni odpuszczę ten krok to od razu pojawiają się negatywne skutki. Szczególnie łatwo zauważyć to jesienią i zimą. Prawdą jest to, że niestety włosy niszczą nam się o każdej porze roku, a to jak bardzo, zależy głównie od naszego trybu życia.
Niejednokrotnie zdarzyło mi się obciążyć włosy gdy nałożyłam za dużo serum czy olejku. Nie ma dla mnie nic gorszego niż zaprzepaszczenie ładnego wyglądu fryzury poprzez coś co miało być "ostatnim szlifem". Ta przysłowiowa "kropka nad i" powinna zdefiniować końcowy efekt, nadać blasku, wygładzić i przede wszystkim zabezpieczyć włosy przed zniszczeniami. W rzeczywistości, gdy przedobrzymy, przetłuszcza fryzurę, zabiera objętość i powoduje, że się strączkuje.


Rozwiązaniem mojego problemu okazało się nakładanie produktów "końcowych" - olejek, serum, wcierka na mokro.
Wilgotne włosy wybaczą nam więcej, przymkną oko na kroplę, dwie za dużo. W momencie gdy aplikowałam wcierkę np. Orientana (KLIK), Agafia (KLIK) na suche włosy fundowałam sobie przyklapnięcie, a w drugiej połowie dnia przetłuszczenie skóry głowy. Jedynym produktem tego typu, który mogłam tak używać jest tonik Vianek (KLIK) - nie powodował przetłuszczenia, wręcz przeciwnie - ładnie sobie z nim radził. Jednak nawet on aplikowany na mokrą skórę głowy działał lepiej. Nie tylko nie obciążał, a nawet nadawał objętość, odbijał od nasady.
Wcierki aplikowane zaraz po myciu to dla mnie najlepsze wyjście. Produkt ma wtedy wystarczająco długi kontakt ze skórą, by mógł zadziałać, a jednocześnie nie przysparza nam problemów.
Podobnie robię z olejkami silikonowymi typu Mythic Oil, GlisKur, Dove. Porcję aplikuję na wilgotne końcówki zaraz po odsączeniu z nadmiaru wody i to ona odpowiada w głównej mierze za zabezpieczenie końców. Po wysuszeniu zaś dokładam jeszcze niecałą połowę porcji skupiając się głównie na końcach, a resztką roztartego w dłoniach produktu muskam całe włosy od ucha w dół. Ten krok dodatkowo wygładza, nabłyszcza.
Moją ulubioną ostatnio metodą zabezpieczania włosów jest nakładanie na mokre włosy kilku kropelek naturalnego oleju - najczęściej żurawina lub kamelia (KLIK), ponieważ mają wygodne aplikatory i łatwo wydobyć malutką ilość. Dzielę włosy na 4 sekcje, po czym biorę 3, 4 krople i rozcieram dokładnie w dłoniach. Następnie głaskam włosy przez dłuższą chwilę po końcówkach, a na koniec przejeżdżam po całej długości od ucha w dół. Na koniec przeczesuję dokładnie włosy szczotką. Naturalne oleje dają włosom niesamowity blask. Moim zdaniem nawet ładniejszy i bardziej naturalny niż najlepsze silikony.
Po wysuszeniu dokładam minimalną ilość serum silikonowego.
Taki duet nie obciąża włosów, a zapewnia idealny wygląd. Jeśli nie używałyście nigdy naturalnego olejku na końcówki to spróbujcie. Ja też przez długi czas nie mogłam się przekonać, ponieważ kiedy nakładałam go na suche włosy nawet ilość dwóch kropli przetłuszczała mi je.

M.

Niedziela dla włosów - bogata pielęgnacja po chorobie

Niedziela dla włosów - bogata pielęgnacja po chorobie
Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi na leżeniu w łóżku i wizytach u lekarzy. Rozłożyła mnie choroba, przez którą nie miałam siły na nic, a już na pewno nie na pielęgnację włosów. Z tego powodu kompletnie zaniedbałam wcieranie wcierek, olejowanie, a nawet nakładanie odżywek czy masek. Jedyne na co się mogłam zdobyć to szybkie umycie włosów pod prysznicem i wysuszenie ich ciepłym nawiewem, by nie siedzieć z mokrą głową. Zdenerwowana nie raz szarpałam włosy próbując je pośpiesznie rozczesać, przez co trochę ich wyrwałam, trochę połamałam. Kiedy poczułam się wreszcie trochę lepiej i wróciłam do żywych przyszedł czas ocenić straty.
Przez ostatnie kilkanaście dni jedynymi kosmetykami, jakie stosowałam były dwa szampony. Jeden do każdego mycia Le Cafe de Beaute Regeneracja (KLIK), a drugi do oczyszczania, ponieważ pojawiło się u mnie uczucie świądu skóry głowy - Beauty farm (KLIK). Niewątpliwie obydwa poradziły sobie świetnie w tej sytuacji. Po Le Cafe włosy łatwiej się rozczesywały nawet mimo braku odżywki i męczenia gorącym nawiewem. Gdyby nie towarzyszyło mi tyle negatywnych emocji na pewno nie szarpałabym tak włosów i rozczesywała je powoli, dzięki czemu nie ucierpiałyby aż tak. W chwili kiedy pojawił się świąd skóry, a ja nie miałam głowy do olejowania jej, wcierania czegokolwiek umyłam ją po prostu dwukrotnie oczyszczającym szamponem z 'kozą'. Włosy po nim też ładnie się rozczesały mimo braku odżywki czy nawet serum silikonowego, bo o nim też zapominałam, co odbiło się na kondycji końcówek, ale o tym za chwilę. Na szczęście porządne oczyszczenie wystarczyło by nieprzyjemne dolegliwości skóry głowy minęły.
Kiedy wreszcie mogłam wyjść na chwilę z domu, umówiłam się z Olą na spotkanie. Postanowiłam że trzeba wreszcie zrobić coś z włosami, by pokazać Wam jak teraz wyglądają. Aby jednak nie straszyć Was matowymi, przesuszonymi włosami uznałam, że przyszedł czas na bogatą pielęgnację, by choć w jakimś stopniu włosy odżyły.
Na początek więc ponownie oczyściłam je Beauty Farm (KLIK), po czym kiedy wysuszyłam je letnim nawiewem, zaaplikowałam na nie olej kameliowy (KLIK). Zrobiłam to nadzwyczaj dokładnie wczesując go pasmo po paśmie. Sama aplikacja trwała kilka minut, podczas których gładziłam dokładnie włosy, dzieliłam je na małe pasma i dokładnie rozczesywałam. Nie raz już taka metoda dała u mnie lepszy rezultat niż zwykłe szybkie nałożenie oleju. Nauczyłam się tego od Oli i staram się praktykować.
Po całej nocy w warkoczu rano na włosy dołożyłam grubą warstwę czarnej maski Fratti (dokładnie TEJ). Zaaplikowałam ją również na skórę głowy i trzymałam koło pół godziny pod foliowym czepkiem i ręcznikiem, tak by były w cieple.
Do umycia użyłam tym razem mydła cedrowego (KLIK), ponieważ brakowało mi takiego uczucia odświeżenia, a ono dzięki swojemu zapachowi idealnie się do tego nadaje. Umyłam włosy dwukrotnie, po czym nałożyłam na chwilkę balsam z różą (KLIK), który wprost uwielbiam. Zastanawiam się czy nie spróbować niedługo innej wersji tego balsamu. Używałyście może?
Lekko odsączone włosy zabezpieczyłam kroplą serum Glis Kur, delikatnie rozczesałam i wysuszyłam. Od skóry głowy ciepłym nawiewem, a potem już chłodnym.
Efekt finalny możecie zobaczyć na zdjęciach. Były one robione na szybko i w szaliku, stąd takie uniesienie, odgniecenie. Włosy są miękkie, gładkie i właściwie same się rozczesały. Wrócił blask, którego przez kilkanaście dni nie było. Końcówki lekko rozwiane przez wiatr, ale widać, że tęsknią już za nożyczkami. Nie były podcinane już prawie pół roku, więc mogą mieć swoje gorsze dni.
Na szczęście po raz kolejny okazało się, że choćby jednodniowa bogata pielęgnacja potrafi zrobić dużą różnicę w wyglądzie włosów. Teraz tylko muszę powrócić do wcierania wcierek w skórę głowy, a po takiej przerwie odzwyczaiłam się od tego ;d.