Popularne posty

Niedziela dla włosów - Nowości w akcji: Szampon Bentley Organic, Maska Ekos

Niedziela dla włosów - Nowości w akcji: Szampon Bentley Organic, Maska Ekos
Dawno nie pokazywałam Wam efektów pielęgnacji po konkretnym zestawie, dlatego dziś pora na taki post.
W naszym sklepie pojawiło się sporo nowości. Wszystkie oczywiście skrupulatnie testujemy lub już przetestowałyśmy, by móc Wam polecać tylko najlepsze produkty. Są jednak takie pozycje, które ciężko zastąpić czymś innym.

Ulubiony duet do olejowania - kamelia (KLIK) i śliwka  (KLIK)


Dziś użyłam praktycznie samych nowości poza sprawdzonym duecie do olejowania, o którym już pisałam np. TUTAJ http://www.sophieczerymoja.com/2017/08/mieszanka-olejowa-diy-inspirowana.html
Od tamtej pory nic się nie zmieniło i ten miks dalej pozostaje w kręgu ulubieńców.
Kolor moich włosów jak widać nieco się już zmył. Jednak jak na ponad miesiąc od farbowania i tak oceniam to bardzo dobrze. Przez 3 tygodnie wyglądał praktycznie tak samo. Dopiero ostatnio, kiedy częściej oczyszczałam włosy szamponem z SLS nieco wyblakł.
Mimo to jestem pozytywnie zaskoczona trwałością rubii. Myślę, że po kolejnym farbowaniu kolor utrwali się jeszcze lepiej. W końcu henna też na początku zmywa się z włosów i dopiero kilkukrotna aplikacja utrwala barwnik. Myślę, że tutaj będzie podobnie. Niestety z powodu braku manjisthy w Hurtowniach póki co nie mam czym się ufarbować i muszę czekać na dostawę. Mam nauczkę, by zawsze mieć ją odłożoną w zapasie.

Włosy naolejowałam na noc metodą na sucho. Choć olejowanie na mgiełkę aloesową daje u mnie dobre efekty to zajmuje zbyt dużo czasu. Ostatnio także przenawilżyłam nieco włosy przesadzając ze stosowaniem aloesu pod olej i po myciu nakładając maskę Omia. Choć uwielbiam tą maską należy naprawdę bardzo uważać i nie stosować jej w połączeniu z innymi humektantami, a także nie nakładać zbyt często.
Olej śliwkowy i kameliowy działają cuda zarówno razem jak i osobno. Uwielbiam używać ich przed myciem, po myciu, razem lub w duecie.

Dwa nowe szampony do mycia włosów 


Po całej nocy czas na mycie. Obecnie testuję dwa szampony - Bentley Organic (KLIK) oraz Anthyllis (KLIK). Ich pełne recenzje ukażą się niedługo.
Marka Bentley Organic to była jedna z pierwszych, po które sięgnęłam kilka lat temu na początku włosomaniactwa. Wtedy nie było jeszcze szału na rosyjskie kosmetyki. Szampon o zapachu pomarańczy wspominam do dziś. Tym razem wybrałam wersję z lawendą, ponieważ od półtora roku mam bzika na punkcie lawendy. Niestety szampon nie pachnie lawendą, co mnie rozczarowało. Ma tak cudowny skład, że można przymknąć na to oko, szczególnie, że zapach jest słodki i przyjemny.
Zawiera 70% składników organicznych i nie znajdziemy w nim Cocamidopropyl Betaine.
Szampon Anthyllis zawiera Cocamidopropyl Betaine, a poza nim dwa bardzo dobrze tolerowane detergenty, w tym jeden należący do najnowocześniejszych i najdelikatniejszych. Obydwa bardzo polubiłam, ale to ten drugi stał się moim ulubieńcem.
Dziś jednak użyłam Bentley Organic i umyłam nim włosy dwukrotnie.


Maska Ekos z proteinami nasion moringa (KLIK) całkowicie zdominowała włosową rutynę 


Jako maska ostatni ulubieniec i także nowość, o której już mogłyście przeczytać - maska Ekos. W poście o masce mogłyście zobaczyć włosy Oli po jej użyciu. Dziś moje po dosłownie 2 minutach z tym cudotwórcą. Za każdym razem kiedy ją spłukuję nie mogę uwierzyć, że nie zawiera silikonów, ponieważ włosy są niesamowicie gładkie i lśniące.
Uwielbiam ją do tego stopnia, że wszystkie inne prawie poszły w odstawkę. Zresztą z tego co wiem u Oli sytuacja wygląda tak samo ;d
Włosy rozczesałam, w lekko wilgotne wtarłam 3 krople oleju z pestek śliwki i wysuszyłam chłodnym nawiewem.

M.

Zabezpieczanie włosów naturalnym olejem bez silikonów - moja opinia po kilku miesiącach

Zabezpieczanie włosów naturalnym olejem bez silikonów - moja opinia po kilku miesiącach
Odkąd odkryłam cudowne właściwości olejku z pestek śliwki powoli zaczęłam używać tylko jego do zabezpieczania włosów. Na początku oczywiście nie byłam do tej metody przekonana. Obawiałam się przetłuszczonych włosów. Na początku włosomaniactwa próbowałam zabezpieczać włosy olejem, ale robiłam to nieumiejętnie i kończyłam z przyklapniętą, postrączkowaną fryzurą. To mnie na długo zniechęciło i nie zamierzałam do tego wrócić.
Wszystko się zmieniło, kiedy wprowadziłyśmy do sklepu olej z pestek śliwki (KLIK), a Ola pokazała mi jak to się powinno robić.
Byłam bardzo zdziwiona, kiedy zaaplikowała mi olejek, a włosy stały się gładziutkie, miękkie i w ogóle nie obciążone.


Kluczem jest metoda i odpowiedni olej 


Pisałam to już nie raz, ale ciągle pojawiają się o to pytania, więc powtórzę z przyjemnością. Po myciu wystarczy zaaplikować minimalną ilość oleju. Oczywiście wszystko zależy od naszych włosów i niektóre mogą potrzebować go więcej, ale pamiętajcie, że zawsze można dołożyć, ale odjąć się już nie da.

Z tego powodu na początek polecam dwie, trzy krople. Kluczem do sukcesu jest bardzo dokładne roztarcie w dłoniach porcji olejku. Nie wystarczy nalać na rękę i wetrzeć to we włosy. Należy pocierać dłonie o siebie przez chwilę, by równomiernie rozprowadzić olej. Ja robię to do momentu, aż poczuję ciepło.
Na początek najlepiej wybierać oleje dość lekkie, które nie obciążą nam włosów. Dla własnej wygody polecam te z zakraplaczem czy pompką. Dużo prościej je dozować, nie ma ryzyka, że wylejemy za dużą porcję.
Najlepiej sprawdziły się u mnie: oczywiście olej z pestek śliwki (KLIK), olej z żurawiny (KLIK), kameliowy (KLIK), masło babassu (KLIK) - wszystkie produkty znajdują się na zdjęciu powyżej : )
Możecie także próbować z olejami, które macie akurat w domu. Wszystkie olejki, które Wasze włosy lubią powinny być dobre.


Moja opinia po kilku miesiącach bez serum silikonowego

Od razu zaznaczę, że nie zrezygnowałam rygorystycznie z silikonów. Nie unikam ich w maskach, odżywkach. Oczywiście używam raczej tylko takich, które ich nie mają lub mają silikony lotne i zmywalne delikatnymi detergentami.
Ograniczyłam jednak w 90% stosowanie serum silikonowego. Pozostałe 10% to z reguły przypadki, kiedy moje włosy wyglądały nieciekawie na skutek jakiegoś nieodpowiedniego produktu i mimo olejku brakowało im tego czegoś lub chciałam je dodatkowo zabezpieczyć, bowiem wymagały tego warunki.
Były to jednak pojedyncze przypadki na tle kilku miesięcy.
Przez cały ten czas obserwowałam moje włosy, by przedstawić Wam teraz wnioski z tego "eksperymentu", który stał się już praktycznie moją codziennością. 
Włosy nie są bardziej zniszczone niż wtedy kiedy używałam codziennie serum silikonowego. Nie pojawiają się rozdwojenia, włosy się nie łamią, końcówki są tak samo miękkie i gładkie jak reszta włosów.
Nie zauważyłam żadnego pogorszenia w kondycji zarówno włosów, jak i końcówek.
Odkąd doszłam do wprawy, nie zdarzyło mi się ani razu przesadzić z ilością oleju i przetłuścić kosmyków.
Na plus na pewno można zaliczyć piękny blask, który dają naturalne oleje oraz niwelowanie puszenia, w moim przypadku odstających na długości włosków. W tej kategorii na wyróżnienie zasługuje Masło babassu (KLIK), które trzyma włosy w ryzach nawet podczas deszczu i wilgoci. 

Może Wy także podejmiecie się takiego wyzwania i odstawicie sera silikonowe na rzecz naturalnego zabezpieczania włosów olejami? 

Maska do włosów z hydrolizowanymi proteinami nasion moringa Ekos-remedium na poplątane włosy bez połysku

Maska do włosów z hydrolizowanymi proteinami nasion moringa Ekos-remedium na poplątane włosy bez połysku
Dawno nie było na blogu typowej recenzji. Ostatnio jednak udało nam się dorwać kilka naprawdę fajnych nowości do sklepu, które albo już przetestowałyśmy albo jesteśmy w trakcie. Z tego powodu warto Wam je przybliżyć.
Na początek prawdziwy HIT - maska włoskiej marki Ekos. Do kupienia już w naszym sklepie KLIK : )
Producentem jest włoska firma Pierparoil. Zdradzę Wam, że z tej samej firmy mamy również szampon, który także testuję i po kilku użyciach mogę już polecić. On na pewno też pojawi się na blogu, bo o takim odkryciu nie można nie wspomnieć.


Prawie w 100% naturalny skład, bez szkodliwych substancji


Maska zawiera 98,3% składników pochodzenia naturalnego w tym pochodzenia organicznego.
Dodatkowo dzięki przyznanym marce certyfikatom możemy mieć pewność, że:
- kosmetyki nie są testowane na zwierzętach
- w składzie nie znajdziemy roślin modyfikowanych genetycznie oraz szkodliwych substancji, syntetycznych składników chemicznych takich jak parabeny, pochodne ropy naftowej, alkohol, barwniki, mydła zasadowe, fenoksyetanol, SLES, PEG
- produkty są badane na zawartość niklu, kobaltu i chromu
- zapach produktów został stworzony z naturalnych olejków eterycznych

Maskę wypatrzyła Ola  i przyznam, że miała nosa. Jej skład jest fenomenalny i nie da się tego ukryć, ale moje włosy właśnie mają zawsze problem z tak "czystymi" składami pozbawionymi chemii. W przeciwieństwie do Oli, której włosy reagują zazwyczaj dobrze na takie kosmetyki.
Z tego powodu nieco obawiałam się tej maski. Przeczuwałam, że pomimo samych zalet moje włosy nie zareagują na nią dobrze.
Wszystkie moje obawy okazały się bezpodstawne.
Maska Ekos stała się naszym wspólnym ulubieńcem.

Działanie mocno nawilżające, wygładzające, nabłyszczające


Produkt posiada praktycznie same zalety. Choćbym chciała dopatrzeć się jakiegoś minusa to nie mam się do czego przyczepić.
Działa tak samo u mnie, jak u Oli co zwiększa prawdopodobieństwo, że u Was także się sprawdzi, skoro radzi sobie z dwoma zupełnie innymi typami włosów.
Przede wszystkim ma bardzo dużą pojemność 500 ml. Jej konsystencja jest wybitnie gęsta, maślana i kremowa. Przypomina dobrze ubity krem do babeczek z mascarpone. Nie przypominam sobie innego produktu o tak wspaniałej konsystencji.
W kontakcie z wilgotnymi włosami nie rozrzedza się zanadto, nie spływa. Zapach jest bardzo intensywny, przypomina krem Nivea lub kosmetyki dla dzieci i niemowląt. Długo utrzymuje się na włosach - co najmniej kilka godzin po wysuszeniu.
Już podczas aplikowania włosy stają się mięciutkie, łatwo można je przeczesać palcami, porozdzielać ewentualne kołtuny. My zostawiamy ją na 2-5 minut. Kiedy włosy są już wypłukane i wilgotne czuć jakie są odżywione, gładkie i miękkie. Maska ułatwia rozczesywanie, włosy po wysuszeniu w ogóle się nie plączą. Stają się aksamitnie gładkie, mocno błyszczące, w ciągu dnia bez problemu można je przeczesać dłonią aż po same końce.
Pomimo zawartości protein nie odczułyśmy przeproteinowania nawet stosując ją dzień po dniu.


Zrównoważony skład PEHowy wzbogacony naturalnym silikonem i kwasem mlekowym


W składzie: emolient, antystatyk, masło shea, kwas mlekowy, olej słonecznikowy, roślinny emolient otrzymywany z oleju kokosowego (tzw. naturalny silikon), wyciąg z organicznego owsa, hydrolizowane proteiny nasion moringa, gliceryna, panthenol

Jak widać skład jest zrównoważony, zawiera zarówno emolienty (cetearyl alcohol, masło shea, olej słonecznikowy, naturalny silikon), humektanty (kwas mlekowy, gliceryna, panthenol), jak i proteiny (hydrolizowane proteiny nasion moringa o małych cząsteczkach, które idealnie nadają się do włosów średnio i niskoporowatych, wyciąg z organicznego owsa, który zawiera już większe cząsteczki idealne do włosów wysokoporowatych).
Na szczególną uwagę zasługuje składnik Coco-caprylate. Jest to emolient pozyskiwany z oleju kokosowego, którego działanie porównywalne jest do silikonów, jednak z silikonem nie ma nic wspólnego. Działa on nawilżająco, tworzy jedwabistą powłokę, mocno wygładza.
Warto zwrócić również uwagę na kwas mlekowy, który znajduje się bardzo wysoko w składzie, co czyni produkt mocno nawilżającym już nawet bez dodatku gliceryny i panthenolu, ponieważ kwas mlekowy nawilża mocniej niż gliceryna.


PS. Wiem, że często pytacie mnie o kolory moich pomadek ze zdjęć - tutaj ponownie moja ulubiona matowa pomadka w odcieniu Vintage Rosewood KLIK, który jest naprawdę przepiękny ;3

M.

Podsumowanie efektów zapuszczania (piąty miesiąc) + Wasze efekty : )

Podsumowanie efektów zapuszczania (piąty miesiąc) + Wasze efekty : )
Kolejny miesiąc za nami. Powoli zbliżamy się do końca naszej wspólnej akcji zapuszczania. Przed nami ostatni miesiąc. Czas się zmobilizować, by nie przynieść wstydu ;d
Nie martwcie się jednak, to na pewno nie koniec wspólnych akcji. Nic tak nie motywuje do wcierania jak myśl, że na początku miesiąca będzie trzeba zdać Wam sprawozdanie.
W moim przypadku przyrost nie jest już tak istotny, ponieważ moja wymarzona długość jest już prawie osiągnięta, ale zawsze przyda się lekkie zagęszczenie. Przede wszystkim będę testować dalej różne produkty pod względem ograniczenia przetłuszczania, które ostatnio znów mi dokucza nieco mocniej.
O ewentualnej kolejnej akcji na pewno damy Wam znać. Może zaczniemy od Nowego Roku? : )

Wracając jednak do minionego miesiąca to wcierałam sporo. Niestety pierwsze sposoby nie przyniosły większych efektów, a jeden nawet mi zaszkodził. Postawiłam na naturalne sposoby, ponieważ zapasy kosmetyków w moim domu zaczynają się zbyt mocno rozrastać i nie chciałam dokładać kolejnego produktu.
Skusiłam się więc na kozieradkę (KLIK), ponieważ aż wstyd się przyznać, ale nigdy jej nie stosowałam. Odkąd mamy ją w sklepie mam do niej łatwy dostęp, stąd mój wybór.
Niestety, użyłam jej tylko dwa razy i na pewno nigdy do niej nie wrócę. Jak tylko skończyłam pierwszą aplikację poczułam, że swędzi mnie skóra głowy. Trwało to ponad dwie godziny. Do tego stopnia było to nieprzyjemne, że dłużej nie wytrzymałam i musiałam umyć głowę. Po myciu nieprzyjemne uczucie nie znikało, a wręcz przeciwnie. Swędzenie nasilało się, a kiedy chciałam włosy rozczesać poczułam jak bolą mnie cebulki. Każdy kto tego doświadczył wie, jakie to uczucie. Chciałam się go jak najszybciej pozbyć, więc posmarowałam skórę głowy żelem aloesowym (KLIK). Wcierałam go kilkakrotnie w ciągu dnia i dopiero na drugi dzień poczułam ulgę. Dyskomfort cebulek utrzymywał się jeszcze po kolejnym myciu. Po kilku dniach powtórzyłam wcierkę z kozieradki, ponieważ nie mogłam uwierzyć, by aż tak mi zaszkodziła. Sytuacja niestety się powtórzyła. Znów skóra głowy dochodziła do siebie przez dwa kolejne mycia, czyli około 5 dni. W tym czasie jednak zaczęłam stosować już nową wcierkę DIY - pokrzywową.
Liście pokrzywy zaparzałam pod przykryciem 10 minut, a kiedy wywar wystygł przelewałam go butelki po toniku Ajurwedyjskim Orientany (KLIK), który swoją drogą wspominam z sentymentem i chyba do niego wrócę.
Taki napar trzymałam w lodówce 3 dni aplikując na skórę głowy dwa razy dziennie. Kilka razy zdarzyło się nawet częściej. Po 3 dniach robiłam nowy. Niestety, mimo częstych aplikacji, skrupulatności nie zauważyłam żadnych efektów. Najbardziej liczyłam na ograniczenie przetłuszczania, działanie normalizujące. W tej materii nie zmieniło się nic. Napar jednak w połączeniu z żelem aloesowym pomógł mi się uporać z dyskomfortem, który zostawiła po sobie kozieradka. Chłodny tonik wprost z lodówki mocno koił skórę, łagodził swędzenie.


W ciągu dwóch ostatnich tygodni miesiąca oraz dosłownie raz w listopadzie zastosowałam olej Sesa (KLIK) przed myciem. Chcąc wyrzucić coś ze swoich zapasów postawiłam na niego, ponieważ w buteleczce ostała się nieduża ilość (około 1/4 opakowania). Podgrzany wcierałam w skórę głowy na 2, 3 godziny przed myciem. Już po trzech takich aplikacjach zauważyłam, że porost ruszył. Niesamowite jest to, jak szybko Sesa działa. Kiedy stosowałam ją dwa lata temu efekt także mnie onieśmielił. Te kilka aplikacji, podczas których zdenkowałam wreszcie mój olejek uratowało moje podsumowanie akcji, ponieważ odrost jest i to nie byle jaki. Pokazywałam Wam nawet wczoraj na Instagram Story.

M.

W tym miesiącu sumiennie stosowałam Floresan, a mianowicie dwa produkty - jeden przed myciem (aktywny olej pieprzowo-łopianowy) (KLIK) oraz wcierkę Floresan przeciw łysieniu (KLIK). Każde wcieranie było połączone z kilkuminutowym masażem, oczywiście bardzo delikatnym w moim przypadku. Od paru dni mogę powiedzieć, że moje włosy prawie w ogóle nie wypadają - dosłownie stało się tak równie niespodziewanie jak fakt, że włosy zaczęły wypadać. Cieszy mnie ten fakt ogromnie! W tym miesiącu stosuję gorący okład Floresan (KLIK). Myślę, że Floresan również przyczynił się do zahamowania wypadania, dlatego zamierzam się go trzymać. Mam dużo nowych włosów, które strasznie ciężko ująć na zdjęciu, ale z całą pewnością postaram się pokazać je Wam w ostatnim już, podsumowującym wpisie Akcji Zapuszczania. Nawet po zakończeniu wspólnej akcji będę walczyć o zagęszczenie, więc moich wpisów na ten temat możecie się spodziewać z całą pewnością. Poszło mi tyle włosów, że będę to robić z czystą przyjemnością : ) Niestety nie miałam czasu zrobić zdjęcia 31 października, więc dopisałam datę na zdjęciu, które pochodzi z 6 listopada : )  Z racji tego, że wypadanie ustało, w wolnej chwili, (a teraz niestety cierpię na ich brak) napiszę posta jaki u mnie miało przebieg i jakie stosowałam w tym czasie produkty oraz co polecam Wam tym razem.


O.

1. Sz. ;*
"W październiku przeniosłam się w mroźne rejony, ale, zgodnie z zapowiedzią, dałam odpocząć włosiskom. Nie wprowadzałam więc żadnych nowych specyfików oprócz oleju migdałowego.

Standard Szyszki* (zamiast Mythic Oil - olej migdałowy na końcówki co 2 dni)
Długość: ok. 75 cm
"

*Czym jest standard Szyszki? : ) "Standard Szyszki" czyli sesa (na parę godzin raz w miesiącu), olejowanie: anyż, mięta, len Babuszki Agafii (co tydzień), szampon oczyszczający Planeta Organica, szampon jajeczny Agafii; odżywki: Natura Siberica z efektem laminowania, jajczna Agafii, codziennie na końcówki Mythic Oil - to wszystko będę właśnie nazywać "Standard Szyszki".


2. Hairmiona Splątana ;*

"Hej Dziewczyny,
Przesyłam zdjęcie - w ciągu ostatniego miesiąca stosowałam serum Agafii (w miarę regularnie) i łykałam biotynę. Na zdjęciu akurat tego nie widać, ale przyrost najlepiej widać na włosach przy twarzy.
"


3. Mona ;* Kochana widziałyśmy zdjęcia, które przesłałaś i aż mnie korciło żeby dodać zdjęcie z kapeluszem, ale odpuściłam, ponieważ brakło mi czasu prosić o pozwolenie ;c <3 Piękne jest!

"Cześć Dziewczyny,

Przesyłam podsumowanie moich efektów zwiększenia porostu w październiku. Ogólnie w tym miesiącu w przeciwieństwie do września byłam zadowolona z wyglądu i stanu włosów, poza małym kryzysem spowodowanym nieodpowiednią wcierką. Przed każdym myciem ( co 3-4 dni ) włosy były olejowane oliwą z oliwek lub olejem ze słodkich migdałów na noc, na skórę głowy nakładałam również na całą noc w pierwszej połowie miesiąca wcierkę z soku ziemniaków i czosnku. Wcierka niestety mocno nasiliła wypadanie i w połowie miesiąca zmieniłam ją na olejek kokosowy z wyciągami ziół Vatika, każde wcieranie było połączone z 10 minutowym masażem. Włosy myte metodą OMO, skóra głowy szamponem wzmacniającym Ecolab, co dwa tygodnie peeling skóry głowy za pomocą korundu i oczyszczanie szamponem Barwa brzozowa. W tym miesiącu używałam zamiennie maski Karelia brzoza  ( okazała się zbyt lekka ale po wymieszaniu dwóch łyżek maski z łyżką oleju kokosowego Vatika byłam bardzo zadowolona z efektów ), Anwen do włosów średnioporowatych  ( nie lubimy się, ale w tym miesiącu działała lepiej jak na początku choć i tak się cieszę, że się skończyła ) oraz najczęściej po oczyszczaniu maskę jaśminową Organic Shop z dodatkiem łyżki spiruliny, pompki żelu hialuronowego i dwie pompki oleju kameliowego  ( który w tej ilości dodaję do każdej maski ). Maski za każdym razem trzymane 30-40 min pod czepkiem, na skórę głowy maska Kalpi Tone plus czarna Fratti. Po myciu płukanki z lnu i szałwi bądź z lnu i mandarynki. Codziennie stosowana wcierka na porost Babuszki Agafii połączona z 5 minutowym masażem skóry głowy. Włosy suszone naturalnie, stylizowane na kok ze skarpety, końcówki zabezpieczane olejkiem z maliny moroszki Planeta Organica, żelem hialuronowym i serum Mythic oil. Wewnętrznie siemię lniane w ilości dwie łyżki dziennie oraz Metz Special Haar Active dwa razy dziennie po dwie tabletki.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w zapuszczaniu włosów.
"


4. Agnieszka ;*

"Dziewczyny,
w październiku - wcierka Vianek, kilka razy maść końska na skórę głowy.
Zamierzam kontynuować akcję zapuszczanie :-)
" Agnieszka i bardzo dobrze, bowiem został jeszcze jeden miesiąc przed nami! ;*

Efekty farbowania Manjisthą u naszej Czytelniczki

Efekty farbowania Manjisthą u naszej Czytelniczki
Kilka dni temu napisała do nas nasza Czytelniczka. Zanim wzięłam się za przeczytanie maila rzuciłam okiem na załączniki, bowiem było ich kilka i to przyciągnęło moją uwagę. W załącznikach wiadomości zobaczyłam kilka zdjęć, z których jedno zainteresowało mnie najbardziej. Ujrzałam na nich włosy w przepięknym kolorze ciemnej czerwieni idącej w stronę fioletu. Pomyślałam, że koniecznie pokażę to Oli, bowiem to jej wymarzony kolor.
Kiedy już wyszłyśmy z zachwytu pochłonęła mnie treść i wtedy dowiedziałam się, że ten kolor niestety nie dla każdego jest takim ideałem, jak dla nas.

Co mamy wspólnego z burgundowymi włosami z maila? 


Okazało się, że włosy na zdjęciu są po użyciu rubii z naszego przepisu. Dla nas to była chwila zadowolenia i dumy, ale dla posiadaczki tej fryzury, wręcz przeciwnie.
Nasza czytelniczka bardzo dokładnie nakreśliła swoją włosową historię, zaznaczyła, że jej włosy wiele przeszły, są cienkie i rzadkie.


Rzeczywiście patrząc na ogrom fotografii można by tymi metamorfozami obdzielić nie jedną osobę.
W skrócie powiem, że włosy były przez kilka lat poddawane trwałej ondulacji, hennowane henną Eld, rozjaśniane do platynowego prawie blondu, przyciemniane i znów rozjaśnianie by wrócić do rudości.
Zafascynowana moimi czerwonymi włosami też zapragnęła zaszaleć i uzyskać taki odcień u siebie. Cytując fragment wiadomości:
"Widząc efekty u Pani Moniki, miałam nadzieję, że przy kolorze jaki miałam, wyjdzie mi fajna czerwień... (zdjęcia powyżej w słońcu i w cieniu).
Mimo przygotowywania rubii ściśle wg opisu z posta (ogrzewana w kąpieli wodnej przez 2h, temp. nie przekroczyła 50stopni - mierzone specjalnym termometrem) wyszła katastrofa... włosy w kolorze ciemnego burgunda... :( Rubia trzymana na głowie 4h, podgrzewana suszarką co godzinę"


Skąd taka różnica w odcieniach czerwieni między mną, a włosami czytelniczki


Tak jak pisałam we wcześniejszym poście o farbowaniu rubią, moje włosy po 4 godzinach zafarbowały się tylko trochę, nabrały czerwonych tonów. Kolor zmienił się, ale nie na tyle, by nazywać go czerwienią. Dopiero drugi kontakt z rubią, który trwał prawie 9 godzin zafarbował włosy na czerwono.
W przypadku naszej czytelniczki kolor po 4 godzinach wyszedł jeszcze mocniejszy i ciemniejszy niż mój po 9 godzinach.
Co ważne, próbowała ona go zmyć kilkukrotnie szamponem z mocnym detergentem i kolor ani drgnął. Wręcz miała wrażenie, że kolejnego dnia był on jeszcze ciemniejszy.
Rzeczywiście u mnie też tak było - po pierwszych dwóch myciach kolor nabrał jeszcze większej intensywności i głębi.
W końcu włosy potraktowała chemicznym rozjaśniaczem i wróciła do rudości. Oczywiście co pisałam już wcześniej, rubię można bez problemów rozjaśniać.
Możemy tylko przypuszczać skąd taka rozbieżność - kwestia porowatości, struktury włosa, ich historii.
Moje niskoporowate, grube włosy ciężej zafarbować niż delikatne, cienkie kosmyki naszej Czytelniczki, które kolor złapały wręcz od razu. Być może jakiś wpływ na efekt finalny miały także wcześniejsze włosowe wyczyny.

Jak widać manjistha farbuje włosy na czerwono. Kolor, który uzyskała nasza Czytelniczka to bardzo głęboki odcień czerwieni z fioletowymi tonami.
Czy dałoby się uniknąć takiego niechcianego w tym przypadku rezultatu?
Jak najbardziej. Myślę, że zmniejszenie czasu z 4 godzin do 2 dałoby satysfakcjonujący efekt.
Najlepiej jednak, jeśli chcecie się przekonać jak zareagują Wasze włosy i mieć pewność, że kolor nie będzie zbyt ciemny, róbcie próby.
Najprościej tak jak my, używając włosów zebranych ze szczotki do włosów. Wtedy będziemy miały pewność czego możecie się spodziewać i unikniecie niemiłych niespodzianek.

M.

Konkurs dla Was ze szczotką prostującą Remington Keratin Protect

Konkurs dla Was ze szczotką prostującą Remington Keratin Protect
Kochane! Mamy dla Was dziś niespodziankę!
Pamiętacie, jak całkiem niedawno zdawałam Wam relację ze wspaniałego spotkania z marką Remington w Warszawie? Wtedy właśnie miała miejsce premiera najnowszej linii produktów z linii Keratin Protect.
Razem z firmą Remington  przygotowałyśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania jest Szczotka prostująca Keratin Protect.


Czym wyróżnia się Szczotka?


- to połączenie szczotki i prostownicy, dzięki czemu prostowanie staje się niesamowicie proste i szybkie
- ceramicznym włosiem wzbogaconym keratyną i olejem z migdałów
- funkcją jonizacji
- 3 ustawienia temperatury, w tym najniższe tylko 150 stopni, pozwalają dopasować temperaturę do kondycji naszych włosów
- szybki czas nagrzewania (30 sekund)


Co zrobić aby ją zdobyć?


Zadanie konkursowe nie powinno sprawić trudności żadnej Włosomaniaczce. Uwielbiamy oglądać efekty Waszej pielęgnacji, dlatego tego dotyczy zadanie.
Odpowiedzcie na pytanie: Jaki jest Twój ulubiony zestaw do pielęgnacji włosów, który gwarantuje Ci Good Hair Day?
Do odpowiedzi dołączcie zdjęcia Waszych włosów po takim właśnie zestawie. Niech będą to zdjęcia, które pokazują Wasze włosy w ich najlepszej odsłonie.
Dajcie nam nacieszyć oczy : )
Odpowiedzi umieszczajcie pod tym postem.

Konkurs trwa od dziś do 14.11.2017 do godziny 23:59. Wyniki zostaną ogłoszone pod tym postem dnia kolejnego, czyli 15.11.2017.
Pełny regulamin do wglądu TUTAJ. Przeczytajcie koniecznie!



Wyniki konkursu:
Nagrodę zdobywa Anita Lee Loo
Prosimy o kontakt na maila info@sophieczerymoja.com
Serdecznie gratulujemy oraz dziękujemy wszystkim za zgłoszenia.
Przeglądanie Waszych zdjęć to była prawdziwa przyjemność. Nie mogłyśmy się napatrzeć.
Dziękujemy raz jeszcze za wspólną zabawę :  ))

Jak uzyskać efekt tafli włosów bez prostownicy - sprawdzone sposoby

Jak uzyskać efekt tafli włosów bez prostownicy - sprawdzone sposoby
Efekt tafli - jedni o nim marzą, inni chcieliby mieć kręcone lub falowane włosy. Jako posiadaczka prostych włosów oczywiście wolałabym mieć falowane, choć zazwyczaj dobrze czuję się ze swoją fryzurą. Kiedy moje włosy wywijały się, odstawały nie lubiłam ich, ale idealnie gładkie to co innego.

Kto może uzyskać efekt tafli


Niestety nie u każdego efekt tafli będzie do osiągnięcia. Oczywiście prostując włosy prostownicą jest to do zrobienia, ale przecież na blogu o pielęgnacji włosów nie będę nawet proponować takiego rozwiązania.
Efekt maksymalnie prostych, wygładzonych włosów mogą osiągnąć osoby, które z natury mają proste włosy, a także te o włosach falowanych.
Posiadaczkom kręciołków będzie trudno uzyskać taki efekt. Może się to okazać wręcz niemożliwe. 


Dlaczego włosy się puszą i odstają 


Kiedy łuski włosa są rozchylone lub zostały rozchylone celowo i nie zamknęłyśmy ich, bardzo łatwo o puszenie. Wtedy woda ma idealne warunki by pod nie wejść i spowodować tzw. 'pudla'.
Włosy wysokoporowate i średnioporowate są na to szczególnie wrażliwe, ponieważ ze względu na swoją budowę mają rozchylone łuski w mniejszym bądź większym stopniu. 


Co najlepiej wygładzi włosy - sprawdzone sposoby bez szkody dla naszych kosmyków
Działania długotrwałe:


1. Henna, ale również Cassia i Indygo choć dwa ostatnie zioła w mniejszym stopniu mają wpływ na gładkość włosów.
Zarówno henna, cassia, jak i indygo łączą się z keratyną, którą mamy we włosie.
Gdyby uporządkować je według siły tych wiązań byłoby to (od najsilniejszego): henna, cassia, indygo.
Powoduje to, że włosy robią się grubsze, cięższe, a co za tym idzie prostsze. Oczywiście nie będzie tak u każdego i dużo zależy od włosów, jakie mamy. Proces ten nie dzieje się także od razu, a na przełomie kilku, kilkunastu aplikacji, kiedy zioła zaczną się na włosach nadbudowywać.

2. Duża ilość emolientów to podstawa diety włosowej dla puszących się włosów.
Emolienty zapobiegają puszeniu, otulają włosy warstwą, która nie przepuszcza wody, w związku z tym włosy nie mają jak jej "wypić", ale również trudniej ją oddają, dzięki czemu emolienty działają pośrednio nawilżająco.
Najlepsze maski emolientowe to marokańska (KLIK), toskańska (KLIK), a także czarna maska Fratti (KLIK) i produkty Karelia.
Jednak nie samą maską włosy żyją.
Podstawą musi być olejowanie przed myciem, które odbudowuje otoczkę tłuszczową, która odpowiada za utrzymanie nawilżenia, gładkości, a także sprężystości. Zanim zaobserwujemy efekty musi minąć trochę czasu, choć oczywiście są oleje, które już od pierwszego użycia dają efekt WOW np. kameliowy (KLIK), który sprawdza się prawie na każdym typie włosów. 

3. Unikać cieniowania włosów
Włosy obcięte na prosto, w U lub w V układają się łatwiej na prosto, ponieważ włosy są wtedy cięższe, wszystkie mają jedną długość. Cieniowanie podkręca skręt i wiedzę tą wykorzystują często kręconowłose, by podkreślić swoją fryzurę.
Kiedy moje proste z natury włosy były wycieniowane (zarówno jako zdrowe, jeszcze niefarbowane w gimnazjum, jak i kilka lat później już zniszczone) wywijały się bardzo mocno, szczególnie na końcach. Każdy włosy sterczał w inną stronę, ciężko było je ułożyć.  Do tego każde wyjście na deszcz kończyło się pogorszeniem i często puszeniem (tym gorszym im włosy były mocniej zniszczone).
Jeśli więc chcecie mieć gładko układające się włosy najlepiej ich nie cieniować, a obcinać w jednej linii.

Co możemy zrobić by od razu wspomóc gładkość 


1. Suszyć włosy suszarką z chłodnym nawiewem
Punkt może wydawać się sporny, ale naprawdę chłodny nawiew, nawet używany codziennie nie zniszczy nam włosów. Same używamy suszarki od lat i nie przeszkodziło to w uzyskaniu zdrowych włosów.
Niestety mimo zalet suszarki są osoby, którym po prostu ona nie służy i włosy wyglądają gorzej niż kiedy wyschną naturalnie. 
Warto jednak spróbować, ponieważ suszarka z jonizacją i chłodnym nawiewem domknie łuski, nabłyszcza i pomaga walczyć z elektryzowaniem. Ja suszarki używam praktycznie zawsze, a już na pewno wtedy, kiedy chcę by włosy były bardzo gładkie. W przypadku naturalnego schnięcia niektóre włoski odstają, a cała fryzura jest przyklapnięta. 

2. Stosować maski i odżywki z lekkimi silikonami 
Jeśli nasza pielęgnacja ich nie wyklucza to warto stosować produkty z lekkimi, odparowującymi lub zmywalnymi łagodnym detergentem silikonami.
Istnieją oczywiście kosmetyki, które bez silikonów dają efekt tafli np. maski Omia (KLIK), jednak nie można używać ich ciągle, bo łatwo o przenawilżenie i puszenie, szczególnie w deszcz.
Z balsamów do codziennego stosowania, które idealnie wygładzają włosy polecam najbardziej różane: Arktyczna róża (KLIK) i Iceveda (KLIK). Nie dość, że pięknie pachną to działaniem nie odbiegają od bogatych masek.
Balsamem, który albo pokochacie albo znienawidzicie jest seria Sekrety Arktyki (KLIK) - używałam każdego i działaniem wszystkie są do siebie zbliżone. Różnią się tylko zapachem - żurawina i rokitnik (KLIK) pachną słodko, a cedr trochę jak mydło cedrowe, ale wyczuwalna jest cukierkowa nuta.
Jeśli Wasze włosy je polubią to trudno będzie znaleźć coś mocniej nabłyszczającego. To prawdziwy photoshop w płynie. Ufam tej odżywce do tego stopnia, że użyłam jej w dzień swojego ślubu. 

3. Wykańczanie fryzury
Najbardziej popularne są sera silikonowe. Nie odradzam nikomu ich używania. Mogą się bardzo przydać szczególnie, jeśli mamy zniszczone, wysokoporowate włosy.
Sama stosowałam je praktycznie od kilku lat. Najmilej wspominam jednak te droższe kosmetyki. Tanie sera silikonowe w ogóle nie zabezpieczały włosów, końce się niszczyły tak samo, jak kiedy nie używałam nic. Odkąd spróbowałam Mythic Oil jestem mu wierna i choć od ponad dwóch miesięcy nie używam takich produktów to awaryjnie mam resztkę w buteleczce na tzw. czarną godzinę. Kiedy włosy daleko odbiegają od normy wystarczy pół pompki olejku by przywrócić im dobry wygląd.
Jak wspomniałam od ponad dwóch miesięcy całkowicie wyeliminowałam sera silikonowe, a zabezpieczam i wykańczam fryzurę tylko naturalnymi olejami.
Moim zdaniem to pomaga jeszcze bardziej wygładzić, dociążyć, a przede wszystkim wyeliminować puszenie.
Dwie krople oleju na suche włosy pięknie nabłyszczają, wygładzają nieposłuszne włoski. Dodatkowo zabezpiecza je to przed niszczeniem.
Spróbujcie użyć dowolnego olejku, którego używacie do olejowania, by zobaczyć czy taka opcja Wam pasuje.
Nasze ulubione to kameliowy (KLIK), z pestek śliwki (KLIK), żurawinowy (KLIK) i masło babassu (KLIK).


Macie problem z uzyskaniem efektu tafli? 

M.