Popularne posty

Najlepsza maska humektantowo-emolientowa wszech czasów bez silikonów

Najlepsza maska humektantowo-emolientowa wszech czasów bez silikonów
Maskę odkryłam zupełnie przypadkiem, kiedy znajoma przywiozła mi ją z Włoch. Wcześniej gdzieś mignęła mi w trakcie przeglądania internetu, ale nigdy nie przyjrzałam się bliżej temu niepozornemu produktowi.
Opakowanie nie przyciąga wzroku, a szkoda, bo zawartość to prawdziwa perełka. Często pytacie nas o maskę bez protein, typowo humektantowo-emolientową. Niektóre z Was chciałyby, by była bez silikonów.
Dzisiejszy post jest odpowiedzią na Wasze prośby.
Produkt okazał się tak doskonały, że po kilku użyciach rozpoczęłam poszukiwania go w Hurtowniach. Coś takiego musi być w naszym sklepie (i już jest KLIK : )). Okazało się, że maski występują w kilku wersjach, są też balsamy i szampony.
Na początek zamówiłyśmy sprawdzoną przeze mnie maskę z olejem lnianym. Planuję przetestować pozostałe wersje i prawdopodobnie także znajdą się w naszym asortymencie.
Firma przekonała nas do siebie także swoją filozofią - nie testują na zwierzętach, ich produkty nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego, nie zawierają SLS, SLES, sztucznych barwników, silikonów, oleju mineralnego. Zawiera za to wiele cennych certyfikatów, które wymienione są na opakowaniu.


Opakowanie to prosty, biały słoiczek z plastiku. Tym co na tym etapie wyróżnia produkt to dodatkowe plastikowe wieczko, które zabezpiecza przed rozlaniem
.
Zapach nie porywa, ale to nie on jest najważniejszy. Jest neutralny, powiedziałabym, że przypomina nutę zapachową kosmetyków aptecznych bezzapachowych dla alergików. Wyczuwam w nim lekką nutę oleju lnianego. Konsystencja gęsta, ale nie jest mocno maślana. Lubi się rozrzedzić w kontakcie z mokrymi włosami, więc warto dobrze odsączyć kosmyki po umyciu. Wydajność jednak jest bardzo dobra i 250 ml wystarczy na pewno na długo.
Nakładam ją od ucha w dół i pozostawiam na 2-3 minuty. Taki czas wystarczy, by efekt był satysfakcjonujący. Kiedy trzymałam ją dłużej włosy były przenawilżone. Jeśli jednak macie mocno suche włosy, zniszczone i wymagające dużej dawki nawilżenia to nie obawiajcie się zostawić maskę na 15-30 minut. W przypadku mocniej wymagających niż moje włosy, może dać to lepszy efekt.
Najlepiej stosować ją co drugie, trzecie mycie zamiennie z czymś lekko proteinowym np. balsamem Arktyczna róża (KLIK), by uniknąć przenawilżenia.
Maska bardzo mocno nawilża włosy, sprawia, że nawet te o suchych końcach będą miękkie i gładkie. Włosy są po niej bardzo lekkie, dosłownie jak piórko, do tego sypkie i bardzo gładkie. Mało który produkt aż tak mocno wygładza moje włosy. Nie odstaje po niej ani jeden włosek. Tworzy efekt tafli z lustrzanym blaskiem.
Widać to na tych zdjęciach chociażby:


Wielkim atutem jest także ułatwienie rozczesywania - szczotka sunie sama po włosach, nie pojawiają się żadne supełki, nie plątają się także w ciągu dnia.
Ważne jest jednak, by nie stosować jej codziennie, bo nastąpi zaburzenie równowagi PEH, co może powodować puszenie, przesadną lekkość, plątanie.
W składzie: emolienty, antystatyk, sok z liści aloesu, olej lniany, gliceryna, propanediol (humektant), wyciąg z kwiatów nagietka lekarskiego, kwas pidolowy (humektant), masło shea.

Moim zdaniem taka maska, która intensywnie, dogłębnie nawilża to podstawa w łazience każdej Włosomaniaczki. Wraz z olejami, produktem proteinowym stanowi bazę doskonale zbilansowanej pielęgnacji.

Do kupienia w naszym sklepie KLIK : )

PS. Post dodaje się automatycznie, więc na wszystkie komentarze (również z poprzedniego posta) oraz wiadomości odpiszemy jutro : )

M.

Aktualizacja włosowa - Lipiec, jak przypadkiem uzyskałam nowy kolor włosów/nowe zioło

Aktualizacja włosowa - Lipiec, jak przypadkiem uzyskałam nowy kolor włosów/nowe zioło
W Aktualizacji czerwcowej http://www.sophieczerymoja.com/2017/07/aktualizacja-wosowa-czerwiec.html pokazywałam Wam sporo jaśniejsze i wciąż lekko rude włosy. W poście o podsumowaniu zapuszczania były jeszcze jaśniejsze KLIK! Dziś znów przychodzę do Was z intensywniej rudymi włosami. Jak to się stało, skoro zależało mi na blondzie i jeszcze dwa tygodnie temu moje włosy były prawie w moim wymarzonym kolorze?
W momencie, kiedy udało mi się osiągnąć cel, okazało się, że wcale nie jestem aż tak zadowolona. Kolor włosów bardzo mi się podobał, był pięknie złoty w słońcu i właśnie tego chciałam. Jednak jakoś nie pasował do mnie i mówiąc wprost, rozczarowałam się.


Można by rzec, że wszystko poszło na marne i zaprzepaściłam ostatnie miesiące poświęcone na rozjaśnianie. Jednak niczego nie żałuję, ponieważ kondycja włosów nic a nic się nie zmieniła. Nie zaszkodziło im ani farbowanie farbą chemiczną, ani eksperymenty z cytryną, rumiankiem, które lekko wysuszały włosy. Kwas jabłkowy, który zastosowałam cztery razy także nie wyrządził szkody. Utwierdziło mnie to tylko w tym, że o włosy dbam odpowiednio i wszystkie lata skrupulatnej pielęgnacji opłaciły się.
W momencie, kiedy włosy miały gorsze dni pomagały mi pewne produkty, o których właśnie dziś w Aktualizacji. Podejrzewam także, że zastosowanie ich pomogło mi zapobiec zniszczeniu i trwalszemu wysuszeniu włosów.
Kolor, który widzicie na zdjęciach to trochę efekt niezamierzony ;d O ziółku, które dało ten kolor dowiedziałam się z fanpage Pole henny (KLIK). Nie jednokrotnie pytałyście nas o hennę z tego źródła, więc postanowiłyśmy się tym zainteresować.
Więcej możecie poczytać np. TUTAJ: https://polehenny.wordpress.com/2017/06/09/nowe-ziola-esencjonalnie-o-manjistha/
Manjistha w teorii ma podkręcać hennę w kierunku czerwieni, a także nadawać jej dodatkowych właściwości odżywczych, zapobiegać łamliwości.
Ja nie użyłam henny, ponieważ chciałam zatrzymać jeszcze na głowie nowy, jaśniejszy kolor i poczekać, czy może się do niego przekonam.
Wykorzystałam więc cassię na naparze z rumianku. Zakwasiłam ją łyżeczką kwasku cytrynowego, ponieważ zapomniałam kupić cytryny. Dodałam dwie łyżki miodu, łyżeczkę imbiru, łyżeczkę kurkumy. Odstawiłam mieszankę na dwie godziny, po czym dodałam proszek manjisthy (do kupienia TUTAJ). Początkowo miałam zamiar dodać około dwie łyżki, ale wsypałam więcej, ponieważ mieszanka wyszła zbyt rzadka i chciałam ją zagęścić.
Spłukałam po czterech godzinach, nie myłam i nie używałam odżywki. Zrobiłam tak po raz pierwszy od 4 lat i muszę przyznać, że dzięki dodatkowi nowego zioła włosy rozczesały się praktycznie bez problemu. Były miękkie i gładkie, co aż niepodobne po użyciu ziół. W ogóle nie wystąpiło przesuszenie. Coś więc jest w tym, że zioło to ma pozytywny wpływ na kondycję włosów.
Kolor, który ujrzałam po wysuszeniu zaskoczył mnie niemało. Jest po prostu rudy - ale zupełnie inny niż miałam zawsze. Dzięki jasnemu podkładowi kolorystycznemu po rozjaśnianiu jest to jasny rudy, ale bardzo intensywny. Ma on delikatne pomarańczowe tony, wpada w morele. Od farbowania minęło kilkanaście dni i kolor się nie wypłukuje. Minimalnie zbladł na jaśniejszej części włosów od góry.
Przy kolejnym farbowaniu na pewno będę eksperymentować dalej, bo choć kolor zupełnie nie zamierzony to podoba mi się ogromnie.


Wracając do kosmetyków używanych w minionym miesiącu to z szamponów w dalszym ciągu Vianek normalizujący (KLIK) stosowany w dni, kiedy zależało mi na większej objętości. W upały dawał ulgę skórze głowy i pomagał walczyć z przetłuszczaniem.
Wprowadziłam do codziennego stosowania Fitokosmetik dziegciowy (KLIK). Dam znać w przyszłym miesiącu jak się sprawdza. Nie mam problemów ze skórą głowy, ale może ograniczy przetłuszczanie.
Po myciu króluje niezmiennie od pół roku Balsam Arktyczna Róża (KLIK), który ratuje mnie zawsze, gdy chcę użyć "pewniaka". Do tego moje serce podbiła maska Le Cafe de Beaute (KLIK) oraz nowość, którą przywiozła mi znajoma z Włoch - maska Omnia z lnem (możecie ją kupić u nas KLIK).


To jest takie odkrycie, że koniecznie napiszę Wam o tym coś więcej. To typowa maska emolientowo-humektantowa bez protein, czyli coś co ja lubię najbardziej. Sporadycznie stosowałam maski Karelia Oblepikha i Moroshka, ale nie ukrywam, że po prawa roku jestem nimi znużona mimo ciągle dobrego działania. Wykańczam także maskę Arktyczna Róża, o której pisałam tutaj http://www.sophieczerymoja.com/2017/07/dociazenie-wygadzenie-blask-w-3-minuty.html
Z olejków testowałam intensywnie wszystkie trzy olejki Anwen (KLIK) - ostatecznie jestem zadowolona, ale więcej na ten temat pojawi się już na dniach i nie mogę się doczekać, aż Wam o tym napiszemy. Do tego olejek syberyjski Agafii (KLIK) oraz mieszanka kamelia (KLIK) + śliwka (KLIK).
Olejowałam włosy przed każdym myciem, ponieważ bardzo mi zależało, żeby nie dopuścić do pogorszenia kondycji przez rozjaśnianie.
Olej śliwkowy (KLIK) w dalszym ciągu stosuje na włosy po myciu i nie zapowiada się, bym miała przestać, ponieważ efekty są świetne, a wydajność olejku niesamowita.

Koniecznie dajce znać co u Was!!! : )

M.

PS. Dodatkowo zapraszam Was na promocję, którą przygotowałyśmy : )
Do każdego zakupu za kwotę 150 zł (kwota BEZ kosztów dostawy) dorzucamy maskę odbudowa i odżywienie dla włosów suchych i zniszczonych z super składem (pojemność 300 ml) ;3
Maska zawiera w sobie równowagę proteiny-emolienty-humektanty : ) Przeważają w niej jednak emolienty : )
z emolientów: Cetearyl Alcohol, olej kokosowy, oliwa z oliwek, olej z pestek winogron, witamina E.
humektanty: gliceryna (na 3 miejscu w składzie)
proteiny: Hydrolizowane proteiny pszenicy : )

Dodatkowo do zakupów powyżej 75 zł (bez kosztów dostawy) dorzucamy saszetkę Bania Agafii - balsam do włosów - odżywczo - regeneracyjny - oleje z szarłatu (amarantusa), żurawiny błotnej, pierwiosnka, żeń szenia, miodunki plamistej, cedru (100 ml) widoczną na zdjęciach : )

Darmowe włosowe konsultacje online - Ruszają zapisy!

Darmowe włosowe konsultacje online - Ruszają zapisy!
W związku z ogromną ilością maili, wiadomości jakie od Was dostajemy wpadłyśmy na pewien pomysł. Mamy nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie nim zainteresowane.
Jeśli propozycja się przyjmie to chciałybyśmy ją regularnie powtarzać.


Jakiś czas temu wyszłyśmy do Was z propozycją spotkania z nami w siedzibie naszego sklepu. Mowa dokładnie o TYM poście. Podtrzymujemy oczywiście to zaproszenie i w dalszym ciągu chętnie spotkamy się z Wami, napijemy dobrej kawy i pokażemy asortyment, doradzimy jak pielęgnować Wasze włosy.
Niektóre z Was żałowały, że nie mogą do nas przyjechać. Dla takich osób otwieramy dziś zapisy na włosowe konsultacje online, które będą prowadzone drogą mailową.

Od kilku już lat z sukcesem udzielamy Wam porad, układamy plany pielęgnacji, radzimy co zrobić, byście były zadowolone ze swoich włosów.
Niezmiernie cieszy nas, kiedy po jakimś czasie odzywacie się do nas ze słowami wdzięczności i podziękowaniami.
Posty z cyklu "Włosowe metamorfozy" na naszym blogu także cieszą się Waszym niesłabnącym zainteresowaniem.
Włosowe konsultacje online to kolejny krok w naszej działalności.
My chętnie pomożemy Wam rozwiązać problemy włosowe, a Wasze metamorfozy i uwagi będą pomocne innym.

Od dziś do końca miesiąca czyli do 31.08.2017 r czekamy na Wasze zgłoszenia.
Zgłoszenia prosimy przesyłać mailowo na adres info@sophieczerymoja.com. W tytule wpiszcie "Konsultacje online".
W treści opiszcie krótko swoje problemy włosowe, a w załączniku prześlijcie co najmniej jedno zdjęcie dobrej jakości (duże, jasne, o dobrej ostrości) włosów. Najlepiej widok z tyłu, włosy rozczesane.
Możecie wysłać oczywiście więcej niż jedno zdjęcie (to zawsze będzie mile widziane ;d). 


Na wszystkie zgłoszenia odpowiemy w terminie do 07.09.2017 r
.
W odpowiedzi od nas dostaniecie krótką ankietę (czyli dokładnie nic innego o co prosiłyśmy Was zawsze - pytania typu jakie kosmetyki stosowałyście, jakie się sprawdzały a które odpadały w przedbiegach, jakie są Wasze największe włosowe bolączki, włosowe cele/priorytety itp. itd.), dzięki której poznamy Wasze włosy bliżej. W ciągu tygodnia (do maksymalnie dwóch tygodni, ale to tak bardziej asekuracyjnie ;3) wszystkim uczestnikom Konsultacji prześlemy wskazówki dotyczące pielęgnacji, przykładowy plan pielęgnacji oraz propozycję kosmetyków zarówno naturalnych, jak i drogeryjnych.
Nie ma konieczności stosowania się do wszystkich zaleceń.
Po trzech miesiącach osoby biorące udział w Akcji prześlą nam aktualne zdjęcia włosów (i tutaj znów pojawia się prośba o zdjęcie duże, ostre - po prostu wyraźne. Stąd życzenie o wysyłanie zgłoszeń i podsumowań na maila) wraz ze swoimi uwagami, opisem pielęgnacji minionych miesięcy, listą używanych kosmetyków.
Zostanie to opublikowane na blogu. Zależy nam na tym by pokazywać Wasze przemiany na łamach naszego bloga co zapewne zauważyłyście w postach z serii 'Włosy naszych Czytelniczek' : ) Zastrzegamy sobie prawo do korekty tekstu przed publikacją m.in. pod kątem stylistycznym. Oczywiście osoby biorące udział w akcji będą miały wgląd do tekstu po korekcie i opublikujemy je dopiero po akceptacji. Zwykle unikałyśmy korekt tego typu, ale wrażenia po 3 miesiącach zaiste będą obszerne i chciałybyśmy by były przejrzyste dla innych Czytelniczek : ) Innymi słowy - nasze Konsultacje to nic innego co robiłyśmy do tej pory, jednakże teraz chciałybyśmy Wasze historie pokazywać na łamach naszego bloga by wzbogacić coś więcej niż skrzynkę odbiorczą na Facebook'u ;d : )

Czekamy na Wasze zgłoszenia i już nie możemy się doczekać, aż Was poznamy!

PS. Pamiętacie? Wiele z Was chciało zobaczyć nasze włosy na jednym zdjęciu : )

Planeta Organica, Żeń-szeniowe serum do twarzy anti age

Planeta Organica, Żeń-szeniowe serum do twarzy anti age
Rzadko piszę o produktach do twarzy czy ciała. Coś musi być naprawdę świetne, bym o tym wspomniała. Kosmetyk, o którym chcę Wam dziś napisać wywarł na mnie od początku dobre wrażenie, ale kiedy minęło kilka tygodni bez niego, uświadomiłam sobie, jak wiele dobrego zrobił dla mojej cery i jak bardzo mi go teraz brakuje.


Po tej przerwie mam ochotę wrócić do niego ponownie, ponieważ bez niego moja cera nie ma się tak dobrze. Podaruję go także mamie, gdyż czytałam, że ładnie wygładza zmarszczki i sprawdza się również na skórze dojrzałej.
Serum (KLIK) składa się z bogactwa ekstraktów roślinnych, przeciwutleniaczy, substancji działających przeciwstarzeniowo, odmładzająco.
Spójrzcie tylko na ten genialny skład:
Wyciąg z owoców goji tybetańskiej, olej z zeń-szenia, indyjski olej amla, ekstrakt ze szparagu lekarskiego, olej z jagód acai, olej z wiesiołka dwuletniego, ekstrakt z kwiatów i liści jaśminu, olej z fenkułu włoskiego, olej z czarnej porzeczki, olej z liści camellia, olej sandałowy, olej z mirtu, olej z kwiatów róży stulistnej, ekstrakt z kardamonu, jeżówka purpurowa, ekstrakt z ginkgo biloba, ekstrakt z kory wierzbowej, ekstrakt z korzenia irysu, ekstrakt z ostryżu długiego, ekstakt z bambusa, olej z grejpfruta, olej pomarańczowy, olej z pelargonii pachnącej, witaminy E, A, C, PP, B5.
Serum ma bardzo intensywne działanie, dlatego stosowałam je zazwyczaj raz dziennie. Spisywało się zarówno rano, jak i wieczorem, jednak ostatecznie stosowałam je rano.
Powodów było kilka:
- serum w ciągu dnia pomagało walczyć z wolnymi rodnikami wspomagając efekt anti age.
- zaraz po aplikacji lekko napina skórę, daje efekt liftingu co mile widziane jest zwłaszcza w dziennej pielęgnacji.
- po jego nałożeniu wszystkie kolejne produkty lepiej się wchłaniają - olejek, krem na dzień, krem pod oczy.
- makijaż lepiej się na nim trzyma.
- w upalne dni stanowiło filar dziennej pielęgnacji. Nie stosowałam kremu, a tylko serum.

Już to co wymieniłam czyni ten produkt niezbędnikiem. Jego działanie jest nie tylko doraźne, ale przede wszystkim długotrwałe.
Po około dwóch tygodniach można dostrzec pierwsze efekty - skóra staje się bardziej napięta, mocniej wygładzona. W kolejnych tygodniach pojawia się wyrównanie kolorytu, rozjaśnienie skóry, nadanie jej blasku i świeżości.
Wydawało mi się, że serum nie nawilża, ale nie przeszkadzało mi to, ponieważ efekty i tak były zdumiewające. Okazało się jednak, że teraz kiedy już nie stosuję go od około 6 tygodni, trudniej mi nawilżyć skórę, łatwiej traci ona nawilżenie i mimo, że pielęgnacja została ta sama, to skóra częściej jest przesuszona.
Konsystencja produktu to rzadki żel o pomarańczowej konsystencji, ziołowym zapachu. Na początku mocno się klei, ale po chwili wchłania się niemal zupełnie.
Opakowanie to szklana buteleczka z pompką - jest bardzo wygodna i pozwala zużyć produkt do samego końca.
Cena jest bardzo korzystna, ponieważ stosowane codziennie, a czasem dwa razy dziennie, wystarczyło mi na około 3 miesiące, ponieważ pojemność to 50 ml.
Serum możecie kupić w naszym sklepie KLIK.

Stosowałyście ten produkt? Może polecicie mi coś równie dobrego? : )


M.

Mieszanka olejowa DIY inspirowana olejkiem Anwen "Mango" do włosów średnioporowatych

Mieszanka olejowa DIY inspirowana olejkiem Anwen "Mango" do włosów średnioporowatych
Jak tylko Anwen opublikowała swoje nowości do włosów od razu spodobały mi się olejki (KLIK). Kusząco brzmiały przede wszystkim nazwy, bo chyba nie znam nikogo kto nie lubi zapachu mango czy marakui. Ja uwielbiam, dlatego właśnie tych nie mogłam się doczekać najbardziej.
Nie chcę zdradzać za dużo na temat samych olejków Anwen, ponieważ o tym planujemy osobny post. Jednak testowanie aż trzech wersji trochę musi potrwać, by było wiarygodne i byśmy mogły przedstawić Wam wszystkie plusy i minusy każdego z nich na naszym przykładzie.
Wersję Mango do włosów średnioporowatych pierwsza testowała Ola i dopiero od niedawna trafiła ona w moje ręce.

Poniżej włosy Oli po zastosowaniu mieszanki oleju kameliowego i śliwkowego. Dodatkowo opublikowała post na Instagramie KLIK gdzie możecie zobaczyć jak włosy prezentowały się po mieszance z tyłu : )


Tak bardzo nie mogłam się jej doczekać, że jak tylko zerknęłam na jej skład, postanowiłam, że choć w jakimś stopniu się nią zainspiruję.
Olejek Mango to mieszanka trzech olejów: migdałowy, śliwkowy, kameliowy. Oleju z migdałów nie mam, więc pominęłam go. Nie było mi specjalnie szkoda, ponieważ na moich włosach nigdy nie robił specjalnego wrażenia. Oczywiście teraz to mogło ulec zmianie, ponieważ nie stosowałam go już długie miesiące.
Wiecie, że zarówno olej śliwkowy (KLIK), jak i kameliowy (KLIK) stosowane samodzielnie kochamy.
Nie wiem czemu nie wpadłam wcześniej na pomysł zmieszanie ich dwóch ze sobą.
Olejki mieszam w proporcji 2:1. Dwie części kameliowego i jedna część śliwkowego. Oczywiście możecie łączyć je dowolnie. Metodą prób i błędów na moich włosach najlepiej wypada właśnie taka proporcja.


Dlaczego tak polubiłam tą mieszankę
?
Ponieważ obydwa oleje stosowane samodzielnie dają zupełnie inne efekty. Kameliowy (KLIK) idealnie nadaje się przede wszystkim do zniszczonych i suchych włosów - mocno wygładza, dociąża, nadaje takiej mięsistości, grubości. Włosy są po nim ciężkie. Nie mówię, że obciążone, ale czuć, że dostały dużą dawkę odżywienia.
Olej śliwkowy (KLIK) zaś również dobrze wygładza, nabłyszcza i to aż po same końce. Jednak włosy po olejowaniu nim pozostają lekkie jak piórko. Sam olej jest bardzo lekki i idealnie nadaje się do stosowania po myciu, stąd własnie ta lekkość po olejowaniu z jego udziałem.
Połączanie tych dwóch ulubieńców musiało skończyć się HITEM.
Mieszanka daje efekt idealnych włosów. Widać połączenie właściwości obydwu olejków. OtrzymujE zarówno maksymalne dociążenie aż po same końce, przepiękny lustrzany blask, a dodatkowo włosy nie są oklapnięte, zyskują na objętości i są dużo bardziej miękkie w dotyku niż po samym oleju kameliowym.
Olej śliwkowy nie należy również do najtańszych, więc używanie go w takiej mieszance mniej boli. Podejrzewam, że równie dobrze może sprawdzić się z innym Waszym ulubionym olejem. Ważne jest to, by był to olej mocno dociążający. W ten sposób śliwkowy doda lekkości, ale nie będzie puszył.

M.

Podsumowanie efektów zapuszczania (drugi miesiąc). Efekty w zdjęciach Wasze oraz nasze : )

Podsumowanie efektów zapuszczania (drugi miesiąc). Efekty w zdjęciach Wasze oraz nasze : )
Minął kolejny miesiąc akcji zapuszczania, więc czas na podsumowanie. Dziękujemy wszystkim za podesłanie swoich rezultatów - z ogromna radością je publikujemy widząc, jak Wasze włosy rosną, jak na drożdżach.
U mnie w tym miesiącu królowała kolejna wcierka z EcoLab. Niestety za jej używanie zabrałam się dopiero w drugim tygodniu miesiąca, ponieważ była niedostępna w Hurtowni, stąd moje podsumowanie będzie obejmowało jedynie 3 tygodnie kuracji. Kontynuuję ją jednak dalej, więc na pewno słowo o niej padnie również w kolejnej Aktualizacji Zapuszczania.
Opinię o poprzedniej wersji możecie zobaczyć TUTAJ. Byłam z niej na tyle zadowolona, że zdecydowałam się na spróbowanie tej do włosów przetłuszczających się (KLIK).
Na pierwszy rzut oka między nimi nie ma żadnej różnicy:
- takie samo opakowanie.
- sprawnie działający aplikator, który dozuje odpowiednią ilość produktu i łatwo nim dotrzeć między włosy.
- przyjemny zapach, choć nieco się różniący między sobą.
- wydajność taka sama - jedno opakowanie przy stosowaniu co drugi dzień starcza na ponad miesiąc. To całkiem dobry wynik, bo musicie mi wierzyć, że nie żałuję sobie tego produktu  i obficie spryskuję nim skórę głowy.
- obydwa nie przyśpieszają przetłuszczania, włosy po zastosowaniu nie są ani trochę obciążone czy przyklapnięte.
To bardzo ważna informacja dla posiadaczek włosów przetłuszczających się, takich jak moje.
- działanie także mają bardzo podobne: Wcześniejsza wersja zahamowała mi wypadanie do minimum. Stosując tą wypadanie nie powróciło i w dalszym ciągu prawie w ogóle nie wypadają mi włosy. Zarówno podczas mycia, jak i podczas czesania czy w ciągu dnia. A powodów do rwania sobie włosów z głowy mam sporo ;d Serum więc hamuje wypadanie, wzmacnia cebulki.
Niestety nie zauważyłam, by mocno przyśpieszało porost nad czym ubolewam, bo o to właściwie chodzi w naszej akcji. Możecie zobaczyć odrost po 3 tygodniach stosowania, który ma lekko ponad centymetr. Przyśpieszyło więc porost o ok. 0,5 cm.
Jednak pojawiło się znów dużo malutkich baby hair, a te który urosły w poprzednim miesiącu są dużo dłuższe i zaczynają mi przeszkadzać, szczególnie zaraz po myciu, ponieważ mocno odstają. Są to wiec na pewno skuteczne preparaty na zagęszczenie oraz wypadanie o podobnym działaniu. Można zatem stosować je wymiennie chcąc dostarczyć cebulkom różnorodnych składników dla wzmocnienia.


M.

Kiedy przychodzi pora na podsumowanie kolejnego miesiąca zapuszczania a okazuje się, że mój przyrost jest dość mizerny (co by nie powiedzieć, że prawie go nie widać ;d) to przyznam szczerze, że czuję się troszkę rozczarowana. Niemniej jednak zostały jeszcze 4 miesiące intensywnego zapuszczania, czasu kiedy daję z siebie 100% by skupić się na intensywnym wcieraniu, wmasowywaniu i szukaniu coraz to nowszych produktów, które pomogą mi w walce o dodatkowe centymetry : ) Nie zrażam się zatem i działam dalej!
Pokażę Wam zdjęcie, które zostało zrobione 30 czerwca oraz 31 lipca. To po lewej to oczywiście 30 czerwca, zaś po prawej 31 lipiec:


Przyznam szczerze, że robiąc zdjęcie 31 lipca miałam niemały problem z domyciem włosów (dziś zresztą też!) - już nawet nie pamiętam co bardzo mi je obciążyło, pokleiło, a same końce w dotyku były bardzo szorstkie. Umyłam je 3 razy pod rząd (niestety po dwóch razach włosy od razu suszyłam i okazało się, że są do ponownego mycia...) szamponem oczyszczającym z Beauty Farm (szampon z kozą). Po prawej stronie, która zawsze dłużej mi schnie widzę, że włosy są wciąż wilgotne. Do zdjęcia są zatem umyte jedynie szamponem oczyszczającym bez żadnych olejów czy masek po umyciu.
Jeśli się uprzeć widzę różnicę po bokach jeśli chodzi o przyrost. Odrost na czubku głowy 'pokazywał' centymetr. Mam nadzieję, że przyszły miesiąc będzie bardziej łaskawy pod względem przyrostu. Widzę, że lepiej działa zestawienie wcierka po umyciu i olej na skórę głowy na noc.
W tym miesiącu jednak (tzn. w lipcu) postawiłam ponownie na olejek Swati Maha Bhringraj (KLIK). Stosowałam go 4-5 razy w tygodniu wcierając dokładnie przed pójściem spać. Jeśli chodzi o zażywanie dobrodziejstw od środka ze zdrowszą dietą w miesiącu poszło mi nieco gorzej, ale nadrobiłam siemieniem lnianym oraz 3 razy dziennie piłam łyżeczkę oleju z czarnuszki i zamierzam przeciągnąć kurację na miesiąc sierpień. Pójdę jednak o krok dalej i czarnuszkę będę wcierać również w skórę głowy na noc. Czarnuszka w smaku, jak dla mnie, jest specyficzna. Dość pikantna do tego stopnia, że 'smyra' w przełyk ;d Nie mam kompletnie problemu z jej połykaniem, ponieważ od dawna jestem w stanie przełknąć wszystko - czasem tylko pojawia się problem po spożyciu jak np. po triphali bądź oleju lnianym. Po oleju lnianym miałam bóle brzucha i to nie powiem, dość intensywne. Po spożyciu czarnuszki nie dzieje się nic złego i przeciągnę kurację, ponieważ miesiąc to za mało by mogła pokazać na co ją stać. No cóż, trzeba próbować! : )


O.

1. Judyta - Bogini o czarnych splotach z fioletowymi refleksami. Innymi słowy - Judyta ma teraz na głowie 'ucieleśnienie' moich marzeń! ;c
Pozwolę sobie wkleić co napisała J. byście dokładnie wiedziały co z cudnymi włoskami było robione. Dodatkowo muszę dodać, że Judyta wygląda obłędnie w sukience i do tego te włosy... ;c

"Dopiero drugi miesiąc, a już moja systematyczność spadła :((( ale walczę dalej! W pielęgnacji zmieniło się niewiele:
Sesa na skalp przed myciem, może z 1-2 razy na całą noc. Wcierka Vianek normalizujący wystarczyła mi jeszcze na około tydzień lipca, więc ją zdenkowałam, a po niej przyszła kolej na serum EcoLab - aplikowałam je za każdym razem po myciu i starałam się jeszcze pomiędzy myciami (myję włosy 3x w tygodniu) ale z tym było różnie :/// na długości stosowałam przemiennie Vianek ten pomarańczowy olejek do włosów, olej kameliowy, a czasami sobie je mieszałam i do tego dolewałam trochę olejku z migdałów albo oleju awokado. 
Kupiłam drugie opakowanie Biotebalu, ale przyjmowałam go bardzo różnie w tym miesiącu, średnio tak co 2-3 dni. 

Przyrost szacuję na ok. 2 cm, co w stosunku do poprzedniego miesiąca jest lepszym wynikiem, ale wciąż złym w stosunku do moich oczekiwań :D 
Pasemko kontrolne: 37,0 cm ---> 39,0 cm, odrost ok. 1,5-2,0 cm w zależności od miejsca.

Jakość zdjęcia na podsumowanie lipca (po prawej) nie powala, ale totalnie nie miałam czasu na zrobienie lepszego. W ten dzień, gdy go robiłam na dodatek była burza i było strasznie przytłumione światło, mega pochmurno i ciemno.

W ramach rekompensaty przesyłam zdjęcie, które bardzo dobrze oddaje aktualny kolor moich włosów, czyli fioletowe i 'buraczkowe' refleksy :) włosy są po jednym farbowaniu Color'n'soin i dwukrotnym indygowaniu (zrobiłam drugie indygo 19 lipca, bo strasznie mi się kolor wypłukał). Efekt skrętu oczywiście po skarpetkowym koczku :)))"

Dziękujemy Judycie za przesłanie podsumowania i wyzwoleniu we jeszcze większej motywacji w dbaniu o włosy - z wrażenia lecę je naolejować ;3 ;*
Ten skręt po skarpetkowym koczku, ah :c JA SIĘ ROZPŁYWAM.


2. Agnieszka ;*
Agnieszka napisała nam tak:

"Witajcie dziewczyny,
przesyłam zdjęcie włosów suchych- są spuszone gdyż były oczyszczane SLS, nie robiłam ploppingu. Poza tym niestety w upały trudno zdefiniowany skręt moich loków. Co robiłam w lipcu w ramach akcji zapuszczania włosów?
Suplementy- Maxi Krzem (drugie opakowanie, od sierpnia przerwa w suplemetacji)
Wcierka- Vianek (przelany oczywiście do innej butelki ;-) )
Pielęgnacja ogólna- generalnie ją znacie z wcześniejszej korespondencji- dwukrotnie próbowałam oleju z czarnuszki, ale spuszył włosy (chyba, że w tej temperaturze wszystko je spuszy ;-) ). Dwukrotnie na krótko przed myciem nałozyłam maść końską- z tym specyfikiem muszę uważać, gdyż nasila wypadanie włosów.

W lipcu hennowaam włosy (Swati, orzechowy brąz). Przez upały noszę je głownie spięte (w "ananasie"). Podczas plażowania starałam się je mieć spięte pod kapeluszem."

Zdjęcie włosów suchych:


Zdjęcie włosów po umyciu : ):


Jakie one już długie kiedy są wilgotne a i tak jeszcze nie całkowicie proste! : )

3. Kinga ;*
Kinga napisała w mailu:

"Cześć dziewczyny!

Przesyłam zdjęcie podsumowujące moją pielęgnację w lipcu. W tym miesiącu skupiłam się szczególnie na testowaniu olejku stymulującego wzrost Khadi.
Pomimo tego, że przyrost nie jest piorunujący to wydaję mi się że stan moich włosów trochę się polepszył. :) Ponadto, w tym miesiącu włosy starałam się olejować dwa razy w tygodniu olejem Babydream "Pfleagol", używałam również odżywki Garnier Ultra Doux z olejkiem Awokado i masłem Karite i serum na końcówki Marion z olejkiem arganowym po każdym myciu włosów. W sierpniu planuje kontynuować stosowanie olejku Khadi. W związku z pojawieniem się niewielkiego wypadania włosów będę używać szamponu Seboradin z wyciągiem z drzewa oliwnego. :)"


Włosy Kingi są piękne i takie prościutkie :3 Dodatkowo te gęste końcówki (jak również same włosy!), którymi się będziemy zachwycać niezmiennie do zakończenia akcji! Dziękujemy Ci bardzo Kochana za przesłanie podsumowania ;*

4. Szyszka nasza Kochana ;*

"Ślę porównanie lipca i sierpnia.

Dużego przyrostu nie było, ale bardziej skupiłam się na wzmocnieniu włosów, więc wróciłam do olejowania Orientaną Amla i Bhringraj. Oczywiście oprócz Standardu Szyszki :)
Dopiero w połowie miesiąca w ruch poszła wcierka Orientany, więc spodziewam się efektów w przyszłym. Z dodatkowych szamponów - jaśminowy Cosmovedy."

Szyszka jest przykładem, że indygo od Khadi można uzyskać piękna czarno-czarną czerń :3 Niezmiennie zachwycające, naprawdę ;*


5. Hairmiona Splątana ;*

"Hej dziewczyny, przesyłam zdjęcia z podsumowania lipca. Po prawej nowsze zdjęcie, kolor włosów bardzo rożny, ale to tylko kwestia światła :) w lipcu wcieralam Joannę Rzepę oraz łykałam Biotebal. Uzywalam ich około 5 razy w tygodniu. Przyrost widać, ale jest mniejszy niż w zeszłym miesiącu po oleju Khadi :)"

Kochana zauważyłyśmy z Moniką dużo większe wygładzenie włosów na przestrzeni miesiąca! Piękna robota! : ) Jakie już długie ;o



Chciałybyśmy z całego serca Wam podziękować, że znajdujecie czas by przesłać nam swoje podsumowania. Akcja jest dzięki temu ciekawsza i jesteśmy bardzo wdzięczne za wkład Waszej pracy ;*
Tutaj link do pierwszego miesiąca zapuszczania, gdzie również możecie zobaczyć efekty naszych Dziewczyn: http://www.sophieczerymoja.com/2017/07/podsumowanie-pierwszego-miesiaca.html

Dodatkowo wrzuciłyśmy ostatnio na Facebook'a oraz na Instagram (KLIK) informację o włosowych konsultacjach w miejscu gdzie mamy nasz sklep. Także jeśli miałybyście ochotę się z nami spotkać, pooglądać produkty oraz napić się dobrej kawy to serdecznie zapraszamy do kontaktu! ;*