Popularne posty

Nowości do pielęgnacji włosów marki NaturalME - kuracja miodowania, serum bez silikonów

Nowości do pielęgnacji włosów marki NaturalME - kuracja miodowania, serum bez silikonów
Markę NaturalME poznałam oczywiście na Instagramie. Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie za to uwielbiam tą aplikację.
Gdyby nie Instagram pewnie dalej nie wiedziałabym o wielu, wielu markach i to nie tylko kosmetycznych.
Kiedy kilka tygodni temu jedna z naszych Czytelniczek napisała do nas wiadomość ze zdjęciem maski do miodowania, przepadłam ;d


Miodowanie włosów to sposób stosowany u nas od dawna z powodzeniem, który praktykujemy zarówno na sobie, jak i podczas spotkań włosowych na metamorfozach. Jest to jednak domowy sposób, który wymaga już nieco więcej zachodu i  czasu.
Już dwa lata temu pisałyśmy o tym na blogu http://www.sophieczerymoja.com/2016/04/jak-zachowac-zdrowie-koncowek-na-duzej.html
miodowanie włosów, miód na włosy

Czy Maska do miodowania zastąpi klasyczne miodowanie DIY?


Na to pytanie odpowiem od razu nie robiąc z tego tajemnicy. Moim zdaniem nie. Produkt NaturalMe (do kupienia w naszym sklepie KLIK) ma niewiele wspólnego z naszym rytuałem miodowania, co absolutnie nie znaczy, że nie warto po niego sięgnąć.
Głównym zadaniem domowego miodowania jest głębokie nawilżenie oraz zatrzymanie tego nawilżenia we włosach na jak najdłużej.
Miodowanie w butelce przede wszystkim działa jak klasyczne olejowanie, a dodatkiem jest nawilżenie włosów. Nie nawilży włosów mocno przesuszonych stosowane samodzielnie. Za to przecudownie współpracuje z wszelkimi podkładami nawilżającymi pod olej.
NaturalME

Wiecie, że my nie jesteśmy fankami tego typu pielęgnacji, ale w tym przypadku warto było się przełamać
.
Odkąd po raz pierwszy użyłam miodowania na delikatnie spryskane hydrolatem aloesowym włosy (również tej marki) stosuję ten sposób ciągle i moje włosy mimo kilkunastu aplikacji dalej się tym nie przejadły.
Ten duet stanowi podstawę letniej rutyny. Stosowałam miodowanie także samodzienie i efekt również był zachwycający. Jednak metoda na hydrolat dodaje fryzurze lekkości, co bardzo sobie cenię, szczególnie teraz latem.

Produkt w składzie zawiera: Olej ze słodkich migdałów, Olej Słonecznikowy, Olej arganowy, Olej jojoba, Ekstrakt z miodu, Olej Abisyński

Dzięki tak urozmaiconej recepturze ma szansę zadziałać na różnych typach włosów, od mniej do bardziej wymagających.
My używałyśmy go także podczas włosowej metamorfozy, której efekty możecie zobaczyć na naszym Instagramie. Rezultat powala (KLIK) <3

Opakowanie z pompką zawiera 75 ml produktu, który jest bardzo wydajny. Na moje włosy zużywam 4 pompki, czasem dokładam jeszcze nieco na same końce.
Pachnie przepięknie, słodko - miodem. Już podczas aplikacji czuć, jak włosy się zmiękczają. Nie ma problemu ze zmywaniem, próbowałam różnych szamponów i każdy bez problemu dawał radę.
Ja nakładam olejek tylko na maksymalnie godzinę, ponieważ tak działa u mnie najlepiej. Krótki czas to gwarant wspaniałego efektu. Po dłuższym trzymaniu także widzę na włosach działanie, jednak nie jest ono aż takie fenomenalne. Kwestia ile trzymać olejek na włosach zależy od Was i tego co lubią Wasze kosmyki. Ja od długiego już czasu stawiam na krótsze olejowanie, ponieważ tak wolą moje włosy.

Efekty po stosowaniu na zdjęciach, a po jeszcze więcej zdjęć, filmików zapraszamy na nasz Instagram.
Włosy miękkie jak u dziecka, lejące, wygładzone aż po same końce. Olejek pomaga niwelować odstające na długości włoski.


Serum bez silikonów - czy to naprawdę działa?


Ciężko powiedzieć na moim przykładzie, ponieważ stosuję dopiero od dwóch tygodni. Czytając opinię w internecie na temat roślinnych zamienników silikonów syntetycznych żywię nadzieję, że to naprawdę działa. 
Moje wcześniejsze podejście do tego typu produktów zakończyło się klęską. Serum Vianek nie nadawało się do moich włosów. Czytając Wasze komentarze podzielacie moją opinię.
Na pewno nie jest to produkt uniwersalny, który mogę polecić.
Do produktu marki NaturalME (do kupienia u nas w sklepie KLIK) podeszłam z dużą rezerwą bojąc się powtórki. Po pierwszych dwóch użyciach byłam załamana, że sytuacja się powtarza, ale teraz stosuję je z powodzeniem.
Co się zmieniło?
Początkowo serum aplikowałam na mokre włosy po myciu i w, jak się okazało, za dużej ilości. Efektem były obciążone, postrączkowane, niemiłe w dotyku włosy, takie jakby czymś oblepione. Na szczęście po godzinie, dwóch i związaniu włosów w koczek sytuacja ulegała poprawie, ale to dalej nie było to.
Kolejne próby z produktem miały miejsce już na suchych włosach i z dużo mniejszą ilością serum. Wystarczy naprawdę odrobinka, minimalna ilość by pokryć końcówki, a także delikatnie włosy na długości. Myślałam, że to będzie za mało, ale okazało się, że tutaj należy zachować się tak jak z naturalnymi olejami - 2,3 krople dobrze rozetrzeć w dłoniach i taką ilością zabezpieczyć kosmyki.
Najpierw wcieram olejek dłońmi, potem przeczesuję włosy pokryte serum starannie szczotką.
Włosy od razu stają się jeszcze bardziej miękkie, gładkie tak, że aż śliskie, a do tego pięknie pachną - słodko, nieco kwiatowo.
Jeśli w któryś dzień nie trafię z pielęgnacją i włosy są lekko spuszone, suche w dotyku i szorstkie, ratuje sytuacje, ułatwia rozczesywanie i niweluje plątanie w ciągu dnia.
Wystarczy niewielka ilość, włosy związuję na chwilę w koczka i nabierają one blasku i miękkości. Jeśli zastosuję malutką ilość serum absolutnie nie przeciąża, nie zabiera objętości. Na drugi dzień  dokładam na kosmyki kolejną porcję, by dalej były dobrze chronione.
Działanie nie jest aż tak mocne jak serum silikonowego typu Mythic Oil, ale warto dać mu szansę.

Skład bardzo prosty: Hydrogenated Ethylhexyl Olivate, Hydrogenated Olive Oil Unsaponifiables, Crambe Abyssinica Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum

... czyli dwa roślinne silikony, olej abisyński, olej arganowy, witamina E, zapach


Z całego serca mogę polecić Wam te dwa produkty marki NaturalMe. Nie dość, że są naturalne, mają piękne opakowania, są bardzo wydajne to jeszcze działają prawidłowo.
Zrobiły na nas takie wrażenie, że musiałyśmy sprowadzić je do naszego sklepu.
Na pewno będę testować także olejek do włosów (KLIK) i olej do skóry głowy (KLIK), bowiem składy onieśmielają.


M.

Naturalne farbowanie włosów - recenzja książki, której patronem medialnym jesteśmy. Konkurs dla Was!!

Naturalne farbowanie włosów - recenzja książki, której patronem medialnym jesteśmy. Konkurs dla Was!!
Kiedy otrzymałyśmy propozycję patronatu medialnego nad książką "Naturalne farbowanie włosów" Christine Shahin nie mogłyśmy ukryć swojej radości.


Wiecie, że naszą wielką pasją jest pielęgnacja włosów, a naturalna koloryzacja to nasz konik. Wciągnęłyśmy się w ten temat i ciągle testujemy działanie wielu ziół, dzięki czemu możemy pomóc Wam osiągnąć wymarzony kolor naturalnymi metodami
.


"Naturalne farbowanie włosów" -  co znajdziemy w książce



Książka przede wszystkim jest pięknie wydana. Pomyślano o każdym szczególe, by uprzyjemnić lekturę.
Wielkim plusem jest bogactwo zdjęć, które pokazują efekty farbowania. Widząc fotografię przed i po prościej jest się zdecydować czego użyć na swoich włosach.
W książce znajdziemy 14 przepisów na 14 odcieni. Autorka nie obiecuje, że na każdych włosach uzyskamy każdy kolor i to najbardziej nam się spodobało.
Nie ma nic gorszego niż obietnice nie do spełnienia. Każdy kto farbuje ziołowo włosy wie, że najwięcej zależy od naszego wyjściowego i naturalnego koloru włosów.
Czarnowłose nie uzyskają marchewkowego rudego. Rudowłose zaś mogą tylko marzyć o platynowym blondzie.
Kolejny plus za ostrzeżenia przed kupowaniem ziół z niepewnych źródeł, namawianie do robienia prób alergicznych oraz domowe, proste metody jak sprawdzić, czy zioła, które mamy są czyste i dobrej jakości bez chemicznych dodatków.
W książce znajdziemy wszystko od A do Z na temat mieszanek ziołowych na bazie Henny, Casii, Indygo i Amli. Wspomniany zostaje również Katam, ale nie jest on brany pod uwagę w przepisach.
Każdemu z nich został poświęcony podrozdział, dzięki czemu możemy się dowiedzieć ich historii, pochodzenia i właściwości.

Najbardziej praktyczny jest rozdział 4, w którym już krok po kroku dowiadujemy się jak mieszać, przechowywać, nakładać i spłukiwać zioła.
Znajdziemy tu porady jak samodzielnie zaaplikować papkę na włosy, jak długo ją trzymać, a także co robić jeśli po zmyciu farby ziołowej efekt nas nie satysfakcjonuje,czyli takie pogotowie ratunkowe w pigułce.

Ciekawym bonusem jest rozdział o nakryciach głowy, turbanach i praktyczny poradnik jak je wiązać krok po kroku. Może się to przydać podczas farbowania, ale także latem do ochrony włosów przed słońcem, wodą morską.
Autorka nie zapomniała wspomnieć kilka słów na temat pielęgnacji, budowy włosów. Bardzo spodobały nam się przepisy na kosmetyki DIY oraz Q&A na końcu książki.

Dla kogo polecamy książkę?


Jeśli jesteście dopiero na początku drogi z koloryzacją ziołową to książka będzie dla Was idealna, ponieważ stanowi kompletny poradnik na ten temat.
Jeśli już swoje pierwsze kroki w tej materii macie za sobą wydanie to może stanowić interesujące uzupełnienie i pogłębienie wiedzy.

Książkę możecie kupić na stronie wydawnictwa
http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/naturalne-farbowanie-wlosow/

Do końca tego tygodnia mogą zamówić tę książkę takżę tutaj: https://www.taniaksiazka.pl/naturalne-farbowanie-wlosow-christine-shahin-p-987235.html  uzyskując dodatkowe 10% rabatu po wpisaniu kodu "WLOSY"

Konkurs dla Was

Mamy dla Was trzy egzemplarze książki.
Konkurs jest prosty i szybki. Wystarczy odpowiedzieć w komentarzu pod tym postem na pytanie:

Co najbardziej lubisz w swoich włosach?

Skupcie się na dobrych stronach, nawet jeśli Wasze fryzury nie są według Was idealne : ) 
Czekamy na odpowiedzi do końca weekendu i w ciągu kilku dni od zakończenia ogłosimy wyniki. 

Tutaj pełny regulamin do wglądu KLIK


EDIT:
Wyniki Konkursu


Przede wszystkim dziękujemy bardzo serdecznie za wszystkie zgłoszenia. Była to dla nas wielka przyjemność by móc je przeczytać. 
Wybrałyśmy 3 osoby.
Są to komentarze głownie anonimowe, więc pozwolę sobie tak wkleić i mam nadzieję, że osoby, które je zostawiły, sprawdzą, czy to nie one :D



UNKNOWN 28 lipca 2018 09:04
MONONI 28 lipca 2018 15:16
ANONIMOWY 29 lipca 2018 01:45


Czekamy do końca tygodnia, do niedzieli na kontakt mailowy z Waszej strony z adresem do wysyłki książki. 
Piszcie na info@sophieczerymoja.com


Włosowa metamorfoza cienkich włosów Izy - Impacco emolliente w roli głównej

Włosowa metamorfoza cienkich włosów Izy - Impacco emolliente w roli głównej
Na spotkanie z Izą cieszyłyśmy się wyjątkowo, ponieważ jak tylko zobaczyłyśmy jej włosy miałyśmy w planach zrobić coś zupełnie innego niż zawsze.
Oczywiście mogłyśmy użyć jednego ze sprawdzonych zestawów, które znacie już z innych metamorfoz. Obiema rękami możemy się podpisać pod działaniem maski Ekos (KLIK), Toskańskiej (KLIK) czy Maski Le Cafe de Beaute (KLIK), ale nie chcemy ciągle pokazywać Wam tego samego.
Dlatego dziś zaprezentujemy coś zupełnie innego i nie możemy się doczekać Waszych komentarzy.


Opis włosów. który przesłała nam nasza bohaterka 



"Moje włosy są z natury proste/falowane. Kiedyś je farbowałam, w tej chwili są w naturalnym kolorze.
Myję je co dwa dni, lecz codziennie muszę umyć ich przednią część (grzywkę) - często stosuje wtedy suchy szampon.
Największym problemem moim zdaniem jest ich puszenie - zaraz po myciu, bez stylizacji (prostownicy), pozostawione do samodzielnego wyschnięcia wyglądają tragicznie.
Od kilku lat obcinam je na prosto maszynką do strzyżenia.
Mają tendencję do przesuszania na długości, jednak przy skórze głowy szybko się przetłuszczają (jako nastolatka spokojnie myłam włosy raz w tygodniu).
Bardzo dużo włosów mi wypada."

Włosy Izy przed naszą pielęgnacją:



Impacco Emoliente, Phitofilos (KLIK) jako remedium na cienkie włosy



Krokiem pierwszym jak zawsze jest oczyszczenie włosów szamponem z SLS. Iza zrobiła to już w domu.
Najważniejszym punktem programu pielęgnacyjnego było zaaplikowanie Impacco Emoliente marki Phitofilos (KLIK).
Wspominałyśmy Wam o tej ziołowej maseczce już przy kilku okazjach. Ja stosowałam ją jednokrotnie, Ola już aż trzy razy.
Maska ta składa się w 100 procentach z ziół i roślin. Nie zawiera żadnych innych dodatków. W składzie znajdziemy babkę lancetowatą, prawoślaz, lucernę, len, jęczmień i owies.
Jego działanie według producenta to głównie nawilżenie i ochrona. Według nas jednak jego największą zaletą jest zwiększenie objętości włosów, nadanie puszystości. Efekt ten nie znika po jednym umyciu, a pozostaje na dużo dłużej.
Jest to najlepsza alternatywa, jeśli ktoś chciałby korzystać z niesamowitego działania henny czy innych ziół koloryzujących, ale bez jakiejkolwiek zmiany koloru.
Jego przygotowanie jest bardzo proste: wystarczy zalać proszek gorącą wodą, dokładnie wymieszać i pozostawić na kilkanaście minut do lekkiego ostygnięcia.


Po tym czasie dodajemy miód - w tym przypadku dwie łyżki i możemy nakładać na suche włosy. Pozostawiamy na włosach od godziny do 3 godzin. Głowę należy okryć czepkiem foliowym i turbanem, czapką, by mieszanka mogła działać w cieple.
My posiłkowałyśmy się suszarką kapturową, ponieważ miałyśmy niepełną godzinę na ziółka.
Po tym czasie należy bardzo dokładnie wypłukać mieszankę z włosów, co zajmuje dość dużo czasu. Włosy można także umyć szamponem. My użyłyśmy naszego ostatniego ulubieńca Szampon EcoLab do włosów farbowanych z Amlą (KLIK). Przyznam, że to jeden z lepszych szamponów, jakie stosowałyśmy przez lata i moim zdaniem, najlepszy szampon EcoLab wszechczasów.

Maska tajska z olejem kameliowym dla zamknięcia nawilżenia i okiełznania puszenia


Klasycznego olejowania w tej metamorfozie brak. Przy przesuszonych, puszących się włosach unikanie oleju to nie jest dobry pomysł. 
Dlatego musiałyśmy to choć w jakimś stopniu nadrobić w następnym etapie. 
Maskę Tajską (KLIK) tak polubiłam stosując ją w ostatnich tygodniach, że zaufałyśmy jej i postanowiłyśmy użyć jej zamiast naszego pewniaka - Toskańskiej (KLIK). 
Porcję maski wymieszałyśmy z łyżką oleju kameliowego (KLIK). Nasza klientka bała się, że jej włosy po takim miksie będą tłuste i obciążone. Sama nigdy nie dodawała oleju do maski bojąc się o tłuste strąki.

My wiemy jednak, że to najlepszy sposób na włosy puszące się, suche lub zniszczone. Odpowiednia ilość oleju w masce dociąży, a nie obciąży włosy
Maska była podgrzewana suszarką kapturową przez kilka minut. Przeleżała na włosach około 20 minut. 
Po tym czasie została spłukana, a włosy podczas mycia były niesamowicie mięciutkie i śliskie. Bardzo łatwo się rozczesały, a ziołowy proszek dobrze się wypłukał. 

Podcięcie końców i efekt końcowy 


Rozczesane, wilgotne włosy zostały podcięte o niecały centymetr. Musiałyśmy je wyrównać, ponieważ przez to, że włosy się łamią i kruszą, miały nierówną długość.


Iza zdała się na nas w kwestii stylizacji i efektu końcowego. Sama próbowała kiedyś koczka, ponieważ jej włosy mają tendencję do falowania, jednak efekt jej nie satysfakcjonował. Chciała zatem zobaczyć jak to wyjdzie, kiedy zrobimy go my : )

Tutaj próby Izy z koczkiem na skarpecie:

Wysuszyłyśmy więc włosy, zabezpieczyłyśmy je olejem kameliowym i zawinęłyśmy w koczek na skarpetce. Był podgrzewany suszarką przez kilka minut i po ostygnięciu rozwinięty.

Efekty możecie zobaczyć na zdjęciach. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to różnica w połysku. Wcześniejsze włosy były matowe i nawet na zdjęciu z fleszem na próżno szukać blasku. Po naszej pracy nabrały połysku, kolor stał się ożywiony.

Włosy były wygładzone i pięknie się pokręciły w tak krótkim czasie. Do tego nabrały mega objętości i puszystości. Niestety nie mamy żadnego zdjęcia z przodu, ponieważ właśnie tak najbardziej było widać jak włosy odbiły się od nasady. 
A to napisała nam Właścicielka tej burzy loków: 
"Włosy wydają mi się grubsze i faktyczne jest ich jakby więcej. Zachwyciły mnie miękkością i brakiem puchu
Niestety deszczowa aura nie sprzyja włosom, ale wierzymy, że kierując się naszymi radami, z czasem uzyska lepsze i długotrwałe rezultaty. 

Dajcie koniecznie znać co myślicie! : )

Termoloki Remington Proluxe - moja opinia po ponad pół roku

Termoloki Remington Proluxe - moja opinia po ponad pół roku
Na rynku mamy duży wybór sprzętów do stylizacji włosów. Dlaczego więc termoloki?
Ponieważ mam już lokówkę z wymiennymi końcówkami i ta metoda układania fryzur została przeze mnie nie raz sprawdzona. Oczywiście ma swoje plusy, jednak zewsząd tak kusiły wałki.
Spośród bogatej oferty wybrałam właśnie Remington Proluxe, ponieważ najbardziej spełniały moje oczekiwania.



Dlaczego termoloki Proluxe?


Wałki mają tylko dwa rozmiary średnicy, co dla mnie jest plusem, ponieważ nie używałabym i tak mniejszych i większych niż te, które mam. Nagrzewają się w zaledwie 90 sekund, więc w razie pośpiechu szybko można przystąpić do stylizacji.
Wykonane są one z weluru, który nie elektryzuje włosów, jest miły w dotyku, ale nie jest śliski, dzięki czemu zakładanie i ściąganie wałków jest prostsze. Do każdego wałka dołączony jest klips, który jest bardzo wygodny w użyciu. Widziałam, że inne termoloki mają bardziej skomplikowane zapięcia i zniechęcało mnie to.
Tutaj, jak zobaczycie na filmie i zdjęciach, wszystko jest skonstruowane tak, by stylizacja włosów przebiegała jak najprościej, skutecznie i szybko. Nic się nie pląta, nie szarpiemy włosów.
Dodatkowo klipsy także się nagrzewają, co przyśpiesza proces kręcenia i utrwala skręt. Oczywiście tylko ich dolna część, która ma kontakt z włosami.
Brzmi jak przepis na oparzenie, prawda? Jednak nic bardziej mylnego. Wałki i klipsy nagrzewają się do temperatury, która nie jest niebezpieczna, nie parzy skóry. Oczywiście czuć mocne ciepło, ale trudno byłoby się tym poparzyć.
Ja podczas nawijania włosów trzymam wałek za plastikowe krawędzie - one zdecydowanie mniej się nagrzewają. Nawet jeśli zdarza mi się dotknąć wałka nie parzę się.
W przypadku lokówki czy prostownicy oparzenia były możliwe i raz nawet mi się zdarzyły : (


Różnica temperatur między 160 stopni lokówki, a wałkami termicznymi jest ogromna i choć producent nie podaje do jakiej temperatury się nagrzewają, na pewno nie jest aż tak wysoka, by niszczyć włosy tak mocno jak inne sprzęty.

Jak używam termoloków - odpowiednia pielęgnacja przed oraz nawijanie krok po kroku


Włosy oczywiście uprzednio przygotowuje. Nie zawsze jest to olejowanie, choć staram się.
Tym razem użyłam oleju z pestek moreli (KLIK) - jest stosunkowo lekki i dzięki temu nie ma ryzyka, że nadmiernie obciąży włosy. Zmyłam go dwukrotnie szamponem EcoLab (KLIK) do włosów farbowanych i nałożyłam maskę Keratynową EcoLab (KLIK), którą uwielbiam i nie mogę się doczekać kolejnego użycia ze względu na jej zapach.
Produkt proteinowy to u mnie must have przed kręceniem włosów. Dzięki temu włosy są bardziej podatne na stylizację, dłużej trzymają kształt, a także mają objętość.



Suche już włosy zabezpieczyłam na długości olejem kameliowym (KLIK) i przystąpiłam do układania.
Na początku należy je dobrze rozczesać i podzielić na dwie partie. Dolną, mniejszą składającą się z 1/4 włosów i resztę u góry.
Wybieram pasmo i dobrze rozczesuję, po czym zakręcam. Mniejsze wałki mocuję raczej w dolnych partiach. Zawsze włosy kręcę w jednym kierunku. Dzięki temu nabierają objętości, są odbite od nasady.



Kiedy już zakręcę wszystkie pasma pozostaje czekać. Kiedy kręciłam swoje dłuższe włosy przed obcięciem wałki zostawiałam na około godzinę. Dzięki temu skręt był odpowiedni i trwały.
Ostatnio robiąc dla Was materiał do tego posta, po raz pierwszy stylizowałam krótsze włosy i jestem jeszcze bardziej zachwycona.
Efekt, który widzicie to zaledwie 15 minut. Możecie zobaczyć włosy zaraz po rozwinięciu i rozczesane szczotką wiosłową.
Trwałość mimo krótszego czasu była podobna. Myślę więc, że spędzając w wałkach godzinę mogłabym liczyć na jeszcze lepszy efekt.

Czy warto kupić wałki termiczne dla długich włosów?

Marząc o nich obawiałam się, że nie spełnią swojej roli i będą leżały nieużywane. Kiedy je dostałam od Oli cieszyłam się i od razu zrobiłyśmy próbę na włosach moich, jej i mojej mamy.
Najlepszy rezultat osiągnęłyśmy na włosach sięgających ramion mojej mamy. Po 5 minutach miała trwałe skręty od samej nasady.
Moje próby kończyły się zazwyczaj pofalowanymi dolnymi partiami, ale to i tak mi się podobało. Fale z wałków wyglądają naturalniej niż pokręcone lokówką, nawet stożkową.
Na krótszych włosach rezultat jest podobny, z tym, że objętość, którą uzyskuję, jeśli założę wałki od samej góry, jest większa i bardziej widoczna. Trwałość jest także dłuższa.



Moim zdaniem warto mieć termoloki, jeśli podobają Wam się naturalnie wyglądające fale. Efekt jest różny w zależności od długości i typu włosów.
Odkąd mam swoje nie sięgam w ogóle po lokówkę. Zdecydowanie wolę poświęcić 20 minut na ich założenie i 5 minut na ściąganie niż 45 minut na kręcenie lokówką.
Czekając na zrobienie fryzury najczęściej wykonuję makijaż i nie marnuję czasu.

Co wybieracie - termoloki, lokówkę, a może fale prostownicą?