Popularne posty

Najlepszy olej ostatnich tygodni. Czy zastąpi olej kameliowy?

Najlepszy olej ostatnich tygodni. Czy zastąpi olej kameliowy?
Już patrząc na tytuł posta możecie mieć przeświadczenie, że to o czym chcę Wam dziś napisać jest prawdziwym hitem.
O tym oleju słyszałam już dużo wcześniej i pierwszy kontakt z kosmetykami, które go zawierały miałam dwa lata temu.
Mimo, że były to kosmetyki fryzjerskie, za którymi moje włosy nie przepadają to odpowiednio użyte dawały efekt WOW.
Tutaj możecie zobaczyć zdjęcie moich włosów po tych kosmetykach KLIK http://www.sophieczerymoja.com/2016/04/premiera-nowej-linii-do-wosow-marula-oil.html

Często pytacie, dlatego już teraz linkuję użytą kolorówkę ; )
Oczy: cienie Neve Cosmetics VERSAILLES (KLIK) oraz MADISON (KLIK)
Usta: pomadka Neve ALMOND COOKIE (KLIK)
Baza pod makijaż o której pisałam tutaj http://www.sophieczerymoja.com/2018/05/naturalna-baza-matujaca-pod-makijaz.html

Mała charakterystyka oleju marula 


Od tamtej pory olej marula nie był obecny w mojej pielęgnacji, aż do niedawna. Przeglądając ofertę hurtową natrafiłam na niego przypadkiem.
Wcześniej bardzo zniechęcała mnie cena, bo nie ma co ukrywać, olej należy do dość drogich.
Możecie kupić go u nas KLIK, KLIK https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Olej-z-Maruli-organiczny-20-ml%2C-ESENT/382


Jednak kiedy znalazłam małą pojemność to cena była już do przełknięcia.
Pojemność 20 ml to ani mało ani dużo. Do stosowania na twarz spokojnie starczy na kilka miesięcy. Na włosy wydaje się niewiele, ale olejek jest bardzo wydajny. Dzięki swojej lekkiej konsystencji rozsmarowuje się szybko i łatwo. U mnie taka mała buteleczka starczyła na 8 olejowań. Jeśli macie krótsze włosy to starczy Wam na dłużej.
Podstawa to technika - nie sztuką jest nałożyć na włosy całe opakowanie na raz. Na moje włosy wystarcza odrobina tego konkretnego oleju. Innych schodzi mi więcej, ale ten jest wyjątkowo wydajny.
Olej nie posiada praktycznie zapachu i jest pozbawiony lepkości, co ułatwia rozsmarowanie. Zawiera mnóstwo kwasów tłuszczowych nienasyconych, w tym kwas linolowy i linolenowy. Jego wielką zaletą jest bogactwo antyoksydantów.
Często jest porównywany do oleju arganowego, jednak moim zdaniem nie działają tak samo.
Olej arganowy jak wiecie, to mój ulubiony olej, uwielbiają go moje włosy, skóra, twarz. Olej marula działa dwukrotnie intensywniej niż arganowy.
Po obydwu olejach moja skóra na długo odzyskuje sprężystość, staje się napięta i wręcz nawilżona. Ciekawostką jest, że marula posiada właściwości hydrofobowe, dzięki czemu wyjątkowo sprawnie przenika przez naskórek.
Słynie z właściwości regenerujących skórę, jak i włosy, dlatego idealnie sprawdza się przy włosach zniszczonych, suchych, ale jak widać nie tylko. Moje zdrowe włosy go pokochały.


Efekty po olejowaniu na moich włosach



Olej zawsze nakładałam na godzinę, dwie przed myciem włosów. Od dawna nie olejuje już włosów na całą noc czy kilka godzin. Efekty były takie same lub gorsze, a ja oszczędzam czas.
Krótkie olejowanie daje mi wszystko co najlepsze.


Niewielką ilość oleju wcieram we włosy, zazwyczaj dokładam jeszcze na końcówki, po czym dokładnie je rozczesuję i jeśli mam czas to przeczesuję szczotką włosy pokryte olejem przez kilka minut.
Olej jest tak lekki, że jako jeden z niewielu zmywa się u mnie po jednym myciu delikatnym szamponem. Jeśli czytacie nas regularnie to wiecie, że od początku olejowania zawsze myję włosy dwukrotnie, więc taka zmiana to luksus.
Mimo lekkości na włosy działa wyjątkowo odżywczo i jeśli miałabym wskazać dwa oleje, które mogą pomóc zregenerować włosy to kameliowy (KLIK) i właśnie marula (KLIK).
Niezaprzeczalnie olej ten bardzo mocno włosy nabłyszcza, co widać od razu, nawet w świetle dziennym, a nie tylko w słońcu. Kiedy użyłam go po raz pierwszy i nie mówiłam Oli, że go testuję sama zauważyła, że fryzura wygląda jakoś inaczej. Dzięki niemu uzyskuję perfekcyjną gładkość, nie odstaje ani jeden włosek, a do tego jest lustrzany blask.
Olej kameliowy daje podobny efekt, z tym że po maruli włosy są lżejsze, co bardzo mi się podoba. Na pewno kamelia nie pójdzie całkiem w odstawkę, ale ma poważnego konkurenta ;d



Używałyście oleju marula w pielęgnacji włosów czy twarzy?
Jakie wrażenia?


M.

Olej z nasion chia - zastępca oleju z pestek śliwki?

Olej z nasion chia - zastępca oleju z pestek śliwki?
O oleju z pestek śliwki rozpisywałyśmy się niejednokrotnie. Polecamy go od długiego czasu głównie do zabezpieczania końcówek włosów, ale także do olejowania.
Uwielbiam jego połączenie z olejem kameliowym. Razem tworzą duet doskonały. Niestety, jakiś czas temu mi się skończył i poszukiwałam godnego zastępcy.
Całkiem miło sprawdzał się olej z pestek moreli (KLIK) czy serum naturalne bez silikonów NaturalMe (KLIK), jednak ciągle szukałam dalej.
I tak trafiłam na olej z nasion Chia (KLIK).



Dlaczego warto sięgnąć po olej z nasion chia



Chyba nie ma tu osoby, która nie wiedziałaby, jak zdrowe są te małe, niepozorne nasionka. Kilka lat temu także ja je odkryłam i pokochałam ich smak. Często sięgam po nie w kuchni, ponieważ są skarbnicą wielu witamin, minerałów, a przede wszystkim kwasów tłuszczowych Omega 3 i 6.
Polskim zamiennikiem tego superfoods jest siemię lniane. Dodajmy, że dużo, dużo tańszym zamiennikiem.
Na włosach jednak nie działają one tak samo i jeśli nie pasował Wam olej lniany to nie znaczy, że chia także Wam nie podpasuje.
Moje włosy oleju lnianego nie lubią, puszą się po nim i plączą, a z chia dogadują się doskonale.

Jak używam oleju z nasion chia


Przede wszystkim jako olejku do zabezpieczania włosów. W takim celu go kupiłam i zaskoczył mnie bardzo pozytywnie już po pierwszym kontakcie.
Pobił nawet ulubiony śliwkowy, choć ma jedną, malutką wadę w porównaniu z nim - nie ma praktycznie zapachu, pachnie po prostu olejem
Olejek jest przede wszystkim bardzo leciutki. Dawno nie miałam w swoich zbiorach tak lekkiego, łatwo rozsmarowującego się oleju, który momentalnie się wchłania w skórę. 
Dzięki tej lekkości bardzo trudno jest nim obciążyć włosy. Dużo trudniej niż wspomnianym olejem z pestek śliwki. 
Jeśli Wasze włosy nie dogadywały się z innymi olejami po myciu to może to być opcja dla Was. 
Do zabezpieczenia kosmyków innym olejem zużywałam zawsze góra dwie krople, ponieważ inaczej były już przeciążone. Tutaj mogę zaszaleć i wsmarować we włosy nawet do 5 kropli, w zależności od dnia, bo wiadomo, że włosy każdego dnia mają inne potrzeby i raz są idealne, a raz bardziej suche, lekko odstające itd. 
Nawet jeśli trochę przesadzę to olejek po pół godzinie wchłania się i nie ma po nim śladu. 
Zostaje tylko efekt. 

Jak na moje włosy działa olejek


Już podczas aplikacji włosy stają się miękkie i dużo łatwiej je rozczesać, jeśli były splątane. Niedociążone czy suche końcówki odzyskują elastyczność i gładkość
Uzyskany efekt mogę porównać do dobrej jakości serum silikonowego. Z tą różnicą, że to czysty olej bez żadnych substancji powlekających. 
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Czekałam kilka tygodni, by Wam o nim opowiedzieć, ponieważ chciałam go sprawdzić w różnych sytuacjach, warunkach.
Ja stosuję go po myciu zaraz po wysuszeniu włosów i następnego dnia rano. W razie potrzeby można dołożyć także w ciągu dnia kropelkę czy dwie.
Dzięki niemu zrezygnowałam z myśli by wrócić do regularnego używania serum silikonowych. Ze względu na pogodę czasem zdarzało mi się po nie sięgać i myślałam czy nie wprowadzić tego na stałe. Zostanę jednak przy sporadycznym używaniu silikonowego zabezpieczania w zamian za regularne aplikowanie olejku z nasion chia.

Czy olej nadaje się do olejowania 


Oczywiście olejek z nasion chia nadaje się także do olejowania włosów, a nie tylko do zabezpieczania. 
Sama także stosuję go w takim celu aplikując większą ilość na co najmniej pół godziny lub dłużej, jeśli mam czas. 
Dzięki swojej lekkiej konsystencji bez problemu się zmywa i czasem myję włosy tylko raz i to wystarcza. 
Włosy po olejowaniu są mięciutkie i aksamitne, wyglądają zdrowo. W ostatnim czasie używam głównie tego oleju i innego, o którym postaram się napisać niedługo, bo to prawdziwa bomba.

Używałyście oleju z nasion Chia? Czy pozostajecie przy wewnętrznej suplementacji? : )

M.

Wegańskie mięsa Bezmięsny mięsny - czy mogą zastąpić mięso, jak smakują

Wegańskie mięsa Bezmięsny mięsny - czy mogą zastąpić mięso, jak smakują
Nie wiem czy wspominałam Wam już, ale od kilku miesięcy nie jem mięsa. Wolałabym nie określać się wegetarianką czy nawet semiwegetarianką, ale faktem jest, że od około 4 miesięcy nie spożywam mięsa wieprzowego, wołowego, drobiu ani żadnego innego.
W dalszym ciągu jem ryby i owoce morza, a także sery, nabiał itd.
Powodów takiej decyzji było wiele. Fakt, że jeszcze pod koniec gimnazjum także na kilka lat odstawiłam mięso również miał nie mały wpływ.
Nie mogę jednak ukryć, że potraw typowo mięsnych mi brakuje. Muszę na nowo odkrywać smaki, szukać inspiracji.
Dlatego jeśli macie swoje ulubione bezmięsne przepisy to podzielcie się nimi - chętnie spróbuję : ))


Czym jest "Bezmięsny mięsny" i co kupiłam



... i tak trafiłam na Bezmięsny Mięsny, czyli produkty wegańskie i wegetariańskie w 100% roślinne przypominające zarówno w nazwie, jak i wyglądzie mięso zwierzęce.
Na początek zamówiłam pakiet Grillowy.

dieta bez mięsa
dieta bez mięsa
co zamiast mięsa

Są także inne pakiety i warto kupować właśnie tak, ponieważ można zaoszczędzić kilka złotych.
W moim pakiecie był: boczek, gyros, kebab, burgery i jako gratis żeberka, które były wtedy nowością. Teraz możecie znaleźć je w regularnej sprzedaży.
Wszystko przyszło do mnie w ciągu kilkunastu dni, ponieważ produkty są robione na świeżo i wysyłane jednego, określonego na stronie dnia. Ich termin ważności to 6-8 tygodni od daty produkcji. Po otwarciu należy zaś zjeść je w ciągu dwóch dni, ponieważ nie zawierają konserwantów.
Można je także mrozić i po rozmrożeniu smakują tak samo dobrze. Rozmrażają się bardzo szybko w porównaniu z mięsem, więc nadają się na ekspresowy obiad.
Najbliższy obecnie termin wysyłki to 22 październik.

Jak smakują roślinne mięsa 


Na samym początku muszę rozczarować te osoby, które myślą, że smakują dokładnie tak jak mięso zwierzęce. Na pewno smakują inaczej, ale smaki są zbliżone i jeśli dobrze wkomponujemy to w posiłek to nawet osoba mięsożerna może się pomylić
Zacznę od moich faworytów, czyli Boczku, Kebaba i Gyrosa. Te trzy produkty to coś co zawsze chciałabym mieć w lodówce.
Swoim smakiem najbardziej przypominają pierwowzór, mają mięsną konsystencję, teksturę. Gyros jest łagodny, ziołowo-czosnkowy. Kebab nieco ostrzejszy o smaku słodkiego chili.
co zamiast mięsa
co jeść zamiast mięsa
dieta bez mięsa

Boczek zaś pachnie najprawdziwszą wędzonką dzięki wędzeniu drewnem bukowym
Kebab i gyros są miękkie, jak długo pieczone kąski mięsne. Aż rozpadają się w ustach. W paczuszce są już pokrojone w kostkę. Boczek zaś jest twardszy, bardziej ciągnący, gumowy - jak prawdziwy bekon. Boczek kupujemy od razu w plasterkach.

dieta bez mięsa

Wszystkie produkty można spożywać na zimno, ale polecam je podgrzać, bo wtedy ujawniają cały swój aromat, rozwija się smak
Dwoma przysmakami bez których mogę się obejść są burgery i żeberka. W dalszym ciągu są to rzeczy bardzo smaczne, jednak nie urzekły mnie aż tak jak pozostałe. 
Burgery smakują rzeczywiście jak burgery wołowe, z tym, że są dość suche i na pewno nie nadają się do zjedzenia jako samodzielna potrawa. W towarzystwie sosu, warzyw i bułeczki są okay, ale bez fajerwerków. Inne burgery można zrobić w domu np. z fasoli, ciecierzycy, kaszy jaglanej.

dieta wegańska

Żeberka w ogóle mnie nie kusiły i zostawiłam je na koniec degustacji. Pachną najmocniej z całej paczki - dominuje zapach zalewy, marynaty typowej dla żeberek - słodkiej, dymnej.
Ostatecznie po przyrządzeniu na patelni grillowej smakowały dobrze, choć marynata wsiąkła w "mięso" i było nieco suche. Przydałby się jakiś sos do tego i było by idealnie.


Za to ich faktura bardzo mocno nawiązywała do prawdziwych żeberek - była lekko gumowa, ciągnąca się. 


W mojej kuchni "Bezmięsny mięsny" będzie pojawiać się regularnie. Trzymam kciuki za firmę i czekam na kolejne produkty.
Poza opisanymi przeze mnie są jeszcze np. parówki, różnego rodzaju kiełbasy:pepperoni, jałowcowa, wiejska oraz pieczeń.

Co myślicie o takich zamiennikach mięsa dla wegetarian i wegan? Spróbowalibyście? 

Włosowa aktualizacja - co z wypadaniem, dużo nowych produktów i najnowsze farbowanie

Włosowa aktualizacja - co z wypadaniem, dużo nowych produktów i najnowsze farbowanie
Minęły ponad trzy miesiące odkąd obcięłam włosy i tyle samo czasu od ostatniej Aktualizacji Włosowej na blogu.
Ostatnio mam wrażenie, że moje włosy są już prawie tak samo długie jak były. Zaczynają mi znów lekko przeszkadzać, kiedy je myje lub czeszę to czuję się tak samo jak te kilka miesięcy temu.
Wiem, że to tylko wrażenie, bo przecież w 3 miesiące nie odrosły aż o 15 cm, ale podrosły znacząco.
Duży wpływ na to ma fakt, że przez ostatnie miesiące bardzo, ale to bardzo przykładałam się do wcierania produktów pobudzających wzrost. Nie zależało mi na poroście co na zahamowaniu wypadania, ale to taki skutek uboczny, z którego na pewno większość z Was by się cieszyła, dlatego wspomnę co nieco o tym czego używałam, a dokładny opis produktów zostawię na osobny wpis.

Do zdjęć użyłam między innymi bazy pod makijaż (dokładniej TAKIEJ KLIK). Na ustach kredka Neve KLIK, odcień Marmotta

Szybka aktualizacja wypadania- co stosowałam i stosuję obecnie



Kiedy wypadanie się pojawiło nie panikowałam i zaczęłam delikatnie od tego co miałam akurat w domu, czyli wcierka Vianek normalizująca (KLIK).
Myślałam, że jak zawsze to szybko minie i nie ma się czym martwić. Tonik z Vianka zawsze mi pomagał, ale mnie problem wypadania nigdy mocno nie dotyczył.
Niestety, skończyłam opakowanie i włosy wypadały nadal.
Po tygodniu, dwóch bez wcierki zaczęło się nasilać, co utwierdziło mnie w tym, że należy potraktować problem poważnie.
Wypadanie to idealny czas by przetestować nowe produkty, ponieważ kiedy ocenić ich działanie jak nie teraz. Sięgnęłam więc po nowość - olejek do skóry głowy marki NaturalMe (KLIK).
W jego składzie same dobroci - olej tamanu, ekstrakt ze skrzypu polnego, wyciąg z rozmarynu, wyciąg z bursztynu, wyciąg z imbiru.
Wiązałam z nim wielkie nadzieje, szczególnie, że kilka z Was pisało do nas, że olejek bardzo Wam pomógł. Wykorzystałam calutkie opakowanie, wcierając go bardzo regularnie przed każdym myciem. Olejek bardzo Wam polecam i na pewno zasługuje na osobny wpis.
Kolejnym produktem, do którego wróciłam był tonik Ajurwedyjski Orientana (KLIK). Wykorzystałam całą  buteleczkę z przyjemnością, ponieważ uwielbiam ten produkt i lubię do niego wracać.
Moje włosy jednak dalej wypadają. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że stan się nie pogarsza. W jednym tygodniu jest lepiej, a w kolejnym znów pogorszenie, ale sytuacja jest dość stabilna. Podejrzewam, że gdybym nie stosowała nic byłoby dużo, dużo gorzej.
Przez stosowanie tych produktów regularnie jak w zegarku, dorobiłam się mnóstwa nowych włosów, a do tego tak jak wspominałam na początku, włosy rosną jak szalone.
Teraz testuję kolejną nowość - produkt trychologiczny z dobrym składem. Dam Wam znać, jak się sprawdzi, kiedy go skończę.


Pielęgnacja włosów -  co stosuję do mycia i po myciu, eksperyment z OMO, dużo nowości



Porzuciłam zdecydowanie szampony z SLS, ponieważ podejrzewam je także o pogorszenie wypadania. Zauważyłam, że nie służyły mi one i zawsze po takim myciu włosów wyciągałam jeszcze więcej
Wróciłam do szamponu Le Cafe de Beaute (KLIK). Wybór padł na wzmacniający przeciw wypadaniu, którego nigdy wcześniej nie miałam. Jest tak samo dobry jak inne szampony tej marki, pięknie pachnie, mocno się pieni i mimo Sodium Coco Sulfate nie nasila wypadania. 
Szamponu z SLS używam bardzo sporadycznie, bo jedynie raz na 3 tygodnie i przez farbowaniem ziołami. W innym przypadku częściej tylko wtedy, kiedy odczuwam taką potrzebę, jak na przykład wtedy kiedy przeciążyłam czymś włosy lub stylizowałam je pianką, żelem, lakierem itd., ale to zdarza się rzadko. 
Dziś także po raz pierwszy od kilku lat umyłam włosy metodą OMO z udziałem maski Vatika z czarnuszką (KLIK) i myślę, że na jesień/zimę ta metoda może się sprawdzić lepiej od klasycznego mycia. Maska Vatika to pierwsza maska (SERIO), która zemulgowała mi odpowiednio olej i pozostawiła włosy czyściutkie. Użyłam jej jako pierwsze i drugie O - być może za dużo szczęścia na raz i drugie O powinno być lżejsze, ponieważ włosy mimo, że czyste to są leciutko obciążone.
Ale nie zniechęcam się i będę próbować. Jeśli Kallosy i inne maski, odżywki nie sprawdzały się Wam do mycia, wypróbujcie Vatikę, bo jak zmyła olej z moich włosów, których nigdy nie domyło nic poza dwukrotnym myciem szamponem, to Wasze też domyje ;d
Z produktów po myciu wykończyłam maskę Tajską (KLIK), która była bardzo dobra, lekka, ale robiła co powinna. Stosuję teraz Ajurwedyjską (KLIK) i jakoś nie możemy się dogadać. Jest dla mnie zbyt obciążająca i włosy mimo, że ładnie się rozczesują to brakuje im lekkości, puszystości, lubią się po niej strączkować, co jest niedopuszczalne. Z tego powodu stosuję ją sporadycznie
Podobnie włosy reagowały na maskę Fitness z proteinami jedwabiu Jedwabny blask (KLIK).

Do zdjęć użyłam między innymi bazy pod makijaż (dokładniej TAKIEJ KLIK). Na ustach kredka Neve KLIK, odcień Marmotta


Całkiem miło się zaskoczyłam natomiast maską 3 glinki Cafe Mimi (KLIK), która nawet nałożona na całe włosy nie obciąża ich, nie powoduje typowego efektu po glince, czyli suchości, sztywności. Mogę zaaplikować ją na skórę głowy zarówno przed jak i po myciu i nie obciąża włosów. Sprawia wręcz, że są lejące, świeższe, daje miłe uczucie odświeżenia. 
Nie jest to taki efekt, jak po czystej glince, ale za to rozprowadza się bardzo prosto w przeciwieństwie od masek domowych z glinki. Warto spróbować, jeśli szukacie czegoś do włosów przetłuszczających się, oklapniętych.
Kolejnym zaskoczeniem jest odżywka amerykańskiej marki Jason o zapachu lawendy. Dawno nie miałam tak fajnej odżywki, którą chętnie stosowałabym po myciu. Poza idealną konsystencją, pięknym zapachem, funkcjonalnym opakowaniem jest bardzo wydajna, nadaje włosom lustrzanego blasku, ułatwia rozczesywanie, a do tego jest bardzo lekka mimo gęstej konsystencji. 
Jedyny minus to dość wysoka cena - około 50zł za niecałe pół litra. 

Dajcie znać, czy chciałybyście ją u nas kupić : ) są jeszcze inne wersje -  morelowa, aloesowa, z wodorostami

Spróbowałam także słynnych już wszędzie masek Garnier Hair Food - wersję goji i bananową. Niestety o ile Goji była przyjemna, choć nie idealna, tak banan mimo pięknego zapachu nie sprawdził się u mnie. Włosy po obu maskach nie są najgorsze, ale brakuje im czegoś do perfekcji. Bananowa wersja dodatkowo powoduje nieprzyjemne uczucie takiego oblepienia na włosach.
Po inne raczej nie sięgnę. 

Olejowanie i zabezpieczanie końcówek


W kwestii olejowania i zabezpieczanie nieco się opuściłam. Dobra forma włosów nie zmuszała mnie do regularności i tak olej starałam się nakładać choć raz w tygodniu. Czasem miałam zrywy, że robiłam to częściej. 
Jeśli już sięgałam po olej to zamiennie po któryś z tych już sprawdzonych: kameliowy (KLIK), arganowy (KLIK) i z pestek moreli (KLIK).
Dobrze sprawdził się na długości także olej do skóry głowy NaturalMe - w składzie ma m.in. olej arganowy, który uwielbiam oraz miodowanie (KLIK) tej samej marki, które daje efekt nawilżonych, gładkich włosów. 
Postanowiłam przetestować kilka nowych olejów do włosów, wiec możecie czekać na opinię w najbliższym czasie. Zamówiłam sobie jak na razie trzy perełki i już jestem po jednym zastosowaniu. Zapowiada się nieźle. 
Do końcówek i włosów po myciu stosowałam serum bezsilikonowe, które jest tak wydajne, że nie zużyję go na pewno w terminie ważności i muszę je komuś odlać. Świetnie się ono sprawdza w przypadku mocno przesuszonych, spuszonych, ale moje lubi obciążyć, więc aplikuję dosłownie 3 kropelki. Efekty po zastosowaniu m.in. tego serum możecie zobaczyć w ostatniej metamorfozie Moniki KLIK
Wróciłam także do serów silikonowych i zamiennie stosuję Aloesowe dr. Sante (KLIK) i Gliss Kur serum - eliksir. 
Nawracam się teraz i chcę zabezpieczać włosy skutecznie i dobrze - pierwszego dnia po myciu silikonami, na noc dokładać kilka kropli olejku naturalnego i ewentualnie rano znów kropelka oleju.


Farbowanie - rozjaśnianie kwasem jabłkowym i nowa ziołowa mieszanka Phitofilos 


Jeśli obserwujecie nas na Instagramie to jesteście na bieżąco i wiecie, że przed farbowaniem rozjaśniłam włosy kwasem (KLIK). 
Zrobiłam to po to, by wyrównać górę z dołem, ponieważ od ostatniego farbowania za jasną farbą na odrost, miałam zbyt jasne włosy od nasady. 
Nie mając cierpliwości i chcąc efekt na przysłowiowe "już" zrobiłam mieszankę, której nie polecam Wam nakładać, jeśli macie mniej odporne włosy niż ja.
Wymieszałam potrójną porcję kwasu, czyli aż 3 kopiaste łyżki z maską i nałożyłam na prawie całe włosy, które były ciemniejsze.
Trzymałam to około 40 minut i spłukałam, po czym nałożyłam pielęgnację. 
Włosom nic się nie stało, a kolor się wyrównał. Do tego całość nabrała lisiego koloru, zeszły resztki czerwonych tonów. 
Na taką marchewkową bazę nałożyłam nową mieszankę Miscela Roobia, Phitofilos (KLIK). Więcej na temat przygotowania i efektów pojawi się w osobnym wpisie, bo ten już i tak jest za długi : )


Dajcie znać co myślicie o odżywkach Jason, o które pytałam we wpisie i jak Wasze humory, nie tylko włosowe, z myślą o jesieni. 

M.

Czym jest Multi-masking, jak wykorzystać go w pielęgnacji włosów

Czym jest Multi-masking, jak wykorzystać go w pielęgnacji włosów
W ostatnim poście z metamorfozą wspomniałam Wam o tym, że wykorzystałyśmy Multi-masking, który w tamtym przypadku polegał na dwuetapowej aplikacji dwóch masek. Pierwszym krokiem była maska Toskańska, drugim Ekos.
Wyraziłyście chęć bym przybliżyła ten wątek, więc dziś post na ten temat. 


Czym jest Multi-masking?



W skrócie polega to na wykorzystaniu podczas jednego zabiegu pielęgnacyjnego więcej niż jednej maski. Patent ten pojawił się u mnie na początku w pielęgnacji twarzy
Z racji tego, że mam bardzo wymagającą cerę, której mało który produkt może dogodzić, zaczęłam stosować więcej kosmetyków podczas jednej procedury. 
Możliwości jest kilka. U mnie najczęściej był to schemat maska-maska lub dwie maski nałożone jednocześnie np. jedna na strefę T, druga na resztę twarzy i szyję
Oczywiście zdarza się, że jedna maseczka zaspokaja wszystkie potrzeby naszej cery i wtedy nie musimy się bawić w takie zamieszanie.
Ja także mam takich ulubieńców, ale nie zawsze są w zapasie mojej toaletki. Ze względu na specyfikę mojej cery nie chcę nakładać zbyt często produktów zwężających pory, matujących na policzki i odwrotnie - produktów regenerujących na czoło, nos i brodę.
Czasem to robię dwuetapowo - najpierw maska oczyszczająca, później coś łagodzącego. To kombinacja idealna, jednak zbyt czasochłonna.


Jak wykorzystać Multi-masking w pielęgnacji włosów?



Nie każdy ma bezproblemowe włosy, którym jeden kosmetyk w zupełności wystarcza. Stosujemy przecież osobne produkty do włosów, osobne do skóry głowy. 
Nawet włosy jednej osoby mogą być różne, inne na końcach, inne u góry. 
Więc dlaczego nie stosować dwóch masek jednocześnie? 
Jest to idealny sposób, kiedy nasze włosy mają różne potrzeby i jeden produkt stosowany po myciu nie jest w stanie im sprostać. 
Bo przyznajcie, ile razy jakaś maska działa świetnie, ale nakładana tylko od połowy długości, ponieważ obciąża. Są też takie, które są zbyt lekkie, by można było je stosować solo, ale mają inne plusy np. pomagają w rozczesywaniu, więc szkoda ją wyrzucić czy komuś oddać. 
Obydwa takie produkty można wykorzystać podczas jednej pielęgnacji.


Multi-masking w praktyce - jak to wygląda u mnie


Przede wszystkim musimy poznać potrzeby naszych włosów i skóry głowy. 
U mnie wygląda to następująco. 
Moje włosy są zdrowe, niskoporowate, ale mam przetłuszczającą się skórę głowy, włosy czasem lubią się plątać, szczególnie jesienią, zimą.
Teraz jest więc najlepszy czas na wprowadzenie tej techniki, bowiem taka bogatsza pielęgnacja sprawdzi się lepiej.
Najczęściej w dwuetapowej pielęgnacji stawiam na osobny produkt do skóry głowy i osobny na długość od ucha w dół.
W praktyce na skórze głowy ląduje np. maska rozgrzewająca Floresan (KLIK), maska Cafe mimi trzy glinki (KLIK), a także domowe kompozycje z udziałem glinek, błota.

maska 3 glinki Cafe Mimi

Na długości zaś praktykuję produkty mocniej dociążające, typowo odżywcze. Moje ulubione to maski EcoLab Laminująca (KLIK) i Keratynowa (KLIK), maski Planeta Organica, Karelia Oblepikha (KLIK)

maska Karelia Oblepikha

Drugą opcją na multi-masking jest nakładanie produktów po sobie, czyli po umyciu włosów aplikuję np. maskę proteinową, która działa na włosy świetnie, jeśli jest stosowana sporadycznie, ale ma jeden minus - po proteinach często mam problem z rozczesywaniem. 
Receptą na to jest nałożenie drugiej maski, zaraz po spłukaniu pierwszej. Druga maska ma za zadanie ułatwić rozczesywanie, więc wybieram do tego celu włoskie produkty marki Ekos (KLIK) i Anthyllis (KLIK).

odżywka Anthyllis z proteinami ryżu

Są na tyle lekkie, że nawet nałożone jako druga maska nie obciążają włosów, a wygładzają i ułatwiają rozczesywanie, jak mało co. 

Przykładowe zestawy, które możecie wykorzystać 


Stosując dwie maski jednocześnie macie pełną dowolność, choć wydaje mi się, że najlepsze będą jednak te przyśpieszające porost, ograniczające przetłuszczanie. 
Nie każda maska przeznaczona przez producenta do stosowania na skórę głowy spisze się tu dobrze. Niektóre mimo wszystko mogą włosy przeciążać, przyśpieszać przetłuszczanie, szczególnie u osób, które są na to podatne tak jak ja. 

W metodzie "podwójnego maskowania" polecę Wam najlepsze moim zdaniem zestawy, które sprawdzą się świetnie do stosowania jeden po drugim.

1. Wspominany przeze mnie zestaw Maska proteinowa + coś ułatwiającego rozczesywanie. Nie musi to być produkt typowo emolientowy, może być PEH lub humektantowo-emolientowy. 
Raczej odradzam maski humektantowe jako końcowe, ponieważ mogą puszyć. 
Wyjątek to zastosowanie jej przy dobrej pogodzie i punkcie rosy.

2. Maska humektantowa + maska emolientowa lub PEH
To najlepszy zestaw, jeśli produkty nawilżające puszą Wam włosy. Emolienty pozwolą zamknąć nawilżenie we włosie, wygładzą łuskę i ograniczą puszenie.
Ja najczęściej stosuję którąś z masek Planeta Organica (KLIK) zaraz po masce Omia (KLIK), jeśli pogoda nie jest sprzyjająca, by Omia była stosowana samodzielnie.

maska Omia z olejem arganowym

3. Maska PEHowa lub emolientowa + maska proteinowo emolientowa
To dobra kombinacja, jeśli Wasze włosy lubią proteiny, brakuje im objętości lub jeśli po pierwszej masce są prawie idealne, ale chciałybyście dodać im nieco życia, by nie były zbyt lejące lub oklapnięte
Mały dodatek protein w drugiej masce pogrubi nieco włosy, doda im objętości, ale nie usztywni zanadto. 
Moją ulubioną "drugą maską" proteinową jest EcoLab Keratynowy (KLIK).

maska EcoLab intensywna regeneracja

Dobrze jest mieć w swoich zbiorach produkt, który ma skład zrównoważony, nasze włosy go uwielbiają i nigdy nas nie zawiódł.
Taki kosmetyk możemy użyć jako drugiej maski zawsze, po każdej innej pierwszej masce. 
U mnie to Maska Ekos (KLIK) - daje włosom wszystko czego potrzebują, są zarówno nawilżone, gładkie, pozostają lekkie. Najważniejsze jest jednak dla mnie zmiękczenie i ułatwienie rozczesywania.


Wykorzystujecie w swojej włosowej rutynie multi-masking? Jakie są Wasze ulubione zestawy? 

Pielęgnacja włosów Moniki - gęste włosy kręcone, bardzo mocno przesuszone

Pielęgnacja włosów Moniki - gęste włosy kręcone, bardzo mocno przesuszone
Być może zdziwił Was tytuł dzisiejszego posta. To nie "Włosowa metamorfoza", a pielęgnacja.
Dlaczego?
Ponieważ włosy Moniki pomimo tego, że nie są bezproblemowe, nie są też w tak złym stanie, by przemianę, którą Wam dziś pokażemy, tak nazwać.
Słowo metamorfoza sugerowałoby zmianę o 180 stopni, jak to zazwyczaj miało miejsce w naszych innych postach z tego cyklu.
W tym przypadku zmiana była zauważalna, jednak włosy już przed nie były zniszczone, a raczej nieułożone i przede wszystkim bardzo mocno przesuszone, przez co pojawiły się inne problemy.

Krótki opis włosów 


Zobaczcie co o swojej fryzurze napisała nam Monika:

"Włosy mam mieszane... I to mi najbardziej w nich przeszkadza.
Na wierzchu są delikatne i w miarę proste, natomiast pod spodem są szorstkie, sianowate i próbują się kręcić.
Sztucznie odbijają światło. Wyglądają jak kiepskiego wykonania peruka. Nie ma fryzury żeby to ukryć.
Strasznie wyglądają w kucyku, ponieważ cale te siano wychodzi na wierzch i tak jakby okala ten kucyk.
Strasznie się puszą. Mam tez problem z wypadaniem spowodowanym atopią.
Zauważyłam, że łamią się na długości, końce były bardzo potargane, a na większości z nich były minimum 4 końcówki przez co zdecydowałam się na lekkie cieniowanie żeby to wszystko wyciąć."

jak nawilżyć suche włosy

... oraz nasze zdjęcia z wizyty Moni:

falowane włosy blog
jak nawilżyć suche włosy
jak nawilżyć suche włosy
suche falowane włosy


Krok pierwszy - olejowanie na podkład i maska DIY


Tutaj następuje pierwsze złamanie naszych zasad. Jak to? Nałożyłyśmy olej na podkład nawilżający?
Tak, tutaj zrobiłyśmy wyjątek. Już tłumaczę dlaczego.

hydrolat aloesowy
olejowanie

Włosy były bardzo, bardzo przesuszone, brakowało im jakiejkolwiek elastyczności, miękkości, blasku
. Znamy już podobne przypadki i wiemy, że przy takich włosach ciężko przywrócić nawilżenie w ciągu kilku godzin.
Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że są to włosy falowane/kręcone, które z natury już są bardziej suche.
Podkład pod olej miał na celu 'wstrzyknięcie' we włosy pierwszej porcji nawilżenia. Użyłyśmy do tego celu hydrolatu aloesowego (KLIK), którego ja sama używam od ponad 2 miesięcy co jakiś czas podczas olejowania i sprawdza się świetnie. Jak na razie to jedyny produkt nakładany pod olej, który nie puszy mi włosów, dlatego zaryzykowałyśmy.
Włosy zostały obficie spryskane hydrolatem, po czym zaaplikowany został olej kameliowy (KLIK). Po kilkunastu minutach przeczesywania naolejowanych włosów przyszła pora na dodatkową porcję nawilżenia - maskę DIY zrobioną z trzech składników: dużej łyżki maski Omia z olejem arganowym (KLIK), kilku łyżek oliwy z oliwek i całej łyżki miodu.
Składniki widzicie na zdjęciu. Zostały razem wymieszane i nałożone na pukle głównie od ucha w dół.

suche włosy
olejowanie suchych włosów
maska DIY

W tym momencie wkracza pomocnik - suszarka kapturowa, którą podgrzewałyśmy włosy przez kilkanaście minut, a cała mikstura przeleżała na nich około pół godziny.

Krok drugi - mycie delikatnym szamponem i multi-masking 


Szampon, który idealnie sprawdza się do włosów wypadających, a do tego świetnie myje, by mieć pewność, że wszystkie mikstury zostaną zmyte, to Bieługa (KLIK). 
Wykonałyśmy dwukrotne, dokładne mycie, które trwało chwilę, ponieważ umyć tak gęste włosy to nie lada wyzwanie. 
Czym jest multi-masking
Krótko mówiąc nakładaniem więcej niż jednej maski. Może mieć różne formy np. inna maska na skórę głowy, inna na długość lub tak jak w tym przypadku, nakładaniem maski na maskę, po spłukaniu tej pierwszej. 
Swoją drogą, może chcecie poczytać o tym więcej na blogu? : )

Jako pierwsza maska została użyta Toskańska, Planeta Organica (KLIK), która została wzbogacona dodatkiem oleju kameliowego (KLIK) w ilości jednej łyżeczki. Maska przeleżała na włosach ponad 20 minut, podgrzewana z przerwami przez suszarkę.


Po spłukaniu włosy dalej nie były wystarczająco miękkie, wręcz ciągle szorstkie, więc postanowiłyśmy nałożyć od razu drugą maskę - nasz pewniak, który zawsze zmiękcza włosy i ułatwia rozczesywanie - maska Ekos (KLIK). Została zmyta po niecałych 10 minutach (przez ten czas była podgrzewana suszarką kapturową). 
Dzięki niej włosy nabrały większej miękkości i rozczesały się praktycznie same. 


włosowa metamorfoza


Suszenie i potrójne zabezpieczanie - odżywka bez spłukiwania, olej, serum bez silikonów


Na rozczesane, mokre włosy nałożyłyśmy porcję maski Le Cafe de beauty do włosów cienkich i osłabionych, którą widzicie na zdjęciu. W późniejszych etapach dołożyłyśmy jeszcze dwie takie porcyjki, także całkiem sporo.


Z racji tego, że Monice zależało na uzyskaniu jak najbardziej prostych, gładkich włosów nie wgniatałyśmy jej we włosy, a nałożyłyśmy ruchem głaskającym ;d
Przystąpiłyśmy do suszenia zimnym nawiewem, które w przypadku tak gęstych włosów trwało łącznie 50 minut.

włosowa metamorfoza
suche włosy

Kiedy były już prawie suche zaaplikowałyśmy na nie pompkę oleju kameliowego , a potem po chwili dokładnego przeczesywania i podsuszenia jeszcze porcję serum bez silikonów NaturalMe (KLIK). 
Dla porównania przypomnę, że na moich włosach jedna pompka to za dużo i włosy są tłuste. Tutaj nałożyłyśmy łącznie prawie 4 + pompka oleju kameliowego i odżywka bez spłukiwania.
Brzmi nieprawdopodobnie, ale włosy wręcz wypijały te produkty. 

Efekty pielęgnacji w dwóch wydaniach - na prosto i kręcone

Efekt na prosto widzicie na zdjęciach. Myślę, że jak na suszenie suszarką, bez modelowania i wyciągania włosów na szczotce, wygląda świetnie.


Nie tworzą idealnie gładkiej tafli, ale są gładkie, lśniące i znów to co zawsze zauważacie, kolor odżył, całkowicie się zmienił. Wcześniej niektóre pasma były aż lekko białe z przesuszenia. Po pielęgnacji kolor stał się żywy, intensywny i co zaskakujące, bardziej złoty. 
Co by pokazać drugą stronę tych przepięknych włosów Monia zechciała spróbować koczka, by podkreślić ich naturalny skręt. 
Koczek był trzymany na włosach dosłownie kilka minut, z czego przez około 5 podgrzewany suszarką i po ostygnięciu rozwinięty. 
To był strzał w dziesiątkę! 
Możecie podziwiać te cudowne włosy razem z nami. Skręt nie był mocny, ale przypominał trochę naturalny, kolor błyszczący, intensywny, do tego sprężystość - włosy podskakiwały przy każdym kroku. My nie mogłyśmy się napatrzeć, a nasze piski zachwytu długo jeszcze nie milkły ;d

suche włosy
blog o włosach
najlepszy blog o włosach
najlepszy blog o włosach
najlepszy blog o włosach
włosowa metamorfoza
włosowa metamorfoza

Włosy Moniki mają ogromny potencjał - w życiu nie dotykałyśmy tak gęstych włosów
. Do tego kolor naturalny rudo-złoty, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie.
Odpowiednio pielęgnowane z naszymi wskazówkami będą zachwycać każdego. 
Cztery godziny z tą fryzurą to była dla nas sama przyjemność. Jeszcze raz dziękujemy oraz życzymy ponownie wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, ponieważ wizyta Moni to był prezent urodzinowy od Chłopaka, którego także pozdrawiamy

Na koniec jeszcze kilka słów od Bohaterki dzisiejszego wpisu:

"Zauważyłam, że po jednym dniu włosy mam jeszcze miększe niż zaraz po metamorfozie. 
Zrobiły się śliskie, gładkie, nie puszą się i są takie jakie od baaaardzo dawna chciałam mieć. 
Jeszcze raz dziękuję!

M.