Popularne posty

Cztery główne (niekosmetyczne) błędy, które umniejszały pielęgnacji moich włosów, Ola

Cztery główne (niekosmetyczne) błędy, które umniejszały pielęgnacji moich włosów, Ola
Oczywiście pisząc 'niekosmetyczne' mam na myśli, że bez udziału produktów do pielęgnacji typu szampon, maska, olej itp. : )
Do tego posta bardzo chętnie 'usiadłam' a jego napisanie poszło mi dużo szybciej niż pisanie innych. Uważam każdy opisany punkt za istotny w pielęgnacji włosów, więc sprawdźcie czy robicie jeszcze 'coś nie tak' z włosami : ) Pewnie dla wielu z Was to punkty oczywiste, ale na pewno znajdzie się ktoś komu post się przyda - taką mam przynajmniej nadzieję!

1
. Zacznę może od mojej zmory z czasów, kiedy dopiero zaczynałam dbać o włosy. Przyznam, że ciężko jest w tym 'wszystkim' zacząć się poruszać, by wiedzieć, czego dokładnie w danej chwili brakuje naszym włosom by mogły wyglądać dobrze. Ja na szczęście już wiem, jak 'ogarnąć' większość włosowych kryzysów i mam nadzieję, że ten, który dopadł mnie jakieś pół roku temu (o czym niżej!) był ostatni ;d
Kiedy używam sformułowania 'kiedy zaczynałam dbać o włosy' od razu przypomina mi się moje pierwsze olejowanie (jak to zawsze u mnie na bogato!) - pełna miseczka oliwy z oliwek (teraz w sumie robię podobnie, ale cały proces został zmodyfikowany - używam go nawet w metamorfozach, więc już wtedy musiałam być na dobrym tropie!) a ja i moja wielka szopa, suchych (ogólnie 'z natury' i suchych bo wysuszonych suszarką) włosów próbowałyśmy się upchać w tej miseczce... . Później napisałam Monice, że olejowanie nie jest dla mnie, ponieważ nie widzę efektów! Zdecydowałam się wtedy na olej, ponieważ nazajutrz miałam wizytę u fryzjera a ciągłe upominania, że mam przetrawione, zniszczone włosy były bolesne. Pomyślałam zatem, że olejowanie w przeddzień wizyty z całą pewnością będzie 'lekiem na całe zło'. Hihi, no kto nie miał takich smutnych początków? No kto? : )


Okay, wracając do meritum, ponieważ ja zawsze muszę zrobić jakieś dygresje (;d), jeszcze gorszym wspomnieniem niż pierwsze olejowanie były moje szczotki do włosów i naprawdę bardzo dużo czasu upłynęło zanim doszłam do wniosku, że przykładają się one do rujnowania mojej pielęgnacji. Tak, do rujnowania. Właściwie na dzisiejszego posta natchnęło mnie w chwili, kiedy pojechałam do rodziców i zapomniałam zabrać ze sobą mojej ukochanej szczotki wiosłowej z Rossmanna.

Znajduje się ona na poniższym zdjęciu:


Musiałam zatem ratować się czymkolwiek i nagle powróciło to uczucie sprzed kilku lat. W szufladzie leżała ona. Szczotka i owszem, ale jest to szczotka do modelowania (mniej więcej coś takiego jak taka sztuka z Rossmanna KLIK - wybaczcie, miałam zrobić zdjęcia swojej, ale została w torbie w innym mieszkaniu. Zdjęcia do posta zaktualizuję w przyszłym tygodniu) a nie do rozczesywania włosów po umyciu. Wiem nie od dziś, że sięgacie wciąż po 'cokolwiek' do rozczesywania włosów (podobnie jak większość Dziewczyn z którymi się spotykamy opowiada nam jak po umyciu trą włosy ręcznikiem, ponieważ wtedy szybciej schną... :c!), więc zawsze w Szkoleniach (KLIK) uczulamy Was na to i polecamy właśnie dobrą szczotkę. Miałam jeszcze epizod rozczesywania włosów po umyciu (i nie tylko) grzebieniem mojej babci (pamiętam go jak dziś, niebieski z plastiku) z bardzo gęstymi ząbkami : ) Pomyślałam, że skoro babcia go używa, a mama szczotek do modelowania (obydwie mają krótkie włosy) to musi to mieć jakiś sens.
Niestety, sensu nie miało najmniejszego a ja czesząc włosy szczotką do modelowania, która notorycznie wplątywała mi się we włosy tym samym je szarpiąc, łamiąc i co tylko : ) oraz grzebieniem, który zacinał się jakieś 10 cm przed końcówkami i nie chciał iść dalej, stwierdzałam, że włosy są na pewno tak bardzo zniszczone, że nie idzie ich rozczesać, więc należy je po prostu obciąć. Fryzjerki oczywiście tej idei przyklaskiwały (same czesały podobnymi grzebieniami, więc miały dokładnie ten sam problem co ja - kto pamięta to uczucie rozczesywania na przysłowiowego 'chama' włosów długich, skołtunionych grzebieniem z gęsto rozstawionymi ząbkami? Ten dźwięk strzelających włosów ;e) a ja miałam przez bardzo długi czas krótkie włosy, ponieważ co odrosły to szczotka czy też grzebień się 'zakleszczały' a ja byłam przekonana, że należy je podciąć ponownie.

Tak więc jestem zdania, że szczotka może zniszczyć całą pielęgnację właśnie poprzez łamanie włosów, wyrywanie ich, wplątywanie się w nie... i tak dzień za dniem. Nie ma siły, żeby się to nie odbiło na ich kondycji i to naprawdę drastycznie.


2. Miałam przejść teraz do suszarki do włosów, ale chyba dużo gorszym doświadczeniem była twarda woda, jaką mam w miejscu mojego zamieszkania i brak filtra prysznicowego, który naprawdę robi różnicę... i to jaką! Na twardą wodę narzekałam Wam w tym wpisie: www.sophieczerymoja.com/2018/08/aktualizacja-wosowa-czas-dla-wosow.html

Bardzo łatwo rozpoznać kiedy filtr należy wymienić. U mnie w momencie włosy stały się naprawdę strasznie postrączkowane, jakby czymś oblepione, szorstkie, niemiłe w dotyku. Nie pomagało nic, kompletnie nic. Ulubione maski, szampony, oleje. Oczywiście ratowały nieco sytuację, ale to nie było to do czego byłam przyzwyczajona po ich zastosowaniu. Pomyślałam, że może włosy należy podciąć (i to było takie trochę większe cięcie - pomyślcie zatem jak dało mi to do myślenia) i zrobiłam to. Niestety, nie pomogło to praktycznie wcale, włosy dalej były w złej formie a ja miałam ciągły bad hair day i nic, kompletnie nic, nawet koczek na skarpecie nie pomagał osiągnąć nawet minimum satysfakcji. Zawsze Wam mówię, że nieodpowiednio wypielęgnowane włosy, które idą pod koczek nie będą wyglądać dobrze. Tak też było w tym przypadku.
Nagle natchnęło mnie - przypomniało mi się jak wyglądały włosy Moniki po wprowadzeniu się do nowego miasta. Też na początku nie wiedziałyśmy o co może się rozchodzić. Filtr należało wymienić i wszystkie problemy włosowe zniknęły jak ręką odjął : ) Wcześniej kupowałam droższy filtr, który był w 'kolorze' mojej słuchawki prysznicowej, ale potem Monika zasugerowała tańszy na Allegro za około 30 złotych tylko z 'napisami'. Uznałam, że jest to rzecz, która nie musi wyglądać jakoś powalająco, więc teraz zakupuję wersję 'brzydszą' wizualnie. Działanie jednak ma takie samo, więc nie widzę sensu tracić pieniędzy jedynie dla wyglądu filtra. Także jeśli macie twardą wodę w miejscu swojego zamieszkania a chcecie zrobić 'uprzejmość' nie tylko swoim włosom, ale również skórze to koniecznie kupcie filtr prysznicowy.


3. Suszarka do włosów to w dalszym ciągu temat dość kontrowersyjny z tego co wynika z naszych rozmów z Dziewczynami, kiedy przychodzą do nas na Włosowe Metamorfozy. Nie widzę nic złego w stosowaniu suszarki z chłodnym nawiewem, ponieważ tylko takiej używam (teraz, w okresie zimowym, przyznam, że czasem przełączam na cieplejszy, ponieważ lubię się trochę pogrzać - w łazience mam naprawdę chłodno). Przyznam, że o ile na początku włosomaniactwa, kiedy włosy były zniszczone, ale też krótsze całkiem zgrabnie sprawdzało się u mnie schnięcie drogą naturalną. Nie przeszkadzało mi, że po bardzo 'odżywczej' pielęgnacji potrafiły schnąć jakieś 3-4 godziny, ich wygląd mnie zadowalał (u nasady również) aż do momentu kiedy stały się dłuższe. Teraz zawsze suszę włosy, stosując właśnie chłodny nawiew z uwagi na fakt, że jeśli tego nie zrobię włosy u nasady (w sumie aż do ucha albo i dalej) wyglądają jakbym ich nie domyła bądź chodziła z jakimiś 4 dniowymi włosami, które proszą się o mycie. Dlatego zawsze kiedy zależy mi na tym, żeby włosy wyglądały świeżo i nie oklapły mi w ekspresowym tempie po koczku muszę wysuszyć je suszarką. Jeśli Wasze włosy na długości są zniszczone, możecie suszyć jedynie u nasady by nie wyglądały na przetłuszczone. Odradzam natomiast notoryczne suszenie gorącym nawiewem, ponieważ właśnie taki potrafi zrujnować całą uprzednio dobrze dobraną pielęgnację. Włosy stają się suche, są 'przegrzane' a i skóra głowy wcale nie jest z tego gorącego podmuchu zadowolona, możecie mi wierzyć. Także, reasumując, w skrócie - gorący nawiew odpada, zimny jest jak najbardziej okay. Przynajmniej w moim odczuciu : )


4. Tutaj robię poranny edit… ponieważ wpis właściwie dodałam już wczoraj wieczorem. Kiedy dostałam od jednej z Czytelniczek komentarz 'jak podcinam włosy' natchnęło mnie! Przecież ten punkt jest równie ważny jak wszystkie inne w tym wpisie!

Zacznę od tego, że niezmiernie żałuję, że na zakup własnych nożyczek o których pisałyśmy w tym wpisie: http://www.sophieczerymoja.com/2016/03/czy-warto-kupic-nozyczki-jaguar.html
zdecydowałyśmy się tak późno. Wielokrotnie udawałam się do fryzjera w celu podcięcia jedynie końcówek, jak mantrę powtarzając, żeby 'dotarło' - 'proszę tylko centymetr, zapuszczam włosy, rosną mi naprawdę bardzo powoli'. Zwykle w odpowiedzi fryzjer rzucał standardowe hasło pt. 'no cóż, dobrze, ale włosy są tak zniszczone, że nie pomoże im ten jeden centymetr. Tutaj trzeba by było ściąć dużo więcej'. Jak się zapewne domyślacie centymetr o który tak błagałam stał się i tak trzema centymetrami (kiedy to każdy był na wagę złota! ach, te początki!), ale to i tak lepiej w stosunku do poprzednich razy, kiedy nie było mantry 'jeden centymetr, jeden centymetr' i włosy leciały z długości.
Końcówki po cięciu u fryzjera wyglądały u mnie dobrze góra do miesiąca (czasem nawet krócej). Bardzo się dziwiłam, ponieważ pielęgnacja była naprawdę bogata a końcówki szybko się rozdwajały, traciły swój ładny kształt a ja byłam przekonana, że wciąż wina leży po mojej stronie. No cóż, wina pewnie nie leżała jedynie po stronie tępych nożyczek fryzjerskich, ale również po mojej - wiecie, włosowe eksperymenty nie zawsze kończą się sukcesem ;d Kiedy jednak byłam przekonana, że kondycja moich włosów jest naprawdę okay i nie powinny tak szybko się rozdwajać oraz nie powinny się 'tworzyć' białe kuleczki na końcach stwierdziłam, że to z całą pewnością kwestia złego podcięcia. Tzn. sprzętu - cięcie z chwilą zamawiania fryzjera do domu było o tyle przyjemniejsze, że jeden centymetr to był faktycznie jeden centymetr i dużo delikatniejsze obchodzenie się z włosami dało się odczuć. Jak to działa? ;p
Nożyczek Jaguar nie zamieniłabym już na nic innego. Po ich użyciu (i oczywiście poprawnej pielęgnacji) długo zachowują kształt po podcięciu, nie rozdwajają się. Mam pewność, że są ostre jak brzytwa, ponieważ podcinam nimi włosy jedynie sobie i Monice. Także jedną z rzeczy, którą mogę polecić początkującej Włosomaniaczce są właśnie własne nożyczki (bądź kupione na spółkę z koleżanką), ponieważ element cięcia jest bardzo istotny by nie wpaść w 'błędne koło' : )



Jakie Wy popełniałyście błędy na początku włosomaniactwa? : ) Możecie pisać nie tylko te 'niekosmetyczne' - chętnie poczytam! : )

Ulubiony żel do utrwalania włosów, Ola

Ulubiony żel do utrwalania włosów, Ola
Tego posta chciałam napisać od dawien dawna, naprawdę, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Co najśmieszniejsze, zdjęcia do niego zrobiłam już w zeszłym roku haha! Od tego czasu nic się nie zmieniło, a ja w dalszym ciągu z powodzeniem  (i pewnością, że spisze się na 100%) sięgam po produkt, o którym dzisiaj Wam napiszę coś więcej : )


Żel-utrwalacz cudotwórca, jak to się stało, że wpadł mi w ręce?


Zacznę od tego, że nie próbowałam specjalnie dużo produktów do utrwalania. Pomijając glutek z siemienia lnianego, który, hm, był w miarę okay, ale na włosach krótszych - bardzo lubiłam używać go tuż po masce na jakieś 20 minut pod czepek. Potem został spłukiwany wodą a ja cieszyłam się sypkimi włosami, pełnymi objętości (dlatego tak często sięgamy po niego w Metamorfozach np. w tej: http://www.sophieczerymoja.com/2018/05/wosowa-metamorfoza-cienkich-wosow.html) ;3 Potem próbowałam sprayu DIY opartego na żelatynie o którym pisałam Wam tutaj: http://www.sophieczerymoja.com/2016/07/niedziela-dla-wosow-zelatynowy-spray.html
Było to jakieś wyjście z sytuacji, jednakże było dość czasochłonne a spray działał dobrze tylko zrobiony na świeżo : ) Także szukałam czegoś innego, czegoś gotowego (chociaż wiecie doskonale, że uwielbiam wplatać w swoją pielęgnację kompresy miodowo-oliwne, żel lniany itp. Przy kroku 'stylizacja' złapałam więc lenia!) co będzie działać wręcz spektakularnie... i znalazłam! Żel utrwalający z Natura Siberica (KLIK). Oj, opinie w Internecie na jego temat są podzielone, przyznaję. Sama oglądałam dość zniechęcające posty na blogach publikowane na jego temat, ale postanowiłam spróbować i teraz naprawdę ciężko znaleźć mi na niego godnego zastępcę (Natura Siberica co prawda wypuściła wersję żelu do kręconych włosów i to ona jeszcze mnie kusi do testów - wcześniej czy później tak się stanie).
Najczęstsze opinie to narzekania na to, że żel bardzo skleja włosy przez co stają się niemiłe w dotyku, szorstkie i pozbawione blasku. Dlatego uważam, że kluczowa w tej kwestii jest właśnie aplikacja. Ja robię to zupełnie inaczej - nie ugniatam włosów za pomocą ilości, jedynie, wielkości orzecha laskowego. Robię tak, że pewnie jak to przeczytacie, to nie dacie wiary ;d Chyba powinnam nakręcić filmik z aplikacji na Instagram! ;3

Jak zatem wygląda aplikacja żelu Natura Siberica w moim wydaniu?


U mnie wygląda to tak, że po umyciu włosy zostają całkowicie wysuszone i rozczesane. To jest właśnie idealny 'materiał' pod 'utrwalanie' ;3 Następnie rozdzielam włosy na pół i przerzucam dwie sekcje do przodu - by było mi łatwiej aplikować żel. Wyciskam z tuby pierwszą część żelu. Jest ona w ilości orzecha laskowego, co by nie przesadzić. Rozcieram nieco w dłoniach i aplikuję na pierwszą sekcję włosów, starannie z uwzględnieniem długości (bardziej przy końcówkach), ponieważ to na tym 'odcinku' zależy mi na skręcie najbardziej. Bardzo (!) dokładnie rozczesuję włosy pokryte żelem szczotką wiosłową z Rossmanna, ponieważ po kilku przeczesaniach, żel po prostu 'znika' i o to chodzi! : ) Włosy są sypkie, u mnie żel podbija nabłyszczenie. Na tą samą sekcję ponownie nakładam ilość orzecha laskowego i to samo (i tyle samo razy - mam na myśli przeczesywania do momentu aż żel nie zniknie) robię z drugą sekcją włosów, za każdym razem dokładnie rozczesując włosy pokryte żelem.
Następnie upinam w wysokiego kucyka i jeśli robię koka na skarpecie to kucyk zostanie rozdzielony na pół a każda sekcja dostaje kolejną dawkę żelu (ponownie rozczesywanie, zawsze i wszędzie) - u mnie sprawdza się genialnie w takiej ilości, ważne jest by po każdej aplikacji włosy rozczesywać do tego momentu aż wyschną : )
Wiem, że możecie pomyśleć, że pewnie skończycie z jednym wielkim obklejonym dreadem, ale nie! Taką ilość testowałam również na Monice, która była nieco sceptycznie nastawiona względem ilości (TUTAJ efekt po kręceniu na żel u Moniki). Jeszcze przed publikacją posta poszłam do łazienki by się upewnić, że nakładam tyle żelu ile Wam napisałam 'co do joty' i wszystko się zgadza.
Możecie również pomyśleć, że stosując go w takiej ilości starczy na parę użyć i ja również byłam tego zdania, kiedy aplikowałam go po raz pierwszy, ale ponownie, zaręczam, że jest to produkt przeogromnie (!) wydajny, nawet jak na stosowaną przeze mnie ilość.


Z jakimi produktami żel najlepiej 'współpracuje'?


Powiem tak, pod kręcenie włosów i ich utrwalanie zawsze sięgam po produkty proteinowe a włosy oczyszczam zwykle mocniejszym szamponem z SLS. Robię to dla podbicia efektów, by żel miał bardziej ułatwione zadanie - włosy są bardziej lekkie, nieobciążone a to wróży lepszy skręt.
Także najchętniej stosuję np. szampon Bambi z kaczuszką (oczywiście włosy uprzednio olejuję najchętniej kamelią KLIK), a następnie aplikuję chociażby moją ulubioną bombę proteinową jaką jest balsam z Karelia Organica z fitokeratyną (KLIK). Drugą ulubioną maską (właściwie pierwszą, ponieważ balsam z Karelia Organica jest balsamem) pod żel jest maska Ekos z proteinami z nasion moringa (KLIK) - wtedy uzyskuję ładne, trwałe, wygładzone loki. Dobrze sprawa się też do tego celu odżywka Ekos (KLIK), bądź balsam Anthyllis (KLIK). Czasem aplikuję żel na włosy umyte jedynie szamponem Bambi, ponieważ mam to szczęście, że po jego użyciu włosy są puszyste i naprawdę gładkie jak na użycie samego szamponu.
Schemat olej a następnie samo mycie bądź ewentualnie maska daje najlepsze efekty i ważne jest by włosów niepotrzebnie nie obciążać zanadto. Kiedy włosy są zakręcone (np. na skarpetę), koczek zostaje podsuszany ciepłym nawiewem przez jakiś czas (u mnie zwykle 5-10 minut) dla zwiększenia efektów ; ) Zwykle koczek ląduje na noc, także włosy mają dużo czasu by się pokręcić i utrwalić swój skręt. Kręcąc na papiloty nie potrzebujecie aplikować aż tyle żelu (dobierzcie dla siebie odpowiednią ilość, ja pokazuję Wam jedynie, że ciężko z nim przesadzić), ponieważ jest to wersja dopasowana do osiągnięcia grubych, leniwie opadających fal, które jak wiecie nie cieszą się długą żywotnością jak mocno skręcone spiralki, stąd taki ciąg logicznych czynności ;d

Zdjęcia włosów po aplikacji żelu:

W ogóle musicie mi wybaczyć te pyłki na sukience! Możecie mi wierzyć, że kiedy robiłam zdjęcia nawet tego nie widziałam, dopiero a komputerze, po powiększeniu... ;d

Kosmetyki do makijażu marki Neve Cosmetics: podkład w kompakcie, puder matujący i pomadka

Kosmetyki do makijażu marki Neve Cosmetics: podkład w kompakcie, puder matujący i pomadka
Kosmetyków mineralnych do makijażu używamy już od kilku lat. Ola zaraziła mnie nimi dwa lata temu i od tej pory nie gości na mojej twarzy żaden podkład drogeryjny napakowany silikonami i innymi niepotrzebnymi składnikami.
Moja skóra nie od razu polubiła się z taką formą makijażu i dlatego jeśli tylko mam okazję zamówić próbki różnych firm to chętnie testuję.
Po wielu 'skokach w bok' wróciłam jednak do Annabelle Minerals i ich podkładu kryjącego (do kupienia TUTAJ), który stanowi podstawę mojego makijażu.
Minerały nie trzymają się na mojej twarzy aż tak dobrze, jak robiły to klasyczne płynne podkłady, dlatego na specjalne okazje, kiedy makijaż musi wyglądać długo nieskazitelnie wybieram bazę Neve (KLIK) lub primer glinkowy Annabelle Minerals.



Podkład w kompakcie - bestseller sklepów internetowych. Czy u mnie też się sprawdził? 



Kiedy natrafiłam na pozytywne opinie o podkładzie w kompakcie marki Neve postanowiłam go zamówić (został kupiony TUTAJ).
Skład nie jest już tak prosty jak w przypadku formuły sypkiej, ale i tak jest lepszy niż większości łatwo dostępnych produktów.
Po zapoznaniu się z kolorami zdecydowałam się na odcień Light Neutral. Jaśniejszy był tylko jeden odcień opisywany jako "gotycki", co mnie zniechęciło, ponieważ nie w smak mi wyglądać trupio.
Kolor, niestety, okazał się nieco za ciemny i kiedy zaaplikowałam produkt na całą twarz odcinał się od szyi. Tonacja jest też zbyt  pomarańczowa.


Po kilku razach darowałam sobie stosowanie tego produktu na całą twarz. Z kilku powodów:

- nieodpowiednia kolorystyka
- zbyt małe krycie
- podkład tylko wyrównywał koloryt, ale nie zakrywał wiele. Może gdybym nakładała go jakoś inaczej?
- nakładany flat topem bardzo pylił, przez co marnuje się dużo produktu
- średnia trwałość. U mnie zaczął się lekko świecić już po godzinie, a po 5 nadawał się do porządnej poprawki.
Zaznaczam jednak, że moja skóra jest bardzo wymagająca, a podkład w internecie zbiera pozytywne opinie.


Z plusów mogę wymienić bardzo ładne, dobrze wykonane z porządnego plastiku opakowanie, które dodatkowo zawiera lusterko.
Jak wykorzystuje podkład teraz?
Ponieważ nie lubię marnować kosmetyków noszę go w torebce i wykorzystuje do drobnych poprawek w ciągu dnia, jeśli takie są potrzebne. W tej roli spisuje się świetnie. Nałożony w niewielkiej ilości na przypudrowaną i zmatowioną skórę daje lekkie krycie w miejscach, gdzie podkład się starł, a kolor ładnie się dopasowuje.
Najczęściej pudruje nim nos i brodę.

Puder matujący i pomadka mineralna Almond Cookie


W przypadku tych dwóch kosmetyków nie mam nic do zarzucenia i bardzo je polubiłam. Puder (KLIK) zużyłam do końca stosując go do wykańczania makijażu.
Rzeczywiście ładnie radził sobie z utrzymaniem matu, a do tego nieco utrwalał makijaż. Pomimo tego, że jest biały to nie bielił, a na skórze stawał się transparentny i niewidoczny.


Nie dawał efektu ściągnięcia skóry, nawet pod oczami. Ładnie wygładzał skórę i maskował rozszerzone pory.
Na pewno kiedyś jeszcze do niego wrócę.
Jedyny minus to mała pojemność - tylko 4 gramy.
Kusi mnie jeszcze wersja Hollywood (KLIK).

Pomadka to produkt mocno kremowy i dobrze napigmentowany. Nie jest to pół kryjąca pomadka, którą można się pomalować bez lusterka.
Ja zdecydowałam się na jeden z bardziej neutralnych kolorów Almond Cookie (KLIK), który wcale taki neutralny nie jest. Dla mnie to wciąż kolor dzienny, ale nie jest typowym nude.
Opisałabym go jako biszkoptowy z nutą brzoskwini i domieszką rdzawego brązu.
Pomadkę bardzo polubiłam za właściwości nawilżające. Działa ona na moje usta niczym najlepszy balsam. Po zmyciu wyglądają lepiej niż przed jej nałożeniem.
Trwałość jest całkiem okay, pod warunkiem, że nie jemy. Po posiłku należy ją poprawić, ale nie stanowi to problemu, ponieważ nie waży się, nie roluje.


Dodatkowym plusem jest ładne porządne opakowanie, a także przyjemny waniliowy zapach.

Chętnie wybiorę coś z pozostałych kolorów.

M.

Czas na włosy, jak sprawdził się u mnie zestaw Alba Botanica oraz olej moringa, pierwsze wrażenia

Czas na włosy, jak sprawdził się u mnie zestaw Alba Botanica oraz olej moringa, pierwsze wrażenia
Powiem Wam, że za każdym razem kiedy świeżo pohennuję swoje włosy zastanawiam się, jak to się stało, że wcześniej nie mogłam na to znaleźć czasu, albo złapałam 'włosowego lenia'. Świeżo zafarbowany odrost (stosuję na chwilę obecną TAKA farba) i odżywienie włosów na długości henną naprawdę daje mi +10 do ogólnego dobrego samopoczucia. Ostatnie farbowanie miało miejsce 3 miesiące temu, także stanowczo potrzebuję motywatora w postaci postów na blogu, których chcę pisać więcej. Pomyślałam, że idealną okazją do tego będzie jakaś wspólna akcja... . Dzięki temu, by zmotywować włosy do wzrostu (bardziej stawiam na zagęszczenie) będzie okazja do częstszego hennowania, także od marca (marzec to zawsze jak dla mnie prawie wiosna, a jak jest wiosna, albo chociaż przedwiośnie, wszystko staje się piękniejsze!) działamy (mam nadzieję) razem. Wspólna akcja będzie zatem nosić nazwę mniej-więcej 'Zagęszczamy włosy na lato' - co oczywiście traktujcie pół żartem, pół serio, ponieważ wiadomo, że te włoski wyhodowane w tym okresie, kiedy będzie trwała akcja zobaczymy w bardziej pełnej krasie dopiero na zimę ;d Nie zmienia to faktu, że takie efekty da się uchwycić na zdjęciach - u mnie na przykład jest aktualnie baby hair jak na lekarstwo, a kiedyś dumnie sterczały mi na głowie - było co fotografować. Czas zatem do tego wrócić! Przez długi okres czasu wcierałam w skórę głowy olejki czy też wcierki praktycznie wcale - mogę zliczyć te razy na placach jednej ręki. Mam nadzieję, że w podsumowaniach nie zostanę sama, ale w razie czego będzie mnie to tylko motywować, żeby pokazywać Wam efekty i przekonywać tym samym do walki o piękne włosy : )

Aktualnie (ponieważ zdarzyło mi się to już drugi raz) włosy farbuję farbą zwykle o godzinie 22:00 a koło północy (wiadomo, spłukanie farby, wyszorowanie włosów SLS oraz wysuszenie ich by henna nie zaplamiła całej pościeli troszkę zajmuje) nakładam hennę. Zwykle mieszam ją z dodatkami rano by mogła do późnej nocy się ładnie przegryźć. Zasypiam bez problemu, choć nie mówię, że jest to najprzyjemniejsza rzecz pod słońcem. Cieszy mnie natomiast, że henna może tak długo mieć kontakt z włosami i przy odpowiednich dodatkach oraz konsystencji minimalizuję spływanie z włosów prawie do minimum. Ostatnio troszkę poplamiłam ręcznik, ale specjalnie go podłożyłam - wiedziałam, że tak się może przydarzyć. Kiedy mieszam hennę z proszkiem z łupin orzecha włoskiego zawsze otrzymuję niezwykle kremową konsystencję i wygląd nutelli - to nie spływa mi nigdy! Dlaczego farbuję na noc? Z braku czasu. Zawsze preferowałam nocne olejowanie, w dzień jest tyle rzeczy do zrobienia, a noc idealnie nadaje się do 'wypięknienia' hihi ;d Powiem Wam, że kiedy czytałam na włoskiej grupie o hennie, że Włoszki chodzą spać z ziołami na głowie myślałam, że to super poświecenie i ja bym tak nie mogła, ale... wszystkie opory siedzą w głowie. Przemogłam się i nie żałuję.

Okay, wracając już do tematu posta (jak zawsze zrobiłam długi wstęp) opowiem Wam dziś o moich pierwszych wrażeniach po użyciu oleju moringa oraz zestawu kosmetyków Alba Botanica. Testowałam dokładnie te wersje, które użyła Monika w TYM poście, dlatego jeśli jesteście ciekawe jak wyglądają to zachęcam do zajrzenia właśnie tam. Na 'Puszyste Mango' miałam chęć od dawna! Myślę, że od kupna odwiodła mnie myśl, że była to odżywka, a ja mimo wszystko lubuję się bardziej w maskach a moje włosy wtedy były bardziej wymagające. Pewnie zrezygnowałam z niej również z uwagi na fakt, że zawierała bodajże dwa silikony (i to jeszcze łatwo zmywalne za pomocą delikatnego szamponu) a moja pielęgnacja była wtedy silikonów pozbawiona. Teraz od nich nie stronię, oczywiście tylko w maskach i odżywkach - szczególnie w zimę, kiedy włosy lubią się plątać o wszystko. Nie jest oczywiście tak, że jak teraz są zdrowe (tzn. włosy) to pasuje im wszystko. Np. z takich 'nowości' (zaczęłyśmy ich używać w minione lato, więc pewnie dla kogoś jeszcze mogą być nieznane) nie pałam miłością do nowych masek EcoLab w przeciwieństwie do Moniki. Są okay, ale czegoś mi w nich brakuje - nie wiem, może trafiłam na niefortunny czas - pamiętacie moje perturbacje z twardą wodą, wtedy nic się nie sprawdzało, ale troszkę się zraziłam, więc ponownie do tych masek nie wróciłam. Dlatego jakoś ciężko mi się przemóc by użyć ich w Metamorfozach - zwykle stawiamy na produkty, które lubimy obydwie.

Olejowanie:

Było to moje pierwsze użycie oleju moringa KLIK (swoją drogą opis producenta jest bardzo zachęcający względem stosowania również na cerę, czy ktoś próbował z pozytywnym skutkiem?) i już od chwili otwarcia i roztarcia w dłoniach mam zupełnie inne odczucia niż Monika. Dla mnie olej jest dość tłusty i bardzo dobrze, ponieważ nie lubię lekkich olejów! Jak dla mnie pachnie podobnie do oleju arganowego. Lubiłam jego zapach (gorzej z działaniem), pachniał takimi orzeszkami. Takie było moje pierwsze skojarzenie. Przyjemne jest w nim to, że wystarczyło naprawdę niewiele by porządnie utłuścić włosy. Dokładnie przeczesywałam włosy nim pokryte przez około kwadrans szczotką wiosłową a później jeszcze wtarłam pokaźną odrobinę w końcówki włosów. Olej na włosach 'przeleżał' około 3 godzin, ponieważ z nim zasnęłam. Obudziłam się około północy by przystąpić do mycia.

Mycie:

Mmm, szampon z 'melonem miodowym' - pachnie obłędnie i to nie podlega wątpliwości. Tutaj zgadzam się z Moniką, że konsystencja jest żelowa i przypomina szampony z Alterry, które notabene bardzo lubiłam ; ) Przede wszystkim naprawdę ma zadatki na bycie wydajnym (dodatkowo wspomnę, że jest go 355 ml!), mała ilość wystarczy by wytworzyć dużo piany. Postawiłam na jedno mycie (choć włosy były pokaźnie pokryte olejem), ale przy spłukiwaniu szamponu pod sam koniec, kiedy jeszcze go trochę zostało spróbowałam tą resztką go ponownie spienić i się udało. Miałam pewność, że włosy są domyte. Myślę, że szamponu może spróbować każdy!

Odżywka:

Wspomniane już 'Puszyste Mango' KLIK, które naprawdę JEST puszyste. Włosów miałam odczuwalnie więcej niż po użyciu jakieś bardziej wygładzającej maski. U mnie jest to efekt pożądany by nie mieć płaskiej fryzury. Odżywka przeleżała na włosach około 4 minut. Uważam, że na bardziej wymagających włosach może okazać się niewystarczająca - chętnie przetestuję czy można mieszać ją z powodzeniem z olejem, ponieważ konsystencję ma maślaną i ciekawa jestem jak wpłynęłoby to wtedy na jej działanie. Moje włosy były gładkie i dociążone po spłukaniu.

Tutaj efekt na włosach prostych - suszone chłodnym nawiewem i cyklicznie przeczesywane szczotką wiosłową z Rossmanna. W wysuszone włosy wtarłam kropelkę oleju moringa, co moim włosom bardzo przypasowało. Wybaczcie, że włosy nie ułożyły się w zupełnie gładką taflę. Zdjęcie robiłam około 2 w nocy i naprawdę ciężko jest zrobić zdjęcie gładkiej tafli, ponieważ przeczesując się kompletnie nic nie widzę.

proste, czarne włosy

Tutaj natomiast włosy zakręcone na tekturowy rulonik ;d Raczej nie powtórzę tego sposobu na kręcenie włosów - chciałam czegoś nowego a do podpinania, które chciałam Wam pokazać pogubiłam wszystkie wsuwki ;d Na ich opakowaniach powinno być napisane 'po otwarciu nie zobaczysz nas nigdy więcej'. Wpadłam kiedyś na taki mem! Co racja to racja : )

blog o włosach

Jak Wasze włosy? Były jakieś weekendowe SPA? Niekoniecznie włosowe!

Włosowe SPA nowościami: 100% naturalne, wegetariańskie, cruelty-free kosmetyki Alba Botanica+ nowy olej

Włosowe SPA nowościami: 100% naturalne, wegetariańskie, cruelty-free kosmetyki Alba Botanica+ nowy olej
Nie uwierzycie, że na produkty, które dziś Wam pokaże, miałam ochotę już kilka lat. Pamiętam jak po raz pierwszy je zobaczyłyśmy w sklepie internetowym około 6 lat temu. Nazwy, etykiety od razu przyciągnęły oko. Wtenczas dopiero raczkowałyśmy z odczytywaniem składów, ale nawet jako początkujące Włosomaniaczki wiedziałyśmy, że nie tylko butelka i zapachy kuszą, ale również składniki i działanie.


Niestety, cena była dość wysoka, a produkty słabo dostępne. Długo nie widziałam ich nigdzie poza jednym sklepem online i dlatego moje marzenie zostało niespełnione przez długie lata.
Kiedy jedna z współpracujących z nami hurtowni dodała informację o sprowadzeniu marki Alba Botanica serce mocniej zabiło i przy zakupach wrzuciłam je do koszyka.
Zdecydowałam się na Szampon nabłyszczający z Melonem oraz odżywkę nadającą objętości Mango.


Kosmetyki Alba Botanica to produkty naturalne, wegetariańskie, tworzone z szacunkiem dla planety. Opakowania tworzone są z materiałów pochodzących z recyklingu.
Nie są testowane na zwierzętach ani żadne z ich składników, dzięki czemu są Cruelty-free.


Olejowanie jako baza włosowego SPA. Tym razem z udziałem nowości 



Pierwszym krokiem pielęgnacji było oczywiście olejowanie... i tutaj także nowość. Po raz pierwszy stosowałam olej moringa (KLIK). Przyznam, że naczytałam się tyle o jego dobroczynnych właściwościach, że mimo dość wysokiej ceny skusiłam się go wypróbować.
Czego się po nim spodziewałam? Że będzie takim tłuściochem, olejem gęstym, mocno dociążającym włosy.
Tymczasem okazało się, że jest inaczej. Olej jest dość lekki, szybko się wchłania w skórę, ale również we włosy.
Kiedy naolejowałam je porządnie olejem w ilości 3 pipetek to po 2 godzinach włosy były dużo mniej tłuste niż zaraz po zaaplikowaniu oleju.


Olejek ze względu na lekkość dobrze się rozprowadza, ślizga się po włosach. Na pewno będzie wydajny, ponieważ 3 pipetki to na moje włosy aż nazbyt i następnym razem stanę na dwóch.
Zapach przypomina prażone orzechy. Według Oli ma w sobie nutę oleju arganowego, ale ja jej nie czuję.
Po naolejowaniu przeczesywałam włosy szczotką przez chwilę i zawinęłam w koczka.



Bohaterowie dzisiejszego wpisu: Kosmetyki Alba Botanica



Olejek zmyłam po 2 godzinach jednokrotnie szamponem Alba Botanica z Melonem. Po pierwszym użyciu ten szampon to 10/10!



- Zapach prawdziwego świeżutko rozkrojonego melona

- Idealna konsystencja: gęsta, galaretkowata, zbita i śliska, trochę przypomina niektóre szampony Alterry, ale jest jeszcze doskonalsza
- Przyjemnie i łatwo się rozprowadza, można raz, dwa dotrzeć nim w każdy zakątek skóry głowy

- Wytwarza ogromną ilość gęstej, mięciutkiej piany, która przypomina profesjonalne, fryzjerskie szampony

- Po spłukaniu włosy były już miękkie, nie poplątane

- ... i przede wszystkim domył olej po pierwszym myciu

Na minutę nałożyłam odżywkę "Puszyste Mango" (KLIK), której zapach także jest przepiękny, ale już nie aż tak mocny jak szamponu. Jest to głównie aromat mango z nutami innych owoców, tropikalnych kwiatów.
Konsystencja odżywki jest także idealna - gęsta, maślana. Przypomina bardziej maskę niż balsam, ale z opakowania wydobyłam ją bez problemu. Nie wiem jak będzie później, kiedy trochę jej zużyje, ale myślę, że jeśli postawię ją na nakrętce to nie będzie to kłopotliwe.


Odżywka gładko sunie po włosach pozostawiając je aksamitnie miękkie już po chwili. Spłukując ją czułam, jakie gładkie stały się kosmyki i nie mogłam się doczekać aż wyschną
.
Rozczesywanie przebiegło szybko i prosto, za co wielki plus. Włosy wysuszyłam suszarką z ciepłym nawiewem, a na koniec tylko dosuszyłam je letnim i zostawiłam do wyschnięcia naturalnego na około godzinę.
Na koniec zaaplikowałam niewielką ilość serum na końcówki Anwen.

Efekty pielęgnacji: przede wszystkim objętość i blask


Jak możecie zobaczyć na zdjęciach włosy przede wszystkim pięknie lśnią. Od kilku dni mam problem z elektryzowaniem, który także całkowicie zniknął i dziś nie dokuczał mi w ogóle.

Włosy zyskały na objętości i puszystości. Jest ich wizualnie więcej
.
Pozostaje obserwować, czy to zasługa całej pielęgnacji czy któregoś konkretnego produktu, ale z wyglądu fryzury jestem bardzo zadowolona.

M.

Włosowa pielęgnacja włosów elekryzujących się

Włosowa pielęgnacja włosów elekryzujących się
Pamiętacie Włosową Metamorfozę, którą opublikowałyśmy na początku września? : ) Chodzi dokładnie o ten wpis http://www.sophieczerymoja.com/2017/09/wosowa-metamorfoza-z-uwzlednieniem.html
Od tego czasu włosy Pam nie były podcinane nawet o centymetr i rosły sobie w najlepsze. Trzeba przyznać, że włosy naszej dzisiejszej Bohaterki rosną jak na drożdżach co zapewne zobaczycie na zdjęciach porównawczych. Dzisiejszy post nie będzie typową 'Metamorfozą włosową', raczej bardziej postem z pielęgnacją o której możecie poczytać niżej.
Jeszcze tytułem wstępu pozwolę sobie przekopiować tekst jaki Pamela mi przesłała:

"Niedawno poprosiłam Olę o pomoc w spełnieniu jednego z moich postanowień noworocznych, czyli powrocie do efektywnej (ale też szybkiej) pielęgnacji włosów, gdyż swoje włosy od prawie roku dość zaniedbywałam przez studia, pracę i natłok obowiązków. Ogólnie nigdy nie były one problemowe, są niskoporowate i większość produktów działa na nie dobrze. Mam swoich sprawdzonych ulubieńców, którzy zawsze się spisują, gdy jest taka potrzeba i mam czas posiedzieć nad włosami dłużej. Jednak wracając codziennie do domu po 21:00 nie miałam ochoty nakładać na nie masy produktów i zwyczajnie o nich nie myślałam, tym bardziej, że w cieplejszych sezonach włosy nie stwarzały większych problemów. Dopiero zimą pojawił się z podwójną mocą mój odwieczny problem z elektryzowaniem się włosów a także problemy ze skórą głowy i tu poradziłam się Oli, dzięki której przypomniałam sobie efekt jaki mogę osiągnąć na swoich włosach przy częstszej pielęgnacji."

Okay, więc tak prezentowały się włosy Pam po przyjeździe do mnie. Na zdjęciach przed i po rozczesaniu:

blog o włosach

Same musicie przyznać, że jak na włosy niepodcinane od września 2017 włosy prezentowały się dość dobrze, ale i tak zdecydowałyśmy z Pamelą pozbyć się bardziej przerzedzonych końcówek by optycznie zagęścić włosy. Włosy odstawały również na długości co możecie zobaczyć na zdjęciach (szczególnie po przeczesaniu - następstwo elektryzowania). Jesteśmy wręcz zakochane w zdrowych końcach (nawet kosztem długości włosów, ponieważ to nie ona jest najważniejsza!), więc bardzo chętnie po całej pielęgnacji sięgnęłam po nożyczki : ) Choć, jak możecie się domyślić, nawet ścięte końce zyskały na miękkości i blasku po włosowym SPA!
... ale od początku ;3

Olejowanie, etap pierwszy pielęgnacji:

Pamiętam, że włosy Pam bardzo dobrze zareagowały na olej kameliowy już we wrześniu (jest również jej ulubionym olejem, który chętnie nakłada na włosy, więc postanowiłam postawić na pewniaka).


Zdecydowałam się również na niego z innego względu - całkiem niedawno 'zaryzykowałam' nałożyć olej i zmyć go jedynie maską (skórę głowy umyłam normalnie szamponem, ale długość pokryta olejem została umyta jedynie maską oraz spływającą pianą z szamponu i okazało się to naprawdę bardzo przyjemnym zabiegiem, który przywrócił miękkość i niebywały blask, więc postanowiłam przetestować taką kombinację na innych włosach). Włosy Pam reagują podobnie do moich, więc wiedziałam, że raczej nie będzie na tym polu żadnych problemów. Z racji tego, że się przyjaźnimy często wymieniamy się włosowymi spostrzeżeniami ;d
Tak więc zaczęłyśmy od nałożenia oleju kameliowego (KLIK) na SUCHE włosy i przeczesywania włosów nim pokrytych szczotką wiosłową przez około 30 minut.

mycie włosów na długości maską
mycie na długości włosów maską

Nie 'szalałam' z dużą ilością oleju (więc było go dokładnie tyle ile widzicie na zdjęciu), by maska dała mu radę podczas zmywania, skupiałam się na delikatnym wcieraniu go we włosy i przeczesywaniu. Po 25 minutach dołożyłam jeszcze odrobinkę oleju marula (KLIK).


Emulgowanie oleju z pomocą maski, wstęp do mycia włosów
:


Po tym czasie poszłyśmy do łazienki by włosy zmoczyć ciepłą (ale nie gorącą wodą!), dokładnie je odsączyłyśmy i nałożyłyśmy na długość maskę Vatika z czarnuszką (KLIK).
Tutaj włosy pokryte maską:

najlepsze maski do mycia włosów

Po aplikacji maski nałożyłam na włosy folię (tzn. zawinęłam je w folię), by utrzymać całość w cieple i w takiej formie maska przeleżała na włosach około 10 minut. Po tym czasie poszłyśmy umyć włosy.



Mycie, etap drugi:


Na skórę głowy, z racji tego, że pojawiło się delikatne swędzenie, które doskwierało w minionych dniach, postanowiłam, że użyjemy szamponu dziegciowego Fitokosmetik (KLIK), który naprawdę pomaga każdemu komu byśmy tego szamponu nie poleciły, więc jeśli macie problem ze skórą głowy koniecznie go przetestujcie! Także ponownie lekko zwilżyłyśmy tym razem włosy u nasady by było łatwiej rozprowadzić szampon, a następnie po lekkim masażu skóry głowy dołożyłyśmy nieco maski z Vatiki (ponownie z czarnuszką KLIK) na długość i masowałyśmy długość maską przez chwilę. Potem spłukałyśmy dokładnie całość z włosów i przyszedł czas na maskę.

Maska, etap trzeci:

Pam polubiła bardzo odżywkę Ekos (KLIK), więc postanowiłam nałożyć tym razem maskę Ekos (KLIK) skoro nigdy jeszcze nie miała okazji jej testować. Jak zwykle okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ włosy rozczesały się po niej bajecznie. Sama maska na włosach była raptem chwilkę, ale już po takim czasie można odnotować jej pozytywne działanie na mało wymagających włosach.

Włosy po odsączeniu z wody zostały dokładnie rozczesane i przystąpiłam do podcięcia nożyczkami Jaguar o których możecie poczytać w tym poście: http://www.sophieczerymoja.com/2016/03/czy-warto-kupic-nozyczki-jaguar.html
Samo cięcie wyniosło jakieś 6 cm (w momentach gdzie niektóre włosy były dłuższe), więc obyło się bez drastycznej zmiany w długości a włosy wizualnie zyskały!

Przed podcięciem:


Po podcięciu:

blog o włosach

Na prosto stworzyły gładką taflę (troszkę naglił nas czas, więc do końca nie są dosuszone podczas gdy robiłam zdjęcie). W wysuszone włosy wtarłam odrobinkę serum na końcówki NaturalMe (KLIK). Bardzo chciałam przetestować 'podpinanie', inną niż koczek na skarpecie metodę kręcenia włosów bez użycia ciepła, ale niestety z powodu wyżej wspomnianego braku czasu Pam zadecydowała o szybkim koczku na skarpecie. Poniżej widzicie efekty po rozwinięciu : )


Włosową pielęgnację umilał mi kot Dante, który niezaprzeczalnie kocha obiektyw ;d


Wrażenia Pameli po pielęgnacji:

'Po pielęgnacji włosy były dociążone, nie były oklapnięte u nasady, a dzięki podcięciu końcówek nabrały objętości. Co najważniejsze, włosy stały się gładziutkie i skóra głowy się uspokoiła. Następnego dnia po pielęgnacji nie myłam włosów, a one w dalszym ciągu się nie elektryzowały i ładnie lśniły. Od tego czasu kilka razy w tygodniu wmasowuje maski we włosy (także przy nasadzie, czego wcześniej się nieco bałam, ale zupełnie niepotrzebnie w moim przypadku), czasem wymieszane z olejem, a gdy mam więcej czasu nakładam sam olej przed myciem włosów przynajmniej na 20 minut i do tej pory jestem bardzo zadowolona z efektów. Przesyłam też zdjęcie moich ulubionych produktów, niektóre z nich stosuję niezmiennie od kilku lat (mydełko cedrowe, olej Vatika czy maska toskańska), a niektóre z nich szybko stały się moimi największymi hitami pielęgnacyjnymi (maska Omia, balsam Ekos czy szampon Ecolab).'


Kosmetyki ze zdjęcia:

1. EcoLab, Szampon wzmacniający KLIK
2. EcoLab, Balsam wzmacniający KLIK
3. EcoLab, Maska 'Intensywna regeneracja' KLIK
4. Mydełko cedrowe Babuszki Agafii KLIK
5. Olej kameliowy KLIK
6. Omia, Maska z olejem makadamia KLIK
7. Planeta Organica, Maska toskańska KLIK
8. Vatika, olejek kokosowy KLIK
9. Ekos, odżywka KLIK
10. Le Cafe de Beaute, Maska do włosów cienkich i osłabionych KLIK

Porównanie włosów Pam po cięciu we wrześniu 2017 i teraz:

blog o włosach

Jak u Was sprawdza się mycie maską? : )

PS. Jeśli chcecie Włosową Metamorfozę bądź skorzystać ze Szkolenia on line klikajcie ;3

1. https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Usluga-fryzjerska-/287
2. https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Szkolenie-indywidualne-on-line/383

O
.