Popularne posty

Tygodniowy plan pielęgnacji włosów

Tygodniowy plan pielęgnacji włosów
W przeciągu tygodnia włosy myję zazwyczaj 3, 4 razy. Zależy czy coś mi wypadnie, czy mam jakieś spotkanie lub wyjście, bo wtedy zawsze myję włosy w ten dzień. Mogą nawet nie być przetłuszczone, ale lubię mieć świeże, rozpuszczone włosy, gdy mam się z kimś spotkać czy gdzieś wyjść. To jakaś blokada w mojej głowie z czasów, kiedy musiałam myć włosy codziennie i nie do pomyślenia było wychylić się zza próg domu w drugi dzień od mycia ;d


Do mycia używam delikatnego szamponu. Moje ulubione to Le Cafe de Beaute (KLIK), EcoLab (KLIK), a teraz używam Fitokosmetik (KLIK).
To jak myje włosy zależy od tego czy wcześniej coś na nie nakładałam czy nie. Jeśli na włosy został zaaplikowany olej to zazwyczaj myję je dwukrotnie. Najczęściej podczas pierwszego mycia spieniam szampon tylko na skórze głowy, a podczas drugiego przeciągam na koniec szamponem po długości.
Czasem jednak wystarcza mi jedno mycie. Są to sytuacje, kiedy użyłam lekkiego oleju np. EcoLab Arganowy (KLIK), Arktyczna żurawina (KLIK) oraz kiedy nie mam zaplanowanego żadnego ważnego spotkania. Również wtedy, kiedy wiem, że kolejnego dnia i tak będę myć włosy ponownie.
Dlaczego? Ponieważ jedno mycie szamponem domywa olej, ale niekiedy włosy po kilku godzinach są obciążone lub się strączkują. Nie jest to reguła, ale w dni, kiedy zależy mi na dobrym wyglądzie wolę tego uniknąć.
Mycie szamponem oczyszczającym z SLS przeprowadzam raz na 10-14 dni. Nie robię tego regularnie tylko obserwuję fryzurę i jeśli gorzej się układa, strączkuje się lub jest obciążona i bez życia, sięgam po SLS. Zawsze myję włosy takim kosmetykiem dwa razy, dokładnie całe włosy, nie tylko skórę głowy.
Co do samego olejowania - w ciągu tygodnia staram się olejować włosy dwa razy, czyli wypada to co drugie mycie. Mało kiedy sięgam po ten sam olej dwa razy pod rząd. Często je wymieniam, stosuję zamiennie. Czasem wyjątkowo olejuje włosy przed każdym myciem, jeśli chcę by po myciu prezentowały się nienagannie. Niestety, czasem przez brak czasu zaniedbuję kwestię olejowania.


Jeśli zdarzy się takie zaniedbanie to stawiam na kamelię (KLIK), ponieważ ona najmocniej i najszybciej daje widoczny efekt i już po pierwszym zabiegu włosy wyglądają świetnie. 
Balsamy i maski stosuję wymiennie. Głównie dlatego, że wszystkie kosmetyki tego typu do spłukiwania nakładam tylko na dwie, trzy minuty. Od ponad roku nie zdarzyło mi się przesiedzieć z maską dłużej.
Stosuję zazwyczaj kosmetyki o składzie zrównoważonym PEH, dzięki którym nie muszę się martwić o przeproteinowanie, które nie zdarzyło mi się już od bardzo dawna, jeśli świadomie dobieram pielęgnację.
Słucham moich włosów i wybieram produkt według ich potrzeb. Najczęściej wygląda to tak, że w dniu kiedy stosuję olej to nakładam balsam - moje ulubione to ostatnio różane Iceveda (KLIK) i Artic Rose (KLIK). W pozostałe dni obecnie maski Karelia (KLIK) i maska Anwen "Kokos i glinka" (KLIK).
Zawsze po myciu zabezpieczam końcówki jeszcze na mokro. Obecnie jest to serum Gliss Kur lub kropelka naturalnego olejku. Najlepiej w tym celu sprawdzają się kameliowy, żurawina, marakuja (KLIK), z pestek śliwki (KLIK). Doskonale się wchłaniają, wygładzają i nie obciążają.


W związku z akcją zapuszczania również zaraz po myciu wcieram w skórę głowy wcierkę. Teraz stosuję TAKĄ
Celowo nie uwzględniłam w tym wpisie żadnych płukanek i innych domowych metod, po które też sięgam, ponieważ robię to stosunkowo rzadko i na pewno nie raz w tygodniu, a raczej "od święta".

Jak wygląda Wasz tygodniowy plan pielęgnacji włosów? : )


M.

Aktualizacja włosowa, druga połowa maja oraz pierwsza połowa czerwca, dużo włosowych zdjęć, Ola : )

Aktualizacja włosowa, druga połowa maja oraz pierwsza połowa czerwca, dużo włosowych zdjęć, Ola : )
Doszłam do wniosku, że pisanie Aktualizacji włosowej w środku miesiąca przez najbliższe pół roku będzie miało sens. Dlaczego? W ostatni dzień miesiąca będzie pojawiała się Aktualizacja względem zapuszczania włosów, zaś w środku miesiąca opowiem Wam o wszystkim innym : ) Dziś zatem przyszła pora na 'wszystko inne'. Włosy zostały zafarbowane dokładnie ostatniego dnia ubiegłego miesiąca bym dodatkowo mogła Wam pokazać odrost po stosowaniu produktów przyspieszających wzrost o których więcej opowiem końcem czerwca : ) Mogę Wam już zdradzić, że odrost się pojawił i zaczyna mnie już lekko irytować, kiedy patrzę na siebie w witrynach sklepowych gdy przyświeci słońce, a jak same wiece, świeci dość intensywnie. Marzę zatem by móc je odświeżyć. Dodatkowo już któraś osoba z kolei, która nie widziała mnie około miesiąca twierdzi, że urosły mi włosy i przyznam, że nie wiem czy zaczęłam w to wierzyć czy faktycznie widzę jakąś różnicę.


Mam nadzieję, że będzie jeszcze bardziej widoczna w kolejnych miesiącach bym mogła cieszyć się upragnioną długością. Musicie wiedzieć, że bardzo przyłożyłam się do walki o dodatkowe centymetry i nawet kiedy już ledwo słaniam się na nogach ze zmęczenia pędzę do łazienki wcierać olej na noc w skórę głowy ;d
Poniżej widzicie włosy po umyciu szamponem Le Cafe de Beaute 'Lekkość i objętość' (KLIK) oraz po nałożeniu balsamu nawilżającego z Iceveda, dokładnie TEGO. Już jakiś czas temu wspominałam Wam o nim nie raz, jako o moim ulubieńcu, ponieważ daje mi odczuwalne nawilżenie, wygładzenie i blask włosów. Zresztą spójrzcie same:


Szampony: w zależności od tego co wpadło mi w ręce wybierałam Le Cafe de Beaute 'Lekkość i objętość' (KLIK) oraz wersję Wzmacniającą (KLIK). To wszystko z uwagi na pobyt mojej siostry - właśnie takie szampony wybrała do testów (plus w jej przypadku, jeszcze wersja Regenerująca), więc troszkę 'podbierałam' ;d Wykończyłam szampon Fitokosmetik Gorczycowy (KLIK) i już myślę za którą wersję chwycić się teraz : )
Maski/odżywki: w tym czasie próbowałam znaleźć sposób na maskę do włosów średnioporowatych Anwen. Wiecie, że z wersją (szczególnie 'kokos i glinka' (dostępnej w naszym sklepie);3) 'kokos i glinka' (KLIK) oraz 'kiełki pszenicy i kakao' (KLIK) bardzo się polubiłam, jednakże do wersji dla średnioporowatych moje włosy wciąż mają jakieś 'ale' a próbowałam już różnych kombinacji. Przed podcięciem końcówkom brakowało dociążenia i bywały spuszone i niesforne co im się rzadko zdarza. Po podcięciu z dociążeniem jest lepiej, ale zaczęła mnie teraz obciążać na długości i ostatnio idąc po mieście na spacer poczułam się jak rok temu, kiedy wiatr na lewo i prawo rzucał moimi postrączkowanymi włosami a ja znów nie miałam gumki ;d Po rozczesaniu wyglądały już lepiej, ale to wciąż nie były takie włosy jak np. po 'kokosie i glince'.
Idealnie spisywał się za to balsam z arktyczna różą i lotosem Iceveda. Po laminowaniu włosów zawsze sięgałam po Karelia Organica, balsam z fito-kertyną (KLIK). Niedługo napiszę posta o moim ulubionym, dość złożonym, zestawie na 'większe wyjścia', który gwarantuje mi zawsze zadowalający wygląd włosów (bez niespodzianek!). W użyciu była również maska toskańska (KLIK), która za drugim podejściem w pełni przypasowała moim włosom.

Oleje: przez pobyt mojej siostry sięgałam po kamelię (KLIK), która jest chyba najzwyczajniej w świecie niezastąpiona : ) Teraz w użyciu będzie TAKA nowość (i to nowość nowość!), którą sprowadziłyśmy już do sklepu. Jak tylko pojawi się więcej sztuk z marszu kupimy go więcej. Skład bardzo obiecujący! : ) Chyba trzeba zrobić Włosowe SPA z jego użyciem na dniach. Nie mogę się doczekać efektów.


Suplementacja: Zdecydowałam się summa summarum na Biotebal oraz na picie/jedzenie siemienia lnianego. Dodatkowo przyłożyłam się do zdrowszej diety, przez co rozumiem np. rezygnację z ogromu słodyczy (jak to wcześniej nagminnie mi się zdarzało), pizzy itp. Dzięki rozmyślaniu (a było ciężko ;d) co mogłabym zjeść dobrego i zdrowego wpadłam na przepis na wegańskie kotleciki : ) Mogą robić za wkład do burgera choć ja często jem je solo, ponieważ kompletnie się od ich smaku uzależniłam! W tym miesiącu zjadłam ich całkiem sporo i w dalszym ciągu się nimi nie przejadłam ;d Na zdjęciu poniżej widzicie wersję z marchewką i białą fasolą. Robiłam również z czerwonej fasoli oraz wersję ze szpinakiem. Jednakże wersja z marchewką najbardziej skradła moje serduszko ;d Takie kotleciki to prawdziwe bogactwo - prócz wspomnianej marchewki znajdziecie w nich kaszę jaglaną, pestki słonecznika, pestki dyni (choć w przepisie ich nie ma, ja je uwielbiam!), cebulę, czosnek i przyprawy. Są naprawdę boskie.

Trzy zastosowania żelu aloesowego

Trzy zastosowania żelu aloesowego
Czy jest ktokolwiek kto o nim nie słyszał? Wątpię. Żel aloesowy (KLIK) to prawdziwy hit w pielęgnacji od wielu lat. Ja sama dowiedziałam się o nim prawie 10 lat temu na wizażu i od tamtej pory choć nie stosuję go regularnie to mam go zawsze w pamięci.
Moje początki z żelem aloesowym to głównie stosowanie na twarz w celu nawilżenia. Wtedy miałam również swoje początki z kwasami i uczyłam się jakoś radzić sobie z przesuszeniem. Niestety w tym czasie stosowałam to dość nieudolnie i nie byłam zadowolona.
Gdzie robiłam błąd? Aplikowałam sam żel na skórę i nie nakładałam potem już nic więcej. Sam żel oczywiście nawilża, ale nie nakładając potem kremu/olejku powodowałam, że nawilżenie natychmiast uciekało i było odczuwalne tylko przez chwilę. W ten sposób się zniechęciłam i żel aloesowy zaczęłam stosować na włosy. Okazało się jednak, że moje włosy aloesu samego nie lubią, za to w maskach, jako mały dodatek akceptują go.
Jak zatem stosować żel aloesowy, by przyniósł on nam korzyści?


1. Na twarz
Sama niedawno wróciłam do tej metody, o której pisałam na początku. Wzbogaciłam ją jednak i teraz jak najbardziej mi służy.
Żel aloesowy stosuję bezpośrednio po toniku na lekko jeszcze wilgotną skórę. Aplikuję niewielką ilość, wklepuję w całą buzię, szyje i dekolt. Początkowo skóra się klei, jednak po chwili wszystko się wchłania i mam wrażenie, jakbym nie nakładała nic. To odpowiednia chwila na nałożenie kremu lub olejku, jeśli jest akurat wieczór.
Coś emolientowego spowoduje, że nawilżenie zostanie zatrzymane w skórze na dłużej i nie wyparuje tak szybko. Po żelu wszystkie kremy czy olejki wchłaniają się lepiej i szybciej, dzięki czemu może on służyć jako idealna baza pod makijaż.

2. Na oparzenia
Tutaj jednak smaruję solo aloesem lub przykładam świeży liść przecięty na pół. Nie smaruję potem niczym tłustym, ponieważ wtedy skóra wolniej się goi. Sam aloes wystarczy by skóra szybciej się ukoiła, rumień się wyciszył, a skóra szybciej doszła do siebie.
Dotyczy to zarówno oparzenia słonecznego, jak i zwykłego np. gorącą wodą. 

3. Na włosy
Przede wszystkim musicie sprawdzić, czy Wasze włosy polubią się z aloesem. Zazwyczaj ładnie on nawilża i jest to jeden z najbardziej lubianych humektantów. Wiele Włosomaniaczek używa go jako bazy pod olej. Niewielką ilość nakładamy pasmo po paśmie, a potem na to nasz ulubiony olej.
Innym zastosowaniem może być dodanie porcji żelu do maski, którą nakładamy po myciu. Jeśli nasze włosy są suche, a my nie mamy czasu siedzieć z olejem to może się okazać idealym rozwiązaniem.
W ten sposób otrzymamy coś na wzór maski aloesowej NaturVital - do kupienia w Naturach.
Jeśli jednak okaże się, że nasze kosmyki wybrzydzają i aloes nie jest im w smak, zawsze możemy zużyć go na skórę głowy. Jeśli mamy problemy ze swędzeniem, łupieżem czy nasza skóra jest wrażliwa, aloes ukoi ją, zniweluje napięcie, a także nawilży.
Dzięki lekkiej konsystencji, która wchłania się całkowicie można stosować go zarówno przed, jak i po myciu. 

Gotowym produktem, który można stosować zarówno na twarz, przesuszoną skórę, jak i włosy jest olej aloesowy np. TEN z naszego sklepu KLIK.
Powstał on z macerowania liści aloesu w oleju sojowym. Dodatkowo został wzbogacony witaminą E. Ma właściwości łagodzące, nawilżające. Przynosi ulgę skórze wrażliwej, podrażnionej, przyśpiesza gojenie. Wskazany do pielęgnacji skóry trądzikowej podobnie jak tytułowy żel aloesowy.
Stosując go do olejowania włosów nie musimy już robić podkładu z samego aloesu, ponieważ olej posiada jego właściwości.

Niedziela dla włosów - EcoLab arganowy, Anwenówka 'Kokos i glinka', Fitikosmetik Gorczycowy

Niedziela dla włosów - EcoLab arganowy, Anwenówka 'Kokos i glinka', Fitikosmetik Gorczycowy
Dawno nie było na blogu posta z cyklu "Niedziela dla włosów". Dziś jednak z racji tego, że udało nam się zrobić zdjęcia postanowiłam Wam pokazać jak wyglądają moje włosy po zestawie kosmetyków wymienionych w tytule.
Wspominałam Wam w naszej recenzji masek Anwen, że jedyną, która mi przypasowała jest wersja dla włosów niskoporowatych (dokładnie TA KLIK). Maska jest bardzo lekka i daje efekt puszystych włosów. Nawet trochę zbyt mało dociążonych, ponieważ końcówki lubią być po niej za mało wygładzone.
Znalazłam na to radę, która zdawała się być oczywista. Mam na myśli olejowanie przed myciem. W zależności od tego czy chce uzyskać mniej lub bardziej wygładzone i zarazem dociążone włosy, stosuję inny olej.
Dzisiaj moim celem było dodatkowe wygładzenie, skupienie się na tym, by włosy były dociążone, ale jednocześnie nie zabieranie im objętości, którą daje produkt Anwen.
W dni, kiedy chcę włosy mocniej dociążyć stosuję oleje cięższe np. kameliowy (KLIK), żurawinę (KLIK), Vianek do do ciała (KLIK).
Teraz użyłam mojego hitu czyli oleju EcoLab Arganowego (KLIK). To jak go uwielbiam może potwierdzić jego ciągła obecność w mojej łazience niezmiennie od 3 lat.
Nakładam go na suche, rozczesane dokładnie włosy w ilości dwóch pompek. Rozprowadzam dłońmi przeczesując palcami. Potem dokładnie wyczesuje naolejowane już włosy przez około 3 minuty. Jeśli widzę potrzebę dołożenia produktu to robię to. Zazwyczaj właśnie potrzebuję jeszcze pół pompki na same końcówki. Włosy związuje i zostawiam na dwie godziny.
Po tym czasie myje je dwukrotnie szamponem Fitokosmetik Gorczycowym (KLIK). Odkąd spróbowałam go po raz pierwszy zdetronizował Le Cafe i EcoLab i póki co zamierzam spróbować wszystkich wersji. Mój mąż również używa tego szamponu i jest zadowolony, ponieważ dobrze się pieni, a to dla niego najważniejsze ;d
Zazwyczaj wystarcza mi jedno mycie, ale wtedy włosy czasem pod koniec dnia są już lekko oklapnięte. Umyłam je więc dwukrotnie i na odsączone włosy zaaplikowałam porcję maski Anwen 'Kokos i glinka' (KLIK). Trzymam ją na włosach tylko chwilę, po czym spłukuję letnią wodą.
Na koniec aplikuję serum Gliss Kur dla zabezpieczenia końcówek oraz wcieram w skórę głowy EcoLab na porost (KLIK).
Włosów nie suszyłam suszarką, ponieważ wystarczyła chwila na dworze, by były prawie suche.


Jak widzicie włosy są gładkie, ale nie ulizane. Mają fajną objętość i wyglądają na puszyste. Przy takiej długości nie trudno o przyklapniętą fryzurę, więc bardzo się cieszę,że znalazłam na to sposób.
Barwa moich włosów jak widać nie jest dużo jaśniejsza, za to udało mi się uzyskać nieco przytłumiony kolor. Kosmyki nie są już tak intensywnie miedziane. Wciąż są rude, ale jednak nie aż tak mocno.

Włosy mojej siostry, moja opinia po dwóch tygodniach, najlepsze produkty dla jej włosów oraz dwa celowo nieudane zestawy. Ogrom zdjęć i efektów w zdjęciach : )

Włosy mojej siostry, moja opinia po dwóch tygodniach, najlepsze produkty dla jej włosów oraz dwa celowo nieudane zestawy. Ogrom zdjęć i efektów w zdjęciach : )
Dziś post w którym postaram się zgromadzić wszystkie obserwacje jakie poczyniłam przez dwa tygodnie zajmując się włosami mojej siostry. Już od samego początku wiedziałam, że są to włosy przesuszone i wysokoporowate za sprawą rozjaśniania i braku odpowiedniej pielęgnacji. Poniżej załączam zdjęcia jak prezentowały się włosy mojej siostry tuż po przyjeździe (Ania opowiadała, że umyła je w ten dzień jedynie 'szamponem dla dzieci', ale nazwy dokładnie nie pamiętała).


W tym poście zamierzam Wam również pokazać, że nie każdy kosmetyk, który dla siostry wybrałam (celowo!) spełnił oczekiwania oraz pokażę Wam produkty, które już od pierwszego użycia dały pożądane efekty i siostra mogła cieszyć się ujarzmionymi, nawilżonymi, błyszczącymi i wygładzonymi włosami
: ) Tak było w przypadku pierwszej oraz drugiej metamorfozy:
1. http://www.sophieczerymoja.com/2017/05/niedziela-dla-wosow-wosowa-metamorfoza.html
(moja ulubiona metamorfoza!)
2. http://www.sophieczerymoja.com/2017/06/wosowe-spaniedziela-dla-wosow-przed.html
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to technika mycia włosów jaką praktykuje Ania. Włosy podczas mycia są naprawdę bardzo mierzwione i nie traktowane z należytą starannością. Dodatkowo siostra ma słabość do cieplejszej, co by nie powiedzieć gorącej, wody podczas spłukiwania co również niweczyło moje starania o piękniejsze włosy ;d Odsyłam Was do wpisu, który niegdyś napisałam:
3. http://www.sophieczerymoja.com/2016/06/nie-moge-rozczesac-wosow-po-umyciu-co-i.html
Po umyciu, czasem spod ręczniczka wychodził Edward Nożycoręki w pełnej krasie i troszkę widok, który ukazał się moim oczom przywodził dodatkowo na myśl 'Króla lwa' (niemniej jednak już tęsknię ze tym widokiem siostro ;*).

Tak jak przypuszczałam włosy mojej siostry pokochały olej kameliowy (o, TAKI) jak również olej z żurawiny arktycznej (KLIK), ale to właśnie kamelię siostra zabrała ze sobą. Dawała najlepsze efekty i w moim odczuciu efekt WOW widoczny był już po pierwszym zastosowaniu - co siostra również potwierdza. Poleciłam jej nie tylko używanie go do olejowania, ale również do mieszania z maską po umyciu włosów szamponem. Maski, które zabrała ze sobą to Planeta Organica, Maska toskańska (KLIK), która wraz z dodatkiem oleju kameliowego przepięknie nabłyszczyła i wygładziła włosy oraz Planeta Organica, Maska marokańska (KLIK), która dała podobny, jak nie lepszy efekt. Przyznam, że z racji tego, że toskańska leżała na murku w łazience nałożyłam ją parę razy i byłam bardzo zadowolona - coś im się znów odmieniło! ;3 Trzeba przyznać, że te maski są naprawdę ŚWIETNE a dodatek oleju tylko podbija ten efekt. Gęste, treściwe i idealnie nadają się do mieszania z olejami.
Szampony stworzone dla mojej siostry to Le Cafe de Beaute, Regeneracja farbowanych i zniszczonych włosów (KLIK) oraz 'Lekkość i objętość' (KLIK). Poradziłam siostrze stawiać jednak częściej na wersję Regenerującą. Dodatkowo zabrała ze sobą mydło cedrowe, które używałyśmy w zeszłym roku do TEJ włosowej metamorfozy. Szampon EcoLab to wersja przyspieszająca wzrost (KLIK), która również podczas pierwszego mycia spisała się świetnie - wiadomo, EcoLab ;3

Teraz przyszła pora na produkty, których włosy nie polubiły i to bardzo! Wiele z Was kupiło od nas Karelia Organica, balsam z fitokeratyną (KLIK) - zawsze kiedy pakowałam go do paczek myślałam o tym, czy na pewno doczytałyście, że polecam go najbardziej do włosów takich jak moje - zdrowych i niskoporowatych. Użyłam go celowo (za pozwoleniem siostry), bo chciałam Wam pokazać, że na wysokoporowatych nie bardzo ma szansę pokazać tego, na co go stać - u mnie na półce w łazience króluje niezmiennie, bowiem dla mnie jest po prostu genialny : ) Przede wszystkim uprzednio zostały naolejowane olejem sezamowym na dwie godziny i umyte szamponem Fitokosmetik Gorczycowym (KLIK). Następnie na około 5-7 minut nałożyłyśmy właśnie balsam z fitokeratyną. Po spłukaniu włosy wyglądały dość niekorzystnie, ale wciąż dobrze się rozczesywały. Po wysuszeniu odstawały w każdą możliwą stronę - wygładziłam je zatem olejem kameliowym, co przyznam bardzo pomogło opanować sytuację. Zawinęłyśmy je w koczka (niestety jeszcze od góry lekko wilgotne z uwagi na pośpiech) i wyszłyśmy z domu. Efekty naszych działań poniżej:


Po rozczesaniu szczotką wiosłową z Rossmanna wyglądały korzystniej, ale to wciąż nie efekty jak po kamelii i masce toskańskiej prawda? : )


Zastanawia Was pewnie zupełnie inny skręt i kolor - to za sprawą cięcia i wizyty u fryzjera. Tutaj włosy zaraz po, wyprostowane oczywiście prostownicą...


Ostatnio zamarzyło mi się przetestowanie maski Organic Shop, Grecka figa (KLIK) - oczywiście na włosach Ani. Domyślałam się, że nie wyjdzie z tego nic zachwycającego, ponieważ maska nawet u mnie była niewypałem. Na włosach mojej siostry również się nie spisała co czyni ją kompletnym bublem w moich oczach ;d Nie było najgorzej i sytuacja do opanowania, ale olej kameliowy i maska toskańska z 'pierwszej pomocy włosowej' dla mojej siostry mnie trochę 'spaskudziły' - przyznaję : )
Do maski Organic Shop dodałam (na 3 łyżki maski) jedną łyżeczkę od herbaty oleju sezamowego. Całość trzymana pod folią około 15 minut. Uprzednio były naolejowane olejem sezamowym na około 30 minut (podgrzewałam je suszarką z początku około 10 minut - oczywiście całość pozostała pod folią i ręcznikiem). Umyte szamponem Fitokosmetik, Gorczycowym (KLIK). Efekty:


Reasumując: Włosy mojej siostry nie tolerują masek/odżywek proteinowych a szczególnie takich mocno nimi 'naładowanymi'. Moim zdaniem proteiny można przemycić w towarzystwie dużej ilości emolientów oraz humektantów by zachować równowagę PEH : ) (proteiny-emolienty-humektanty) raz na czas. W jej przypadku stawiałabym raczej na mocno emolientową pielęgnację z produktami, które spisały się u niej już w drugim dniu typu olej kameliowym, maska Planeta Organica oraz szampony Le Cafe de Beaute oraz EcoLaby. Siostra ma cieniowane włosy co moim zdaniem czyni je jeszcze bardziej wymagającymi, ponieważ mają tendencję do odstawania na długości (one chcą się kręcić! : )). Są zatem problematyczne i potrzebują dociążenia. Moim zdaniem włosy powinny być stylizowane koczkiem ślimaczkiem. Siostra ma tendencję do skrętu, więc tym bardziej powinna na nią postawić - moim zdaniem decyzją o cieniowaniu zażegnała możliwość by włosy były idealnie proste i by tworzyły gładką taflę, ale... to znacznie lepiej, ponieważ ujmująco wygląda w falowanych włoskach : )


Olej kameliowy ze zdjęcia (KLIK)


Zmieniłabym również technikę mycia włosów na mniej agresywną... - już na poziomie mycia można wyrządzić sobie szkodę i nie tylko je niszczyć, ale również uniemożliwić sobie ułatwienie rozczesywania. Chodzi o to by włosy masować delikatnie by ich nie poplątać. Najlepsze byłoby uprzednie emulgowanie olejów maską, ale wiem, że siostra nie ma na to czasu, więc w grę wchodzi jedynie szampon. Woda z gorącej powinna zostać zastąpiona ciepłą w kierunku letniej : ) Co tydzień bądź półtora należałoby włosy oczyścić z nadbudowanych 'filmformerów' - włosy mojej siostry nie są w złym stanie stąd taka częstotliwość.


Jak podobał Wam się post? : )