Popularne posty

Włosowe Q&A - część pierwsza - sposoby na plątanie włosów, poprawne mycie, zabezpieczanie, wzmocnienie włosów

Włosowe Q&A - część pierwsza - sposoby na plątanie włosów, poprawne mycie, zabezpieczanie, wzmocnienie włosów
Zwróciłam się dziś do Dziewczyn na naszej włosowej grupie "Czas na włosy" o zadawanie mi pytań związanych z włosami, na które odpowiem dziś we wpisie.
Pomysł wpadł mi do głowy całkiem spontanicznie i pomyślałam, że to może być coś innego, ciekawego na blogu. Być może ktoś inny ma taki sam kłopot i coś podpatrzy. Pytań pojawiło się sporo, więc rozłożę je na kilka wpisów, by wszystko było czytelne. Dziś pierwsza część. Zapraszam od lektury : )


1.  Dlaczego włosy się strasznie plączą i ciężko jest je rozczesać (zazwyczaj jest tak po umyciu) mimo pielęgnacji?

To, że pielęgnujesz włosy nie oznacza od razu, że robisz to dobrze. Najpierw musisz zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć sobie na pytania: czy olejujesz włosy, myjesz je produktami z delikatnymi detergentami, nakładasz maski, odżywki o dobrych składach z zachowaniem równowagi PEH, używasz serum silikonowego lub naturalnego olejku po myciu?
Jeśli tak to pozostają inne sposoby. Przede wszystkim ważne jest rozczesywanie włosów przed myciem zawsze w takim kierunku, w jakim potem myjesz włosy. Czyli jeśli myjesz włosy z głową w dół to rozczesuj je z pochyloną głową, jeśli zaś myjesz je w pozycji wyprostowanej to rozczesz je dokładnie na stojąco. Możesz dodatkowo wczesać we włosy olej lub jeśli nie masz czasu chociaż odrobinę oleju. To dodatkowo odżywi włosy, szczotka będzie miała lepszy poślizg, a włosy dodatkową ochronę podczas mycia.
Sama technika mycia jest bardzo ważna. Przekonały się o tym nasze ostatnie bohaterki włosowych metamorfoz http://www.sophieczerymoja.com/2017/09/wosowa-metamorfoza-w-3-godziny-naszej.htmlhttp://www.sophieczerymoja.com/2017/08/wosowa-metamorfoza-w-3-godziny-naszej.html
Obydwie narzekały na poplątane kosmyki po myciu, a po krótkim instruktażu poprawnego mycia, były zdziwione, że włosy tak łatwo się rozczesują.
Co rozumiem pod poprawne mycie? Delikatny, powolny masaż głównie skóry głowy szamponem lub innym produktem, który wcześniej dobrze spieniłyśmy w dłoniach. Można także szampon rozwodnić w pojemniku i taką rzadką mieszanką polać skórę głowy, a potem wykonać masaż. Nie szarpiemy włosów, nie rzucamy nimi. Długość pozostaje praktycznie bez ruchu, rękami masujemy tylko skórę głowy. Jeśli mamy na włosach olej lub coś innego, co chcemy dobrze zmyć postępujemy tak samo: najpierw sam masaż głowy, później rękami przesuwamy pianę niżej na włosy. Możemy w tym czasie lekko polać włosy od samej nasady wodą by piana spłynęła sama niżej. Głaskamy włosy, nie miętosimy ich, nie trzemy. Tak samo podczas spłukiwania - nie ruszamy praktycznie włosów, jedynie głaskamy je rękami sprawdzając czy piana już się wypłukała. Ta sama zasada odnosi się przy aplikacji masek, odżywek i spłukiwaniu ich. Zawsze ruchy delikatne, zgodne z kierunkiem, w jakim układają się włosy, nigdy pod włos.
Po myciu najlepiej odsączać wodę w coś bawełnianego - starą koszulkę lub inną rzecz (ja mam przecięte na pół prześcieradło ;d) i znów - jeśli zawijamy włosy w turban to róbmy to zgodnie z kierunkiem, w jakim je czesałyśmy i myłyśmy.
Ja przykładowo myję włosy na stojąco pod prysznicem więc: czeszę je normalnie, tak jak na co dzień, myję na stojąco, odciskam je z wody bez pochylania głowy do przodu i w turban także zawijam je w takiej pozycji. Czyli nie pochylam głowy, jak zazwyczaj się robi, a łapię włosy jakby w kucyk, zwijam lekko w rulonik, kładę wysoko na głowię i przyciskam to ręcznikiem czy innym materiałem, w który zawijam włosy. Dzięki temu włosy są ciągle ułożone w ten sam sposób i mają ograniczoną możliwość plątania. Odkąd tak robię zdecydowanie szybciej się rozczesują - mały patent, a dużo zmienił : ) Polecam również wpis Oli: http://www.sophieczerymoja.com/2016/06/nie-moge-rozczesac-wosow-po-umyciu-co-i.html


2. Jak poradzić sobie z nieustannie puszącą się wierzchnią warstwą włosów kiedy nie pomagają oleje lub serum?

Nie napisałaś czy masz włosy proste czy falowane lub kręcone. Niezależnie jednak od rodzaju włosów puszą się one wtedy, kiedy są bardziej zniszczone. Najlepszą radą na puszenie są emolienty i to jak najwięcej.
Warto więc dodawać oleju do maski po myciu, wybierać szampony o bogatszych składach, ale oczywiście ciągle z delikatnymi detergentami, by jeszcze mocniej ich nie wysuszać.
Zajrzyj tutaj http://www.sophieczerymoja.com/2016/04/jak-zachowac-zdrowie-koncowek-na-duzej.html - Ola opisuje tu jak dodawać olej do masek.
Koniecznie wypróbuj nakładanie olejku po myciu - dosłownie dwie krople na początek. Najlepiej się w tym celu sprawdza olej z pestek śliwki (KLIK), kameliowy (KLIK), z żurawiny (KLIK) i inne lekkie oleje, a także masło babassu (KLIK), które u mnie dało radę nawet okiełznać odstające włoski podczas deszczowej pogody, jaką teraz mamy.
Zerknij http://www.sophieczerymoja.com/2017/07/olej-z-pestek-sliwki-najlepszy-na.html. Możesz też wypróbować "małego olejowania", jeśli nie masz cienkich włosów http://www.sophieczerymoja.com/2017/07/szybkie-mae-olejowanie-metoda.html
Po wtarciu olejku dobrze jest związać włosy na chwilę w kok czy chociaż rozczesać je porządnie i zostawić na chwilę - olej się wchłonie, a puch się wygładzi.
Z domowych sposobów możesz spróbować płukanki z szałwii, która lekko wygładza włosy oraz kompresu oliwno-miodowego. Wiele dziewczyn po nim nagle zauważa, że ich włosy jednak mają potencjał, więc warto spróbować, choć zajmuje to nieco czasu. Przepis poniżej:

1. Spróbuj naolejować włosy olejem (będzie on bazą pod naszą dokładankę. np. olej kameliowy, który jest moim ulubieńcem) Staraj się przeczesywać dokładnie pasma włosów aplikując olej. Ja w szczególności skupiam się na końcówkach gdzie zwykle dokładam pompkę oleju więcej i delikatnie wcieram palcami olej we włosy po czym znów przeczesuję. Nasze blogowe metamorfozy włosowe uwzględniają właśnie takie długie wczesywanie/wmasowywanie oleju we włosy co daje dużo lepszy efekt w moim odczuciu : )
2. Po godzinie-dwóch dołóż na włosy mieszankę np. oliwy z oliwek oraz miodu. Możesz dodać więcej oleju niż miodu, ponieważ ja mam wprawę w nakładaniu i proporcja 1:1 jest dla mnie idealna. Mieszanki zwykle robię więcej, ponieważ zważywszy na lepkość ciężko nałożyć ją na włosy dlatego włosy maczam w miseczce w której znajduje się olej i miód (dla ułatwienia można lekko podgrzać oliwę i dopiero potem dodać miodu). Włosy pokryte 'kompresem' masuję i wmasowuję coraz wyżej - zwykle zatrzymuję się na wysokości ramion by uniknąć obciążenia włosów u nasady.
3. Dla ułatwienia możesz olej zemulgować (do tego celu na przykład można użyć Kallos Color), czyli zmoczyć włosy cieplejszą wodą (takie naolejowane) i następnie nałożyć maskę na 10-15 minut bądź od razu przystąpić do zmywania oleju szamponem (może być podwójne, szampony są delikatne i nie zrobią włosom krzywdy)
4. Nałóż mocno emolientową maskę jak na przykład maskę Toskańską Planeta Organica. Świetne są również: balsam Arktyczna Róża Natura Siberica, maska z tej serii Arktyczna Róża, balsam Planeta Organica do włosów przesuszonych z olejem z rokitnika.

Jeśli masz włosy falowane lub kręcone to koniecznie spróbuj koczka skarpetkowego - po nim włosy także są gładkie, nic się nie puszy, jeśli zakręcić je suche i właśnie po wczesaniu odrobiny olejku.
http://www.sophieczerymoja.com/2017/09/tutorial-film-na-koczek-skarpetkowy.html

3. Jak zabezpieczać włosy na długości jeśli oleje i sera się nie sprawdzają?
Nie ma innej opcji na zabezpieczanie włosów niż olejki naturalne lub silikony. Nie znam jeszcze żadnej osoby, której nie pasowałaby żadna z tych opcji. Widocznie nie znalazłaś oleju albo serum, które by Ci się sprawdziło.
Albo stosujesz je nieodpowiednio, nieregularnie, niedokładnie - wtedy mogą nie działać. Może być też tak, że cała pielęgnacja jest nieodpowiednia i wtedy nie ma co oczekiwać cudów po kosmetyku, który jest tylko kropką nad i.
Z serum silikonowych polecam kupować te fryzjerskie, z wyższej półki cenowej, ponieważ niestety silikon silikonowi nie równy i kiedy stosowałam zwykłe drogeryjne sera na moje zniszczone wtedy włosy, działały jeszcze gorzej. Nie usłyszałam jeszcze od nikogo komu poleciłam, skargi na Mythic Oil, więc może spróbuj tego : )
Olejki naturalne do zabezpieczania wymieniłam już w punkcie 2.
Co jeśli nie chcesz stosować ani tego ani tego? Zostają odżywki i maski silikonowe lub odżywki bez spłukiwania.

4. Jak dbać o babyhair i im pomagać w dorastaniu jeśli mamy delikatne włosy?

Należy włosy wzmacniać zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Jeśli pojawiły się baby hair to bardzo dobry znak, jednak często są one tak słabe, że szybko wypadają. Mnie dotyczy właśnie taki problem.
Niestety nie ma na to złotego środka i warto próbować kuracji wszechstronnej: Zdrowa dieta bogata w owoce, ale głównie warzywa, zdrowe kwasy. Można pić olej np lniany czy nawet niedoceniany rzepakowy, tylko ważne, by były nierafinowane (nie Kujawski ;d )
Pomóc może także koktajl lub sok z natki pietruszki - pół dużego pęczka dziennie wystarczy. Blendujesz to z owocami lub przepuszczasz przez sokowirówkę czy wyciskarkę wolnoobrotową. Pomóc może także spożywanie glutka lnianego - maksymalnie dwie łyżki dziennie zalewasz wodą, gotujesz chwilę i jesz razem z ziarenkami.
Regularnie wcieranie wcierek, olejków na porost i taka kuracja od wewnątrz na pewno wzmocnią włosy, będą one mniej wypadać, a baby hair szybko zamienią się w długie włosy.
Z produktów najlepszych na porost i wzmocnienie: Sesa (KLIK), Khadi stymulujący (KLIK), produkty marki Floresan (KLIK), tonik Vianek (KLIK).
Bardzo skuteczna jest także mieszanka olejowa DIY, czyli olej kokosowy+olej rycynowy+olej laurowy.
Mieszasz rycynowy i kokosowy w równych proporcjach, dodajesz laurowego trochę mniej i całość wcierasz na kilka godzin przed myciem lub na całą noc.

Nasza recenzja olejków Anwen - Werbena, Mango, Marakuja. Który stał się naszym ulubionym?

Nasza recenzja olejków Anwen - Werbena, Mango, Marakuja. Który stał się naszym ulubionym?
Post o olejach Anwen był zapowiadany bardzo długo. Początkowo miał się pojawić mniej więcej po 2 miesiącach odkąd zaczęłyśmy je stosować. Powód jest oczywisty - są aż trzy wersje olejków, a na przetestowanie każdego z nich potrzeba co najmniej około 10 użyć. Po tylu aplikacjach już jesteśmy pewne jak dany produkt działa.
Kiedy opinia na temat olejów była już wyrobiona to brakowało czasu by przelać myśli i stworzyć post.
Przepraszamy zatem, że tak długo musiałyście na to czekać. Możecie być jednak pewne, że sprawdziłyśmy bardzo rzetelnie wszystkie olejki i nasza opinia to nie pierwsze wrażenie, a została wypracowana przez około 3 miesiące testów.
Początkowo wpis ten miał być podzielony na dwie części: moją i Oli. Podobnie było w przypadku Masek Anwen. Była to najlepsza opcja, by przedstawić Wam nasze, kompletnie różne, punkty widzenia. W trakcje stosowania okazało się, że nasze zdania co do olejków są praktycznie zgodne, więc nie ma sensu dzielić wpisu.

Zacznę od czarnej owcy, w której ja pokładałam duże nadzieje. Mowa o wersji do włosów niskoporowatych - "Werbena" (KLIK). Zawiera on wg. Anwen oleje: kokosowy, arganowy, babassu.
W praktyce jednak nie znajdziemy tam czystego oleju kokosowego, a Caprylic/Capric Triglyceride, czyli mieszankę kwasów tłuszczowych oleju kokosowego powstałą w wyniki procesu estryfikacji z gliceryną.
I tak jak nasze włosy kochają olej kokosowy, tak nie polubiły się z tą mieszanką. Dawno nie miałyśmy oleju, który robił by taką krzywdę - włosy były spuszone, odstawały, nie dało się ich wygładzić. Do tego stawały się szorstkie, niemiłe w dotyku. Można zapomnieć o miękkości i gładkości. Jedyny plus to mocne nabłyszczenie, które było widoczne po zastosowaniu u nas obu. I właśnie dla tego blasku próbowałam go stosować dalej, ale niestety zawiodłam się. Nie pomogło ani trzymanie olejku dłużej ani krócej - niezależnie od czasu efekt był taki sam.
Bardzo żałuję także, że olejek nie pachnie kokosem, a Werbeną, której zapachu nie lubimy - jest cytrynowy, trochę jak środek na komary, trochę jak płyn do mycia naczyń.
Podejrzewam, że gdyby mieszanka miała formę stałą dzięki czystemu olejowi kokosowemu, mogłaby przypaść nam do gustu dużo bardziej.


Wersja "Mango" do włosów średnioporowatych (KLIK) cieszy się wśród naszych Klientek największym powodzeniem. Nas także mocno ciekawiła, ponieważ zawiera oleje: migdałowy, śliwkowy, kameliowy.
Wiecie, że mamy bzika na punkcie oleju z pestek śliwki i kameliowego. Solo i w duecie działają cuda. Tego samego oczekiwałyśmy po tej mieszance.
Nasze włosy nie lubią oleju ze słodkich migdałów stosowanego samodzielnie, ale w mieszance okazał się być akceptowalny.
Tutaj przede wszystkim mamy już piękny, przyjemny zapach. Mnie kojarzy się trochę z tytułowym mango, ale także z rokitnikiem.
Olejek działa na włosy dobrze, ale nie udało nam się nigdy uzyskać za jego pomocą efektu WOW mimo wielu prób z długością trzymania. Przyjemnie odżywia, sprawia, że wyglądają lepiej niż bez niego, ale nie jest to aż tak duża różnica. Dużo lepiej nasze włosy wyglądają po oleju kameliowym lub jego mieszance ze śliwkowym. By efekt mnie zadowalał musiałam do porcji "Mango" dodać 3, 4 pompki kamelii. Wtedy pojawiło się upragnione maksymalne wygładzenie, duży blask.
Nie tuningowany nie stał się naszym ulubieńcem, ale jest na tyle udany, że bez problemu zużyjemy go do końca.


Na deser zostawiłam "Marakuję" (KLIK), która okazała się być HITEM. Wersja do włosów wysokoporowatych najlepiej się sprawdza na naszych niskoporowatych, zdrowych kosmykach. Mnie oczarowała od pierwszego użycia. Pokazywałam Wam wielokrotnie moje włosy po tym produkcie na InstaStory. Do tego piękny zapach - po pierwszym powąchaniu jest po prostu owocowy, ale w tle czuć zapach marakui.
Nieważne czy trzymam olejek tylko pół godziny czy całą noc - jestem zadowolona. Ola zazwyczaj nakładała go na całą noc.
Mieszanka składa się z oleju z kiełków pszenicy, oleju lnianego i z pestek jabłka. To idealne połączenie. Niczym nie trzeba go wzbogacać, by działało wzorowo.
Choć obawiałyśmy się go, ponieważ olej z kiełków pszenicy to nie jest najlepszy olej dla naszych włosów. Jak widać dobrze skomponowane mieszanki potrafią działać świetnie.
Po użyciu tego produktu efekt oczarował mnie od razu - włosy są przepięknie nabłyszczone, dociążone po same końce. Stają się aż cięższe, ale jednocześnie absolutnie nie są obciążone. Ten produkt stał się naszym ulubieńcem, używamy go z przyjemnością i pewnie kiedyś jeszcze do niego wrócimy. Ja zachomikowałam sobie jeszcze resztkę, by mieć na jakąś specjalną okazję, kiedy chcę by włosy wyglądały perfekcyjnie.
Polubiłam ten kosmetyk do tego stopnia, że prawie wygryzł olej kameliowy na jakiś czas.

Wszystkie olejki są bardzo wydajne i poza stosowaniem przed myciem można używać ich także do pielęgnacji ciała, twarzy czy aplikować po myciu w celu zabezpieczenia końcówek. Sama używam tak czasem "Marakui"- od razu zmiękcza kosmyki.

Stosowałyście? Który sprawdza się najlepiej? : )

Katam, nowe ziółko w farbowaniu moich włosów, efekty farbowania na włosach Moniki : )

Katam, nowe ziółko w farbowaniu moich włosów, efekty farbowania na włosach Moniki : )
O moim zafascynowaniu włosami w kolorze ciemnego fioletu (bądź z jego 'połyskiem') wiecie nie od dziś. Od zawsze zazdrościłam Sz. (naszej Czytelniczce) oraz od niedawna Judycie, które z początku otrzymywały fiolet po farbowaniu indygo. Ja od zawsze otrzymywałam czerń z niebieskim połyskiem. Dzięki indygo od Swati (KLIK) była ona wręcz granatowa. Niebieska, jak dla mnie egzotyczna czerń, którą dawało mi indygo była dla mnie świetną alternatywą, ponieważ wtenczas nie znałam innych ziół i ich możliwości. Ostatnio coraz częściej przeglądając fan page oraz bloga Pole Henny (to wszystko przez Wasze liczne sugestie z ciekawości zaczęłam zaglądać!;d) natrafiłam na taki oto post KLIK.
Była godzina pierwsza w nocy a ja miałam oczy jak pięciozłotówki ;3 Przeszłam więc na bloga 'piękności w kolorze oberżyny' by poczytać więcej i obejrzeć dodatkowe zdjęcia: http://lesplantescestlavie.com/cheveux/mon-henne-aux-reflets-violine/.

Moje podniecenie jak zwykle osłabiła, a wręcz oziębiła do granic możliwości Monika, która po paru dniach doczytała u Pole Henny, że Red Kamala, którą się zachwycałam miała w sobie barwniki, które 'wzmacniały' kolor. Sama Pani Urszula miała względem tego podejrzenia i sprawa miała zostać wyjaśniona. Po pewnym czasie z kolei na naszym fan page'u odezwała się Daniela, która zapytała czy znamy może ziółko co zowie się katam (katam miał dawać brązy a zainteresowałam się nim bardziej ponieważ dodała, że można go rozjaśniać chemicznie). Hm, zaczęłam zatem szperać po internecie i znalazłam katam w sklepie (na stronie produktu było napisane, że daje fioletowe odcienie i tym mnie kupił... a raczej ja jego!) - z wielkim trudem, ale znalazłam! Produkt można było zarezerwować, ponieważ wtenczas był niedostępny, więc nie bacząc na koszty przesyłki za pobraniem (prawie 26 zł) wrzuciłam katam do koszyka.
Nie wiem czy należycie do osób, które recenzji i opinii szukają PRZED zakupem, ponieważ ja stanowczo należę do tej drugiej grupy, która PO zakupieniu jakieś nowości zaczyna wywracać cały internet do góry nogami i w efekcie zwykle nie mogę doczekać się przesyłki jeszcze bardziej.


Chciałam wiedzieć jak użyć katam by zobaczyć chociaż cień fioletu po zafarbowaniu włosów i w efekcie trafiłam na tego bloga: https://www.beautiliciousdelights.com/blogs/news/dark-purple-hair-blue-black-hair-or-jet-black-hair-using-katam-or-indigo-powder
Przeczytałam całego posta a z rozpiski, którą zamieściła Autorka bloga zrozumiałam, że z katamem należy postąpić podobnie jak z indygo. Na początku w pierwszym etapie nałożyć czystą hennę a w drugim zaś rozrobić katam. Bóg dobry wie, dlaczego w efekcie rozmieszałam czystą hennę, którą odstawiłam na noc by na drugim dzień rozrobić katam i połączyć ze sobą dwie mazie. Nie miałam tego w planach, no ale... stało się. Efekt JAKIŚ był, ale przy następnym farbowaniu zamierzam zrobić je dwuetapowo.

Zanim zafarbowałam włosy zrobiłam eksperyment, żeby wiedzieć czego mniej/więcej mogę się spodziewać.

Posłużyły mi do tego włosy Moniki zebrane ze szczotki. U mnie ciężko byłoby dostrzec jakiś efekt a chciałam zobaczyć pierwszą odsłonę możliwości katam (buxus dioica) : )
Katam rozrobiłam jedynie w letniej wodzie, a tak prezentował się tuż po rozrobieniu. Zobaczcie również pasemko Moniki przed zafarbowaniem katam:


Nie mogłam się powstrzymać by co jakiś czas nie zaglądać co dzieje się z mieszanką i wyobraźcie sobie moją minę, kiedy moim oczom ukazał się ten widok! Po 40 minut od zostawienia mieszanki w świętym spokoju:


Tuż przed spłukaniem, po 3 godzinach:


Miseczka po wypłukaniu katam
:


Efekt kolorystyczny, który uzyskałam na pasemku Moniki:


Na drugi dzień po farbowaniu:


Jak możecie zobaczyć na zdjęciach wyszedł piękny, czekoladowy, jak dla mnie, brąz. Ja na żywo (choć na zdjęciach i tak widać moim zdaniem, niestety światło było już nie korzystne. Dni są coraz krótsze ;c) dostrzegłam miejscami lekką zieleń, ale przecież nie można oceniać koloru zaraz po farbowaniu i musimy poczekać aż kolor się utleni... i utlenił się. Do najpiękniejszego koloru (już na 3 dzień zaczął przybierać głęboki, purpurowy odcień a kolejne 3 dni pogłębiły efekt) pod słońcem czyli brązu przetykanego fioletem w którym absolutnie się zakochałam i już suszyłam Monice głowę co by się stało gdyby nałożyła na włosy katam ;d Ciężko uchwycić piękno tego koloru na tak małym pasemku włosów. Na żywo wierzcie mi, wygląda przepięknie.


Robiłam z katam jeszcze jeden eksperyment, którego nie udokumentowałam. Odstawiłam zakwaszoną cassię na 4 godziny po czym rozmieszałam katam (wszystko w proporcji 1:1) i nałożyłam na kolejne pasemko Moniki ;d Po paru dniach otrzymałam jasny brąz, który jest brązem i nie przeszedł w ogóle w fiolet : ) Na pewno będziemy robić inne testy do czego jeszcze katam jest zdolny : )

Jutro pojawi się post o olejach Anwen! : ) Aria - dla Ciebie Kochana! ;* Z czasem mam nadzieję, że i na moich włosach (w słońcu) zacznę dostrzegać różnicę : )

Włosowa metamorfoza w 3 godziny naszej czytelniczki Magdy

Włosowa metamorfoza w 3 godziny naszej czytelniczki Magdy
Magda napisała do nas już kilka tygodni temu. Początkowo miałyśmy się spotkać tylko na konsultacje, ale tydzień przed umówionym spotkaniem zaproponowałyśmy jej szybką metamorfozę. Przyznam, że uwielbiamy to robić i ucieszyłyśmy się, gdy się zgodziła.
Madzia o swoich problemach włosowych napisała nam tak:
"Niedawny post z metamorfozą tak mnie zachwycił, że nie potrafię się doczekać! <3 Zosia ma podobne (chyba) do mnie włosy, zbliżony kolor włosów i zapotrzebowania. Walczę z puchem pojawiającym się po umyciu włosów (pomimo częstego olejowania). Z regularnością stosowania odżywek niestety u mnie już gorzej... A co najbardziej mnie dręczy to dość częste przetłuszczanie i przyklap przy skalpie, zawsze śpię w koczku ślimaku, ale efekt jest na 5 minut od rozpuszczenia :(. Chyba u mnie nie obejdzie się bez środków do stylizacji, albo stylizacja na gorąco :(... Niestety b. niekorzystnie dla zdrowa włosów. Marzą mi się loki Oli, z kolei kolorystycznie bliżej mi do Moniki <3."
Zdjęcia włosów Madzi przed:


Włosy naszej Bohaterki są długie, pojedynczy włos jest przeciętnej grubości, za to gęstości można jej pozazdrościć. Już na pierwszy rzut oka mogłyśmy ocenić, że mają w sobie potencjał i oczami wyobraźni widziałyśmy efekt końcowy.
Kolor jest naturalny, nie farbowany. Jakiś czas temu Madzia wykonywała farbowanie Cassią, ale teraz kolor był już wypłukany i w 100% naturalny.
Po zabiegach, które zafundowałyśmy włoskom kolor odżył i zyskał zupełnie nowy odcień. Niesamowite jest to, jak pielęgnacja potrafi wydobyć z włosów kolor. Podobna sytuacja pojawiła się u Magdy (http://www.sophieczerymoja.com/2017/02/wosowa-metamorfoza-jednego-dnia-magdy.html), Ani (http://www.sophieczerymoja.com/2017/05/niedziela-dla-wosow-wosowa-metamorfoza.html) i Zosi (http://www.sophieczerymoja.com/2017/08/wosowa-metamorfoza-w-3-godziny-naszej.html) - kolory włosów przed i po różniły się znacząco.

Chcemy Was przekonywać za każdym razem, że nie potrzeba tony silikonów, odżywek z silikonami, by pomóc włosom już po kilku godzinach wyglądać zupełnie inaczej. Do naszych metamorfoz nie używamy produktów silikonowych, byście mogły zobaczyć efekt po odpowiednio zastosowanych kosmetykach naturalnych, a nie chwilową przemianę po oblepieniu silikonami.
W tej sytuacji miałyśmy tylko około 3 godziny na cały zabieg. Poprosiłyśmy więc Madzię by oczyściła włosy dwukrotnie szamponem z SLS już w domu i nie nakładała nic więcej.
Dzięki temu nie musiałyśmy tracić czasu na mycie, a także mogłyśmy dobrze ocenić stan włosów.
Na włosy nałożyłyśmy olej kameliowy (KLIK) i przez prawie 40 minut 'wczesywałyśmy' go we włosy. W praktyce oznaczało to, że Ola czesała piękne włosy, bo jest to jej małe hobby ;d


Czas mijał bardzo szybko przy pysznej kawce i przyszła pora zmyć olej. Wykorzystałyśmy do tego celu mydełko cedrowe (KLIK) i dwukrotnie umyłam włosy, bo dobrze zmyć olej. Magda zwierzyła się nam, że nie potrafi delikatnie umyć włosów, zawsze je szarpie i przez to są poplątane. Moim celem było pokazanie jej, że można skutecznie, ale delikatnie zmyć z włosów olej. Obiecała, że się poprawi, więc trzymamy za słowo : )
Postawiłyśmy na dwuetapowe maskowanie - pierwsza maska nawilżająca Omia z lnem (KLIK) na dosłownie 3 minuty i po spłukaniu mieszanka maski Toskańskiej (KLIK) z 3 pompkami oleju kameliowego (KLIK). Tutaj już zawinęłyśmy włosy w reklamówkę i podgrzewałyśmy je suszarką przez 10 minut. Maski było dużo i wręcz nią ociekały, ale jak widać kosmyki tego potrzebowały, bo produkt wręcz wypiły.
Spłukałyśmy i po odsączeniu rozpoczęło się rozczesywanie. Włosy były tak miękkie, że rozczesywały się praktycznie same. Wysuszyłyśmy je suszarką z chłodnym nawiewem i kiedy były już suche w 75% Ola zaaplikowała na nie pompkę oleju kameliowego dokładnie roztartego w dłoniach. Wydawać by się mogło, że to dużo, ale kiedy były już prawie suche, dołożyła jeszcze jedną pompkę i dosuszyłyśmy do końca.


Włosy były bardzo mięciutkie, lejące i nabrały lustrzanego blasku. Pomimo zachmurzenia, wiatru i deszczu widać było, jak lśnią
.


Największe wrażenie zrobiły na nas wszystkich jednak po koczku skarpetkowym KLIK. Trzymałyśmy go tylko przez kwadrans, z czego przez 10 minut był podgrzewany suszarką, a przed 5 minut stygł. Objętość jaka się pojawiła i mięsistość, miękkość fal były przepiękne. Włosy wyglądały bezapelacyjnie cudownie, a sama ich właścicielka była bardzo zadowolona. Ciągle ich dotykała i nie mogła wyjść z podziwu. My same aż zaklęłyśmy, kiedy rozpuszczałyśmy koczek.


Koczek niestety był trzymany za krótko, by skręt był trwały i po jakimś czasie fryzura się rozprostowała.

Na zakończenie wrzucam fragmenty z maila od Madzi. Dla takich słów i takich wiadomości warto robić swoje : )
"Nie wiem zupełnie co mam napisać! Wbrew temu co mówiłyście, że przy moich włosach nie ma co robić - EFEKT WOW jest i ja na prawdę nigdy nie miałam TAKICH włosów, Naprawdę! (...) Ja nie mogłam przestać ich dotykać w aucie <3 i czułam jakbym nie swoich włosów dotykała albo wyszła od fryzjera. Loki tak jak mówiłam się rozprostowały się dość szybko, ale tafla "prawie jak Moniki" została (z naciskiem na prawie, bo jednak ta tafla Moniki jest niedościgniona:P).
Dziękuję Wam na prawdę z całego serca za SPA dla włosów, za porady, które będę starała się wdrożyć, za przepyszną kawę i ciacha! oraz za pogaduchy i przede wszystkim za motywację, bo teraz wiem, że moje włosy mogą wyglądać dobrze jak się do tego przyłożę. Naprawdę moje włosy wyglądają nijako na co dzień i dzisiejsza zmiana jest b. zauważalna :)!"

Kochana, było nam bardzo miło Cię poznać i spędzić razem czas. Dziękujemy serdecznie.


Tutorial (film) na koczek skarpetkowy, którym uzyskujemy piękne, grube fale

Tutorial (film) na koczek skarpetkowy, którym uzyskujemy piękne, grube fale
Pytań o koczek skarpetkowy pojawia się mnóstwo. Pomimo tego, że zawsze chętnie odpowiadamy na Wasze pytania i nie ukrywamy źródła inspiracji KLIK jakim był filmik na Youtube, to za parę dni znów ktoś zadaje to pytanie.
Prośby o tutorial z koczkiem pojawiały się także na naszej grupie "Czas na włosy" KLIK, do której serdecznie zapraszamy.
Zmotywowałyśmy się więc i przysiadłyśmy by spełnić te prośby. Początkowo chciałyśmy przedstawić to w formie zdjęć, ale zapewne znów pojawiałyby się pytania, jak to jest zrobione ;d
Nagrałyśmy więc krótki filmik, na którym widać wszystko krok po kroku. Możecie także zobaczyć, jak koczek się rozwija, jeśli ktoś miałby wątpliwości.


Dobrze zrobiony nie sprawia problemów przy ściąganiu, nic nie ciągnie, nie wyrywa się włosów. Loki są luźne, ale gładkie, ujarzmione aż po same końce. Nie ma mowy o puszeniu.

By otrzymać 'loki idealne' włosy należy przed zawinięciem w skarpetę bardzo dokładnie rozczesać. Następnie robimy wysokiego kucyka, który dodatkowo nada zachwycającej objętości fryzurze. Przeciągamy przez kucyk skarpetę i dzielimy włosy na dwie sekcje. Podczas przeciągania sekcji możecie zauważyć, że każdą dokładnie przeczesuję by nic nie odstawało i zawinęło się gładko. Ja lubię 'unieruchomić' koczka klamrą z filmiku, służy mi już kilka dobrych lat. Kiedy muszę wyjść z domu w koczku przypinam go wsuwkami (włosy z racji długiego pobytu (nocna pora) w zawiniętej pozycji są jakby 'nieruchome' i lepiej współpracują ze wsuwkami).
Mamy nadzieję, że teraz już wszystko będzie jasne ; )

Tutaj włosy Moniki jedynie po godzinie w koczku, który zrobiłyśmy robiąc dla Was tutorial ; )


Podsumowanie efektów zapuszczania (trzeci miesiąc). Efekty w zdjęciach Wasze oraz nasze : )

Podsumowanie efektów zapuszczania (trzeci miesiąc). Efekty w zdjęciach Wasze oraz nasze : )
W tym miesiącu lekko z poślizgiem dodajemy Podsumowanie Akcji Zapuszczania. Ze względu na bardzo dużą ilość pracy zarówno w sklepie, jak i nad sprawami związanymi z blogiem, brakło nam czasu na napisanie kilku planowanych już od dawna postów. Serdecznie Was za to przepraszamy, ale niestety doba ma tylko 24 godziny.
Obiecujemy, że będziemy się starać jak najlepiej wykonywać swoją pracę : )
Efekty mojego zapuszczania w ubiegłym miesiącu są dość przeciętne, ale z produktów, które stosowałam jestem bardzo zadowolona. Nie żebym się nie przykładała, bo wręcz przeciwnie. Wcierałam systematycznie przez całą końcówkę sierpnia serum do włosów przetłuszczających EcoLab (KLIK), o której więcej pisałam w poprzednim miesiącu (KLIK). Zdania na jej temat nie zmieniłam:
- nie przyśpiesza przetłuszczania
- nie obciążała zastosowana na czyste włosy po myciu
- włosy nie wypadały w większej ilości
- porost był minimalnie przyśpieszony
- pojawiały się malutkie baby hair
Podsumowując obydwie wcierki EcoLab działają bez zarzutu i są praktycznie sobie równe. Po obydwu efekt był taki sam, obydwie nie przetłuszczały mi skóry głowy mocniej, co bardzo ważne. Póki co udało mi się uniknąć wzmożonego wypadania włosów, co też przypisuję między innymi tym kosmetykom.
Po koniec sierpnia udało nam się zamówić do sklepu kosmetyki marki Floresan, które przeznaczone są do włosów mocno wypadających, w sytuacjach, kiedy dotyka nas problem 'gubienia włosów'.
Składy są fenomenalne, a cała linia to dwie wcierki (KLIK), olejek (KLIK) oraz maska rozgrzewająca (KLIK). Kusiły wszystkie, ale ostatecznie na początek zdecydowałam się na Koncentrat dzień-noc (KLIK).
Pierwsze użycie na włosy suche kilka godzin po myciu skończyły się katastrofą. Włosy stały się ulizane, tłuste i nadawały się tylko do mycia. Grzywka była posklejana, a całość wyglądała jakbym się nie myła przez tydzień. Dobrze, że był wieczór więc poszłam spać. Rano było minimalnie lepiej. Mogłam bez większego zażenowania wyjść z psem na spacer, ale marzyłam o tym, by jak najszybciej po powrocie umyć włosy. Pomimo, że część tej tłustości znikła to zostało takie ulizanie, posklejanie.
Wtedy myślałam, że wcierka ta nadaje się do stosowania tylko i wyłącznie przed myciem włosów. Jak dobrze, że dałam jej kolejną szansę ;d
Spróbowałam zaaplikować ją po myciu, zaraz na mokrą skórę głowy. Z niecierpliwością czekałam, aż wyschnie, by rzucać przekleństwami, ale nic takiego się nie wydarzyło. Wcierka idealnie wchłonęła się w skórę, nie była w ogóle odczuwalna. Przyznam, że nałożyłam jej sporo, bo i tak miałam w planie zostać w domu. Od tamtej pory już bez obaw stosowałam ją po każdym myciu, czyli średnio co dwa dni. Po kilku użyciach byłam przekonana, że nie będzie to wydajny produkt, ale wystarczył mi aż do teraz i starczy jeszcze spokojnie na tydzień lub dłużej. Miesiąc kuracji mamy więc zapewniony, a to już według mnie dobra wydajność.
Odkąd stosuję Koncentrat w dalszym ciągu nie wypadają mi włosy, porost przyśpieszył, ale dopiero niedawno. Na początku stosowania nie widziałam żadnego przyśpieszonego porostu, ale od półtora tygodnia włosy wystrzeliły i nagle przysłowiowo z dnia na dzień pojawił mi się odrost. Z przyjemnością zużyję go do końca i będę polecać do wypróbowania, bo stosunek cena/wydajność/działanie jest bardzo korzystna.


W składzie ekstrakt z korzenia łopianu, wyciąg z szyszek chmielu, ekstrakt z ostrej papryki, ekstrakt z pokrzywy, gliceryna, lanolina, panthenol, ekstrakt z igieł jodły syberyjskiej.
Nie mogłam się już powstrzymać i zanim zdenkowałam ten produkt, już sięgnęłam po kolejny Floresan (dokładnie TEN). Tym razem jest to rozgrzewająca maska do stosowania przed myciem. Na razie jestem po dwóch użyciach i mogę powiedzieć, że będzie wydajna, ponieważ ma aż 450 ml, przyjemna w stosowaniu, zapach ma nienachalny i łatwo się wypłukuje.

M.

Ola:
Ja i moje włosy powinnyśmy być na szarym końcu. Już nie przez wzgląd na standardowy przyrost (a może nawet poniżej 1 cm sądząc po odroście?...), ale przez fakt, że moja Akcja zapuszczania przerodziła się definitywnie w Akcję ZAGĘSZCZANIA. Oczywiście dalej będę dodawać swoje wyniki względem przyrostu, a w końcu jedno łączy się z drugim (większość rzeczy na porost daje nam baby hair i odwrotnie). Muszę się pożalić, że przez ostatni miesiąc wypadła mi 1/3 włosów jak nie więcej. Planuję osobny post na ten temat, zrobiłam nawet zdjęcie włosów zebranych ze szczotki po dwukrotnym czesaniu byście mogły zobaczyć jaką ilość włosów zgubiłam (mam wrażenie, że się przerazicie). Będzie to post dla ludzi o mocnych nerwach ;d bo choć staram się do tego podejść na spokojnie, to uwierzcie, że jest mi po prostu bardzo smutno. Tak wielkie wypadanie dotknęło mnie dwa lata temu - podobna sytuacja: Skontrolowana krew pod różnymi kątami (zważywszy na inną przypadłość musiałam się skontrolować), samopoczucie w porządku (oprócz, fakt, sporego stresu...), żadnych przebytych dotychczas chorób i co za tym idzie lekarstw. Wypracowałam sobie zatem plan działania, który jest w fazie testów a chciałabym bardzo móc opisać Wam co dobrze się sprawdza na chwilę obecną także spodziewajcie się posta na ten temat i wielkich, ogromnych żali - będę musiała sobie ulżyć. Niestety. Nie mam czym 'szastać' na chwilę obecną, więc muszę każdy produkt dobierać z rozwagą.
Nie wiem, czy nie będę musiała podciąć włosów więcej niż planowałam, ponieważ już dostrzegam przerzedzenie włosów na długości szczególnie na końcach. No ale... o tym nie dzisiaj.
W tym miesiącu w dalszym ciągu piłam olej z czarnuszki. Zakupiłam nawet butlę 500 ml, którą piłam do końca zeszłego miesiąca. W tym miesiącu olej porzuciłam, ponieważ efektów nie widziałam żadnych, najmniejszych. Oleju zostało w lodówce oczywiście, więc zużyję go do olejowania tego co mi zostało (haha). Przyznam, że wolałam poprzednią wersję oleju z czarnuszki, którą pokazywałam Wam TUTAJ. Mój aktualny olej jest marki Ol'Vita i nie smyrał już tak fajnie w gardło (jak również nie smakował) jak poprzednik. Tak jak pisałam w podsumowaniu drugiego miesiąca zapuszczania olej próbowałam wcierać w skórę głowy (czasowo wypadało różnie - czasem godzina przed myciem, czasem na parę godzin, zdarzyło się również parę razy olejowanie całonocne). Po dwóch tygodniach stwierdziłam (olej wcierałam jakieś 3-4 razy w tygodniu by nie przesadzać), że olej zamiast pomagać wzmaga i tak duże wypadanie i zarzuciłam jego wcieranie. Wciąż jednak przyjmowałam go doustnie.

Zdjęcia, które zrobiłyśmy końcem zeszłego miesiąca. Dodatkowo zaliczyły Bad Hair Day, ponieważ naprawdę wybitnie nie polubiły się z olejkiem Werbena. Na zdjęciach tego oczywiście nie widać, ale nawet Monika stwierdziła, że w dotyku są bardziej szorstkie niż zazwyczaj oraz były jakby 'czymś obklejone' i to niestety tak bardzo niepozytywnie. Aż drżę co pokażę za dwa tygodnie (względem objętości na zdjęciach) ;D:


Wasze efekty : ) Dla porównania ile urosły włosy Dziewczyn (dziękujemy Wam bardzo za aktywność!) zajrzycie w TEGO posta:

1. Kinga : )
Widzimy przyrost - jest spory! Kinga zawstydza nas swoim przyrostem każdego miesiąca ;o Jej włosy są stworzone do podziwiania : )

"Przesyłam zdjęcie moich włosów we wrześniu. Przyrost w tym miesiącu nie jest bardzo widoczny,ale wydaje mi się że coś tam jednak urosły.  Poza moją  podstawową pielęgnacją w tym miesiącu będę stosować wcierkę Ecolab i kontynuować mycie włosów szamponem Seboradin. :)"


2. Mona : ) Eh, Kochana teraz patrzę na Twoje gęściutkie włosy z jeszcze większą 'zazdrością' :c Pozytywną oczywiście ;*

"Przesyłam efekty mojego zapuszczania w lipcu:

Wewnętrznie:
- biotyna 5mg
- dużo słonecznika i sezamu w diecie

Na skórę głowy:
- wcierka Ecolab do wlosow suchych codziennie plus masaż 5 minut
- olej kokosowy z wyciągiem amli Vatika na noc przed myciem ( dwa razy w tygodniu ) pluis masaz 10 minut
- maska drożdżowa Agafii z dodatkiem bhringraj i spiruliny, co mycie ( dwa razy w tygodniu )

Na długości:
-olejowane na noc na krem aloesowy lub masło do ciała isana olejem migdałowym lub oliwa z oliwek
- szampon Ecolab wzmacniający,  co dwa tygodnie oczyszczanie czarnym syberyjskim mydłem Agafii
- co dwa tygodnie peeling za pomocą korundu
-maski:
*Organic Shop jaśminowa z dodatkiem spiruliny, kwasu hialuronowego i olejku kameliowego ( spirulina za każdym razem działa cuda i GHD gwarantowany )
*Planeta Organica maska tajska
*Anwen maska do włosów średnioporowatych ( raz użyta i w przeciwieństwie do tej do niskoporowatych kompletnie się nie sprawdziła )
* Karelia Oblephika
*Fitokosmetyk

Płukanki
:
- lniana z szałwią lub rozmarynem

Zabezpieczanie końcówek:
-kwas hialuronowy z olejkiem żurawinowym i serum Mythic oil

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wszystkie dążące do wymarzonej długości.
"


3. Sz. : )
Nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic więcej poza - Co za P R Z Y R O S T! :o Sz. Kochana, jest pięknie <3

"Hej,
Zgodnie z założeniami wcierka z Orientany w połączeniu z moją mini-akcją "mocne włosy" zdziałały cuda.
W tym miesiącu z dumą prezentuję Wam przyrost.

Wg moich pomiarów - nie dbam o to, jak poprawnie się mierzy z opisów w sieci. Ja mierzę od czubka głowy do najdłuższego pasma, w tym miesiącu jest 70cm i ten pomiar będzie dla mnie wyjściowy (nawet jeśli nie jest to 70 według właściwych pomiarów). Na szczęście długość zgadza się ze schematami z sieci "70cm-28cali, włosy falowane" tego typu:

https://static.wixstatic.com/media/746b30_d54ff28c5b0a4e70a94d409c5d85e70f~mv2.jpg/v1/fill/w_720,h_550,al_c,lg_1,q_85/746b30_d54ff28c5b0a4e70a94d409c5d85e70f~mv2.jpg

Dołączam też siwy odrost czy raczej "siwodrost" przy obecnym przyroście (tuż przed wczorajszym hennowaniem), co lepiej obrazuje sytuację.


Użyte preparaty:
- Standard Szyszki*
- wcierka z Orientany
- dodatkowe olejowanie końcówek: olej śliwkowy
- jałowcowa maska od Agafii przeciw wypadaniu
- balsam sesa na wzmocnienie i blask (też wcierany w skórę głowy)
- zapomniane przeze mnie wcześniej szampon i maska z szungitem

Obserwacje:
- wcierka z Orientany nigdy mnie nie zawiodła (oczywiście stosując zasadę 3 tygodnie+1 tydzień przerwy); brakowało mi takiego spektakularnego przyrostu od dawna - to tak dla tych, co twierdzą, że długie włosy rosną wolniej czy coś..
- maska jałowcowa sprawiła, że jedyne włosy, które mi wypadają, to te na szczotce z dzika; dla mnie to ogromne wydarzenie, bo wcześniej miałam w domu dywany z włosów

Plany na wrzesień:
- będę kontynuować kurację wcierką z Orientany
- wprowadzę więcej szamponu i maski z szungitem (idealne przeciw wypadaniu)
- chyba rozpocznę akcję anty-splątaniową, która, mam nadzieję, zniweluje fale i sypkość
- dodam, że naturalnie nie mam fal, ale spanie w warkoczu sprawiło, że zagościły u mnie teraz na stałe, będę więc myśleć o nowym systemie upięcia do spania.
"
*Czym jest standard Szyszki? : ) "Standard Szyszki" czyli sesa (na parę godzin raz w miesiącu), olejowanie: anyż, mięta, len Babuszki Agafii (co tydzień), szampon oczyszczający Planeta Organica, szampon jajeczny Agafii; odżywki: Natura Siberica z efektem laminowania, jajczna Agafii, codziennie na końcówki Mythic Oil - to wszystko będę właśnie nazywać "Standard Szyszki"

4. Agnieszka ;* Loczki coraz dłuższe! ;*

"Hej Dziewczyny,

to moje włosy w sierpniu. Oprócz standardu (olejowanie, maski, etc.) stosowałam serum na porost włosów Agafii. Poza tym pije olej z ostropestu i herbatę z pokrzywy.
"