Popularne posty

Jak całkowitym przypadkiem zafarbowałam włosy na przepiękny rudy kolor

Jak całkowitym przypadkiem zafarbowałam włosy na przepiękny rudy kolor
Od mojego ostatniego farbowania minęło ponad dwa miesiące, a ja przyznam, że jakoś wypadłam z rytmu hennowania.
O ile nałożenie farby na odrosty nie stanowi dla mnie większego wyzwania, tak już do rozmieszania ziół, nakładania i siedzenia z nimi potrzebowałam zachęty.
Dobrze, że wspomogła mnie Ola i pomogła odwalić całą brudną robotę. Rozmieszałyśmy razem ziółka, Ola mnie ufarbowała, a mnie pozostało posprzątać po całym przedsięwzięciu i wysiedzieć z mieszanką na głowie kilka godzin.
Taka pomocna dłoń i motywacja są bezcenne. Po tylu latach z henną i innymi ziołami czasem chęci jakoś opuszczają. Zawsze jednak kiedy już spłuczę włosy i widzę piękny kolor, blask i grubość żałuję, że tak długo z tym zwlekałam ;d
Powiedzcie, że też czasem macie dość hennowania! ; )

farbowanie henną Orientana
henna Orientana
henna Orientana

Kolor moich włosów na długości przed farbowaniem:



Moja mieszanka ziołowa 



Nie miałam tym razem zaplanowanego żadnego koloru. Wiedziałam tylko, że nie chcę by był ciemniejszy niż wcześniejszy. Dobrze by było, żeby wyszło jak najbardziej rudo, bez mahoniowych i czerwonych tonów, bo na lato jak najbardziej lubię jaśniejsze i mocniejsze kolory.
Jedną z niewielu marek ziół, których nie używałam była Orientana (KLIK). Padło więc na tą firmę, z czystej ciekawości.
Kiedyś, półtora roku temu robiłam próbki tej henny w kolorze "Mahoniowa Czerwień" na włosach moich i mojego męża.
Na moich ówcześnie czerwonych włosach henna ta dała rudy kolor, a blond pasemko przybrało kolor marchewkowy.
W tamtym czasie po internecie krążyły opinie, że henna z Orientany daje czerwony kolor. Moje testy zaprzeczyły temu, ale były to tylko te dwie próby, więc oczywiście może przy innym przepisie dałaby inny efekt.
Nie obawiałam się więc ciemnego koloru i dziwnego efektu znając mniej więcej efekty, jakie osiągnęłam wcześniej na próbkach.
By dodatkowo zapobiec ciemnieniu koloru dorzuciłam część cassii od Erbe di Janas (KLIK).

Ostatecznie mieszanka składała się z:

- 150 gram Henny Orientana "Mahoniowa czerwień" KLIK
- 100 gram Cassi Erbe di Janas KLIK

Zioła zalałam razem w szklanej misce mocno ciepłą wodą z dodatkiem łyżeczki soku z cytryny i odstawiłam w ciepłe miejsce na jakąś godzinę.
W tym czasie ufarbowałyśmy odrosty farbą chemiczną oraz nałożyłyśmy na włosy od ucha w dół mieszankę maski z kwasem jabłkowym. Zależało mi by wyrównać różnicę koloru między górą a dołem włosów, ponieważ dół był nieco ciemniejszy. Po pół godzinie umyłam włosy mydłem Fratti (KLIK), które zawiera SLS.
Przed samym nałożeniem ziół dodałam 2 łyżki syropu z agawy, by poprawić nawilżające właściwości.
Z ziołami na głowie spędziłam 3 godziny. Planowałam trzymać je krócej, ale zagapiłam się i nie miałam czasu wcześniej iść się umyć.


Efekt po farbowaniu 



Efekt zaskoczył mnie bardzo i nie tego się spodziewałam ;d Po spłukaniu włosów i umyciu szamponem oraz nałożeniem odżywki ujrzałam rudy czub głowy spod ręcznika. Kiedy okazało się, że całe moje włosy są w takim kolorze byłam nieco zdziwiona.
Włosy nabrały pięknego, marchewkowego odcienia, kolor jest wyrównany i równomierny.
Pomimo swojej intensywności wygląda naturalnie i bardzo mi pasuje.
Dzięki nałożeniu kwasu jabłkowego kolor troszkę się rozjaśnił i ładniej stopił w górą włosów.

henna Orientana
blog o hennie
hennowanie włosów
długie rude włosy
henna Orientana

M.

Wspólna Akcja Zagęszczania Włosów, Maj

Wspólna Akcja Zagęszczania Włosów, Maj
Na początek przyjmijcie moje najszczersze przeprosiny, że post o podsumowaniu Akcji Zagęszczania za miesiąc maj pojawia się tak późno. Przyznam, że przez urlop po prostu wyleciało mi to z głowy a potem pojawiły się inne rzeczy, priorytetowe do zrobienia (zawirowania ze zdrowiem również) i po prostu mi umknęło. Pamiętajcie jednak, że bardzo doceniamy, że poświęcacie nam czas na wysłanie maila! Dziękujemy!

Tak jak wspomniałam w końcówce maja (a kontynuowałam również w czerwcu) przyjmowałam antybiotyk niestety praktycznie jeden na drugim (tydzień odstępu zaledwie), bo niestety nie było innego wyjścia. Aktualnie włosy wypadają nieco bardziej, ale pracuję nad tym. W maju przyjmowałam Hairvity i już zakupiłam sobie kolejne opakowanie by w dalszym ciągu kontynuować kurację (chciałabym by trwała minimum przez 3 miesiące, ponieważ jestem ciekawa efektów). Nie mam na szczęście żadnych rewolucji żołądkowych po Hairvity, ale trzeba przyznać, że mnie mało co rusza. Dodatkowo kiedy czytałam recenzje w internecie, nie mogłam zrozumieć o co chodzi, że kapsułki brzydko pachną i ciężko je połknąć. No nic, po kuracji Duomoxem chyba nic nie jest w stanie być trudniejsze do połknięcia ;d W maju wcierałam w dalszym ciągu serum pobudzające włosy do wzrostu Bionigree i szczerze mówiąc w czerwcu przerzuciłam się na inną wcierkę przed myciem, ponieważ Bionigree nie spełniło moich oczekiwań, chociaż jak wiece w przypadku Moniki sprawdziło się super ; ) Jak widzicie po zdjęciach w dalszym ciągu nie ma się czym chwalić, ale nie poddaję się i w produkcie, który stosuję aktualnie pokładam duże nadzieje. Zdradzę Wam, że to produkt, który mogłyście znaleźć w czerwcowym Włosboxie (korzystając z okazji zachęcamy Wam do zakupu Włosboxa w przedsprzedaży, edycja sierpniowa, gdzie możecie wybrać dodatkowy 6 produkt same, więcej info TUTAJ) i pewnie przeciągnę kurację nim na następny miesiąc by dać mu pole do popisu. Już widzę jakiś efekt, ponieważ COŚ zaczęło 'kiełkować' i motywuje mnie to do dalszego wcierania! : ) Produkt, który używam ma moją ulubioną, olejową formułę. Patrząc na zdjęcia poniżej, nie wiem czy to kwestia ułożenia włosów (zawsze naciągam je z podobną siłą by uwidocznić zakola), ale mam wrażenie, że zakola po lewej są jakby nieco mniejsze?


1. Paulina ;3

"Stan na początek czerwca:

Używałam wcierki Banfi na zmianę z Sesą (co 2 weekend), by wzmocnić i podhodować istniejące już babyhairy na mojej głowie, i powiem Ci, że się udało! Piłam również pokrzywę, zaczęłam odrobinę lepiej się odżywiać i regularnie masować skórę głowy. Obecnie siedzę specjalnie w warkoczy francuskim, by poczekać aż sterczące małolaty ukażą swe oblicze, i czym prędzej doślę zdjęcie.

Zakola jakie były takie są, ale spodziewałam się, że będą najtrudniejszą częścią do zagęszczenia. Dodatkowo jutro wybieram się do fryzjerki, by pozbyć się od 5 do 7 centymetrów włosów. Sporo, ale stwierdziłam że nie ma co ścinać po 1-2 centymetrach co miesiąc, skoro młodsze włosy nie dorosną magicznie do długości, a tymczasem zauważam zniszczenia wyżej niż ostatnie dwa centymetry końcówek.

Bardzo pomógł mi olej kameliowy, włosy w końcu zyskały sypkość i miękkość, nieważne jakiejkolwiek maski czy odżywki bym nie użyła. Prościej i delikatniej się teraz rozczesują, także końcówki na tym aż tak nie cierpią.

W czerwcu wykańczam czym prędzej resztki Banfi oraz zamierzam wcierać kozieradkę, na tyle na ile pozwoli mi tryb mycia włosów. Może pokuszę się o zrobienie maski do skóry głowy z pasty z kozieradki, jeśli uda mi się wykonać ją choć 2 razy to w kolejnym mailu chętnie podzielę się przepisem. :) Więcej olejowania i maskowania, a najwięcej masażu skóry głowy i zdrowego odżywiania, bo nauczyłam się na własnych błędach, że to właśnie są kluczowe rzeczy, a nie rodzaj produktu do wcierania.

Zdjęcia:
1. Po zdjęciu gumki z warkocza
2. Po rozczesaniu palcami (tak też zazwyczaj wyglądają moje włosy na codzień, strączkowanie się wzmaga efekt cienkich końcówek)
3. Rozczesane

Oraz próba uchwycenia mojego zakola. Zdjęcia nie wyglądają najlepiej, ale imitują to, co obserwuję na codzień."


2. Julia

"Cześć dziewczyny!

Poniżej przesyłam Wam mój majowy raport! :D
W maju udało mi się wybrać do fryzjera by ściąć przerzedzone końce i zrobić zakupy, żeby moja włosowa kosmetyczka nie świeciła już pustkami. Konkretniej, to z 61 cm zrobiło się 49 cm i widzę, że moje włosy mają się lepiej, końcówki się nie plączą, ale przede wszystkim nie są już rozdwojone.
Włosy starałam się myć co drugi dzień i przed każdym myciem aplikowałam uwielbianą przeze mnie wcierkę Banfi lub maskę rozgrzewającą – okład z Floresanu. Maskę zakupiłam z polecenia i przyznaję, że już chyba na stałe zagości w mojej włosowej pielęgnacji, ma świetną konsystencję i pojemność a do tego przyjemny, delikatny zapach. Zauważyłam, że sporo babyhairów przybyło a stare podrosły troszkę bardziej (przesyłam zdjęcia poglądowe😉), co nie ukrywam napawa mnie dumą i motywuje do dalszej pracy, bo z moją systematycznością bywa bardzo różnie 😉.

Dodatkowo dwa razy w tygodniu starałam się olejować włosy na zmianę olejem ze słodkich migdałów i krokoszowym. Ten drugi też kupiłam z polecenia koleżanki i okazał się strzałem w dziesiątkę! Włosy są po nim cudownie miękkie w dotyku i olej nie jest dla nich zbyt ciężki, więc zmywanie go jest czystą przyjemnością. Tym razem postanowiłam też nieco zmienić „technikę” i wczesywałam olej, fakt, że zajmuje mi to ciut więcej czasu, ale wydaję mi się, że ten sposób sprawdza się u mnie lepiej i mam zamiar go praktykować również w przyszłości. W połowie miesiąca na włosy wskoczyła henna, głównie ze względu, żeby zakryć już dość spory odrost i wróciłam do picia pokrzywy. Postanowiłam też bardziej pilnować się w kwestii dbania o końcówki i po każdym myciu nakładałam na nie serum. Chociaż jak widzicie na zdjęciu całej długości, moje włosy są nadal lekko spuszone a końcówki żyją własnym życiem i wywijają się na wszystkie możliwe strony, co sprawia, że ludzie pytają się, kto mi tak krzywo obciął włosy :P

Mój plan na czerwiec wygląda następująco: będę starała się wrócić do mycia co 36h, gdyż ta metoda sprawdzała się u mnie najlepiej, zwłaszcza w lato. Widzę, że po wcieraniu kozieradki w kwietniu, moje włosy nie przetłuszczają się aż tak bardzo i wypada ich jeszcze mniej niż zazwyczaj, więc to dobry moment by wrócić do starego nawyku. Na pewno nadal będę stosować Banfi na zmianę z okładem z Floresanu, gdyż te sprawdziły się u mnie świetnie (co z resztą widać, na załączonych zdjęciach 😉). Do tego standardowo olej i serum na końcówki. Na czerwiec zakupiłam Jedwab w płynie z Green Pharmacy. Myślę też o zadbaniu o równowagę PEH, gdyż mówiąc szczerze ostatnio w ogóle nie zwracałam na to uwagi a chciałabym poprawić stan moich włosów na długości.
Podsumowując, to uważam, że jest naprawdę super! Zawsze miałam cienkie i słabe włosy, ale po tym miesiącu widzę, że jeśli nadal będę się tak pilnować jak w maju, to jestem na dobrej drodze, aby mieć piękne włosy :D Liczę, że przy takiej motywacji jaką mam teraz po majowych efektach, pod koniec roku po zmierzeniu obwodu mojego kucyka zobaczę „magiczne” 8 centymetrów."



3. Magda

"W maju postawiłam na normalizujący tonik-wcierkę do skóry głowy, z ekstraktem pokrzywy, skrzypu, łopianu, szałwii i brzozy z firmy Vianek. Stosowałam go co drugi dzień wraz z masażami skalpu. Dodatkowo dostarczałam substancji i minerałów niezbędnych do wzrostu włosów od wewnątrz, codziennie piłam napary ze skrzypu w formie gotowych herbatek.
Przed myciem olejowałam włosy olejem lnianym lub olejkiem kameliowym na podkład z żelu aloesowego Holika Holika. Do mycia włosów używałam co 2-3 dni szamponu Babydream, mydła cedrowego do ciała i włosów oraz raz na 2 tygodnie szampon oczyszczający Bambi z SLSem.
Po myciu nakładałam maskę L’biotica Biovax naturalne oleje, Garnier Ultimate Blends Honey Treasures, Petal Fresh Tea Tree, często z dodatkiem kilku pompek olejku kameliowego. Na końcówki w celu ich zabezpieczenia nakładałam dwie pompki olejku kameliowego lub jedwab w płynie z Green Pharmacy
."



O.

Pielęgnacja włosów Bożeny - produkty z Włosbox w akcji

Pielęgnacja włosów Bożeny - produkty z Włosbox w akcji
Spotkanie z Bożeną miałyśmy umówione już od dawna, jednak ciągle coś było nie po drodze. Do trzech razy sztuka i udało się wreszcie spotkać w weekend.
Bardzo się cieszymy, że spotkanie doszło do skutku i zapraszamy do obejrzenia pielęgnacji włosów naszej bohaterki. 


Włosowe problemy bohaterki



Bożena największy problem ma z łamiącymi, kruszącymi się włosami, przerzedzonymi końcami, suchością oraz puszeniem.
Jak widzicie na zdjęciach przed włosy były w złej formie. Wymagały podcięcia, mocnego nawilżenia i odżywienia. Brakowało im także blasku, a kolor wyglądał dość zwyczajnie. 
Cała przemiana trwała około 4 godzin i każdy może ją powtórzyć u siebie w domu.
Starałyśmy się użyć jak najwięcej produktów, które mogłyście znaleźć we Włosboxach (KLIK), by pokazać jak można je wykorzystać.

blog o włosach


Dwuetapowe olejowanie i maska DIY



Rozpoczęłyśmy oczywiście od rozczesania i obejrzenia dokładnie włosów, a także krótkiego wywiadu na temat problemów włosowych i ewentualnych problemów skóry głowy. 
Olejowanie zrobiłyśmy dwuatapowe: Najpierw przez 20 minut wczesywany był Skwalan (KLIK), którego możecie także używać solo do olejwania. My użyłyśmy go jako bazy lekko nawilżającej pod następny olej, który wybrałyśmy.
Zdecydowałyśmy się na olej z rzodkwi (KLIK), ponieważ jak mało który olej nabłyszcza on włosy. Zauważyłyśmy ten efekt u siebie i chciałyśmy sprawdzić, czy inne mocniej wymagające włosy także tak pięknie nabłyszczy.

olej z pestek truskawki

Włosy pokryte skwalanem i rzodkiewką były przeczesywane szczotką wiosłową przez kolejne 20 minut. 
Przyszła pora na domową maskę DIY tym razem w nieco innej wersji. Zamiast miodu użyłyśmy żelu aloesowego (KLIK), a do porcji oliwy z oliwek dołożyłyśmy pipetkę oleju z truskawek (KLIK).


Taką miksturę trzymałyśmy na włosach na całej długości około 45 minut pod folią. Podgrzewanie suszarką kapturową nie było konieczne, ponieważ tego dnia za oknem było 35 stopni w cieniu ;d


Mycie i podcięcie



Ze zmyciem tego całego arsenału świetnie sobie poradził EcoLab Ochrona koloru szampon z Amlą (KLIK). Uwielbiam go za to, jak pięknie się pieni, genialnie myje i jest ultra delikatny. Włosy już podczas mycia były bardzo mięciutkie. 
Z masek wybrałyśmy Toskańską Planeta Organica (KLIK), która została wymieszana pół na pół z dwoma olejami: rzodkiewkowym i kameliowym (KLIK). Łączna ilość dodanego oleju to niepełna łyżka.


Maska pod folią przeleżała 15 minut.
Po spłukaniu, odsączeniu i rozczesaniu włosów, które poszło bardzo sprawnie i szybko podcięłyśmy końcówki. Bożena zgodziła się na nieco większe cięcie, więc udało się pozbyć większości przerzedzonych końcówek


Po podcięciu zmoczyłyśmy włosy ponownie i postanowiłyśmy wspólnie, że spróbujemy wydobyć naturalny skręt z włosów. 
Jak widzicie na zdjęciu przed włosy dawały nadzieję, że mają jakąkolwiek chęć pokręcenia się. Bożenka twierdziła, że jej włosy raczej są proste, ale od zawsze się puszą. Kiedyś były rozjaśniane i wtedy pojawiało się jakieś falowanie. 
Kiedy więc spróbować naturalnych fal jak nie teraz ? : )
Niestety, mimo wielkich chęci włoski nie chciały chwycić skrętu. Być może była to wina bardzo gorącej, wilgotnej pogody, a może należy spróbować innego stylizatora (użyłyśmy słynnego żelu Syoss). 
To co się zwinęło natychmiast się prostowało, a w końcu po przeczesaniu włosy były praktycznie proste. 
By pokręcić włosy Bożenka poprosiła nas by pokazać jej jak zrobić koczek na skarpecie i efekt końcowy po kilku dosłownie minutach widzicie na zdjęciach.
Przez zawinięciem włosy zostały zabezpieczone dodatkowo porcją oleju kameliowego.


Efekty pielęgnacji


Pomimo tego, że tym razem nie udało nam się wydobyć naturalnego skrętu mimo starań efekt końcowy bardzo nam się podoba
Dzięki podcięciu i dogłębnym nawilżeniu i odżywieniu włosy wyglądają dużo zdrowiej. Przede wszystkim gołym okiem widać połysk i blask, jaki zyskały. To na pewno w jakimś stopniu zasługa oleju z rzodkiewki <3


Ponadto stały się miękkie, a kolor nabrał głębi i wielowymiarowości. Od razu widać przepiękne kolorowe niuanse na puklach, których wcześniej nie było widać. 
Mamy nadzieję, że Bożena spróbuje jeszcze w domu podjąć próbę wydobycia naturalnego skrętu.  Być może w lepszych warunkach pogodowych i po kilku próbach zaczną współpracować. 

Jeśli Wy również chcecie oddać się w naszej ręce macie już tylko na to półtora miesiąca ; ) Usługa do kupienia TUTAJ. Możecie również skorzystać ze szkolenia online KLIK!

Jak Wam się podoba efekt po takiej pielęgnacji?
Może macie dla naszej bohaterki jakieś rady, polecane produktu do jej typu włosów?

M.

Herbs&Hydro Szampony w kostce - test czterech wersji

Herbs&Hydro Szampony w kostce - test czterech wersji
Kilka tygodni temu dzięki uprzejmości marki Herbs&Hydro (KLIK) otrzymałyśmy możliwość przetestowania wszystkich czterech wersji szamponów w kostce.
Co o nich myślimy i jak się sprawdzają dowiecie się czytając dalej.


Szampony w kostce wyrastają jak grzyby po deszczu. To bardzo interesujący trend, za którym same chętnie podążamy. Ograniczenie plastiku jak najbardziej popieramy i cieszymy się, że coraz więcej polskich firm wypuszcza takie produkty na rynek i są one coraz łatwiej dostępne. 
Po fantastycznym produkcie od Cztery Szpaki poprzeczka była podniesiona dość wysoko. 
Bohaterowie dzisiejszego posta tym różnią się od poprzednio stosowanego produktu, że zawierają już tylko łagodne detergenty. Teoretycznie to wielki plus, ale jak było u nas?


Otóż nasze zdrowe włosy bardzo polubiły się z Czterema Szpakami, ponieważ zawierał on pochodną SLS, dzięki której włosy były pięknie umyte, oczyszczone i puszyste. Jeśli podobnie jak my lubicie szampony z tym składnikiem to będziecie zadowolone. Teoretycznie poleca się unikać SLS/SLES i ich pochodnych i same tak robiłyśmy przez wiele lat. Wtedy kiedy włosy były zniszczone, suche mycie głównie szamponami delikatnymi przynosiło zadowalające rezultaty. Niestety, w przypadku włosów niskoporowatych czasem to już za mało i wolą one mycie czymś mocniejszym.



Krótki opis szamponów i ich wersji



Szampony składy mają idealne i naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Są ultra delikatne, pełne naturalnych skladników i ekstraktów, glinek, maseł i olejów.
Każdy szampon posiada nieco inny skład uzupełniony odrębnym zapachem. Wszystkie pachną obłędnie i chociażby to jest powód by ich spróbować. Gdybym miała wybrać zapachowego ulubieńca byłoby trudno, bo wszystkie zdobyły moje serce.
Wersja mango to zapach owoców mango, bardzo mocno tropikalny, konopie pachną odświeżająco i lekko cytrusowo, malina to aromat malin prosto ze słoiczka a kokos przypomina pinacoladę. 
Wszystkie pienią się bardzo dobrze, choć Kokos minimalnie mniej, jednak w każdym przypadku piany jest dużo i jest ona obfita. Szczególnie przy drugim myciu.
Ja szamponów w takiej formie używam poprzez spienianie w dłoniach oraz masaż bezpośrednio na skórę głowy i włosy, jeśli akurat chcę umyć je dokładniej, by zmyć np. olej.
W taki sposób pienią się bez problemów, choć przy pierwszym myciu muszę się nieco bardziej natrudzić niż w przypadku klasycznego płynnego szamponu.

tradycyjne mydło
tradycyjne mydło
tradycyjne mydło opinie
opinie o szamponach w kostce


Jak sprawdziły się u nas wszystkie cztery wersje 



Na początku zaznaczę, ponieważ rzadko się to zdarza, ale nasze opinie z Olą się pokrywają i szampony działają na nas praktycznie tak samo.
Jeśli macie zdrowe włosy podejrzewam, że może być podobnie, choć oczywiście to kwestia indywidualna.
Najbardziej spodobał nam się szampon Malina i Konopie oraz Konopie. Malinowy jest przeznaczony o włosów normalnych i lekko przesuszonych, a Konopie do normalnych i lekko przetłuszczających się.
Kokosowy przeznaczony jest do włosów normalnych i przetłuszczających się, a Mango do zniszczonych.
I te dwa ostatnie najmniej się u nas sprawdziły - były zbyt treściwe, a włosy po myciu prosiły się o kolejne mycie. Były obciążone, jakby czymś powleczone. Mimo przepięknych zapachów tych dwóch wersji używałyśmy najrzadziej.
Po Malinowym i Konopnym włosy były całkiem dobrze umyte, wydawały się świeże, ale niestety po kilku godzinach już zauważyłyśmy z niepokojem, że zaczynają być coraz bardziej oklapnięte, tracą wigor. Nie zdarzało się tak zawsze i nasilało się wtedy, kiedy cała pielęgnacja była bogatsza. Z tego powodu szamponów używałyśmy tylko wtedy kiedy przed myciem nie stosowałyśmy olejowania i jedynie na szybko lekką odżywkę po myciu.
Wtedy włosy wyglądały najlepiej, choć na drugi dzień i tak nadawały się zazwyczaj do związania lub umycia.
Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby sytuacja miała miejsce tylko u mnie, ponieważ moje włosy są skłonne do obciążenia, ale takie same odczucia ma Ola, której włosy naprawdę ciężko jest obciążyć.
Nawet jeśli po myciu nie stosowałam odżywki i zostawiłam je po samym szamponie to w dalszym ciągu pojawiało się obciążenie. Do tego bez odżywki dość ciężko je rozczesać. Nie były mocno splątane, ale jednak to nie to samo.


Podsumowanie - który szampon wybrać 



Podsumowując szampony Herbs&Hydro są bardzo godne uwagi ze względu na duży wybór wersji dopasowanych do rodzaju włosów, przepiękne zapachy i łatwość używania.
Są idealne dla początkujących, ponieważ dobrze się pienią i łatwo spłukują.
Natomiast kierujcie się przy wyborze opisem producenta i dopasujcie szampon do typu włosów. Dostępna jest jeszcze wersja Dziegciowa i może taką powinnyśmy mieć my, choć Ola problemów z przetłuszczaniem na ogół nie ma ; ) 

M.