Popularne posty

Konkursowa metamorfoza Ani - Okiełznać kręcone włosy

Konkursowa metamorfoza Ani - Okiełznać kręcone włosy
Dziś ostatnia konkursowa przemiana. Ze względu na naszą przeprowadzkę i pewne sprawy prywatne nie mogła ona odbyć się wcześniej, za co Anię kolejny raz przepraszamy.
Jednak wreszcie kilka dni temu udało nam się umówić na herbatę i zabieg dla włosów, czego efekty, ale również przebieg będziecie mogły zobaczyć dzisiaj.

Włosowe problemy kręconych włosów 


Ania zdobyła w naszym konkursie nagrodę specjalną, ponieważ bardzo spodobały nam się jej kręcone włosy. Nigdy nie miałyśmy okazji zadbać o tak bujną kręconą czuprynę, więc zacierałyśmy ręce na samą myśl.
Nasza Bohaterka w zgłoszeniu napisała:
"Obecnie myję włosy co dwa, trzy dni łagodnym szamponem. Pomimo długiej świeżości w kolejnych dniach włosy mocno wysuszają się, tracą miękkość, zamiast ładnych loków zostają pogniecione strąki. Oprócz tego z każdym dniem tworzą się większe kołtuny, które rozczesuje około pół godziny, jedynie po nałożeniu maski, przy okazji wyrywając sporą ilość włosów. W dodatku dręczy mnie wypadanie i czasem nawet wykruszanie się włosów połączone z powiększającymi się zakolami. Na razie jest to mój główny problem, ponieważ przy częstym noszeniu kucyka są one uwydatnione i tworzy mi się spory obłoczek ze spuszonych babyhair, których nie da się ujarzmić."

przesuszone kręcone włosy

Rzeczywiście wszystkie zgłoszone problemy okazały się realne i choć włosy na pierwszy rzut oka wyglądały ładnie to już przy pierwszym dotknięciu nastąpiło zderzenie z rzeczywistością.
Odczuwalne było bardzo mocne przesuszenie - włosy w dotyku przypinały wysuszone kłosy zboża, całkowicie brakowało im elastyczności, sprężystości, były także dość matowe, choć w słońcu pojawiał się połysk.

Kilka etapów pielęgnacji - nacisk na humektanty, z dodatkiem emolientów i małej ilości protein 


Pierwszym problemem jaki napotkałyśmy było rozczesanie. Oczywiście włosów kręconych nie czesze się na sucho, ale chcąc dokładnie nałożyć olej, było to konieczne, ponieważ kołtun gonił kołtuna.

przesuszone kręcone włosy
suche, łamliwe kręcone włosy
przesuszone kręcone włosy
przesuszone włosy
kręcone włosy
pielęgnacja suchych włosów
pielęgnacja suchych włosów

Rozczesywanie połączyłyśmy z olejowaniem - tłuste włosy lepiej się poddawały szczotce. Po pół godzinie włosy było rozczesane, wstępnie naolejowane. Ilość oleju, jaką wypiły w tym czasie to około 5 łyżek (dokładnie TEGO). Należało dołożyć kolejne porcje, by widocznie przetłuścić włosy.
Kiedy były w takim stanie, jak widzicie na zdjęciu - prawie proste, rozczesane i pokryte dobrze olejem przyszła pora na krok drugi.
Z samym olejem kosmyki siedziały koło godziny. Krokiem drugim było nałożenie maski, która mocno nawilża, zatrzymuje wodę, zmiękcza i nadaje elastyczności.

suche włosy

Mowa o masce Omia - naszym humektanowym HICIE. Wybór padł na Omię Arganową (KLIK), ponieważ akurat takiej obecnie używam, więc była w łazience.
Sporą ilość zaaplikowałyśmy na naolejowane włosy, wprasowałyśmy dłońmi, przeczesywałyśmy szczotką i nałożyłyśmy foliowy czepek, bo podgrzać ją w suszarce kapturowej.
Maska spędziła na włosach około 20 minut.
Już podczas spłukiwania włosy były mięciutkie i aż miło było ich dotykać. Do mycia wybrałyśmy szampon Le Cafe de Beaute, Szampon Regenerujący (KLIK) - to najbardziej dociążająca wersja szamponu, jaki znamy, a tutaj użycie takiego produktu było jak najbardziej wskazane.
Dwukrotnie mycie szamponem przygotowało kręciołki do kolejnego kroku, jakim było zastosowanie maski. Wybrałyśmy maskę Le Cafe de Beaute do włosów cienkich i osłabionych (KLIK), ponieważ jej działanie wydawało nam się idealnie dobrane do włosów Ani - maska ta zawiera w swoim składzie zarówno tak ukochane emolienty, jak i humektanty, które pomogą jeszcze bardziej zatrzymać nawilżenie, a także odrobinę protein by wzmocnić skręt i nadać objętość. Nie zawiera także silikonów.
Maska spędziła na włosach kolejne 15-20 minut, podgrzewana przez chwilę suszarką, po czym została spłukana, a włosy dalej pozostawały mięciutkie i miłe w dotyku.
Po lekkim odsączeniu z wody na włosy dołożyłyśmy tej samej maski jako odżywki bez spłukiwania. Minimalna ilość została wgnieciona w kosmyki, po czym przystąpiłyśmy do rozczesania. Trwało ono równą minutę, co było nowością i wielkim zaskoczeniem dla naszej Bohaterki, ponieważ zazwyczaj czesanie zajmuje jej dużo dłużej.

pielęgnacja suchych włosów
pielęgnacja suchych włosów
mokre włosy
włosowe metamorfozy
mokre włosy

Proste nie pozostały długo, ponieważ już po chwili zaczęły się kręcić. Nie mogłyśmy z tym dłużej walczyć i przyszła pora na stylizację.

Stylizacja i końcowe efekty 


Najpierw włosy zostały wygniecione dłońmi, a potem suszone dyfuzorem na zimnym nawiewem. Suszenie trwało bardzo, bardzo długo, co było kolejną niespodzianką, gdyż włosy Ani zazwyczaj schną ekspresowo.

pielęgnacja suchych włosów
pielęgnacja suchych włosów

Włosy dobrze nawilżone, odżywione zawsze jednak schną dłużej i to był na to dowód. Suszenie dyfuzorem trwało koło 40 minut. Po tym czasie włoski były już w 90% suche, miały zdefiniowany kształt, a przede wszystkim pozostały miękkie, sprężyste i lśniące. Po wysuszeniu włosy były ugniatane pompką oleju kameliowego (KLIK) dokładnie roztartego w dłoniach.
My widziałyśmy sporą różnicę, na żywo na pewno była ona bardziej widoczna niż na zdjęciach.
Osoby, które widziały filmik na Instagramie (KLIK) na pewno są w stanie lepiej ocenić efekt, ponieważ tam na filmie widać, jak włosy zachowywały się "przed" - były suche, sztywne, matowe.

pielęgnacja suchych włosów
pielęgnacja kręconych włosów
kręcone włosy

Bardzo dziękujemy Ani za udostępnienie włosków do sprawdzenia swoich umiejętności, nauczenia się czegoś nowego, a także za miło spędzony czas.

Jak Wam się podoba?
Widzicie efekty?

Moja aktualna pielęgnacja skóry głowy - wcierki, seboregulator, peelingi

Moja aktualna pielęgnacja skóry głowy - wcierki, seboregulator, peelingi
W ostatniej aktualizacji włosowej umyślnie pominęłam kwestię pielęgnacji skóry głowy, stosowanych produktów, wcierek i tym podobnych, by poświęcić temu osobny post. Robię tak, ponieważ w ubiegłych miesiącach ta sfera pielęgnacji została u mnie rozszerzona i warto napisać o tym kilka słów więcej.


Regularne peelingi skóry głowy


Peeling skóry głowy traktowałam zawsze po macoszemu. Robiłam to tylko wtedy kiedy sobie przypomniałam, co nie miało miejsca częściej niż raz na kilkanaście tygodni. Zazwyczaj używałam do tego cukru, ponieważ eksperymenty z fusami od kawy, korundem i innymi naturalnymi półproduktami nie kończyły się za dobrze - drobinki nie dawały się wypłukać. Cukier ma tą przewagę, że rozpuszcza się w kontakcie z ciepłą wodą.
Moja skóra głowy nie jest problematyczna. Jedyne zastrzeżenie mam do tempa przetłuszczania, jednak walczę z tym od dawna i udało mi się osiągnąć jeden dzień przedłużenia świeżości. Chciałabym choć te kilka godzin więcej, ponieważ na drugi dzień popołudniu włosy nie wyglądają już wyjściowo, jednak co bym nie robiła to takiego efektu na stałe nie osiągnęłam.
Do regularnych peelingów zachęciło mnie stosowanie szamponu Anwen. Cała jego recenzja TUTAJ.
W skrócie przypomnę, że nie sprawdził się on u mnie tak jakbym chciała, ale wyrobiłam sobie nawyk regularnego sięgania po produkt peelingujący.
Szampon dawał na pewno poczucie odświeżenia, dobrze oczyszczał, ale wymycie drobinek graniczyło z cudem, co nieco ostudziło mój zapał.
Stosując go jednak regularnie co tydzień czułam się lepiej wiedząc, że odpowiednio dbam o skórę głowy i przyszłe włosy.
Dodatkowo złuszczanie skóry głowy to priorytet, jeśli tak jak ja walczycie z wypadaniem i/lub próbujecie zapobiec jego nasileniu.

Peeling łagodzący Vianek ulubieńcem ostatnich tygodni


Szukałam więc zamiennika, który będzie przyjemniejszy w stosowaniu. Tak trafiłam na peeling łagodzący Vianek (KLIK).
Opary jest on o cukier zawieszony w mieszaninie olejowej m.in. z masła shea, oleju kokosowego, słonecznikowego. Dodatkiem jest kwas salicylowy, który również działa złuszczająco, reguluje procesy rogowacenia.


Ten produkt jest idealnie dopasowany do moich potrzeb. Jego stosowanie jest proste - aplikuję go na suchą skórę głowy, ewentualnie w trakcie zwilżam dłonie, ale nie głowę, ponieważ wtedy drobinki zbyt szybko by się rozpuściły. Jeśli jednak wolicie delikatniejszy peeling to próbujcie na wilgotną skórę.
Wykonuję krótki masaż i pozostawiam produkt na kilka chwil, by kwas salicylowy mógł zadziałać. Zapach kosmetyku jest bardzo delikatny i przyjemny, wydajność dobra. Opakowanie starcza na wykonanie ok. 10 zabiegów, więc idealnie, by produkt zużyć w ciągu 3 miesięcy, ponieważ taka jest data ważności po otwarciu.
Spłukiwanie trwa chwilę i wystarczy jednokrotne mycie delikatnym szamponem by go usunąć.
Jedyny minus?
Po masażu wypada minimalnie więcej włosów w trakcie mycia, ale to normalne, ponieważ peeling mechaniczny może powodować taki efekt. Wiadomo, drobinki trą o włosy i te, które i tak by wypadły, wypadną podczas spłukiwania.
Efekt jest odczuwalny od razu. Podczas mycia głowy czuć, jaka jest ona gładka, odczuwalna jest różnica w świeżości, puszystości. Włosy po wysuszeniu są odbite od nasady, pełne życia.
Jako, że ja nie mam problematycznej skóry głowy peelingu nie wykonuję często. Wprowadziłam go jednak do swojej rutyny raz na 2, 3 tygodnie w zależności od potrzeb.

Stosowane wcierki - Orientana, Vianek, Seboregulator- czyli co stosować po peelingu


Peeling wykonujemy również po to, by produkty, które później nakładamy, mogły lepiej zadziałać. Ja od początku roku, kiedy zauważyłam u siebie zwiększone wypadanie włosów nie rozstaje się z wcierkami. Włosy lecą dzięki temu trochę mniej, rosną nowe baby hair i wiem, że gdyby nie to na pewno byłoby gorzej.
Przez minione 3 miesiące wykończyłam resztkę toniku Ajurwedyjskiego Orientana (KLIK), obecnie stosuję Vianek normalizujący (KLIK). W między czasie stosowałam Seboregulator EcoLab (KLIK), który dzięki zawartości pokrzywy, inuliny i olejków z eukaliptusa i drzewa herbacianego nie tylko pomaga walczyć z przetłuszczaniem, ale również wzmacnia włosy.
W trakcie stosowania Seboregulatora rzeczywiście zauważyłam przedłużenie świeżości, szczególnie kiedy zaaplikowałam go zaraz po myciu na wilgotną skórę. Nie można z nim jednak przesadzać i dwie pipetki to optymalna dawka.
Porównując te trzy produkty najlepiej na wypadania działa u mnie w dalszym ciągu Orientana, Vianek działa delikatniej, ale pomaga walczyć również z przetłuszczaniem. Seboregulator jest do niego bardzo podobny, ale trochę lepiej radzi sobie z tłustą skórą.


Warto go spróbować, jeśli macie taki problem.

Jak widzicie, ze względu na problemy z wypadaniem postawiłam na kompleksową pielęgnację, nie tylko włosów, ale również skóry głowy.

Jak to wygląda u Was?

M.

Aktualizacja włosowa Luty-marzec - koniec czerwonych włosów? Jak wygląda moja walka z kapryśnymi włosami

Aktualizacja włosowa Luty-marzec - koniec czerwonych włosów? Jak wygląda moja walka z kapryśnymi włosami
Tytuł mówi sam za siebie. To prawdopodobnie ostatnia czerwona aktualizacja. Ten kolor towarzyszył mi całą jesień i zimę. Sama nie wiem kiedy to zleciało, ale czerwone włosy w różnych odcieniach miałam przez ponad 6 miesięcy.
Nie planowałam teraz tego zmieniać, ale przez przypadek piszę tego posta z marchewką na głowie. Nie jestem z tego powodu tak nieszczęśliwa, jak bym podejrzewała, że byłabym, gdyby taka sytuacja miała miejsce.

Ostatnia aktualizacja w czerwonych włosach?


Jeszcze 'chwilę' temu moje włosy miały głęboki kolor czerwieni, który widzicie na zdjęciach. Około tydzień temu wpadłam na spontaniczny pomysł wypróbowania henny Light Mountain w odcieniu Bright Red (KLIK). Opinie o niej są jak zawsze podzielone, ale kilka znanych mi osób uzyskało z jej pomocą czerwone tony. Postanowiłam więc wykorzystać wolne popołudnie, które mi się trafiło, ponieważ w związku z przeprowadzką sklepu nie mam ich za dużo i nie wiem kiedy później mogłabym zabrać się za hennę.
O samym farbowaniu nie będę teraz pisać, ponieważ nie mam jeszcze żadnych zdjęć włosów w tym kolorze i pewnie wspomnę o tym później lub w kolejnej aktualizacji.
Czy zostanę przy tym kolorze czy wrócę do czerwieni, czas pokaże.
Tymczasem na zdjęciach moje włosy sprzed kilku dni - kolorek uzyskany rubią Phitofilos na sodzie według sposobu z tego posta KLIK.
Farbowane kilka tygodni temu, więc kolor bardzo trwały, w słońcu intensywnie czerwony.


Jakie problemy doskwierały moim włosom w lutym i marcu - kosmetyki, które pomogły mi z nimi walczyć


W ostatniej aktualizacji wspominałam Wam o moich coraz częstszych Bad Hair Day, kłopotach z rozczesywaniem, mocnym plątaniem.
Podcięcie niewiele pomogło. Niestety, przyczyn może być wiele, w tym moje problemy zdrowotne. Każdy, komu dokuczają hormony na pewno wie o czym mówię.
Z utęsknieniem czekam na prawdziwą wiosnę i lato by móc porzucić szalik, kaptur, płaszcz, które też potęgują elektryzowanie i plątanie.
Ogromnie się cieszę, że w tym trudnym czasie odkryłam trzy włoskie produkty, dzięki którym rozczesywanie przychodzi dużo łatwiej. Dwa z nich już znacie - Maska Ekos (KLIK) i Odżywka Anthyllis (KLIK). Ostatnio testuję odżywkę Ekos.
Wszystkie te trzy produkty mają wiele wspólnego, bardzo podobne działanie, a nawet zapach. Ułatwiają rozczesywanie już pod prysznicem bardzo mocno zmiękczając włosy, wygładzając, ale nie dają efektu idealnej tafli bez ani jednego odstającego włoska. Mi to absolutnie nie przeszkadza, ponieważ są to kosmetyki bez silikonów, z naturalnym składem. Zamiast silikonowego ulizania mamy puszystość i lekkość.
Maską, którą stosuję raz na około dwa tygodnie jest nowość marki EcoLab (KLIK). Cieszę się, że produkt polubił się z moimi włosami, bo byłoby mi bardzo przykro, jeśli nie mogłabym go używać.
Powodem byłby zapach. Ta maska pachnie obłędnie. Dawno żaden zapach tak mnie nie uwiódł. Mogłabym i chciałabym mieć perfumy o takim zapachu. Jak dobrze, że nuta zapachowa jest mocna i długo trzyma się na włosach. Czasem specjalnie je związuje po wysuszeniu, by później móc je rozpuścić i roztoczyć wokół siebie ten aromat.
Poza tym sporadycznie maska Iceveda z różą i Iceveda z olejem arganowym. Działają bardzo fajnie, choć nie ułatwiają mi aż tak rozczesywania jak włoskie cuda. Na początku ich stosowania i z tym sobie radziły. Niestety, moje włosy mocno kapryszą i wcześniejsi ulubieńcy odchodzą z piedestału.
Do olejowania używam praktycznie tylko EcoLab arganowego (KLIK), oleju kameliowego (KLIK) i Mango Anwen (KLIK). Ulubiona Marakuja zaczęła puszyć mi włosy - podobnie jak olej z żurawiny, masło babassu czy olej kokosowy. Muszę poszukać czegoś nowego.
Wprowadziłam także ponownie zabezpieczanie włosów serum silikonowym. Dobrze w tym celu sprawdza mi się taniutkie serum Dr.Sante z Aloesem (KLIK). Jest bardzo lekkie, trudno z nim przesadzić, włosy nie wyglądają jak po silikonowej bombie, a są nieco gładsze i mniej się plączą.
Na skórę głowy także nieustannie coś aplikuję, ale to może przedstawię w osobnym wpisie.

Zmiana szamponu - pierwszy krok ku poprawie wyglądu włosów


Kluczowa okazała się także zmiana szamponu. Wydawać by się mogło, że to tylko szczegół nie mający większego wpływu na wygląd włosów. W moim przypadku odstawienie, a teraz ograniczenie szamponu Anthyllis łopianowego (KLIK) przyniosło małą poprawę. Szampon ten świetnie działa na przetłuszczanie skóry głowy. Dzięki niemu włosy pozostają dłużej świeże, jednak stosując go za każdym razem od ponad dwóch miesięcy moje włosy miały dość. Na początku całkowicie go odstawiłam i zamieniłam na szampon Natura Siberica Bieługa (KLIK). Nie używałam go od trzech lat i okazało się, że działa tak samo dobrze. Włosy od razu były mniej suche, a także bardziej miękkie  po myciu. Teraz używam ich na zmianę z szamponem trychologiczym Bionigree, ale nie zrobił on na mnie większego wrażenia. Ot, taki przeciętny.


Jesteście ciekawe mojego nowego koloru czy wolałyście moje czerwone włosy?

Jeśli obserwujecie nas na Instagramie (KLIK) i Facebooku (KLIK) na pewno już je widziałyście.
Dajcie znać!

PS. Na komentarze odpiszemy na dniach - mamy kompletny brak czasu :c Przepraszamy!

Czas na włosy, Phitofilos, Zabieg zmiękczający, Impacco Emolliente

Czas na włosy, Phitofilos, Zabieg zmiękczający, Impacco Emolliente
Chęć przetestowania zabiegu zmiękczającego zrodziła się we mnie w chwili, kiedy zastanawiałyśmy się z Moniką, jakiś czas temu, jakie zioła marki Phitofilos chcemy sprzedawać u nas w sklepie. Jest u nas już dobrych parę tygodni, ale dopiero dziś (a właściwie wczoraj, ponieważ post powstawał w niedzielę) miałam wystarczająco dużo czasu aby go sprawdzić.
Pierwsze podejście do 'impacco emolliente' (do kupienia u nas KLIK) miała Moniczka - jej uczucia po użyciu były mieszane, ponieważ z braku jogurtu pominęła go w całym procederze co zaowocowało trudnością wypłukiwania produktu z włosów. Włosy w jej przypadku musiały zostać umyte w celu wypłukania ewentualnych resztek, co notabene poleca sam producent.
Ja natomiast byłam w posiadaniu jogurtu i dodałam do 100g mieszanki zalanej uprzednio gorącą wodą całe 165g. Moje włosy średnio lubią się z mlekiem oraz jogurtem, ale używałam produktów mlecznych w pielęgnacji włosów tak dawno, że warto było spróbować co teraz stanie się po ich zastosowaniu.


Monika poleciła mi abym dodała jakieś maski do mieszanki, ale uznałam, że jak na pierwszy raz chciałabym sprawdzić moc mieszanki bez jej ulepszania (i pokazać Wam efekt na włosach) - równie dobrze mogłabym dodać miodu, aloesu, ponieważ dobrze sprawdzają się u mnie np. jako dodatki do henny. Włosy zatem uprzednio nie były olejowane (choć bardzo kusiło mnie, aby sobotniej nocy nieco popływały w oleju kokosowym), umyte jedynie dwukrotnie czarnym mydłem Fratti. W moim przypadku jego używanie nad wanną to masochizm w czystej postaci, ponieważ jak wspominałam Wam już w mojej ostatniej Aktualizacji Włosowej z braku innych produktów z SLS byłam zmuszona do niego powrócić i sprawdza się jedynie wtedy kiedy włosy myję w wannie - łatwiej mi je rozczesać. Kiedy myję je nad wanną Fratti moje włosy na długości rozczesują się naprawdę ładnie, ale nasada włosów to niestety same kołtuny mimo, że włosów nie trę, by tym samym ich nie poplątać - robią to samoczynnie i nie potrzebują w tym względzie mojej pomocy ;d

Moje oczekiwania względem zabiegu zmiękczającego Phitofilos


Okay, zacznę może od tego czego oczekiwałam po użyciu mieszanki. Nie wiem czemu sobie ubzdurałam, że po zmyciu mieszanki moje włosy będą super gładkie, nawilżone i pełne blasku ;d Może trochę wizja producenta zawróciła mi w głowie i dałam się ponieść jak kiedyś cudownej wizji, którą przedstawiają etykiety produktu ;d
W rzeczywistości, jak to już bywa, nie było tak różowo, ale nie było też najgorzej - moje włosy wrócą do formy po nałożeniu chociażby mojej ukochanej maski Ekos (KLIK), bo same z siebie i tak nie wyglądały tak źle. No właśnie - na zdjęciach wyglądają całkiem okay (Monika oglądając je zobaczyła, że lśnią mniej niż zawsze) w dotyku były odczuwalnie przesuszone, takie druty.



Moje wrażenia po zastosowaniu mieszanki na włosach


Sam proces mieszania idzie bardzo gładko, mieszanka łatwo łączy się z wodą (i jogurtem), nie ma z tym najmniejszego problemu. Dla mnie to duży plus, ponieważ każde rozrabianie ziół kojarzy mi się z mozolnym mieszaniem drewnianą łyżką. Pamiętam jak kiedyś mieszałam hennę bardzo intensywnie około 20 minut, aż ręka prawie mi odpadła ;d Już podczas mieszania zauważyłam, że mieszanka jest dość grubo zmielona, nie jest to takie idealne zmielenie jak np. rubii Phitofilos, która jest wręcz pudrowa. Aha, pozostając jeszcze przy rubii pomyślałam, że przy następnym farbowaniu zrobię rubię Phitofilos na sodzie, do której dodam 'wywar' z drzewa kampeszowego również na sodzie. Ciekawa jestem co wyjdzie tym razem ;3 Wpadłam na ten pomysł dziś, podczas spłukiwania ziół i ciekawa jestem co da takie połączenie. Już troszkę tęsknię za idealne czarnymi włosami (zawsze kiedy góra zaczyna mi się wypłukiwać) :c
Tak jak wspomniałam wyżej włosy zostały umyte dwukrotnie czarnym mydłem Fratti i od razu po wstępnym przeschnięciu włosów przystąpiłam do nakładania. Nakładanie 'jakoś poszło', mieszanka jest taka jakbym, hm, glutkowata za sprawą ziół jakie zawiera. U mnie ideałem do nakładania stała się henna Le Erbe di Janas (KLIK) - w życiu nakładanie henny nie szło mi tak gładko... i ten błysk po spłukaniu! Bajka : )
Zabieg zmiękczający przeleżał na moich włosach dwie i pół godziny (oczywiście pod foliowym czepkiem oraz pod ręcznikiem).


Spłukiwanie poszło dość w porządku - bałam się po przestrogach Moniki, że zawisnę nad wanną na dobre 20 minut, ale poszło znacznie lepiej niż się spodziewałam - do tego stopnia, że postanowiłam włosów szamponem nie umyć by zobaczyć jak będą wyglądać po samej mieszance. Plusem było fakt, że po spłukaniu całości włosy były naprawdę odczuwanie grubsze w dotyku kiedy zebrałam je wszystkie. Po hennie efekt po spłukaniu znika, a tu utrzymywał się po kompletnym wypłukaniu. To oczywiście efekt lekkiego przesuszenia włosów.
Okay, wreszcie przeważająca ilość została z włosów wypłukana, włosy zostały zawinięte w ręcznik by po chwili móc je z niego wyswobodzić i przejść do suszenia chłodnym nawiewem. Oczywiście kołtuny po Fratti mnie nie ominęły (u nasady), ale włosy po IE rozczesały się na długości bardzo ładnie. Widziałam przy czesaniu, że są podejrzanie proste, takie właśnie aż sztywne. Notabene to co nie zostało wypłukane zostało na szczotce wiosłowej oraz na podłodze, ale nie było tego dużo (mówię o resztkach mieszanki). Wciąż było ich dużo i były ładnie odbite od nasady - wiadomo, suchość pod względem objętości czyni 'cuda' ;d Dlaczego objętość, gładkość/nawilżenie nie mogą iść w parze przy włosach przeciętnie gęstych hm, hm. Ja jednak wybieram te gładkie i miękkie w dotyku, nawet kosztem objętości : ) Włosów nie ominęło nadmierne elektryzowanie.
Zastanawiałam się do czego mogę porównać efekt po zabiegu i pomyślałam, że do użycia glinki. Ona robi z moimi włosami dokładnie to samo - jest ich ogrom, są przesuszone i zjada im dużo blasku. Niestety to samo spotkało mnie po IE, ale tak jak zaznaczyłam w poście powyżej obyło się bez dodatków nawilżających typu miód, aloes a może warto dać drugą szansę już z nawilżającymi dodatkami. Chociaż przyznam, że ostatnio hennę mieszam jedynie z wodą i sokiem z cytryny i włosy są mięciutkie i ślicznie błyszczą : ) Mimo to, mam ochotę na przetestowanie innych mieszanek i następna będzie pewnie wersja wzmacniająca dokładanie TAKA.
Plusem zabiegu na pewno stała się czysta wanna przy wypłukiwaniu ziół oraz czyste ręce podczas rozczesywania włosów ;d

Efekt na włosach

Pierwsze zdjęcie to włosy zaraz po wysuszeniu (przeczesywane intensywnie szczotką podczas suszenia, same z siebie stały się po mieszance proste jak druty...), dwa pozostałe zdjęcia po koczku z którym przesiedziałam dwie godziny. Ja dostrzegam na zdjęciach zjedzony blask włosów i przesuszenie. Dziwiłam się czemu wyszyły na zdjęciach dosyć krótkie, ale przypominałam sobie, że aparat postawiłam za nisko i pewnie dlatego tak to się prezentuje ;e
Reasumując: włosy dwukrotnie myte SLS oraz jedynie po mieszance ziołowej bez mycia szamponem, bez masek.

Aktualizacja włosowa, Ola

Aktualizacja włosowa, Ola
Mojej Aktualizacji nie było od dłuższego czasu, zatem czas nadrobić to haniebne zaniedbanie : ) Dziś znalazłam wreszcie czas i zamierzam go dobrze wykorzystać by Wam nieco pomarudzić. Czemu pomarudzić? Na moje ostatnie (właściwie przedostatnie) farbowanie (między innymi). Byłam bardzo zadowolona z farbowania dwuetapowego z udziałem czystej henny oraz katamu. Właśnie - byłam. Doszłam do, hm, 'perfekcji' (przynajmniej dla mnie kolor jaki osiągałam był naprawdę zadowalający. Zaraz po farbowaniu był on czarny (katam na sodzie), pod koniec miesiąca (czyli po naprawdę dużej ilości myć, z udziałem SLS również) stawał się ciemnobrązowy. Pamiętam, że indygo na dwuetapowym farbowaniu nie chwytało mi w ogóle, a jeśli już chwyciło to wypłukiwało się do rudość ekstremalnie szybko. Wielokrotnie mówiłam Wam, że farbuję indygo mimo tego, że przy jego przetrzymywaniu (dłużej niż godzina) odczuwam mdłości i bóle głowy. Katam niestety dla mnie jest jak indygo - tak samo 'pachnie' (co by nie powiedzieć, że najzwyczajniej w świecie śmierdzi) i tak samo się wzdrygam na jego widok. Uważam natomiast, że indygo lepiej się rozprowadzało, katam używałam tylko na glutku lnianym. Ostatnio właśnie katam zafundował mi złe samopoczucie jak niegdyś przy przetrzymaniu indygo. Co dziwne, z katamem siedziałam już ponad 3 godziny i było okay - może miałam gorszy dzień? Tak czy siak, dojrzałam do tego by przestać się męczyć każdego miesiąca i szukam innego sposobu na osiągniecie ciemniejszego koloru włosów. Właściwie jestem już po takim farbowaniu. Niestety, efekt nie jest jakiś genialny, całość potrzebuje 'podrasowania' i sprawdzenia różnych wersji na koloryzację. Drzewem kampeszowym na które natknęłam się na facebookowej grupie o hennie i ziółkach, którą Wam polecamy od dłuższego czasu https://www.facebook.com/groups/660982353951509/?fref=nf
Zainteresowałam się oczywiście dlatego, że na sodzie daje piękny fiolet. Robiłam już próbki na włosach Moniki - zwykle chwytało na kolor czarny, zaś na próbkach włosów w kolorze blond (po wcześniejszym zafarbowaniu czystą henną dał tak piękny fiolet, że od razu pobiegłam rozmieszać hennę oraz kampeszyn ;d) Z drzewem kampeszowym miałam już styczność po raz pierwszy w grudniu - niestety z farbowania nie wyszło mi nic. Zamówiłam jedynie samą korę w postaci niezmielonej. Teraz wiem, że jej dodatek, a raczej 'wywar' spod niej jest bardzo istotny, dlatego zamierzam używać zarówno kory jak również wersji sproszkowanej Phitofilos, ponieważ samym ich proszkiem nie uzyskuję na próbkach (na razie) tego co chciałabym zobaczyć. Oczywiście to post o włosowej Aktualizacji, a nie o farbowaniu, więc powiem tylko, że farbowanie się udało. Odrost mógł zostać pokryty intensywniej (ale samo nakładanie i zmywanie kampeszu z głowy to HORROR (barwy mieszanki przy spłukiwaniu również na to wskazują ;d), muszę pomyśleć jak to zrobić, żeby było lepiej), pod światło jest rudy za sprawą czystej henny. Mogę jednak wyjść do ludzi i kolor się trzyma, więc jestem zadowolona. Po farbowaniu miałam tak błyszczące włosy jak nigdy i zastanawiam się, czy to zasługa nowo użytej henny Le Erbe di Janas zimna czerwień czy to właśnie drzewo nadało takie niesamowitego błysku. Poświęcę temu na pewno osobny wpis i sprawdzę również czy kampeszyn da radę rozjaśnić chemicznie : )



Na życzenie linkuję sukienkę o którą (po zobaczeniu jej na Instagramie) często pytacie : ) KLIK

Teraz pielęgnacja!
Szampony: wykończyłam szampon Lavera (dokładnie TAKI). Połowa została wykorzystana na włosy, połowa zaś do mycia pędzelków do makijażu. Szampon kompletnie nie przypadł mi do gustu i o ile domywał oleje i swoje zadanie teoretycznie spełniał, włosy mimo użycia maski były jakby bardziej 'potargane'. Czułam się jak kiedyś kiedy użyłam szamponu Organic Shop Marokańska księżniczka. Wróciłam natomiast do nielubianego czarnego mydła Fratti (KLIK) - w dzień hennowania spostrzegłam, że szampon Bambi uległ wykończeniu a zważywszy na późną porę musiałam rozdysponować się tym co akurat miałam na stanie. Przy myciu włosów w wannie, a nie z głową w dół proces użycia staje się przyjemniejszy, ale dalej sobie nie wyobrażam myć włosów nad wanną z jego udziałem - 30 minut z życia jak nic! Używałam również szamponu Bentley z pomarańczą (KLIK) i niestety również nie wpisał się w aktualne potrzeby moich włosów... Kiedyś był moim ulubieńcem, teraz jego użytkowanie nie sprawiało mi przyjemności. Tytułem tego wróciłam do szamponu Le Cafe de Beaute wzmacniającego (KLIK) i wreszcie jestem zadowolona. Przy następnym zamówieniu z Hurtowni zdecyduję się na jakąś nowość marząc by się sprawdziła, ponieważ w kwestii dobrego szamponu moje włosy ciężko zaspokoić.

Maski/odżywki
: Głównie balsam z fito-keratyną (KLIK), odżywka Anthyllis (KLIK) oraz maska Ekos (KLIK). Moje włosy po tych produktach niezmiennie dobrze się prezentują. W tym tygodniu chciałabym również przetestować maskę zmiękczającą (a właściwie zabieg) Phitofilos (KLIK) i opisać Wam moje wrażenia (pokazać również jak wygląda sama mieszanka itp.) - mam nadzieję, że znajdę czas na aplikację, ponieważ kusi mnie już od dłuższego czasu.
Zakupiłam również na próbę 'orzeźwiająca' maskę Organic Shop, ale z racji tego, że poprzednie ich maski średnio przypadły mi do gustu to nieco odkładam jej pierwsze użycie - nie nastawiam się na 'efekt wow' bynajmniej. Używałam również maski EcoLab, notabene nowości (KLIK). Miałam z nią styczność około 3 razy by w rezultacie oddać ją Monice - nie wiem czy trafiłam na gorszy czas moich włosów, ale nie wyglądały po niej tak jakby sobie tego życzyła. Widzicie jak moje włosy w minionym czasie grymaszą?;d

Oleje: nieśmiertelna kamelia (KLIK) oraz olej Anwen Marakuja (KLIK). Ostatnio strasznie zaniedbałam kwestię olejowania skóry głowy i odbiło się na to moim nijakim przyroście włosów. Obawiam się również, że przez aktualną sytuację w której się znajduję wypadanie mam jak w banku. Wracając jednak do przyrostu, mam wrażenie, że nie ruszyły się już kompletnie nic... Chyba czas ruszyć ze wcieraniem intensywnie - jak nie ma akcji na blogu ciężko się zmotywować! ;d