Popularne posty

Katam, nowe ziółko w farbowaniu moich włosów, efekty farbowania na włosach Moniki : )

Katam, nowe ziółko w farbowaniu moich włosów, efekty farbowania na włosach Moniki : )
O moim zafascynowaniu włosami w kolorze ciemnego fioletu (bądź z jego 'połyskiem') wiecie nie od dziś. Od zawsze zazdrościłam Sz. (naszej Czytelniczce) oraz od niedawna Judycie, które z początku otrzymywały fiolet po farbowaniu indygo. Ja od zawsze otrzymywałam czerń z niebieskim połyskiem. Dzięki indygo od Swati (KLIK) była ona wręcz granatowa. Niebieska, jak dla mnie egzotyczna czerń, którą dawało mi indygo była dla mnie świetną alternatywą, ponieważ wtenczas nie znałam innych ziół i ich możliwości. Ostatnio coraz częściej przeglądając fan page oraz bloga Pole Henny (to wszystko przez Wasze liczne sugestie z ciekawości zaczęłam zaglądać!;d) natrafiłam na taki oto post KLIK.
Była godzina pierwsza w nocy a ja miałam oczy jak pięciozłotówki ;3 Przeszłam więc na bloga 'piękności w kolorze oberżyny' by poczytać więcej i obejrzeć dodatkowe zdjęcia: http://lesplantescestlavie.com/cheveux/mon-henne-aux-reflets-violine/.

Moje podniecenie jak zwykle osłabiła, a wręcz oziębiła do granic możliwości Monika, która po paru dniach doczytała u Pole Henny, że Red Kamala, którą się zachwycałam miała w sobie barwniki, które 'wzmacniały' kolor. Sama Pani Urszula miała względem tego podejrzenia i sprawa miała zostać wyjaśniona. Po pewnym czasie z kolei na naszym fan page'u odezwała się Daniela, która zapytała czy znamy może ziółko co zowie się katam (katam miał dawać brązy a zainteresowałam się nim bardziej ponieważ dodała, że można go rozjaśniać chemicznie). Hm, zaczęłam zatem szperać po internecie i znalazłam katam w sklepie (na stronie produktu było napisane, że daje fioletowe odcienie i tym mnie kupił... a raczej ja jego!) - z wielkim trudem, ale znalazłam! Produkt można było zarezerwować, ponieważ wtenczas był niedostępny, więc nie bacząc na koszty przesyłki za pobraniem (prawie 26 zł) wrzuciłam katam do koszyka.
Nie wiem czy należycie do osób, które recenzji i opinii szukają PRZED zakupem, ponieważ ja stanowczo należę do tej drugiej grupy, która PO zakupieniu jakieś nowości zaczyna wywracać cały internet do góry nogami i w efekcie zwykle nie mogę doczekać się przesyłki jeszcze bardziej.


Chciałam wiedzieć jak użyć katam by zobaczyć chociaż cień fioletu po zafarbowaniu włosów i w efekcie trafiłam na tego bloga: https://www.beautiliciousdelights.com/blogs/news/dark-purple-hair-blue-black-hair-or-jet-black-hair-using-katam-or-indigo-powder
Przeczytałam całego posta a z rozpiski, którą zamieściła Autorka bloga zrozumiałam, że z katamem należy postąpić podobnie jak z indygo. Na początku w pierwszym etapie nałożyć czystą hennę a w drugim zaś rozrobić katam. Bóg dobry wie, dlaczego w efekcie rozmieszałam czystą hennę, którą odstawiłam na noc by na drugim dzień rozrobić katam i połączyć ze sobą dwie mazie. Nie miałam tego w planach, no ale... stało się. Efekt JAKIŚ był, ale przy następnym farbowaniu zamierzam zrobić je dwuetapowo.

Zanim zafarbowałam włosy zrobiłam eksperyment, żeby wiedzieć czego mniej/więcej mogę się spodziewać.

Posłużyły mi do tego włosy Moniki zebrane ze szczotki. U mnie ciężko byłoby dostrzec jakiś efekt a chciałam zobaczyć pierwszą odsłonę możliwości katam (buxus dioica) : )
Katam rozrobiłam jedynie w letniej wodzie, a tak prezentował się tuż po rozrobieniu. Zobaczcie również pasemko Moniki przed zafarbowaniem katam:


Nie mogłam się powstrzymać by co jakiś czas nie zaglądać co dzieje się z mieszanką i wyobraźcie sobie moją minę, kiedy moim oczom ukazał się ten widok! Po 40 minut od zostawienia mieszanki w świętym spokoju:


Tuż przed spłukaniem, po 3 godzinach:


Miseczka po wypłukaniu katam
:


Efekt kolorystyczny, który uzyskałam na pasemku Moniki:


Na drugi dzień po farbowaniu:


Jak możecie zobaczyć na zdjęciach wyszedł piękny, czekoladowy, jak dla mnie, brąz. Ja na żywo (choć na zdjęciach i tak widać moim zdaniem, niestety światło było już nie korzystne. Dni są coraz krótsze ;c) dostrzegłam miejscami lekką zieleń, ale przecież nie można oceniać koloru zaraz po farbowaniu i musimy poczekać aż kolor się utleni... i utlenił się. Do najpiękniejszego koloru (już na 3 dzień zaczął przybierać głęboki, purpurowy odcień a kolejne 3 dni pogłębiły efekt) pod słońcem czyli brązu przetykanego fioletem w którym absolutnie się zakochałam i już suszyłam Monice głowę co by się stało gdyby nałożyła na włosy katam ;d Ciężko uchwycić piękno tego koloru na tak małym pasemku włosów. Na żywo wierzcie mi, wygląda przepięknie.


Robiłam z katam jeszcze jeden eksperyment, którego nie udokumentowałam. Odstawiłam zakwaszoną cassię na 4 godziny po czym rozmieszałam katam (wszystko w proporcji 1:1) i nałożyłam na kolejne pasemko Moniki ;d Po paru dniach otrzymałam jasny brąz, który jest brązem i nie przeszedł w ogóle w fiolet : ) Na pewno będziemy robić inne testy do czego jeszcze katam jest zdolny : )

Jutro pojawi się post o olejach Anwen! : ) Aria - dla Ciebie Kochana! ;* Z czasem mam nadzieję, że i na moich włosach (w słońcu) zacznę dostrzegać różnicę : )

Włosowa metamorfoza w 3 godziny naszej czytelniczki Magdy

Włosowa metamorfoza w 3 godziny naszej czytelniczki Magdy
Magda napisała do nas już kilka tygodni temu. Początkowo miałyśmy się spotkać tylko na konsultacje, ale tydzień przed umówionym spotkaniem zaproponowałyśmy jej szybką metamorfozę. Przyznam, że uwielbiamy to robić i ucieszyłyśmy się, gdy się zgodziła.
Madzia o swoich problemach włosowych napisała nam tak:
"Niedawny post z metamorfozą tak mnie zachwycił, że nie potrafię się doczekać! <3 Zosia ma podobne (chyba) do mnie włosy, zbliżony kolor włosów i zapotrzebowania. Walczę z puchem pojawiającym się po umyciu włosów (pomimo częstego olejowania). Z regularnością stosowania odżywek niestety u mnie już gorzej... A co najbardziej mnie dręczy to dość częste przetłuszczanie i przyklap przy skalpie, zawsze śpię w koczku ślimaku, ale efekt jest na 5 minut od rozpuszczenia :(. Chyba u mnie nie obejdzie się bez środków do stylizacji, albo stylizacja na gorąco :(... Niestety b. niekorzystnie dla zdrowa włosów. Marzą mi się loki Oli, z kolei kolorystycznie bliżej mi do Moniki <3."
Zdjęcia włosów Madzi przed:


Włosy naszej Bohaterki są długie, pojedynczy włos jest przeciętnej grubości, za to gęstości można jej pozazdrościć. Już na pierwszy rzut oka mogłyśmy ocenić, że mają w sobie potencjał i oczami wyobraźni widziałyśmy efekt końcowy.
Kolor jest naturalny, nie farbowany. Jakiś czas temu Madzia wykonywała farbowanie Cassią, ale teraz kolor był już wypłukany i w 100% naturalny.
Po zabiegach, które zafundowałyśmy włoskom kolor odżył i zyskał zupełnie nowy odcień. Niesamowite jest to, jak pielęgnacja potrafi wydobyć z włosów kolor. Podobna sytuacja pojawiła się u Magdy (http://www.sophieczerymoja.com/2017/02/wosowa-metamorfoza-jednego-dnia-magdy.html), Ani (http://www.sophieczerymoja.com/2017/05/niedziela-dla-wosow-wosowa-metamorfoza.html) i Zosi (http://www.sophieczerymoja.com/2017/08/wosowa-metamorfoza-w-3-godziny-naszej.html) - kolory włosów przed i po różniły się znacząco.

Chcemy Was przekonywać za każdym razem, że nie potrzeba tony silikonów, odżywek z silikonami, by pomóc włosom już po kilku godzinach wyglądać zupełnie inaczej. Do naszych metamorfoz nie używamy produktów silikonowych, byście mogły zobaczyć efekt po odpowiednio zastosowanych kosmetykach naturalnych, a nie chwilową przemianę po oblepieniu silikonami.
W tej sytuacji miałyśmy tylko około 3 godziny na cały zabieg. Poprosiłyśmy więc Madzię by oczyściła włosy dwukrotnie szamponem z SLS już w domu i nie nakładała nic więcej.
Dzięki temu nie musiałyśmy tracić czasu na mycie, a także mogłyśmy dobrze ocenić stan włosów.
Na włosy nałożyłyśmy olej kameliowy (KLIK) i przez prawie 40 minut 'wczesywałyśmy' go we włosy. W praktyce oznaczało to, że Ola czesała piękne włosy, bo jest to jej małe hobby ;d


Czas mijał bardzo szybko przy pysznej kawce i przyszła pora zmyć olej. Wykorzystałyśmy do tego celu mydełko cedrowe (KLIK) i dwukrotnie umyłam włosy, bo dobrze zmyć olej. Magda zwierzyła się nam, że nie potrafi delikatnie umyć włosów, zawsze je szarpie i przez to są poplątane. Moim celem było pokazanie jej, że można skutecznie, ale delikatnie zmyć z włosów olej. Obiecała, że się poprawi, więc trzymamy za słowo : )
Postawiłyśmy na dwuetapowe maskowanie - pierwsza maska nawilżająca Omia z lnem (KLIK) na dosłownie 3 minuty i po spłukaniu mieszanka maski Toskańskiej (KLIK) z 3 pompkami oleju kameliowego (KLIK). Tutaj już zawinęłyśmy włosy w reklamówkę i podgrzewałyśmy je suszarką przez 10 minut. Maski było dużo i wręcz nią ociekały, ale jak widać kosmyki tego potrzebowały, bo produkt wręcz wypiły.
Spłukałyśmy i po odsączeniu rozpoczęło się rozczesywanie. Włosy były tak miękkie, że rozczesywały się praktycznie same. Wysuszyłyśmy je suszarką z chłodnym nawiewem i kiedy były już suche w 75% Ola zaaplikowała na nie pompkę oleju kameliowego dokładnie roztartego w dłoniach. Wydawać by się mogło, że to dużo, ale kiedy były już prawie suche, dołożyła jeszcze jedną pompkę i dosuszyłyśmy do końca.


Włosy były bardzo mięciutkie, lejące i nabrały lustrzanego blasku. Pomimo zachmurzenia, wiatru i deszczu widać było, jak lśnią
.


Największe wrażenie zrobiły na nas wszystkich jednak po koczku skarpetkowym KLIK. Trzymałyśmy go tylko przez kwadrans, z czego przez 10 minut był podgrzewany suszarką, a przed 5 minut stygł. Objętość jaka się pojawiła i mięsistość, miękkość fal były przepiękne. Włosy wyglądały bezapelacyjnie cudownie, a sama ich właścicielka była bardzo zadowolona. Ciągle ich dotykała i nie mogła wyjść z podziwu. My same aż zaklęłyśmy, kiedy rozpuszczałyśmy koczek.


Koczek niestety był trzymany za krótko, by skręt był trwały i po jakimś czasie fryzura się rozprostowała.

Na zakończenie wrzucam fragmenty z maila od Madzi. Dla takich słów i takich wiadomości warto robić swoje : )
"Nie wiem zupełnie co mam napisać! Wbrew temu co mówiłyście, że przy moich włosach nie ma co robić - EFEKT WOW jest i ja na prawdę nigdy nie miałam TAKICH włosów, Naprawdę! (...) Ja nie mogłam przestać ich dotykać w aucie <3 i czułam jakbym nie swoich włosów dotykała albo wyszła od fryzjera. Loki tak jak mówiłam się rozprostowały się dość szybko, ale tafla "prawie jak Moniki" została (z naciskiem na prawie, bo jednak ta tafla Moniki jest niedościgniona:P).
Dziękuję Wam na prawdę z całego serca za SPA dla włosów, za porady, które będę starała się wdrożyć, za przepyszną kawę i ciacha! oraz za pogaduchy i przede wszystkim za motywację, bo teraz wiem, że moje włosy mogą wyglądać dobrze jak się do tego przyłożę. Naprawdę moje włosy wyglądają nijako na co dzień i dzisiejsza zmiana jest b. zauważalna :)!"

Kochana, było nam bardzo miło Cię poznać i spędzić razem czas. Dziękujemy serdecznie.


Tutorial (film) na koczek skarpetkowy, którym uzyskujemy piękne, grube fale

Tutorial (film) na koczek skarpetkowy, którym uzyskujemy piękne, grube fale
Pytań o koczek skarpetkowy pojawia się mnóstwo. Pomimo tego, że zawsze chętnie odpowiadamy na Wasze pytania i nie ukrywamy źródła inspiracji KLIK jakim był filmik na Youtube, to za parę dni znów ktoś zadaje to pytanie.
Prośby o tutorial z koczkiem pojawiały się także na naszej grupie "Czas na włosy" KLIK, do której serdecznie zapraszamy.
Zmotywowałyśmy się więc i przysiadłyśmy by spełnić te prośby. Początkowo chciałyśmy przedstawić to w formie zdjęć, ale zapewne znów pojawiałyby się pytania, jak to jest zrobione ;d
Nagrałyśmy więc krótki filmik, na którym widać wszystko krok po kroku. Możecie także zobaczyć, jak koczek się rozwija, jeśli ktoś miałby wątpliwości.


Dobrze zrobiony nie sprawia problemów przy ściąganiu, nic nie ciągnie, nie wyrywa się włosów. Loki są luźne, ale gładkie, ujarzmione aż po same końce. Nie ma mowy o puszeniu.

By otrzymać 'loki idealne' włosy należy przed zawinięciem w skarpetę bardzo dokładnie rozczesać. Następnie robimy wysokiego kucyka, który dodatkowo nada zachwycającej objętości fryzurze. Przeciągamy przez kucyk skarpetę i dzielimy włosy na dwie sekcje. Podczas przeciągania sekcji możecie zauważyć, że każdą dokładnie przeczesuję by nic nie odstawało i zawinęło się gładko. Ja lubię 'unieruchomić' koczka klamrą z filmiku, służy mi już kilka dobrych lat. Kiedy muszę wyjść z domu w koczku przypinam go wsuwkami (włosy z racji długiego pobytu (nocna pora) w zawiniętej pozycji są jakby 'nieruchome' i lepiej współpracują ze wsuwkami).
Mamy nadzieję, że teraz już wszystko będzie jasne ; )

Tutaj włosy Moniki jedynie po godzinie w koczku, który zrobiłyśmy robiąc dla Was tutorial ; )


Podsumowanie efektów zapuszczania (trzeci miesiąc). Efekty w zdjęciach Wasze oraz nasze : )

Podsumowanie efektów zapuszczania (trzeci miesiąc). Efekty w zdjęciach Wasze oraz nasze : )
W tym miesiącu lekko z poślizgiem dodajemy Podsumowanie Akcji Zapuszczania. Ze względu na bardzo dużą ilość pracy zarówno w sklepie, jak i nad sprawami związanymi z blogiem, brakło nam czasu na napisanie kilku planowanych już od dawna postów. Serdecznie Was za to przepraszamy, ale niestety doba ma tylko 24 godziny.
Obiecujemy, że będziemy się starać jak najlepiej wykonywać swoją pracę : )
Efekty mojego zapuszczania w ubiegłym miesiącu są dość przeciętne, ale z produktów, które stosowałam jestem bardzo zadowolona. Nie żebym się nie przykładała, bo wręcz przeciwnie. Wcierałam systematycznie przez całą końcówkę sierpnia serum do włosów przetłuszczających EcoLab (KLIK), o której więcej pisałam w poprzednim miesiącu (KLIK). Zdania na jej temat nie zmieniłam:
- nie przyśpiesza przetłuszczania
- nie obciążała zastosowana na czyste włosy po myciu
- włosy nie wypadały w większej ilości
- porost był minimalnie przyśpieszony
- pojawiały się malutkie baby hair
Podsumowując obydwie wcierki EcoLab działają bez zarzutu i są praktycznie sobie równe. Po obydwu efekt był taki sam, obydwie nie przetłuszczały mi skóry głowy mocniej, co bardzo ważne. Póki co udało mi się uniknąć wzmożonego wypadania włosów, co też przypisuję między innymi tym kosmetykom.
Po koniec sierpnia udało nam się zamówić do sklepu kosmetyki marki Floresan, które przeznaczone są do włosów mocno wypadających, w sytuacjach, kiedy dotyka nas problem 'gubienia włosów'.
Składy są fenomenalne, a cała linia to dwie wcierki (KLIK), olejek (KLIK) oraz maska rozgrzewająca (KLIK). Kusiły wszystkie, ale ostatecznie na początek zdecydowałam się na Koncentrat dzień-noc (KLIK).
Pierwsze użycie na włosy suche kilka godzin po myciu skończyły się katastrofą. Włosy stały się ulizane, tłuste i nadawały się tylko do mycia. Grzywka była posklejana, a całość wyglądała jakbym się nie myła przez tydzień. Dobrze, że był wieczór więc poszłam spać. Rano było minimalnie lepiej. Mogłam bez większego zażenowania wyjść z psem na spacer, ale marzyłam o tym, by jak najszybciej po powrocie umyć włosy. Pomimo, że część tej tłustości znikła to zostało takie ulizanie, posklejanie.
Wtedy myślałam, że wcierka ta nadaje się do stosowania tylko i wyłącznie przed myciem włosów. Jak dobrze, że dałam jej kolejną szansę ;d
Spróbowałam zaaplikować ją po myciu, zaraz na mokrą skórę głowy. Z niecierpliwością czekałam, aż wyschnie, by rzucać przekleństwami, ale nic takiego się nie wydarzyło. Wcierka idealnie wchłonęła się w skórę, nie była w ogóle odczuwalna. Przyznam, że nałożyłam jej sporo, bo i tak miałam w planie zostać w domu. Od tamtej pory już bez obaw stosowałam ją po każdym myciu, czyli średnio co dwa dni. Po kilku użyciach byłam przekonana, że nie będzie to wydajny produkt, ale wystarczył mi aż do teraz i starczy jeszcze spokojnie na tydzień lub dłużej. Miesiąc kuracji mamy więc zapewniony, a to już według mnie dobra wydajność.
Odkąd stosuję Koncentrat w dalszym ciągu nie wypadają mi włosy, porost przyśpieszył, ale dopiero niedawno. Na początku stosowania nie widziałam żadnego przyśpieszonego porostu, ale od półtora tygodnia włosy wystrzeliły i nagle przysłowiowo z dnia na dzień pojawił mi się odrost. Z przyjemnością zużyję go do końca i będę polecać do wypróbowania, bo stosunek cena/wydajność/działanie jest bardzo korzystna.


W składzie ekstrakt z korzenia łopianu, wyciąg z szyszek chmielu, ekstrakt z ostrej papryki, ekstrakt z pokrzywy, gliceryna, lanolina, panthenol, ekstrakt z igieł jodły syberyjskiej.
Nie mogłam się już powstrzymać i zanim zdenkowałam ten produkt, już sięgnęłam po kolejny Floresan (dokładnie TEN). Tym razem jest to rozgrzewająca maska do stosowania przed myciem. Na razie jestem po dwóch użyciach i mogę powiedzieć, że będzie wydajna, ponieważ ma aż 450 ml, przyjemna w stosowaniu, zapach ma nienachalny i łatwo się wypłukuje.

M.

Ola:
Ja i moje włosy powinnyśmy być na szarym końcu. Już nie przez wzgląd na standardowy przyrost (a może nawet poniżej 1 cm sądząc po odroście?...), ale przez fakt, że moja Akcja zapuszczania przerodziła się definitywnie w Akcję ZAGĘSZCZANIA. Oczywiście dalej będę dodawać swoje wyniki względem przyrostu, a w końcu jedno łączy się z drugim (większość rzeczy na porost daje nam baby hair i odwrotnie). Muszę się pożalić, że przez ostatni miesiąc wypadła mi 1/3 włosów jak nie więcej. Planuję osobny post na ten temat, zrobiłam nawet zdjęcie włosów zebranych ze szczotki po dwukrotnym czesaniu byście mogły zobaczyć jaką ilość włosów zgubiłam (mam wrażenie, że się przerazicie). Będzie to post dla ludzi o mocnych nerwach ;d bo choć staram się do tego podejść na spokojnie, to uwierzcie, że jest mi po prostu bardzo smutno. Tak wielkie wypadanie dotknęło mnie dwa lata temu - podobna sytuacja: Skontrolowana krew pod różnymi kątami (zważywszy na inną przypadłość musiałam się skontrolować), samopoczucie w porządku (oprócz, fakt, sporego stresu...), żadnych przebytych dotychczas chorób i co za tym idzie lekarstw. Wypracowałam sobie zatem plan działania, który jest w fazie testów a chciałabym bardzo móc opisać Wam co dobrze się sprawdza na chwilę obecną także spodziewajcie się posta na ten temat i wielkich, ogromnych żali - będę musiała sobie ulżyć. Niestety. Nie mam czym 'szastać' na chwilę obecną, więc muszę każdy produkt dobierać z rozwagą.
Nie wiem, czy nie będę musiała podciąć włosów więcej niż planowałam, ponieważ już dostrzegam przerzedzenie włosów na długości szczególnie na końcach. No ale... o tym nie dzisiaj.
W tym miesiącu w dalszym ciągu piłam olej z czarnuszki. Zakupiłam nawet butlę 500 ml, którą piłam do końca zeszłego miesiąca. W tym miesiącu olej porzuciłam, ponieważ efektów nie widziałam żadnych, najmniejszych. Oleju zostało w lodówce oczywiście, więc zużyję go do olejowania tego co mi zostało (haha). Przyznam, że wolałam poprzednią wersję oleju z czarnuszki, którą pokazywałam Wam TUTAJ. Mój aktualny olej jest marki Ol'Vita i nie smyrał już tak fajnie w gardło (jak również nie smakował) jak poprzednik. Tak jak pisałam w podsumowaniu drugiego miesiąca zapuszczania olej próbowałam wcierać w skórę głowy (czasowo wypadało różnie - czasem godzina przed myciem, czasem na parę godzin, zdarzyło się również parę razy olejowanie całonocne). Po dwóch tygodniach stwierdziłam (olej wcierałam jakieś 3-4 razy w tygodniu by nie przesadzać), że olej zamiast pomagać wzmaga i tak duże wypadanie i zarzuciłam jego wcieranie. Wciąż jednak przyjmowałam go doustnie.

Zdjęcia, które zrobiłyśmy końcem zeszłego miesiąca. Dodatkowo zaliczyły Bad Hair Day, ponieważ naprawdę wybitnie nie polubiły się z olejkiem Werbena. Na zdjęciach tego oczywiście nie widać, ale nawet Monika stwierdziła, że w dotyku są bardziej szorstkie niż zazwyczaj oraz były jakby 'czymś obklejone' i to niestety tak bardzo niepozytywnie. Aż drżę co pokażę za dwa tygodnie (względem objętości na zdjęciach) ;D:


Wasze efekty : ) Dla porównania ile urosły włosy Dziewczyn (dziękujemy Wam bardzo za aktywność!) zajrzycie w TEGO posta:

1. Kinga : )
Widzimy przyrost - jest spory! Kinga zawstydza nas swoim przyrostem każdego miesiąca ;o Jej włosy są stworzone do podziwiania : )

"Przesyłam zdjęcie moich włosów we wrześniu. Przyrost w tym miesiącu nie jest bardzo widoczny,ale wydaje mi się że coś tam jednak urosły.  Poza moją  podstawową pielęgnacją w tym miesiącu będę stosować wcierkę Ecolab i kontynuować mycie włosów szamponem Seboradin. :)"


2. Mona : ) Eh, Kochana teraz patrzę na Twoje gęściutkie włosy z jeszcze większą 'zazdrością' :c Pozytywną oczywiście ;*

"Przesyłam efekty mojego zapuszczania w lipcu:

Wewnętrznie:
- biotyna 5mg
- dużo słonecznika i sezamu w diecie

Na skórę głowy:
- wcierka Ecolab do wlosow suchych codziennie plus masaż 5 minut
- olej kokosowy z wyciągiem amli Vatika na noc przed myciem ( dwa razy w tygodniu ) pluis masaz 10 minut
- maska drożdżowa Agafii z dodatkiem bhringraj i spiruliny, co mycie ( dwa razy w tygodniu )

Na długości:
-olejowane na noc na krem aloesowy lub masło do ciała isana olejem migdałowym lub oliwa z oliwek
- szampon Ecolab wzmacniający,  co dwa tygodnie oczyszczanie czarnym syberyjskim mydłem Agafii
- co dwa tygodnie peeling za pomocą korundu
-maski:
*Organic Shop jaśminowa z dodatkiem spiruliny, kwasu hialuronowego i olejku kameliowego ( spirulina za każdym razem działa cuda i GHD gwarantowany )
*Planeta Organica maska tajska
*Anwen maska do włosów średnioporowatych ( raz użyta i w przeciwieństwie do tej do niskoporowatych kompletnie się nie sprawdziła )
* Karelia Oblephika
*Fitokosmetyk

Płukanki
:
- lniana z szałwią lub rozmarynem

Zabezpieczanie końcówek:
-kwas hialuronowy z olejkiem żurawinowym i serum Mythic oil

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wszystkie dążące do wymarzonej długości.
"


3. Sz. : )
Nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic więcej poza - Co za P R Z Y R O S T! :o Sz. Kochana, jest pięknie <3

"Hej,
Zgodnie z założeniami wcierka z Orientany w połączeniu z moją mini-akcją "mocne włosy" zdziałały cuda.
W tym miesiącu z dumą prezentuję Wam przyrost.

Wg moich pomiarów - nie dbam o to, jak poprawnie się mierzy z opisów w sieci. Ja mierzę od czubka głowy do najdłuższego pasma, w tym miesiącu jest 70cm i ten pomiar będzie dla mnie wyjściowy (nawet jeśli nie jest to 70 według właściwych pomiarów). Na szczęście długość zgadza się ze schematami z sieci "70cm-28cali, włosy falowane" tego typu:

https://static.wixstatic.com/media/746b30_d54ff28c5b0a4e70a94d409c5d85e70f~mv2.jpg/v1/fill/w_720,h_550,al_c,lg_1,q_85/746b30_d54ff28c5b0a4e70a94d409c5d85e70f~mv2.jpg

Dołączam też siwy odrost czy raczej "siwodrost" przy obecnym przyroście (tuż przed wczorajszym hennowaniem), co lepiej obrazuje sytuację.


Użyte preparaty:
- Standard Szyszki*
- wcierka z Orientany
- dodatkowe olejowanie końcówek: olej śliwkowy
- jałowcowa maska od Agafii przeciw wypadaniu
- balsam sesa na wzmocnienie i blask (też wcierany w skórę głowy)
- zapomniane przeze mnie wcześniej szampon i maska z szungitem

Obserwacje:
- wcierka z Orientany nigdy mnie nie zawiodła (oczywiście stosując zasadę 3 tygodnie+1 tydzień przerwy); brakowało mi takiego spektakularnego przyrostu od dawna - to tak dla tych, co twierdzą, że długie włosy rosną wolniej czy coś..
- maska jałowcowa sprawiła, że jedyne włosy, które mi wypadają, to te na szczotce z dzika; dla mnie to ogromne wydarzenie, bo wcześniej miałam w domu dywany z włosów

Plany na wrzesień:
- będę kontynuować kurację wcierką z Orientany
- wprowadzę więcej szamponu i maski z szungitem (idealne przeciw wypadaniu)
- chyba rozpocznę akcję anty-splątaniową, która, mam nadzieję, zniweluje fale i sypkość
- dodam, że naturalnie nie mam fal, ale spanie w warkoczu sprawiło, że zagościły u mnie teraz na stałe, będę więc myśleć o nowym systemie upięcia do spania.
"
*Czym jest standard Szyszki? : ) "Standard Szyszki" czyli sesa (na parę godzin raz w miesiącu), olejowanie: anyż, mięta, len Babuszki Agafii (co tydzień), szampon oczyszczający Planeta Organica, szampon jajeczny Agafii; odżywki: Natura Siberica z efektem laminowania, jajczna Agafii, codziennie na końcówki Mythic Oil - to wszystko będę właśnie nazywać "Standard Szyszki"

4. Agnieszka ;* Loczki coraz dłuższe! ;*

"Hej Dziewczyny,

to moje włosy w sierpniu. Oprócz standardu (olejowanie, maski, etc.) stosowałam serum na porost włosów Agafii. Poza tym pije olej z ostropestu i herbatę z pokrzywy.
"


Manjistha - parę słów o nowym odkryciu

Manjistha - parę słów o nowym odkryciu
Zioło o tajemniczej nazwie Manjistha (KLIK) odkryłam przypadkiem na blogu Pole henny https://polehenny.wordpress.com/2017/06/09/nowe-ziola-esencjonalnie-o-manjistha/
Z Pola Henny nigdy nic nie zamawiałam, ale nie raz się o to pytacie, więc co jakiś czas z ciekawości zerkam by być na bieżąco.
Zioło to zainteresowało mnie, ponieważ wydaje się być wszechstronne. Podobno podbija zarówno czerwienie, jak i rudości. Można używać go także na włosy blond w celu uzyskania "truskawkowego blondu".


Właśnie to ostatnie mnie skusiło i sprawiło, że postanowiłam spróbować. Moje włosy były prawie blond, właściwie przypominały już ciemny, złoty blond. Kolor ten jednak mi się znudził, a wizja truskawkowej barwy wydała się być bardzo kusząca.
Od razu zamówiłam z Hurtowni przy okazji zakupów i przystąpiłam do farbowania. Nie chciałam włosów przyciemniać, a jedynie nadać im lekki kolor, więc wykorzystałam do tego celu Cassię. Swoją drogą poprzednie miesiące tylko i wyłącznie cassiowałam włosy, więc wybór wydaje się oczywisty.
Początkowo zrobiłam próbę na włosach ze szczotki - zarówno moich, jak i męża, którego włosy są w kolorze jasnego, złotego blondu.
Na moich kolor praktycznie się nie zmienił, za to na blondzie pojawił się owy truskawkowy odcień. Nie był on nachalny i mocno widoczny, ale zmiana była zauważalna.
Skoro na moich nie było widać różnicy uznałam, że należy zioła dosypać więcej. I tak na niecałe 100 gram cassi dosypałam 25 gram Manjisthy, znanej również jako Rubia.


Taka mieszanka dała na moich włosach bardzo jasną rudość z brzoskwiniowym połyskiem. Jednak była to rudość, a nie truskawkowy blond, którego się spodziewałam. Tak czy siak, takiego koloru nigdy nie udało mi się uzyskać za pomocą henny czy cassi pomimo różnych dodatków. Na pewno był to kolor wyjątkowy - miał zupełnie inną jakość, a w słońcu połysk przypominał brzoskwinię czy nektarynkę.
Niestety z jaśniejszej partii włosów od góry po 3 tygodniach kolor znacząco się wypłukał, co znaczyłoby, że na blond włosach w mieszance z Cassią nie jest aż tak trwały.
Na o ton ciemniejszych włosach trzymał się niezmiennie.
Eksperyment z rudymi włosami skłonił mnie do dalszych prób. I tak pomieszałam cassię z henną, kurkumą, rzewieniem oraz rubią.
W dalszym ciągu kolor utrzymany jest w tonie rudości, jednak dzięki hennie został przyciemniony, a także jak się okazuje, zyskał trwałość. Mija drugi tydzień od koloryzacji, a kolor się nie zmienia. Kolor dzięki Rubii nabrał jeszcze więcej wielowymiarowości - w słońcu jest brzoskwiniowy - złoty, w cieniu mocno miedziany z odcieniem lekko czerwonym.
Zioło to warto dosypywać nie tylko ze względu na swoje właściwości kolorystyczne, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo ładnie odżywia włosy, niweluje przesuszenie, które często występuje po farbowaniu ziołami. Moje włosy nigdy nie rozczesywały się tak ładnie i nie były tak gładkie po farbowaniu ziołami, jak właśnie teraz, kiedy dodaje do niej Manjisthy.

Podsumowując: Manjisthy warto użyć jako dodatek do mieszanek farbujących na rudo lub czerwono. A także do henny brązowej, jeśli nie boicie się mahoniowych, ciepłych refleksów. 
Na włosach wielokrotnie indygowanych nie będzie różnicy w kolorze, za to docenicie jej odżywcze działanie. Roślina ta wykazuje również działanie opóźniające siwienie włosów, może także przyciemniać już siwe włosy. 
Jeśli macie jasny blond to mały dodatek sprawi, ze włosy będą miały odcień truskawkowego blondu.
Warto eksperymentować i na początku dodawać mniejsza ilość, jeśli nie chcecie mieć rudych włosów.

Rubię wsypujemy bezpośrednio przed nakładaniem naszej mieszanki i trzymamy ją najlepiej koło 3 godzin, by miała czas zadziałać.

M.