Popularne posty

Włosowa metamorfoza naszej Czytelniczki Basi w 4 godziny - jak bez silikonów z pomocą tylko naturalnej pielęgnacji poradzić sobie z bardzo mocno plątającymi się włosami

Włosowa metamorfoza naszej Czytelniczki Basi w 4 godziny - jak bez silikonów z pomocą tylko naturalnej pielęgnacji poradzić sobie z bardzo mocno plątającymi się włosami
Basia napisała do Nas niecały miesiąc temu w celu Włosowej Konsultacji. Pozwolę sobie przekopiować treść wiadomości:
"Od zawsze włosów miałam dużo włosów. Niestety nie są ona ani kręcone ani proste, ja na to mówię (ni to fale ni to loki). Moja tragedia rozpoczęła się w sierpniu 2016 gdzie przyzwyczajona do prostych włosów postanowiłam skorzystać z zabiegu keratynowego prostowania. Zabieg był przeprowadzony masakrycznie, włosy zostały powyrywane i połamane, do domu wróciłam ze stojącym jeżykiem od nasady głowy. Od tamtej pory nie mogę poradzić sobie z ich pielęgnacją. Włosy od prawie 2 lat nie są poddawane żadnym zabiegom (farbowanie i itp), jedynie co to codzienne mycie głowy i suszenie suszarką (prostownica odstawiona dawno w kąt). Ratunku szukałam również u trychologa i jakież było moje zdziwienie, gdy trycholog stwierdził "kto by trzymał takie włosy należy obciąć jak najwięcej, nic z nich nie będzie".
Mój główny problem to bardzo duża łamliwość( zwłaszcza od nasady - mam okropnego jeżyka:/) oraz plątanie włosów (czasami mam wrażenie że robią mi się dredy ciężkie do rozczesania). Moja codzienna pielęgnacja polega głownie na myciu włosów pochylona w przód metodą kubeczkową, następnie maska albo odżywka. Rozczesuje na mokro grzebieniem o grubym rozstawie, suszę suszarka zimnym powietrzem (po całym procesie ok. 20-30 włosów połamanych)."

Jak widzicie, opis daje duży obraz tego z czym miałyśmy do czynienia.
Długa lista naszych rad i wskazówek w jakimś stopniu pomogła naszej Czytelniczce i kiedy się spotkałyśmy była po pierwszych próbach olejowania, emulgowania, używania nowych kosmetyków. Bardzo się cieszymy, że jest taka zmotywowana w walce o piękne włosy.
Jednak dalej miała ona jeden główny problem - ogromne platanie. Opisywała to zjawisko jako dredy, które robią się głównie po dwóch stronach głowy.
Na nic nie zdawały się nasze wskazówki jak postępować - włosów dalej nie dawało się rozczesać.
Niżej możecie zobaczyć zdjęcie, które Basia nam wysłała:


"Moje mycie włosów zawsze rozpoczynam od rozczesania włosów(może niekoniecznie są rozczesane idealnie ale zawsze rozczesane), włosy myję z głową w dół, nie pocieram, myję tylko skórę włosów a pianą cała długość. Odciskam w szmatkę bawełnianą, więc myślę, że powinno być ok. A tymczasem jest apokalipsa, ilość skołtunienia i itp jest okropna. Rozczesuje grzebieniem z grubymi i szerokimi włosami( szczotka nie da rady na tę chwilę) z głową w dól ale tez i na stojąco."

Jak widać technika mycia jest dobra, a jednak kołtuny były dalej i dalszym ciągu nie dało się ich rozczesać. Nie mogłyśmy uwierzyć, że nasze sposoby nie działają i postanowiłyśmy umówić się z Basią, by sprawdzić na czym polega problem i jak możemy pomóc.
Efekty spotkania koniecznie musimy Wam pokazać, ponieważ jesteśmy niesamowicie zaskoczone, jak piękne okazały się te kosmyki po niecałych 4 godzinach.

Tutaj włosy Basi PRZED metamorfozą:


Przyznamy, że kiedy zobaczyłyśmy te kołtuny miałyśmy chwilę zwątpienia. Szczególnie, kiedy po godzinie rozczesywania wcale ich nie ubywało.
Wierzymy jednak w siebie i swoje umiejętności, więc nie poddawałyśmy się. Efekt wynagrodził nam starania.
Po ponad półtorej godzinie udało się rozczesać wszystkie "dredy" i najmniejsze supełki, które były tak zaciśnięte, że wydawały się nie do rozczesania. Na szczęście mamy swoje triki : ))
Rozczesywanie przebiegało jednocześnie z olejowaniem. W trakcie rozczesywania na włosy nakładany był olej kameliowy (do kupienia u nas KLIK), który miał wtedy czas by zadziałać. Kiedy włosy były naolejowane i rozczesane jeszcze przez kilka minut czesałyśmy je dalej.


Z racji tego, że rozczesywanie i olejowanie jednocześnie zajęły nam prawie połowę przeznaczonego na metamorfozę czasu z resztą musiałyśmy się śpieszyć.
Włosy zostały ponownie rozczesane. Tym razem z głową z dół, ponieważ tak miały być umyte. Do mycia użyłyśmy Szampon Anthyllis (dokładnie TAKI KLIK). Wspominałam Wam o nim kilkukrotnie - stał się moim wielkim ulubieńcem ostatnich tygodni. Tutaj również pokazał, że myje bardzo delikatnie, nie pląta i włosy po umyciu są bardzo przyjemne w dotyku.
Kolejny krok to maska Ekos (KLIK) wymieszana z około połową łyżeczki oleju kameliowego (KLIK). Została bardzo dokładnie wmasowana we włosy przez kilka minut, po czym podgrzewana przez kolejne kilka minut suszarką kapturową
Podczas spłukiwania włosy były takie jak u każdego, u kogo stosowałyśmy tą maskę - bardzo śliskie, gładkie, miękkie. Już wtedy wiedziałam, że jesteśmy na dobrej drodze.
Lekko odsączone włosy rozczesały się z niebywałą łatwością. Szczotka sama po nich sunęła. W porównaniu do tego co było wcześniej odczuwane po każdym myciu przez Basię była to zmiana o 180 stopni, wręcz nie do uwierzenia.
Przystąpiłyśmy do suszenia chłodnym nawiewem i na prawie suche włosy zaaplikowałyśmy niewielką ilość olejku kameliowego. Na zdjęciach włosy są jeszcze lekko wilgotne, ale widać jak się zmieniły. Zyskały niesamowity blask, kolor odżył i nabrał wielowymiarowości, a włosy można rozczesać bez problemu zarówno szczotką, jak i przeczesywać je palcami. Nie tworzą idealnej tafli, ponieważ z natury są lekko falowane.


Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowały koczka skarpetkowego. Oczywiście trzymanego bardzo krótko na włosach, ponieważ jedynie kilka minut. By przyśpieszyć stylizację był podgrzewany krótko suszarką.
To co ujrzałyśmy po rozpuszczeniu odebrało nam mowę. Zresztą zobaczcie same - komentarz jest tu zbędny : )


Mamy ogromną satysfakcję z tej przemiany i bardzo się cieszymy, że mogłyśmy się spotkać i udowodnić Basi, że jej włosy są piękne - gęste, zdrowe i lśniące. Po zdjęciach, które pokazywała nam w mailach i pierwszym spojrzeniu na nie na żywo nie sądziłyśmy, że kryją aż taki potencjał, który udało nam się wydobyć.
Pamiętajcie, ze ważna jest także odpowiednia technika, a nie tylko same kosmetyki
Kupno nowych kosmetyków niekoniecznie sprawi, że włosy będą wyglądać lepiej. Ważna, a może nawet ważniejsza jest technika ich stosowania.

Napiszcie koniecznie co myślicie! : )

Jeśli jesteście zainteresowane Włosową konsultacją u nas to zapraszamy : ) Piszcie na maila info@sophieczerymoja.com

Maski Prowansalskie - godny następca masek Karelia Organica

Maski Prowansalskie - godny następca masek Karelia Organica
Masek Karelia Organica, które tak lubiłam i Wy także je pokochałyście niestety od długiego czasu nie ma w Hurtowni. Bardzo się cieszyłam, że tak się nimi zainteresowałyście i dawały praktycznie u każdego dobre efekty. Cztery typy produktu pozwalały na dobranie odpowiedniego do każdego typu włosów i do każdej potrzeby.
Nie tracimy nadziei, że jeszcze wrócą do sprzedaży, jednak z ich braku poszukiwałam czegoś co mogłoby je zastąpić.


Dlaczego Maski Prowansalskie są podobne do masek Karelia?


Zacznijmy od względów technicznych:
- mają taką samą pojemność (220 ml)
- są zapakowane w podobne plastikowe słoiczki z zakrętką
- cena także jest bardzo mocno zbliżona (różnica 50 groszy na korzyść Karelii)
- podobna konsystencja
- działają świetnie zaaplikowane zarówno na minutę, jak i na dłużej
- 3 rodzaje masek Prowansalskich i 4 rodzaje Karelia


Działanie Masek obydwu firm jest bardzo zbliżone. Jak do tej pory testowałyśmy jedynie dwie wersje - Regenerującą (KLIK) oraz Siła i blask (KLIK). Występuje jeszcze Odżywcza, którą też na pewno będziemy mieć w sprzedaży po tak zachęcających rezultatach dotychczas stosowanych.


Dla kogo która maska? Jaką wybrać?



Dwie maski, o których dziś piszę są zupełnie inne. Każda ma inny skład, zróżnicowane działanie.
Wersja regenerująca (KLIK) mniej przypadła mi do gustu. Jej formuła jest cięższa, bardziej dociążająca. Jeśli miałabym ją porównać to bez wątpienia do wersji Łopianowej Karelia Organica. Łopianowa także nie stała się moim ulubieńcem. Włosy były za mocno oklapnięte, nieco sztywne po wysuszeniu, ale błyszczały się bardzo mocno. Tutaj mam bardzo podobne odczucia.
Maska sprawdzi się na włosach kręconych, suchych, zniszczonych, ale również na średnio i niskoporowatych. Warunkiem jest to, by włosy lubiły mocno dociążające produkty. Włosy Oli takie są i z tą maską się polubiły. Moje wolą lżejsze formuły.
Zawiera bogactwo składników, które mogą wpłynąć także na porost i wzmocnienie włosów.
Ma zielony kolor i zapach bazyliowego sosu.


Maska Siła i blask (KLIK) kojarzy mi się z Moroshką i Oblepikha. Ma w sobie wszystko co najlepsze z tych dwóch masek. Włosy stają się miękkie od razu po nałożeniu (w wersji Regenerującej tak samo). Kiedy ją spłukuję są tak mięciutkie i śliskie, że nie mogę oderwać od nich rąk.
Rozczesują się błyskawicznie, a po wysuszeniu dzieje się magia. Włosy stają się niesamowicie nabłyszczone, gładkie i sypkie. Jednocześnie zachowują lekkość, puszystość.
Włosy aż po same końcówki są odżywione, nawilżone, widać, że niczego im nie brakuje.
No i ten blask - nazwa nie jest tutaj na wyrost. Jest to jedna z najlepiej nabłyszczających masek, jakie znam.
Ten produkt powinien sprawdzić się na każdych włosach poza mocno zniszczonymi lub z dużym problemem 'puszenia'. Takie kosmyki potrzebowałyby wzbogacenia maski np. porcją oleju, by stała się mocniej dociążająca.
Jednak jeśli macie suche, zniszczone włosy, które są cienkie i bez życia także możecie spróbować. Dla każdego innego typu, w tym dla włosów zdrowych, którym zazwyczaj mało brakuje, będzie idealna. Będzie stanowić przysłowiową kropkę nad "i" nadając ostatecznego szlifu.
Ma różowy kolor i delikatny kwiatowy zapach. Niestety nieco chemiczny.



Co cennego znajdziemy w składach produktów



Maska Regenerująca (KLIK) zawiera: Olej z pestek winogron, Olej z czarnej gorczycy, emolienty tłuste, antystatyk, Ekstrakty ziołowe z: rozmarynu, tymianku, szałwii, oregano, majeranku i bazylii. Ponadto masło shea, ethylhexylglicerin (humektant), 3 silikony, w tym jeden zmywalny delikatnym detergentem i dwa odparowujące.

Maska Siła i Blask (KLIK): masło shea, organiczny ekstrakt z irysa, ekstrakt z piwonii, emolienty tłuste, antystatyk, emulgator, glicerydy sojowe, 3 silikony, w tym jeden zmywalny delikatnym detergentem i dwa odparowujące.


A Wy, na którą byście się skusiły? : )

M.

TOP 3 produktów na porost

TOP 3 produktów na porost
Postów na temat zapuszczania można na blogu znaleźć mnóstwo. Praktycznie od zawsze był to nasz ulubiony temat, ponieważ pragnienie osiągnięcia długich włosów towarzyszy nam na co dzień. Z tego powodu przetestowałyśmy mnóstwo preparatów, które miały to ułatwić i dziś przyszła pora na małe podsumowanie. Spośród około 20 produktów, które stosowałam przez ostatnie 2-3 lata wybrałam swoich trzech ulubieńców. Kolejność przypadkowa, ponieważ każdy lubię tak samo mocno.
Są to produkty, których musi spróbować każda osoba starająca się zapuścić włosy, bo to ich główny cel, choć działają nie tylko na porost i zagęszczenie. Więcej o tym przy każdym produkcie : )
Trochę zmotywowała mnie do tego moja obecna długość włosów. Przyszła pora by nie skupiać się aż tak na poroście, ponieważ cel został chyba osiągnięty. Mówię chyba, ponieważ sama jeszcze nie zdecydowałam ;d


Floresan maska rozgrzewająca otrzymuje złoty medal w kategorii najlepsza maska na porost



Zdecydowanie na pierwsze miejsce zasłużyła Maska rozgrzewająca Floresan (do kupienia u nas KLIK).
Wspominałam Wam o niej kilkukrotnie na blogu, pokazywałam efekty po jej używaniu.


W moim odczuciu jest to najlepszy produkt na porost z wielu względów. Między innymi dlatego, że jego stosowanie jest bajecznie proste. Formuła gęstej maski, która świetnie się rozprowadza po skórze głowy ułatwia aplikację i skraca czas do minimum. Wystarczy chwila by pokryć całą głowę i odczekać 30-40 minut by po kilku aplikacjach cieszyć się widocznymi efektami.
Maska nie spływa, za to przyjemnie rozgrzewa, łatwo się zmywa. Po umyciu włosy są trochę bardziej puszyste i odbite od nasady. Na pewno nie ma negatywnego wpływu na przetłuszczanie - włosy nie przetłuszczają się szybciej.
Efekt tak jak wspomniałam, pojawia się dość szybko. Maska starczyła mi na ponad 3 tygodnie kuracji i w tym czasie włosy urosły ok. 2 cm. Dodatkowo pojawiło się bardzo dużo baby hair.
Bardzo dużo z Was zaufało nam i kupiło ten produkt z naszego polecenia za co dziękujemy. Efekty, o których nam piszecie, przesyłacie zdjęcia pozwalają myśleć, że kosmetyk działa nie tylko u nas.
Za jego działanie odpowiadają zioła takie jak: Pokrzywa, Chmiel i Łopian, a także ekstrakt z ostrej papryki.


Tonik Ajurwedyjski Orientana - najlepsza wcierka



Drugim ulubionym produktem jest Tonik Ajurwedyjski Orientana (KLIK).
Jego skład jest tak bogaty, że nie może nie działać. To prawdziwa perełka wśród wcierek. Takie składy spotyka się częściej w formie olejowej niż w formie toniku.
Tym, którzy nie lubią kosmetyków do stosowania przed myciem ten produkt powinien się spodobać.
Jego konsystencja jest wodnista, przez co nadaje się do użycia na czystą skórę. Polecam stosować zaraz po kąpieli, na jeszcze mokrą skórę. Wtedy ładnie się wchłonie i nie będzie po niej śladu w postaci obciążenia, przetłuszczenia.
Kiedy stosowałam go półtora roku temu mogłam używać go tylko przed myciem. Teraz na szczęście moja skóra głowy nieco się unormowała.


Bardzo dobrze radzi sobie z wypadaniem, osłabieniem cebulek, swędzeniem i dyskomfortem. Pierwsze efekty w przyroście pojawiają się także bardzo szybko po około 2 tygodniach. Po miesiącu przyśpieszył u mnie porost do 2 i więcej centymetrów w zależności od miejsca na głowie.
W składzie: sok z aloesu, amla w proszku, ekstrakty z miodli indyjskiej, gliceryna, ekstrakty z jojoby, wąkrotki azjatyckiej, eclipty, shikakai, kozieradki, grzybienia egipskiego, henny, bazylii, lawendy, arniki, rozmarynu, macierzanki.
Nie zawiera alkoholu.


Sesa - recepta na długie, gęste i błyszczące włosy

Była już wcierka i maska to pora na olej. Ulubiony olej przyśpieszający wzrost i zagęszczający włosy to Sesa (KLIK).
Moje początki z nią nie były proste. Do tej pory nie wiem, czemu nie potrafiłam jej zmyć z włosów przez kilka dni ;d, ale kiedy już się dogadałyśmy zawsze staram się mieć ją w łazience. Nie tylko ze względu na porost, ale również dlatego, że przepięknie nabłyszcza moje włosy, sprawia, że wyglądają pięknie, zdrowo i lśnią niczym tafla wody. Nie mogę jej używać za często na długość, ponieważ ze względu na bogactwo ziół może przesuszać, jednak zawsze mam ją w pamięci, kiedy chcę osiągnąć idealny wygląd włosów.
Sesa to także mój pewniak w kwestii zapuszczania, przyśpieszania porostu i ogromnej ilości nowych włosków.
Efekty także pojawiają się bardzo szybko - po 2, 3 tygodniach można zauważyć powiększający się odrost i wiele małych włosków na skroniach.
Sesa to produkt, który nakładamy przed myciem. Ja preferuję zmywać go po 2 godzinach i raczej nie trzymałam go nigdy dłużej na skórze głowy. Mimo tak krótkiego czasu działa i to widać. Podobnie zresztą jak Floresan, który także zmywałam po niecałej godzinie.
W swoim składzie zawiera aż 5 olejów, w tym kokosowy i sezamowy oraz wyciągi z 18 roślin, które słyną z właściwości wzmacniających, przyśpieszających wzrost włosów, hamujących wypadanie.
Największym plusem jest to, że oleju nie trzeba stosować codziennie, ponieważ nawet używany 2, 3 razy w tygodniu spełnia swoją rolę.
Kusi mnie olej Khadi stymulujący wzrost (KLIK) lub wersja z Gorczycą i kozieradką (KLIK), jako kolejny produkt do przetestowania, ponieważ mam bardzo pozytywne wrażenia po olejkach tego typu. Ola także bardzo je zachwala co przyśpiesza bicie mego serca na myśl o nich.



A jakie są Wasze topowe produkty na porost i zagęszczenie?
Chętnie przetestuję coś nowego.

Aktualizacja włosowa Listopad - czerwień po ponad 6 tygodniach, nowe marki kosmetyków

Aktualizacja włosowa Listopad - czerwień po ponad 6 tygodniach, nowe marki kosmetyków
Ostatnio z Aktualizacjami jestem aż nazbyt regularna. Znów przychodzę z takim postem po równo miesiącu. Zawsze kiedy piszę Aktualizację spoglądam na poprzednią. Tym razem również tak było. W październiku włosy było całkiem świeżo po farbowaniu - ich kolor na zdjęciu podoba mi się ogromnie. Pamiętam, że martwiłam się wtedy tym, że kolor może nie być tak trwały jak bym chciała i jednocześnie cieszyłam się, że chociaż te 2 tygodnie się trzyma.

Czerwony kolor po sześciu tygodniach od farbowania - jak się trzyma?


Teraz po prawie 6 tygodniach od farbowania dalej jestem zadowolona. Nasza metoda farbowania rubią jest niesamowita - kolor cudownie intensywny mimo tylu myć, praktycznie się już nie wypłukuje i od 3 tygodni pozostaje taki sam. Nawet z nieco jaśniejszej góry nie spłukał się mocniej niż po kilku myciach na początku.
Nie mogę doczekać się kolejnego farbowania, ponieważ z tak dużym odrostem nie czuję się za dobrze. Na szczęście przy tym odcieniu nie rzuca się on tak w oczy jak przy rudości. Niestety manjistha firmy Hesh długo była niedostępna. Zamówiłyśmy więc zioła innej firmy i czekamy na dostawę z Włoch. Ich jakość ma być dużo wyższa, więc liczę na jeszcze lepsze rezultaty.
Już nie mogę się doczekać farbowania. Plusem tego długiego oczekiwania na dostawę ziół jest to, że mogę bardzo dokładnie sprawdzić trwałość koloru i z czystym sumieniem polecić Wam naszą metodę farbowania jako sposób na trwały i soczysty, piękny kolor czerwieni.


Olej kameliowy, masło babassu, olej z pestek śliwki - najczęściej używane oleje 


Miniony już prawie miesiąc był u mnie czasem testowania wielu nowości. Dawno się nie zdarzyło, bym miała w użyciu prawie same nowe produkty.
Do każdego z nich podchodziłam z nadzieją i na żadnym się nie zawiodłam. Mogę chyba powiedzieć, że mamy oko do dobrych produktów ;d
Brakuje mi tylko nowości do olejowania. W dalszym ciągu niezmiennie króluje Olej kameliowy (KLIK), który zawsze ratuje sytuacje, wygładza i nabłyszcza moje włosy. Znam wiele olejków, które też to robią, ale tylko po jego użyciu czuję, jak moje włosy są odżywione po same końce i to na długo. Jest to niecodzienne uczucie, że nakładając go robię to co najlepsze.
Ostatnio nie mieszałam go z olejem śliwkowym, za to często z Mango od Anwen. Przy okazji Dziewczyny, lada moment dostawa od Anwen <3 Ja na pewno ponownie będę używać olejku Marakuja i maski do niskoporowatych.
Olej z pestek śliwki (KLIK) za to w dalszym ciągu namiętnie używam na włosy po myciu w celu zabezpieczania i wygładzenia zamiennie z masłem babassu (KLIK).
Kilka razy również olejowałam nim włosy i dalej działa tak samo dobrze. Więcej o nim możecie poczytać TUTAJ.

Listopad miesiącem testowania nowości - nowe marki szamponów i masek


Z nowości pojawiły się dwa nowe szampony - Anthyllis (KLIK) i Bentley Organic z aloesem i lawendą (KLIK). Obydwa bardzo polubiłam - świetnie myją, choć Bentley pieni się trochę mniej, mają ładne, delikatne zapachy, nie plączą włosów i zmywają oleje.
Używam ich zamiennie i na pewno lada dzień pojawią się ich recenzje na blogu. Składy mają wybitnie dobre, więc jest o czym pisać.
Szampon Bentley polecam tym z Was, które mają uczulenie na Cocamidopropyl Betaine, ponieważ go nie zawiera.
Myślę, że znalazłam godnych zamienników Ecolab i Le Cafe de Beaute i na pewno zamówię kolejne wersje tych produktów.

W ostatniej Aktualizacji pokazywałam Wam nowe maski do włosów, które testowałam przez cały miesiąc. Są to dwie maski prowansalskie oraz maska Iceveda.
W między czasie dołączyła do nich maska Ekos (KLIK).
Wszystkie te produkty okazały się trafione, choć jedna nie do końca odpowiada typowi moich włosów - jest zbyt ciężka i idealnie nadaje się do włosów zniszczonych. Mowa o Masce Prowansalskiej Regenerującej (KLIK).
Z pozostałych jestem zadowolona w 100%. Hitami okazały się Maska prowansalska Siła i blask (KLIK), Maska Ekos (KLIK) i Iceveda. Używam ich z niekrytą przyjemnością, bo wiem, że kiedy ich użyję moje kosmyki będą wyglądać najlepiej jak potrafią. O nich również planuję posty. Cieszę się bardzo, że mogę Wam pisać o takich świetnych produktach.
Wszystkie gwarantują mi Good Hair Day i przez ten miesiąc ani razu się na nich nie zawiodłam. Maska Prowansalska Regenerująca moje włosy lekko obciąża, jest dla nich za ciężka. Mój mąż natomiast jest z niej bardzo zadowolony.
Wersja Siła i blask (KLIK) to idealny zamiennik Karelia Organica wersji Moroshka i Oblepikha. Maska Iceveda działa tak samo jak balsam, który też jest moim ulubieńcem, z tym, że jeszcze intensywniej, dzięki czemu włosy wyglądają perfekcyjnie.
Z ochotą będę dalej ich używać, więc pewnie w kolejnej Aktualizacji nie pojawi się nic ciekawego ;d


M.

Włosowa metamorfoza Justyny - idealne wygładzenie BEZ użycia silikonów w 3 godziny

Włosowa metamorfoza Justyny - idealne wygładzenie BEZ użycia silikonów w 3 godziny
Uwielbiamy spotkania z Wami. Zawsze miło spędzamy czas. Nie inaczej było tym razem. Justyna odwiedziła nas w piątek i spędziłyśmy przemiło kilka godzin.
Nasza Bohaterka została przez nas zauważona na naszej grupie na Facebooku "Czas na włosy", do której Was zapraszam https://www.facebook.com/groups/142188013042390/
Po publikacji jej posta, w którym prosiła o doradzenie produktów z naszego sklepu, zerknęłam na jej profil i okazało się, że mieszka całkiem niedaleko nas. Po krótkiej konsultacji z Olą uznałyśmy, że byłby to dobry 'materiał' na włosową metamorfozę. Od słowa do słowa umówiłyśmy się na spotkanie i dzięki temu teraz możemy Wam pokazać co z tego wyszło.

Włosy Justyny przed przemianą zrobione przez nas:


Co napisała do nas Justyna? Prośba o włosową pomoc


Justyna napisała tak:
"Pisze do was z olbrzymia prośba, mianowicie chciałabym poprosić o dobranie kosmetyków z waszego sklepu do moich włosów. Dotychczas używałam produktów załączonych na zdjęciach. Używałam przez dwa tygodnie oleju z pestek malin oraz czarnego bzu ale bardzo przesuszyły mi włosy, więc przerzuciłam się na olej kokosowy, który też puszy moje włosy. Myje włosy co dwa dni, po wymyciu wcieram wcierkę z Vianka. Wczoraj byłam farbować włosy z olaplexem, który mniej więcej wygładził moje włosy jednak boję się o ich stan. Zależy mi na posiadaniu gęstych i grubych włosów

Włosy Justyny przed fryzjerem (zdjęcia, które zostały wrzucone na naszą grupę):


Po fryzjerze:


Jaki jest cel włosowej metamorfozy


Celem włosowej metamorfozy jest nie tyle magiczna przemiana fryzury, co pokazanie ile da się wyciągnąć z danych włosów. Oczywiście efekt zazwyczaj jest spektakularny i na żywo robi on niesamowite wrażenie, jednak nie jest to rezultat na stałe. Wiele osób nie potrafi sobie poradzić ze swoimi włosami mimo stosowania nie najgorszych zazwyczaj kosmetyków. Kluczem jest technika, której uczymy na takich spotkaniach.
Chcemy udowodnić i pokazać zarówno naszej Klientce, jak i Wam na blogu, że wystarczą odpowiednio dobrane kosmetyki i metody, aby włosy wyglądały pięknie
Jeśli ktoś weźmie do serca nasze rady i będzie stosował dobrane przez nas produkty, rezultat utrzyma się na dłużej i wręcz poprawi się kondycja włosów.

Idealnie wyglądające, zdrowe włosy bez silikonów


Dzisiejsza metamorfoza to pielęgnacja całkowicie bezsilikonowa.
Krok pierwszy to oczywiście oczyszczenie włosów szamponem z SLS, by pozbyć się z nich wszelkich nadbudowanych substancji, w tym silikonów. Takie oczyszczenie zawsze jest podstawą przemiany, ponieważ działa to niczym restart dla włosów. 
Metamorfoza nie może obyć się bez olejowania. Użyty został olej kameliowy KLIK. W przypadku osób, które do nas przyjeżdżają ze względu na ograniczony czas jest to zawsze około pół godziny. Oczywiście im dłużej olej poleżałby na włosach tym efekt byłby lepszy.

Włosy w trakcie olejowania:


By wspomóc działanie oleju wczesujemy go szczotką wiosłową - dodatkowo wygładza to kosmyki. 
Do mycia wykorzystałyśmy mydło cedrowe (KLIK), które sprawdza nam się zawsze i domywa praktycznie każdą miksturę, czego przykład możecie zobaczyć w ostatniej metamorfozie KLIK.
Ostatnio 'molestujemy' maskę Ekos KLIK, a wszystko po to, by udowodnić, że ona naprawdę działa i nadaje się nie tylko do zdrowych włosów takie jak nasze, ale także do bardziej wymagających, które potrzebują mocnego wygładzenia i dociążenia. Efekt po niej jest taki jak po nie jednej masce silikonowej. Z tą różnicą, że nie zawiera ona silikonów, a jej skład jest naturalny.
Maskę wymieszałyśmy z połową łyżeczki oleju kameliowego KLIK. Dałyśmy taką małą ilość, ponieważ wcześniej nie dodawałyśmy do niej oleju i to był eksperyment. Maska spędziła na włosach 20 minut, z czego ponad 5 minut była podgrzewana suszarką kapturową
Po zmyciu i odsączeniu włosów zostały one dokładnie i bardzo delikatnie rozczesane, po czym wysuszone chłodnym nawiewem.W trakcie suszenia przeczesałyśmy je mniej więcej dwa razy. Kiedy włosy są już prawie suche znów sięgamy po olej kameliowy i niewielką jego ilość dobrze roztartą w dłoniach wcieramy we włosy skupiając się głównie na końcówkach, ale wygładzamy także resztką oleju długość.

W rezultacie gładka, lejąca tafla oraz mięsiste loki 


Proste włosy prezentowały się cudownie. Była bardzo gładkie, lejące, wręcz jedwabiste. Zyskały miękkość i nabrały jeszcze więcej blasku. Suche, sterczące końcówki poszły w niepamięć.


Ostatni krok to stylizacja w koczka na skarpetę, do którego instrukcję znajdziecie TUTAJ. Koczek był podgrzewany suszarką przez kilka minut, by wspomóc skręt.
Efekt to sprężyste, luźne fale, które miękko się układały i wyglądały bardzo zdrowo aż po same końce.


Justyna ujęła nas również przemiłym gestem. Jako jedyna dała nam urocze prezenciki! Skarpetki są cudowne a Toffifee BYŁO cudowne, ponieważ jest już zjedzone ;D Kochana dziękujemy za super spędzony czas oraz za upominki ;*

Lubicie takie włosowe metamorfozy? Jak Wam się podoba kolejna? : )