Popularne posty

Anwen, Mint it up, szampon peelingujący - recenzja

Anwen, Mint it up, szampon peelingujący - recenzja
Kosmetyki Anwen stały się naszym odkryciem ubiegłego roku. Od kilku miesięcy nieustannie używam olejku Mango i Marakuja. Wykorzystałam także maskę Kokos i glinka i na pewno na wiosnę do niej powrócę.
Kiedy pojawiła się informacja o nowym kosmetyku - szamponie, wiedziałam, że będę chciała go wypróbować.
Ania była tak miła, że wysłała nam go do przetestowania.


Czym wyróżnia się szampon Mint it up - właściwości i skład


Może zacznę od składu, ponieważ to on budzi najwięcej kontrowersji. Oparty jest on na SLS, czyli mocnym detergencie, do tego zawiera także Cocamidopropyl Betaine, czyli łagodny detergent. 
Kolejno nawilżające trio: mocznik, propanediol i glicerynę. Do tego pochodna lukrecji i olejek eteryczny z mięty. Za działanie złuszczające odpowiedzialne są pestki moreli oraz Bacillus Ferment, czyli enzym złuszczający
W składzie znajdziemy także dwie substancje filmotwórcze, wygładzające, przez które zrobił się największy szum wokół kosmetyku.
No bo jak to w szamponie Włosomaniaczek SLS i substancje powlekające? ...
... ale wszystko tutaj ma swoje zadanie i nic nie jest wrzucone do składu bez przyczyny. 

Szampon ma przede wszystkim dobrze oczyścić skórę głowy, dodawać objętości, przedłużać świeżość, a także nie wysuszać i nie podrażniać.


Czy szampon spełnił swoje zadanie, jak go używam 


Z tym kosmetykiem wiąże mnie relacja Love-Hate. 
Pierwszego użycia nie mogłam się doczekać. Nie przepadam za kosmetykami o nucie zapachowej miętowej, ale tutaj mamy do czynienia z bardzo przyjemnym zapachem mięty. Nie jest to mięta jaką znamy z płynu do mycia naczyń czy z pasty do zębów. 
To mięta orzeźwiająca, chłodna i słodka zarazem - na skórze głowy lekko chłodzi, ale u mnie nie jest to mocno wyczuwalne. 
Opakowanie jest przepiękne, bardzo w moim guście, butelka przeźroczysta, co jest kolejnym plusem, ponieważ lubię widzieć ile produktu jeszcze zostało.


Początkowo martwiłam się o wydajność, ale testuję go od około dwóch miesięcy i nie zużyłam jeszcze 1/3 zawartości, a stosuję regularnie co 7-10 dni. 
Za świetną wydajność odpowiada bardzo dobre pienienie oraz gęsta konsystencja, która jednak świetnie się rozprowadza, nie spływa i szampon wraz z zatopionymi w nim drobinkami trafia na głowę

Szamponu używałam na różne sposoby. Testowałam go by znaleźć metodę, z której będę zadowolona w stu procentach.
Najlepiej sprawdziła się kombinacja: pierwsze mycie szamponem z SLS, którego używam w danym momencie, drugie mycie szamponem Anwen.
Z tym, że szampon wmasowuję w skórę głowy przez 2-3 minuty i zostawiam go na kolejne 2-3 minuty, by enzym mógł zadziałać.
W tym czasie spłukuję pianę, która spłynęła niżej na włosy i na odsączone z wody kosmyki nakładam dowolną maskę/odżywkę. Odczekuję chwilę i po tym czasie przystępuję do spłukania szamponu i maski.
Dzięki temu drobinki lepiej się wypłukują, włosy są oczyszczone i nie są obciążone.
Zauważyłam także, że tylko kiedy szampon ma taki długi kontakt ze skórą działa prawidłowo - ważny jest dokładny masaż i odczekanie kilku minut.  

Kiedy używałam szamponu klasycznie - mycie + odżywka po spłukaniu ciężko było mi zmyć drobinki, zostawały one we włosach, a samo płukanie trwało bardzo długo.
Dwukrotnie mycie odpada zupełnie, ponieważ wtedy samo mycie i spłukiwanie zajmowało mi tyle co zazwyczaj cały pobyt w łazience.

Podsumowując - oczyszcza skórę głowy, mocno nawilża


Na mojej głowie szampon sprawdza się średnio. Z jednej strony jestem zachwycona opakowaniem, szatą graficzną, zapachem, z drugiej jednak używanie go jest dla mnie nieco uciążliwe.
Po użyciu czuję, że skóra jest oczyszczona, gładsza, ale niestety nie ma to wpływu na tempo przetłuszczania, co zawodzi mnie najbardziej.
Liczyłam na to, że szampon wspomoże moją walkę o dłuższą świeżość włosów, odbicie od nasady, puszystość.
Włosy są po nim lekkie, gładkie, miękkie - wtedy, kiedy użyję go wraz z maską tak jak pisałam. Po samym szamponie są lekko szorstkie i nieco splątane, ale po wyschnięciu prezentują się ładnie. Z tym, że niestety po kilku godzinach już zauważam oklapnięcie, a kolejnego dnia włosy nadają się do mycia.
Dla mojej skóry głowy jest on zwyczajnie zbyt mocno nawilżający, co może okazać się ogromnym plusem dla wrażliwych głów, dla tych z Was, które boją się podrażnienia i wysuszenia.
Ten szampon działa mocno nawilżająco, dla mnie aż za bardzo i niestety ani mięta ani lukrecja nie dają mi odczuć swojego odświeżającego działania. 
Liczę jednak na to, że stosując go regularnie odpowiednio dbam o skórę głowy, peelinguję ją i wspomagam. Nie mam problemów skórnych, łupieżu, więc nie mogę się wypowiedzieć, jak radzi sobie w takich okolicznościach. Kiedy u mnie pojawił się delikatny świąd ładnie go złagodził. 
Na pewno jego obecność pod prysznicem nauczyła mnie regularnego wykonywania peelingu, który do tej pory traktowałam po macoszemu.
Rozpoczęłam testowanie peelingu łagodzącego Vianek, więc niedługo dam Wam znać, czy sprawdzi się u mnie lepiej.

Szampon możecie kupić w naszym sklepie : ) https://sophieczerymojasklep.pl/pl/p/Anwen%2C-Mint-It-Up-szampon-peelingujacy/301

Używałyście? : )

M.

3x NIE - nie robię tego swoim włosom i skórze głowy

3x NIE - nie robię tego swoim włosom i skórze głowy
W pielęgnacji wszystkie chwyty dozwolone. Liczy się w końcu efekt i dla pięknych, zdrowych włosów można zrobić wiele.
Sama na początku swojej włosowej drogi próbowałam wszystkiego, ponieważ jak wiadomo, tonący brzytwy się chwyta.
Kilka lat temu nie miałam jeszcze takiej wiedzy, jak teraz ani takiej świadomości o tym co może zaszkodzić. Nie skupiałam się na tym, by używać kosmetyków z prostym, bogatym składem. Liczyły się opinie w sieci i efekt końcowy.
Teraz chociaż całkowicie nie wykluczam potencjalnie drażniących składników to staram się ich unikać i dokonywać świadomych wyborów. Do tego samego zachęcamy Was.
Do ciała, włosów, twarzy wybieram czyste oleje lub ich mieszanki.
Zanim coś kupię sprawdzam skład po kilka razy, analizuję i dopiero wtedy podejmuję decyzję.
Dzisiejszy post to moja subiektywna opinia. Jeśli u Was coś takiego się sprawdza, nie namawiam do zmian : )


Mycie odżywką z silikonami


Dla mnie to prawdziwe przestępstwo. Samo mycie odżywką może okazać się wybawieniem dla niektórych typów włosów i co do tego nie ma wątpliwości.
U mnie nie sprawdziło się ze względu na przetłuszczające się włosy. Po umyciu odżywką są one lekko oklapnięte, bez życia, a przede wszystkim szybko stają się nieświeże i musiałabym je ponownie umyć, by być zadowoloną.
Włosy zniszczone, suche, kręcone, falowane mogą jednak bardzo polubić się z tą metodą i zawsze warto jej spróbować.
Jest jednak jedna ważna zasada, której ja bym przestrzegała - wybór odżywki/maski bez silikonów.
Silikony to nie jest nic złego, jeśli używamy ich z rozsądkiem. Według mnie używanie produktów z ich udziałem w celu oczyszczania mija się z celem i z rozsądkiem właśnie.
Oczyszczanie na co dzień powinno być delikatne, ale skuteczne i dobrane do potrzeb skóry głowy. Naszej skórze silikony i substancje powlekające tego typu nie są potrzebne. Mogą wręcz powodować problemy skórne skóry głowy - alergie, uczulenia, podrażnienie, swędzenie, wypadanie włosów.
Jeśli chcemy myć włosy odżywką/maską silikonową, ponieważ nasze włosy wyglądają wtedy świetnie to używajmy jej tylko do oczyszczania długości.
Polecamy Wam ten sposób również w prywatnych konsultacjach, jeśli dany przypadek włosowy tego wymaga - mycie głowy delikatnym szamponem i długości maską (nawet silikonową w przypadku mocno zniszczonych włosów, które bardzo się plączą) to całkiem fajna kombinacja.

Wczoraj podczas pisania tego posta wyświetliła mi się najnowsza reklama L'oreal - produktu 3w1 do mycia, odżywiania i pielęgnacji włosów.
Od zawsze wiem, że jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Zerknięcie szybko na skład pierwszej lepszej wersji tego kosmetyku tylko mnie w tym utwierdziło ;c
Wymienię tylko kilka "perełek":
polyquaternium-7 i amodimethicone - polimer i silikon zmywalny łagodnym detergentem
benzyl salicylate, benzyl alcohol, isopropyl alcohol - święta trójca:wysuszające alkohole +podrażnienie w gratisie : (

Ja na pewno się nie skuszę na przetestowanie i nie nałożyłabym tego ani na włosy ani na skórę głowy.

Wcierki, które dyskwalifikuję od razu

Kolejna sprawa dotyczyć będzie wcierek. Jak wiecie od ponad dwóch lat nie rozstaje się z wcierkami, olejami, które mają za zadanie przyśpieszyć porost, zagęścić włosy. Na początku najmocniej zależało mi na poroście, jednak odkąd osiągnęłam upragnioną długość stało się to sprawą drugorzędną. Teraz najbardziej zależy mi na hamowaniu wypadania, normalizowaniu skóry głowy, by mniej się przetłuszczała, a także baby hair.
Przetestowałam ogromną liczbę specyfików i zawsze przy ich wyborze decyduje skład. Staram się, by był jak najbardziej naturalny, nie miał substancji potencjalnie drażniących takich jak niektóre konserwanty, których unikam, parabeny. Unikam także alkoholu, choć nie mam wrażliwej skóry głowy.
Uważam jednak, że skoro istnieją preparaty, które działają tak samo dobrze, a nawet czasem lepiej niż wcierki alkoholowe, to po co stosować te wysuszające z alkoholem?
Szczególnie w przypadku mojej tłustej skóry głowy reakcja na wysuszenie mogłaby być odwrotna od zamierzonej - jeszcze szybsze przetłuszczanie.
Jeśli macie wrażliwą skórę głowy także sobie odpuście i poszukajcie wcierek bez alkoholu.
Moje ulubione wcierki, które spełniają te oczekiwania to Orientana (KLIK) i Vianek (KLIK). Ostatnio testuję także nowość z EcoLab - soboregulator (KLIK).

Podkłady nawilżające pod olej - czego unikam i co polecam


Ostatnia rzecz tyczyć się będzie wszelkich podkładów nawilżających, które stosujemy np. pod olej.
Oczywiste jest to, że unikamy w takich preparatach alkoholu oraz innych wysuszających składników.
Poza tym jednak warto unikać także silikonów i innych substancji powlekających, tworzących na włosie pewnego rodzaju otoczkę.
Jaki ma sens spryskanie włosów czymś, co otuli je i zabezpieczy przed wnikaniem innych substancji, jeśli za chwilę chcemy nałożyć olej. Przecież olejujemy włosy właśnie po to, by olej miał kontakt z włosem, mógł w nie wniknąć, a nie po to, by osadził się na wierzchu łuski i nie zrobił dla włosów aż tyle dobrego, ile by mógł ;c
Silikony nie tworzą w 100% nieprzenikalnej warstwy, ale w jakiś sposób blokują przenikanie substancji odżywczych. Po co marnować czas, produkt i pieniądze, które wydajemy na olej po to, by skorzystać z tylko jakiejś części korzyści, jakie moglibyśmy osiągnąć olejując włosy na mgiełkę bez silikonów.
Tu nasuwa się kolejna rzecz: przecież większość z nas używa masek, odżywek, olejków silikonowych, a potem przed myciem olejujemy włosy.
Owszem, ale jeśli stosujemy głównie produkty z tzw. lekkimi silikonami to pewna ich część odparuje z włosów, inne się wytrą w trakcie dnia np. podczas czesania i nakładając olej przed kolejnym myciem nie aplikujemy go bezpośrednio na nową porcję 'oblepiaczy'.
Z tego powodu polecam stosować tylko "bezpieczne" silikony, które łatwo jest usunąć, a jako mgiełkę nawilżającą któryś z domowych sposobów z TEGO wpisu, naturalne hydrolaty lub ekologiczne toniki do twarzy z dobrym składem.


M.

Efekty Konsultacji Online naszej czytelniczki Kamili po 3 miesiącach

Efekty Konsultacji Online naszej czytelniczki Kamili po 3 miesiącach
Po nowym roku dostałyśmy kilka odpowiedzi od dziewczyn, które zgłosiły się do nas w ramach akcji "Darmowe konsultacje".
Bardzo dziękujemy wszystkim oraz nieśmiało przypominamy tym, którzy tego jeszcze nie zrobili, że czekamy na więcej ;d
Pomyślałyśmy więc, by zacząć publikować te historię na blogu, ponieważ taki był początkowy zamysł całego przedsięwzięcia. Być może kogoś zmotywują zdjęcia przed i po, znajdzie inspirację, by zadbać o swoje kosmyki. 
Nie obiecujemy, że będzie to jakaś specjalna seria, ale dziś zapraszamy do poznania historii Kamili, która napisała do nas już poza akcją w październiku. 

Włosowe problemy Kamili - suche, spuszone loki, nadmierne wypadanie 


Kamili najbardziej zależało na opanowaniu ogromnego wypadania, z którym męczyła się już od dłuższego czasu, zapanowaniu nad 'puszeniem; i zdefiniowania skrętu oraz przedłużeniu świeżości. 

Oto dokładnie co do nas napisała:
"Nigdy ich nie farbowałam, zawsze miałam raczej gęste włosy, ale ponieważ mają strukturę kręconą/falowaną zawsze miały skłonność do przesuszania. W 2013 roku zaczęły mi jednak wypadać, miałam wtedy duże problemy ze zdrowiem. W 2014 roku były baaardzo przesuszone. W 2015 roku miałam ich już tak mało, że postanowiłam je obciąć. Wtedy odżyły i zaczęły się bardziej kręcić i tak sobie odrastały aż do teraz. Ale już teraz nie kręcą się tak ładnie - znów są przesuszone i znów wypadają w zastraszającej ilości. Poza tym myję je praktycznie codziennie, bo na drugi dzień tracą na objętości i na wyglądzie - puszą się i sterczą - nie wyglądają ładnie.
Chciałabym przede wszystkim żeby przestały wpadać. Poza tym fajnie byłoby, gdyby zyskały na objętości. Denerwuje mnie też taka "chmurka" która tworzy się z takich małych włosków nad głową - nie chciałabym, żeby były przylizane, ale jednocześnie bardzo mnie irytuje kiedy tak sterczą. No i chciałabym, żeby jednak miały mocniejszy skręt loków oraz żeby wyglądały świeżo dłużej niż 1 dzień i żeby wrócił im dawny blask. Moim celem jest teraz powrót do długich włosów."


Jakich kosmetyków używała nasza Bohaterka 

Szampony:
- O'Herbal: Szampon zwiększający objętość cienkich włosów z ekstraktem z arniki
- Petal Fresh, Tea Tree, Scapl Treatment Shampoo (Odżywczo-antyseptyczny szampon do włosów)
Maski do włosów po każdym myciu:
- BIOVAX - INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASECZKA ARGAN MAKADAMIA KOKOS
Wcierki do włosów:
- Ajurwedyjski tonik do włosów Orientana
- Jantar, który jej zdaniem nie był zbyt pomocny

Raz w tygodniu olejowała włosy olejkiem łopianowym. Testowała także kokosowy, awokado, z pestek malin. 
Jedwab w płynie firmy Green Pharmacy po każdym umyciu wcierany w końcówki.

Nasze porady


- przede wszystkim poleciłyśmy odstawienie szamponu O'Herbal, ponieważ pomimo tego, że nie zawiera on SLS, w jego składzie występuje Sodium Myreth Sulfate, który jest pochodną SLS o praktycznie takim samym działaniu. Używanie tego szamponu powoduje takie same zgubne efekty jak szampony z SLS, czyli wysuszenie, pogorszenie kondycji.
Zamiast tego Szampony Ecolab, mydło cedrowe lub miodowe. Wszystkie zawierają delikatne detergenty, które używane codziennie nie powodują przesuszania, nie plączą włosów.

- do oczyszczania szampon z SLS o prostym składzie. Najbardziej polecamy taniutki Bambi.
Używany sporadycznie tylko w przypadku obciążenia, strączkowania, braku witalności.

- regularne olejowanie, najlepiej przed każdym myciem z dokładnym wcieraniem oleju, dzieleniem włosów na sekcje, dokładne przeczesywanie naolejowanych włosów.
Teraz olejowanie trwa 30 minut, a nie 5 minut.

- dodawanie oleju do maski. Na początek w ilości około pół łyżeczki na porcję produktu aplikowanego po myciu, by zobaczyć po jakiej ilości włosy są wygładzone, sprężyste, błyszczące i mięsiste a po jakiej dawce wyszły po prostu zbyt obciążone.
Z racji włosów skłonnych do obciążenia nakładać tylko od ucha w dół by uniknąć obciążenia włosów u nasady.

- nakładanie Cassi w celu odżywienia, nabłyszczania i wzmocnienia, ponieważ Kamila nie chciała zmieniać koloru włosów. Cassiowanie podbiło u niej skręt, a nie osłabiło go, jak się powszechnie uważa

- w kwestii porostu, zahamowania wypadania i ograniczenia przetłuszczania wcierka Vianek normalizująca, produkty Floresan, olejek Sesa
Do tego zalecenia zdrowej diety, wzbogacenie jej o naturalne substancje takie jak siemię lniane, natka pietruszki, oleje zimnotłoczone 

- na koniec zostawiłam nasz HIT Kompres miodowo-oliwny, któremu musimy poświęcić osobny post, ponieważ to właśnie z niego dziewczyny są zazwyczaj bardzo zadowolone. 

Ulubione produkty Kamili do pielęgnacji - co najbardziej się sprawdziło i miało największy wpływ na poprawę jej włosów


1. Cassia (KLIK), czyli tzw. 'bezbarwna henna' - pogrubiła włosy już po pierwszych użyciach oraz wzmocniła skręt loków
2. Olejek Sesa (KLIK) do olejowania skóry głowy w celu pobudzenia wzrostu, zagęszczenia włosów, wzmocnienia.
Cytując "Moja skóra głowy go uwielbia, choć po wykorzystaniu każdego opakowania muszę zrobić dłuższą przerwę, bo zaczyna swędzieć mnie głowa"
3. Ulubione oleje - olej z pestek moreli, olej lniany, Floresan olej pieprzowo-łopianowy (KLIK)
i tu przy okazji olejowania: "ważna rada od Was która mi pomogła, to dokładne wcieranie oleju. Obecnie rozdzielam włosy na pasma, wcieram dokładnie w każde pasmo, a potem dodatkowo rozczesuję i cały proces zajmuje mi minimum pół godziny. Kiedyś wcierałam olej w 5 minut.....to naprawdę zrobiło różnicę"
4.  Maska Marokańska Planeta Organica (KLIK) oraz maska Anwen Kokos i Glinka (KLIK)
5. Do mycia szampony Ecolab. Ulubiony to regenerujący (KLIK) - wygładzał włosy 
6. Wcierka Tonik Vianek normalizujący (KLIK), który podnosi włosy u nasady, przedłuża świeżość

Nasza Czytelniczka osiągnęła pierwsze zadowalające efekty już po miesiącu - włosy były mniej suche, mnie się puszyły, skręt także wyglądał już nieco lepiej po zaproponowanym przez nas ploppingu. Ostatecznie okazało się, że plopping nie jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ dawał zbyt chaotyczny efekt.
Stylizacja polega więc na rozczesywaniu wilgotnych włosów i ugniataniu ich.
Zdjęcia pokazują efekty po niepełnych 3 miesiącach - są z początku grudnia.
Niech słowa Kamili mówią za nas : )

"W 100% zgadzam się z Wami, że jest duży progres, bo zrobiłam zdjęcia dokładnie w tym samym miejscu (to samo oświetlenie, ten sam fotograf :p) w którym robiłam je kiedy pierwszy raz do Was pisałam. Różnica jest diametralna, dlatego podsyłam Wam te zdjęcia dla porównania (...) Jesteście najlepsze w tym co robicie, jeszcze raz Wam dziękuje i dalej się stosuje do zaleceń, będę zdawać relacje"


M.

Wygraj Włosową Metamorfozę! Konkurs Walentynkowy

Wygraj Włosową Metamorfozę! Konkurs Walentynkowy
Walentynki to nie tylko Święto Zakochanych. To również idealny czas, by okazać komuś sympatię, wdzięczność.
Także i my postanowiłyśmy z tej okazji dać Wam po prostu coś miłego od siebie.
Z tego powodu z przyjemnością przygotowałyśmy dla Was konkurs.

Do wygrania jest Włosowa Metamorfoza o wartości 150 zł, którą przeprowadzimy.

Nagrodzimy aż dwie osoby. Już nie możemy się doczekać, żeby Was poznać : )
Przykładowe metamorfozy, które przeprowadziłyśmy TUTAJ

Aby się zgłosić należy w komentarzu pod tym postem króciutko opisać swoje włosowe problemy oraz oczekiwania względem nas - krótko mówiąc, jakiego efektu się spodziewacie po spotkaniu z nami, co chciałybyście osiągnąć.
Prosimy także o dołączenie zdjęcia (jest to obowiązkowe! zgłoszenia bez ani jednego zdjęcia nie będą brane pod uwagę : )), na których dobrze widać Wasze fryzury oraz opisywane 'dolegliwości' ;d
Zgłoszenia przesyłane na Instagramie, Facebook lub mailowo nie biorą udziału w konkursie.

Konkurs trwa od dziś - 06.02.2018 r. do 14.02.2018 r. do 23:59.
W ciągu kilku dni od zakończenia konkursu umieścimy ogłoszenie wyników. Pojawią się one pod tym postem, więc śledźcie nas uważnie.
Realizacja nagrody dla dwóch zwycięskich osób odbędzie się u nas, w Sosnowcu, we wspólnie dobranym terminie - tak by pasował on zarówno nam, jak i dwójce wygranych.
Z góry zaznaczamy, że w grę wchodzą tylko dni od poniedziałku do piątku (spotkanie będzie trwało od godziny 9:00-14:00 mniej więcej - tylko takie godziny wchodzą w grę ;3), z wyłączeniem weekendów, świąt.
Zastrzegamy sobie zmianę terminu, oczywiście z należytym wyprzedzeniem.
Nie zwracamy kosztów dojazdu.

Wzięcie udziału w konkursie równoznaczne jest z wyrażeniem zgody na opublikowanie zdjęć z wizyty u nas na blogu.

Zapraszamy do udziału!


M.





EDIT:

Wyniki konkursu:

Nagrody w postaci metamorfozy włosowej przyznajemy:
1. Melania Wiewiórka
2. Mitta Souh

Postanowiłyśmy, że wyróżnimy jeszcze dwie inne osoby:
1. Justyna Zając - metamorfoza z udziałem kosmetyków Anwen
2. Anna Małodobra -jeśli Ania się zgodzi chciałybyśmy na jej pięknych włosach "poćwiczyć"- nie miałyśmy w rękach takich pięknych loków i byłby to dla nas zaszczyt.

Wszystkie wybrane cztery osoby prosimy o kontakt mailowy na adres info@sophieczerymoja.com do końca tygodnia tj do 25.02.2018
Jeśli w tym czasie nie będzie kontaktu wybierzemy inne osoby : )

Serdecznie dziękujemy wszystkim za zgłoszenia i udział w konkursie.
Było nam bardzo miło oglądać Wasze zgłoszenia.

Krótko o Cocamidopropyl Bateine. Recenzja Szamponu Bentley Organic z Lawendą, Aloesem i olejem jojoba- ulubieniec bez Cocamidopropyl Betaine

Krótko o Cocamidopropyl Bateine. Recenzja Szamponu Bentley Organic z Lawendą, Aloesem i olejem jojoba- ulubieniec bez Cocamidopropyl Betaine
Patrząc na to w jakim tempie wykupujecie szampony bez Cocamidopropyl Betaine z naszego sklepu można pomyśleć, że coraz więcej osób unika tego składnika.
Niestety uczulenie i nadwrażliwość na ten łagodny detergent nie jest rzadkością. Z tego powodu staramy się wprowadzać do oferty naszego sklepu szampony, które go nie zawierają.
Ja akurat go nie unikam, ale Ola już tak. Od czasu wielkiego wypadania, które przeszła w drugiej połowie minionego roku wybiera raczej szampony bez CAPB.

O co całe zamieszanie - dlaczego unikać Cocamidopropyl Betaine?


Cocamidopropyl Betaine to substancja znana i ceniona - występuje często jako łagodny detergent w większości szamponów, żeli pod prysznic, żelach do mycia twarzy.
Ciężko znaleźć na rynku kosmetyk, który jej nie zawiera - stała się bardzo popularna i wręcz poszukiwana przez Włosomaniaczki, które w drogerii czytają składy i widząc ten składnik od razu wrzucają produkt do koszyka.
U większości osób nie wyrządzi on krzywdy. Sprawa się zmienia, jeśli jesteśmy alergikami, mamy wrażliwą skórę i skłonność do podrażnień. Wtedy rośnie ryzyko, że spotkają nas negatywne skutki.
Najgorsze możliwe połączenie to Cocamidopropyl Betaine w towarzystwie SLS (Sodium Lauryl Sulfate). W tej kombinacji ryzyko podrażnień i alergii wzrasta jeszcze bardziej. Na pewno warto czytać etykiety i unikać tego duetu.


Jak rozpoznać, że Cocomidopropyl Betaine nam szkodzi 


Nadwrażliwość na ten składnik może przybierać różne formy, od lekkiego swędzenia po myciu do nawet łysienia:

- przesuszenie i podrażnienie skóry głowy
- swędzenie i łuszczenie, w tym łupież
- wypryski
- wypadanie

Szampon Bentley Organic - moja opinia 


Szampony bez Cocamidopropyl Betaine kojarzyły mi się z małym pienieniem, niesatysfakcjonującym oczyszczaniem i plątaniem włosów.
Dlaczego? Kilka lat temu kupiłam sobie pewien szampon, którego nazwy już nie pamiętam i pozostało mi po nim niemiłe wspomnienie.
Na szczęście okazało się, że firma Bentley Organic postarała się bardziej. Jego skład jest fenomenalny, w 100% naturalny i w 70% organiczny.
Szampon przede wszystkim pięknie i intensywnie pachnie - jest to zapach słodkiego soku aloesowego z lekką prawie niewyczuwalną nutką lawendy.


Konsystencja lekko żelowa, ale średnio gęsta. Pieni się bardzo dobrze, szczególnie przy drugim myciu. Piana jest leciutka, puszysta i bardzo łatwo nią dotrzeć w każdy zakątek. Szampon bardzo dobrze myje i zmywa oleje. Ważne, by dobrze wmasować go w skórę głowy, ponieważ na początku zdarzyło mi się nie dotrzeć nim wszędzie i w jednym miejscu nad uchem miałam niedomyte włosy.
Włosy po nim nie są przesadnie miękkie, ale nie są splątane i bez większego problemu można je rozczesać. Nałożenie odżywki czy maski jest mile widziane, ale nie obowiązkowe. Szampon nie przedłuża świeżości, ani też jej nie skraca.
Jego wydajność oceniam na 5 z plusem. Dopiero dziś mi się skończył, a używałam go zamiennie z innym szamponem od listopada.
Już za nim tęsknię, dlatego na pewno wybiorę inną wersję. Pomarańczowa pachnie bosko świeżo wyciskanym sokiem z cytrusów <3

W składziełagodne detergenty, sok z aloesu, olejek lawendowy, wyciąg z kwiatów męczennicy, olej jojoba, olejek ze słodkiej pomarańczy, olejek z geranium, gliceryna, ekstrakt z owoców słodkiej pomarańczy, ekstrakt z grejpfruta, ekstrakt z bergamotki, ekstrakt z tangeryny, ekstrakt z pestek grejpfruta.
Zapach pochodzi z naturalnych olejków eterycznych.

M.

Suszarka kapturowa - nasza opinia kilka miesięcy po kupnie

Suszarka kapturowa - nasza opinia kilka miesięcy po kupnie
O suszarce kapturowej słyszała chyba każda Włosomaniaczka. Jej niecodzienny widok przyciągał mój wzrok już nawet wcześniej. Długo żyłam w przekonaniu, że służy to do suszenia włosów. Aż do czasu, kiedy spotkałam się z recenzją tego urządzenia przypadkiem na jakimś blogu. Wtedy uznałam, że to zbędny gadżet.

Czy się myliłam? Po co kupiłyśmy suszarkę kapturową?


Swoją suszarkę kupiłyśmy na Allegro w październiku. Jej przeznaczeniem było podgrzewanie rubii na głowie. Wtedy zaczynałyśmy eksperymenty z tym ziołem i wydawało nam się, że to konieczne, by uzyskać jak najbardziej czerwony kolor.
Na szczęście okazało się później, że nie, ponieważ podgrzewanie w trakcie nie należało do najprzyjemniejszych.
Suszarka jednak została z nami i należało znaleźć jej nowe zastosowanie.


Zastosowanie suszarki kapturowej w domowym zaciszu


Pierwotna myśl o podgrzewaniu farby ziołowej jest jak najbardziej aktualna. Pisałam Wam kilkakrotnie, że aby henna szybciej i lepiej złapała podgrzewałam mieszankę na głowie suszarką. Jak wiadomo nie było to zbyt wygodne. Ciepło nie jest także równomiernie rozprowadzane. W kapturze cała powierzchnia głowy jest równomiernie ogrzewana.
W przypadku tego sprzętu mamy komfort - zakładamy, włączamy przycisk i po prostu siedzimy. Jedyny minus? Prawie nic nie słychać z zewnątrz, także towarzyskie rozmowy odpadają ;d
Nasza suszarka ma dwie regulacje ciepła. Zawsze używamy tylko słabszej, ponieważ gorący nawiew jest naprawdę gorący i można się poparzyć, co zdarzyło mi się zresztą na samym początku. Musiałam się ratować wtedy żelem aloesowym i glutkiem lnianym. Na szczęście po 4 dniach nie było po tym śladu, ale przez te kilka dni skóra głowy bolała i była odczuwalnie ciepła w dotyku.
Poza farbowaniem świetnie sprawdza nam się podczas Włosowych metamorfoz. Szczególnie w przypadku włosów bardziej wymagających, zniszczonych.
Ciepło suszarki powoduje, że wszelkie maski, odżywki mocniej wnikają we włosy. Pod wpływem ciepła łuski rozchylają się, dzięki temu cenne składniki mają szansę wniknąć głębiej i zostać na dłużej.
Myślę, że podgrzewanie oleju ma dokładnie taki sam sens - zarówno lekkie podgrzanie olejku przed nałożeniem, jak i włosów z olejem już zaaplikowanym.

Czy warto kupić, jaka jest cena, komu polecamy 


Nasza suszarka kosztowała około 50 zł, także nie są to duże pieniądze. Są zarówno sprzęty bardziej profesjonalne i droższe, jak i dużo tańsze. Myślę, że zawsze warto celować w coś ze średniej półki cenowej. Pełno ofert znajdziecie na Allegro i innych serwisach tego typu.
W takiej cenie kupić na pewno warto, szczególnie, jeśli chcecie podkręcić działanie produktów, skrócić czas trzymania ich na włosach. Te dwie funkcje suszarka spełnia w 100%. Zamiast przesiadywać z maską pół godziny wystarczy 10 minut.
Dla nas to niesamowicie ważne podczas wizyt u naszych Klientek, kiedy liczy się każda minuta.
Efekty po podgrzaniu kosmetyków pielęgnacyjnych są dużo lepsze, włosy są gładsze, bardziej miękkie.

Macie suszarkę kapturową? A może uważacie to za zbędny gadżet u siebie? : )

M.

Czas na włosy, Włosowe SPA, katamowanie i nawilżenie

Czas na włosy, Włosowe SPA, katamowanie i nawilżenie
Przyszedł czas odświeżenia koloru włosów (dzięki katam) oraz ich odżywienia za sprawą czystej henny. Moje włosowe SPA rozpoczęło się zatem 4 dni wcześniej ;d Zdjęcia również zrobiłam dwa dni wcześniej, a na dziś zostawiłam sobie już tylko napisanie tekstu. Odpuściłam sobie na chwilę obecną kombinacje z fioletową poświatą i postawiłam na sprawdzony już przeze mnie przepis na katamowanie idealne - przynajmniej dla mnie jest ono najlepszą wersją spośród tych, które miałam okazję przetestować na swojej głowie (a nie np. tylko na pasemkach). Niemniej jednak do kombinacji z hibiskusem oraz rubią na sodzie oczyszczonej oraz katamie na sodzie i szczypcie soli na pewno wrócę - myślę natomiast jak wdrożyć w mój koloryzacyjny rytuał sam hibiskus, ponieważ po najbliższym jego kolejnym nałożeniu dam Wam z tego sprawozdanie wraz z Moniką. Dlaczego jest taki wyjątkowy? Po jego użyciu zarówno ja jak również Monia odnotowałyśmy taki sam efekt pod pewnym kątem, że z całą pewnością podzielę się z Wami tą informacją, a następne jego zastosowanie, mam nadzieję, tylko utwierdzi mnie w przekonaniu o jego zbawiennym działaniu. Zobaczymy! : )

Zatem zaczynamy włosowe SPA krok po kroku
;3

Etap odżywienia za sprawą ziół - henny oraz kamatu


1. Odżywienie czystą henną Swati (została mi ostatnia puszka, dlatego chętnie ją wykorzystałam).
Hennę przygotowałam sobie w wieczór przed dzień farbowania. Do ciepłej, przegotowanej wody wlałam około 8-9 łyżek cytryny i po wymieszaniu zalałam nią hennę (całe 150 g). Długie, mozolne i wyczerpujące (;d) mieszanie drewnianą łyżką dało mi w efekcie gładką konsystencję gęstej śmietany. Całe szczęście, ponieważ jeszcze chwila i zapewne odpadłaby mi ręka. Miskę zawinęłam w folię i odstawiłam w pobliżu kaloryfera. Rano (nie zabrakło oczywiście intensywnego nocnego olejowania kamelią!) przystąpiłam do oczyszczenia włosów 3 razy szamponem z SLS (ostatnio znów zaopatrzyłam się w Bambi, ponieważ mimo wnikliwych poszukiwań nie znalazłam na Hurtowniach niczego co by mnie zainteresowało pod względem składu z SLS), jednakże do mycia przed henną umyłam je szamponem Vichy, Dercos. Przystąpiłam do nakładania henny z którą przesiedziałam 5 godzin.
Kolor po odstawionej hennie był piękny na moim odroście (średni brąz). Nie był mocno rudy, bardziej w stronę czerwieni, ale jednak to wciąż była rudość, tylko nie taka, na szczęście, niczym 'żarówka'.
Teraz pokażę Wam dwa zdjęcia, które nie są efektem farbowania, które opisuję, ale pokazują włosy po czystej hennie po pierwszym etapie:


2. Następny etap to etap katamowania. Katam (do kupienia u nas KLIK) rozmieszałam jedynie z glutkiem lnianym. Robię tak od tej pory, kiedy wymieszałam go jedynie z wodą i musiałam zużyć na swoje włosy 200 g zamiast 100 g : ) Dlaczego? Jak dla mnie katam ma tępą konsystencję i dosłownie odpadał mi z włosów, więc postawiłam na siemię, które niegdyś również dodawałam do henny, ale bardziej pod kątem nawilżenia, niż poprawy konsystencji. Swojego czasu zarzuciłam siemię jako dodatek do henny na poczet miodu, który u mnie dawał dużo lepsze rezultaty. W przypadku katam jest niezastąpiony a sama maź dosłownie sama sunie po włosach, ale siemię już znacie, to nie ma się nad czym rozwodzić. Osobno w wodzie przegotowanej przygotowałam sobie roztwór pół łyżeczki sody oczyszczonej i szczypty soli po czym wlałam i wymieszałam z glutkiem by zalać tym katam. Ziółko trzymałam na włosach 3 godziny i po tym czasie zaczęłam mieć podobne reakcje jak po indygo i głowa powiedziała już dość. Poszłam zatem zmyć katam z włosów i pierwsze co zauważyłam to intensywny niebieski (który przy wcześniejszych farbowaniach owszem był intensywny, ale teraz mam wrażenie, że był bardziej intensywny niż indygo, które, trzeba przyznać, używałam jednie na samej wodzie. Moje eksperymenty ze szczyptą soli na bardziej zniszczonych włosach zakończyły się fiaskiem, ale nie umiałam ich jeszcze wtedy do farbowania przygotować jak np. teraz). Mój czepek miał piękny niebieski kolor, rękawiczki po nakładaniu również - aż musiałam to wysłać Monice i wkręcić ją, że jedynak postawiłam na farbowanie indygo. Pomyślałam sobie, że w sumie tęsknię za taką niebieską czernią i nie obrażę się jeśli taki kolor mi po katam zostanie : )
Włosy rozczesałam delikatnie kiedy już wyschły i zostały zawinięte w warkocz. Z początku chciałam je umyć po upływie 1-2 dni, ale skończyło się u mnie bardzo niestandardowo. W rezultacie nie myłam włosów 4 dni. Kiedy farbowałam pierwszy raz katam, włosów nie myłam również przez 4-5 dni, ale trwałość koloru zauważyłam dopiero po rozrobieniu henny na wodzie i soku z cytryny, odstawieniu jej na noc oraz dłuższym trzymaniu katam. Nie bez znaczenia jest również fakt, że włosów długo nie myję. U mnie nie robi to żadnej różnicy, ponieważ włosy po 4 dniach kompletnie nie wyglądają na przetłuszczone, mogę je normalnie związać w warkocz i pokazać się ludziom. Po koloryzacji nawet Monika zauważyła, że wrócił niebieski blask : )

Zaraz po farbowaniu włosy (tylko u góry widać jaką różnicę, dół i tak jest czarny), wyglądały tak:

henna na włosy

Na drugi dzień
:

henna na włosy


Nawilżenie po farbowaniu - po 4 dniach utrwalania koloru

3. Mycie włosów mydełkiem cedrowym. Bardzo chciałabym przetestować szampon Anthyllis, ale wykupujecie go tak szybko, że nawet nie jestem w stanie go sobie odłożyć ;d Przy następnej dostawie na pewno będę o tym pamiętać. Chciałabym spróbować czegoś nowego, a po balsamie tej marki mam ochotę na szampon 'bardzo delikatny'.
4. Balsam Anthyllis użyłam po raz pierwszy, ale wiedziałam, że na moim włosach wprost MUSI się sprawdzić. Chciałabym zobaczyć jak spisuje się na innych włosach, więc na pewno gdzieś go jeszcze wykorzystam i pokażę Wam jego działanie u innych. Najpierw jednak musimy zakupić go w dużej ilości na sklep, ponieważ już tradycyjnie najpierw produkt przeszedł przez nasze ręce a dopiero później trafi na sklep. Konsystencja nie jest bardzo zbita, jest moim zdaniem akurat, choć, jak wiecie, przepadam za treściwymi produktami. To jednak jest balsam, a nie ma maska do włosów, więc przeczuwałam, że będzie zapewne rzadszy jak większość produktów tego typu. Zapach jest delikatny, nie narzucający się a ja zawsze kiedy sięgam po włoskie kosmetyki czuję się jak na wakacjach - te zapachy przywodzą mi na myśl stosowane kosmetyki na wyjazdach ;d Bardzo dobrze rozprowadza się na włosach i masowałam nim całość wliczając włosy u nasady. Trzymałam go około 5 minut (w tym czasie nic mi nie spłynęło a ja lekko masowałam włosy na długości).
5. Płukanka z korzenia prawoślazu. Zainteresowałam się nim przeglądając Instagram Hazellinki, dokładnie chodzi o TO zdjęcie. Martyna zawarła w opisie włosów po prawoślazie słowa klucze, które mnie zachęciły czyli 'sypkość', 'gładkość' i fakt, że włosy się 'nie strączkują' ;3 Pomyślałam, że to coś dla mnie, dlatego zaczęłam szukać w internecie jak dokładnie płukankę przygotować. Natknęłam się na posta My hair secrets, gdzie podała dwa przepisy na płukankę. Drugi był bardziej czasochłonny, ale uznałam, że będzie skuteczniejszy, ponieważ wydobywa się z korzenia więcej śluzu co jest jak najbardziej pożądane : ) Dwie łyżeczki korzenia prawoślazu zalałam zatem szklanką chłodnej wody i pozostawiłam na około półtorej godziny. Następnym razem zostawię zapewne może nawet i na 4 h. Następnie mieszankę doprowadziłam do wrzenia i pozostawiłam do przestygnięcia by potem móc przelać wywar przez sitko i dolać kolejnej szklanki przegotowanej wody w celu zwiększenia objętości płukanki. Moczyłam w niej włosy przez około 4 minuty, następnie polałam nią całość włosów wliczając oczywiście skórę głowy. Włosy odsączyłam i zawinęłam w ręcznik.

Czesanie przebiegało bajecznie prosto mimo pominięcia olejowania, którego przed myciem sobie nie odmawiam. Chciałam jednak zobaczyć jak zadziała balsam Anthyllis i czy poradzi sobie z włosami po ziołach. Użyłam go od tego czasu już kolejne dwa razy i już wiem, że miękkość, łatwość rozczesania jak również blask (i to jaki!) zawdzięczam właśnie balsamowi Anthyllis. Blask po jego użyciu mogę porównać do maski Le Cafe de Beaute dokładnie TAKIEJ. Jest to naprawdę świetny balsam bez silikonów, zobaczymy jak spisze się po miesiącu stosowania - żałuję, że jest tylko jedna dostępna wersja ;c
Jeśli macie włosy podobne do moich i sprawdza Wam się większość rzeczy, które pasują mnie to na pewno pokochacie ten balsam! To pewne : )


5. Stylizacja
Zdziwione, że nie kręciłam włosów na kok ze skarpety? Wróciłam do kręcenia na papier do pieczenia (wolę go od papieru śniadaniowego, ponieważ mogłam wyciąć z niego dłuższe odcinki dzięki czemu łatwiej było mi związać koniec z końcem (;d)). Włosy spięłam w wysokiego kucyka (który po rozpuszczeniu jest odpowiedzialny za dużą objętość u nasady) a następnie rozdzieliłam kucyk na dwie części. Zwinęłam odcinek papieru do pieczenia w rulonik i nawijałam pasmo włosów podobnie jak nawija się na wałki - czyli jedno na drugie a nie sekcja obok sekcji. Trzeba uważać by końcówek nie zmiażdżyć (musi być to robione umiejętnie), ponieważ w przeciwnym wypadku będą nieestetycznie odgniecione co stworzy wizualny efekt przesuszenia/zniszczenia.


Efekt przypomina mi efekt, jaki osiągam po lokówce a do tego jest trwały, ponieważ włosy są mocniej ściśnięte niż w przypadku koczka na skarpecie.

czarne włosy
czarne włosy


Sukienka ze zdjęć KLIK

Czubek włosów po umyciu: