Niedziela dla włosów, Olejek Vianek w roli głównej

Pierwsza Niedziela dla włosów na nowym blogu miała miejsce dziś, w sobotę. Rozpoczęłam swój rytuał pielęgnacyjny właściwie już wczoraj wieczorem.
Bohaterem dzisiejszego wpisu jest bez wątpienia nowy olejek, którego używam od około trzech tygodni. Stosuję go na różne sposoby i odkryłam, że najlepiej sprawdza się zaaplikowany na całą noc. Wtedy włosy wyglądają pięknie i ładnie się rozczesują.


Ponadto kiedy się przebudzę w nocy, czuję się jak w morelowym sadzie. Zapach jest przepiękny i niesamowicie intensywny.
Mowa o olejku odżywczo-regenerującym Vianek. Możecie być pewne, że niedługo przeczytacie o nim dużo więcej. Jest wart tego by poświęcić mu całą uwagę w którymś z kolejnych wpisów.
Olejek w ilości trzech pompek, czyli jak na mnie dość dużo, nałożyłam na całe włosy od ucha w dół, zaplotłam w warkocz i poszłam spać.
Rano na naolejowane włosy nałożyłam resztkę maski Melica Organic, regenerującej i zostawiłam na około 20 minut. Nie miałam za dużo czasu, ale zdążyłam wypić kawę i zjeść śniadanie.
Całość zmoczyłam lekko wodą i spieniłam, po czym umyłam dwukrotnie szamponem Ecolab, odżywczym z awokado.
Przed ostatnim krokiem było nałożenie maski toskańskiej, planeta organica. Zostawiłam ją na kolejne 15 minut, po czym spłukałam.
Odsączone włosy zabezpieczyłam pompką olejku Dove i dałam im podeschnąć przez kilkanaście minut naturalnie.
Po tym czasie podzieliłam włosy na trzy sekcje i partiami każdą po kolei suszyłam chłodnym nawiewem.
Rozczesałam dopiero suche włosy przez samym wyjściem z domu. Zdjęcia jak widać w dość wietrznej pogodzie, ale zależało mi by były w naturalnym oświetleniu. Niestety, zabrakło słońca ;c
Pojawiło się za to godzinę później, kiedy pracowałyśmy z Olą nad kolejnym tutorialem z fryzurą, stąd mała zapowiedź jednego z najbliższych postów :)

Zaopatrzyłam się w sklepie zielarskim w korzeń mydlicy w celu oczywiście włosowym.
Używałyście go? Możecie polecić jakieś zastosowanie? : )

17 komentarzy :

  1. Z mydlnicy robiłam płukankę, ale usztywniła mi włosy i chyba też przesuszyła. Po dwóch podejściach darowałam sobie takie zabawy. Polecam najpierw na jakimś pasemku przetestować jej działanie. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Włosy rzeczywiście prezentują się przepięknie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze włosy idealne :D
    Ja korzeń mydlnicy wykorzystuję do zrobienia płynu micelarnego DIY :) Śmierdzi niemiłosiernie, ale jest bardzo skuteczny i nie podrażnia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. korzeń mydlnicy stosowałam w lutym jako płukankę, na opakowaniu są podane 2 łyżki na 0,5 litra chyba, ale 2 łyżeczki były wystarczające :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bogowie, nie będę pewnie pierwsza ale trafiłam do Ciebie przypadkiem i - ależ Ty ślicznie wyglądasz, i te włosy! idę czytać resztę postów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witaj serdecznie :)
      Bardzo mi miło i dziękuję : )

      Usuń
  6. Już jestem ciekawa tego olejku :) A zwłaszcza składu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Twój narzeczony musi być przeszczęśliwy, że ma tak piękną kobietę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Korzeń mydlnicy jest świetny jako wcierka. Solo lub z tymiankiem. Ja zalewałam wrzątkiem i pozostawiłam pod przykryciem dopóki nie ostygł. Przelałam do mgiełki i psikałam wlosy po umyciu. Włosy są dłużej odświeżone, mogę spokojnie umyć na trzeci dzień (a myję codziennie) Minusem tylko jest to że taki napar trzeba przygotowywać przed każdym użyciem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Śliczne włosy, a na ten olejek czuję się skuszona po opisie jego zapachu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. NA ZDJECIU JEST TO OLEJEK DO CIALA A NIE DO WLOSOW

    OdpowiedzUsuń