Sposób na przeproteinowane włosy

Przeproteinowane włosy nie zdarzają mi się często. Odkąd odkryłam, że nie lubią one protein, staram się ich unikać, tak by nie dopuścić do katastrofy.
Jednak zanim do tego doszłam zdarzało się, że zafundowałam włosom SPA z prawdziwego zdarzenia, po którym wyglądały fatalnie.
Najgorzej wspominam zabieg laminowania włosów. Przeprowadziłam go dwukrotnie - raz klasycznie samą żelatyną, drugi raz metodą Oli, czyli z olejem, dodatkowo na naolejowane włosy. Niestety, o ile po drugim razie było minimalnie lepiej, to i tak mam uraz do żelatyny. Włosy był suche jak siano, nieprzyjemne w dotyku, szorstkie i nie dało się ich rozczesać.
Typowy przykład włosów przeproteinowanych.


Pierwszym krokiem ku poprawie ich stanu musi być oczyszczenie włosów. Ja jednak zanim sięgnę po mocny szampon z SLS na suche włosy nakładam sporą porcję oleju. Najlepiej takiego sprawdzonego, który zawsze pomaga i wiem, że mogę na niego liczyć.
Spędzam z nim co najmniej godzinę, po czym myję dwukrotnie szamponem z SLS. Dzięki temu włosy są odpowiednio oczyszczone, ale warstwa oleju nieco je zabezpiecza.
Kolejnym krokiem jest nałożenie maski emolientowej, oczywiście bez protein. Najlepiej na co najmniej pół godziny, by zdążyła dobrze zadziałać. Dobrze, aby miała dużą zawartość emolientów oraz humektanty. Moją ulubioną jest maska Planeta Organica - Marokańska lub Toskańska. Obydwie świetnie nawilżają, wygładzają i pomagają rozczesać włosy.
Niestety, rozczesanie włosów po przeproteinowaniu nie jest proste, dlatego zawsze wspomagam się olejkiem silikonowym. Wolę nałożyć go więcej i mieć przyklapnięte włosy, które muszę związać, niż szarpać je i wyrywać podczas próby rozczesania.
Włosy po rozczesaniu zwykle podsuszam suszarką, a kiedy wyschną do końca związuję w warkocza czy koczka, ponieważ do kolejnego mycia jeszcze bywa, że końce są lekko suche.
Zwykle reszta włosów na długości szybko dochodzi do siebie.


Jak Wy radzicie sobie z przeproteinowaniem? : )

13 komentarzy :

  1. Nie żebym się czepiała ale Twoje włosy na zdjęciach nadal wyglądają idealnie, mimo przeproteinowania :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie nie przedstawia moich włosów przeproteinowanych :)

      Usuń
  2. Ja mam pytanie do Oli. Szukam satynowego szlafroczka i przypomniał mi się Twój, taki ciemny, chyba w kwiaty? Nie mogę odnaleźć tego zdjęcia ale napisz proszę gdzie go kupiłaś, może znajdę podobny :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem o który chodzi : ) dostałam go na prezent gwiazdkowy od Moniki, więc było to jakoś w grudniu - został kupiony w h&m (stacjonarnie): )
      weszłam zobaczyć, czy może jeszcze jest gdzieś na stronie, ale natknęłam się na taki tylko - http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0326982007.html ;c (postanowiłam sprawdzić, ponieważ całkiem niedawno zamawiałam jeszcze biustonosz o tym samym wzorze i myślałam, że może jakimś cudem będzie).

      pozdrawiam i życzę powodzenia w poszukiwaniach podobnego : )
      /ola

      Usuń
  3. mi się chyba nigdy nie zdarzyło ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To widzę, że nie jestem wyjątkiem, który po laminowaniu włosów doznał takiego efektu. Liczyłam na piękną taflę a otrzymałam suchą szczotę :-/ Jakie jeszcze maski emolientowe bez tych nieszczęsnych protein polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam wszystkie produkty z serii Loves Estonia, typu maski i balsamy :)
      Maska Fructis, gęste i zachwycające
      z balsamow to Planeta Organica, rokitnikowy( taka pomarańczowa butelka)i cedrowa
      Planeta Organica, Secrets of Arctica, wersja rokitnikowa również
      Balsam na kwiatowym propolisie
      kallos, multivitamina

      u Oli sprawdzają się maski Ecolab-regenerująca najbardziej ;)

      Usuń
    2. Dzięki :-) Mam wybredne włosy, ciężko im dogodzić ;-)

      Usuń
  5. Ja też miałam problem po żelatynie, raz też zapomniałam (dodając keratyny do maski), że protein nie można trzymać zbyt długo i było ciekawie. :D teraz na chwile nakładam kallos protox w celu zemulgowania oleju, ale tez nie za każdym razem, bo zaczyna sie przesusz. :) jak przeproteinowałam, to ratowałam się miodem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również nie wspominam miło przygód z żelatyną :D Raz przeproteinowałam włosy i to doświadczenie w zupełności mi wystarczyło! Więcej nie dopuszczę do takiego stanu!

    OdpowiedzUsuń