Maski proteinowe do włosów nie lubiących protein

Właściwie to pokaże Wam dziś przykłady dwóch masek i jednej odżywki. Moje włosy nie lubią protein odkąd pamiętam. Kiedy były bardziej zniszczone reagowały na nie źle i teraz kiedy są w lepszej formie również muszę uważać. Wiadomo jednak, że każde, nawet takie włosy potrzebują raz na czas dawkę np. keratyny.
U mnie zwykle nałożenie maski typowo proteinowej kończyło się puszeniem, suchymi końcami, które odstawały na wszystkie strony. Do tego włosów nie dało się rozczesać, plątały się i były szorstkie - typowe objawy przeproteinowania. Niestety nawet kiedy taką maskę nałożyłam raz w tygodniu, włosy były niezadowolone.


Zaczęłam więc szukać produktów, które zawierałyby małą ilość protein, zwykle nie na początku składu. Ważne było również towarzystwo humektantów, mile widziane emolienty, naturalne oleje. Taka równowaga w składzie zagwarantowała mi możliwość regularnego używania produktów proteinowych i to zawsze ze świetnym efektem.

Wśród moich ulubieńców znalazły się:

Pilomax, Arabica Colour Care
Maska, o której wspominałam również w poście o ulubionych maskach http://www.sophieczerymoja.com/2016/05/moje-ulubione-maski-do-wosow-monika.html
Odkąd trafiła w moje ręce nigdy mnie nie zawiodła. Używam jej od października, regularnie raz w tygodniu. Zwykle nakładam na co najmniej pół godziny.
Włosy po niej są zawsze miękkie, gładkie i gdybym nie wiedziała, że ma w składzie keratynę to nie domyśliłabym się. Jest jej jednak nie dużo, podobnie jak niestety innych istotnych substancji, gdyż znajdują się one po Behentrimonium Chloride ;c Moje włosy jednak lubią się z tym składnikiem i nie przeszkadza mi to.
Poza keratyną zawiera ekstrakt z kawy, panthenol, glicerynę, ekstrakt ze skrzypu, ekstrakt z henny.

Organic Shop, maska awokado i miód
Tym razem maseczka, która działa ekspresowo i nie nakładam jej nigdy na dłużej niż 3 minuty. Również nie stosuję jej częściej niż raz w tygodniu, zwykle kilka dni po aplikacji Pilomax.
Włosy po niej są w dobrym stanie, do tego nabierają puszystości i mięsistości, są bardziej podatne na układanie - nie są tak sypkie.
W składzie emolient tłusty, gliceryna, olej kokosowy, olej awokado, miód, hydrolizat protein pszenicy.

Nowością, którą wprowadziłam do pielęgnacji od około trzech tygodni jest odżywka Marula Oil. To chyba jedyny kosmetyk z linii profesjonalnej, który jak na razie mnie nie zawiódł. Współpraca z nią nie jest prosta - nie mogę stosować jej jak klasycznej odżywki, czyli codziennie. Nakładam ją dwa razy w tygodniu na około 5 minut i wtedy efekt jest zadowalający. Najlepiej sprawdza się na włosach oczyszczonych dwukrotnie SLS - wtedy uzyskuję miękką, lśniącą taflę aż po same końce.
W składzie mamy również wysoko (na początku) Behentrimonium Chloride, a dopiero po nim tytułowy olej marula, glicerynę, emolienty tłuste, olej macadamia, oliwę z oliwek, witaminę E, wyciąg z nasion soi, hydrolizowane białka roślinne.
Wpis o tej linii pojawi się jeszcze na blogu za jakiś czas.

Suszarkę do włosów w dobrej cenie i z odpowiednimi parametrami, by nie niszczyć włosów znajdziecie teraz TUTAJ. Sprzęt do stylizacji jest TUTAJ i TUTAJ - prostownice i lokówka automatyczna w świetnej cenie, kilka razy tańsza od oryginału.

M.

2 komentarze :

  1. Moje na szczęście lubią proteiny ;) Co im nie wezmę to przyjmą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje też się z białkami nie lubią ;< rzadko je karmię nimi, a jeśli już to w PEHu inaczej nie przejdzie. I najlepiej keratyną lub fitokeratyną, inne proteinki nie bardzo ;) za to na skalp mogę nakladac do woli, zwłaszcza pszeniczne w szamponie ;) ta objętość później <3 dlatego czaję się na szampon, który zrecenzowałaś w poprzednim poście ;)

    OdpowiedzUsuń