Goose Creek, Salted caramel cupcake z limitowanej edycji Cupcake Party

Jeśli ktoś miał świece Yankee Candle 'Salted caramel' i uważa, że pachnie obłędnie to dziś pokażę Wam coś jeszcze lepszego.
Świece z Yankee również mam, już drugi słoik, ponieważ ją uwielbiam. Jest to zapach, który albo się kocha albo nienawidzi. Niektórzy czują w nim kostkę rosołową, czego na szczęście ja nie zauważyłam. Jednak wąchany prosto ze słoika zdaje się być mocno słony i to może nie być do końca pożądane. Na szczęście podczas palenia ta sól w przewadze gdzieś ucieka i pozostaje po niej tylko lekka nutka.
Jestem fanką jedzeniowych zapachów i tak jak na przykład wczoraj przez pół dnia paliłam świecę o zapachu wiśniowego ciasta z kruszonką, również od Goose Creek, tak w tak pochmurny dzień jak dziś, kiedy za oknem pada, poszukuję czegoś mocniejszego, ciężkiego.
Zapaliłam więc Salted Caramel Cupcake.


Ten zapach sprawił, że już nigdy nie sięgnę po Yankee
. Moc i intensywność są bardzo podobne. Obydwie świece wypełniają aromatem moje małe mieszkanie w całości. Woń utrzymuje się nawet kilka godzin po zgaszeniu. Czasem, jeśli porządnie nie wietrzyłam pomieszczenia to gdzieniegdzie jest wyczuwalny nawet przez dwa kolejne dni.
Sam zapach natomiast to dokładnie to co pokazuje nam etykieta - świeżo upieczona babeczka waniliowa, bez czekolady, za to z zatopioną krówką w środku, która się roztopiła, do tego kapka puszystego kremu i dużo ciągnącego się karmelu. Całość doprawiona tylko szczyptą soli, która pobrzmiewa gdzieś cicho w tle.
Świeca zdominowana jest przez karmelową nutę i to ona jest wyczuwalna najmocniej.


Świeca posiada jak zawsze u tej firmy, dwa knoty, dzięki czemu pali się równo i szybko uwalnia zapach.
Jest to produkt z limitowanej edycji Cupcake Party, wobec czego pojemność jest nieznacznie mniejsza niż klasycznych dużych świec - mamy 538 gram wosku co daje około 110 godzin palenia.
Cena jaką zapłaciłam to 89 zł.

7 komentarzy :

  1. Przeglądam Wasze posty na starym blogu z 2015 i jestem właśnie na poście o rękawicy kessa. Używasz jej jeszcze? A czarne mydło gdzie kupowałaś i dlaczego właśnie ono? Można użyć czegoś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarne mydło działa jak detoks na skórę, usuwa zanieczyszczenia, podobno odmładza ;d do tego działa niczym peeling enzymatyczny :)
      Nie znam nic innego o takim działaniu. Są inne mydła np syberyjskie, ale to już nie to samo :)
      A rękawica mi się popruła jakiś czas temu i od tamtej pory nie dorobiłam się nowej :< jednak bardzo polecam ten sposób pielęgnacji :)

      Usuń
  2. Zwracam się do Was o pomoc, bo to już ostatni krok przed chwyceniem za chemiczną farbę. Obie macie jak widać doświadczenie w naturalnym farbowaniu, może Ola będzie mogła mi pomóc, bo moim docelowym kolorem jest właśnie granatowa czerń.
    To będzie długi komentarz :3
    Ostatnio moje włosy przeszły 5 kąpieli rozjaśniających, farbowanie na rudo, później na brąz, który - wiadomo - szybko wypłukał się do złotego czegoś. Ponadto mam na włosach gruby, poziomy pas zieleni (rozjaśnianie indygo sprzed lat). Postanowiłam rzucić farby chemiczne i tu pojawił się problem. 2 farbowania ciemnym brązem z khadi dały minimalny efekt + wypłukały się ekspresowo, zieleń lekko pokryta, ale znów wyłazi. Postanowiłam dążyć do czerni, zafarbowałam włosy dwuetapowo czystą henną, później czarną (lawson, indygo i coś jeszcze). Nie zdecydowałam się na czyste indygo, gdybym jednak postanowiła zostać przy bardzo ciemnym brązie, ale tak czy inaczej nawet dwuetapowe farbowanie to wielkie rozczarowanie. To już trzeci kontakt z naturalnymi farbami (pomijając czystą hennę kilka lat temu, która była super, ale żadna z ciemnych nie dała zadowalającego efektu). Włosy wyszły może i w miarę ciemne, ale nie był to nawet bardzo ciemny brąz, coś pomiędzy średnim a ciemnym i jak zwykle wypłukał się po jednym myciu. Góra włosów stałą się rudobrązowa, dół brązowo z zieloną poświatą. Wygląda to komicznie i jestem bliska farby chemicznej, ale patrząc na włosy Oli widzę różnicę między czenią indygo a czernią z rossmanna. Jednak boję się, że moje włosy po prostu nigdy nie chwycą indygo tak jak Twoje i tylko polecą pieniądze i nerwy, kiedy znów widzę niebieską wodę po myciu. Czerń z farby chwyciła by na pewno równo i mocno, ale zostałabym posiadaczką płaskiego hełma. Jak myślisz, jest sens dalej kombinować z naturą? W jaki sposób, dwuetapowe z czystym indygo? I tak nie sądzę, żeby wyszedł czarny, szkoda mi już pieniędzy na hennę, bo trzy razy kładłam już mieszanki z indygo + zrobiłam bazę z henny, a efekt jest zerowy :c Nie chcę już niszczyć włosów, ale kolorystycznie jak na razie chemia wychodzi zawsze okej, jedyny problem to wypłukiwanie, a indygo ani oczekiwanych efektów, ani trwałości. Na marginesie, czy któraś z Was ma jakieś szersze doświadczenie z czarnymi farbami, jakieś porównanie, które wychodzą w miarę okej, a które płasko?

    OdpowiedzUsuń
  3. doskonale rozumiem o czym piszesz, z uwagi na fakt, że sama na początku przygody z henną miałam taki problem : ) przede wszystkim, po konsultacji z Moniką stwierdziłyśmy, że po prostu włosy są na tyle zniszczone tymi rozjaśnianiami, że po prostu nie przyjmują już barwnika - miałam dokładnie tak samo, także wiem o czym mówię - fryzjerka powtarzała mi to jak mantrę kiedy siedziałam u niej na fotelu jakby raz nie wystarczyło ;D

    na początku sięgałam po brązy oraz czerń khadi, która była okay, ale i tak pod światło miałam rudawą poświatę (i lekką różnicę miedzy górą a dołem włosów) a jednak chciałam ciemnej, chłodnej czerni a niczego pomiędzy. u mnie problem jest taki, że odrost jest zbyt jasny dlatego kładę na niego farbę z apteki color&soin odcień hebanowa czerń 1N - o moim farbowaniu pisałam tutaj: http://www.sophieczerymoja.com/2016/04/moje-farbowanie-color-khadi-ola.html

    do czego zmierzam - na Twoim miejscu nie sięgałabym po farby z rossmanna, bo zawsze wyjdą płasko i po prostu nieładnie. sama kiedyś farbowałam 'brązami', które wychodziły jak czerń i to jeszcze taka czerń, która nawet pod słonce była czernią i moim zdaniem nie wyglądałam w tym dobrze - farbując w ten sposób jaki farbuję teraz widzę różnicę w kolorach i nigdy w życiu nie chwyciłabym już za farby tego typu! : )

    od siebie mogę polecić podcięcie włosów, które niestety jest nieuniknione i położenie na włosy color&soin 1N. farba jest na tyle mocna, że łapie z dodatkiem oleju oraz na naolejowane włosy na czubku mojej głowy ;D ale na pewno to mniejsze zło, niż farby z rossmanna. możesz nieco zabezpieczyć włosy olejem, chociaż końcówki i tak pójdą do ścięcia (to znaczy powinny, nie wiem czy się zdecydujesz, ale naprawdę nie ma sensu ich trzymać ;3). po spłukaniu farby, którą dla pewności w miejscach gdzie jest kolor jest bardziej wypłukany możesz położyć w pierwszej kolejności umyj włosy dwa razy szamponem z SLS (bez dodatku silikonów, ale to pewnie wiesz : )) i przystąp do nałożenia czystego indygo khadi - żeby chwyciło intensywniej można dodać szczyptę soli, ale z nią ostrożnie bo po takim farbowaniu musiałam podciąć włosy - tu i tak jest taka potrzeba, więc możesz z odrobinką spróbować. na Twoim miejscu trzymałabym indygo 4 h i następnie nie myła włosów przez 2 dni (zauważyłam, że wtedy dużo ładniej się trzyma).
    po podcięciu włosów gdyby zaszła taka potrzeba powtórzyłabym krok z color&soin a jeśli byłoby okay to walczyłabym już z samym indygo, ponieważ proszę mi wierzyć, z każdym kolejnym farbowaniem będzie się utrwalać : )

    mogę polecić również płukanki zakwaszające włosy jak np. z dodatkiem octu jabłkowego bądź cytryny : ) kolor powinien ładniej się trzymać. jeśli jesteś przekonana, że chcesz granatowej czerni, to postaw na indygo, bo nic nie da takiego odcienia jak właśnie ono - a systematyczne podcinanie włosów i farbowanie indygo da naprawdę piękny efekt na włosach : ) na Twoim miejscu rozejrzałabym się za jakimś olejem bądź wcierką na porost włosów by jak najmniej odczuć straty w długości i kondycji włosów : ) + suplementacja od wewnątrz. koniecznie napisz czy taka odpowiedź Cię zadowala i na co w końcu się zdecydujesz, bo strasznie się wczułam i będę płakać jak nie przeciągnę Cię na moją granatowo-czarną stronę mocy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak szczegółową odpowiedź <3
      Do tej pory nie brałam pod uwagę Color&Soin, bo bałam się, że po miesiącu, kiedy przyjdzie do następnego farbowania, indygo nie złapie odrostów i będę do końca skazana na tę farbę, ale patrząc na Twój kolor - czemu nie. Zrobię, jak mówisz, farba na całość, później indygo. Jak będzie trzeba, zostanę przy nakładaniu farby jedynie na odrost, a na długość indygo. Mam jeszcze jedno pytanie - czy przy takiej opcji konieczna jest czysta henna pod indygo co miesiąc? Nakładasz ją tylko dla kondycji włosów, czy ma ona jakiś wpływ na kolor/trwałość indygo? Jestem biednym studentem, stówa na farbowanie co miesiąc trochę mnie przeraża :D Zdecydowanie biorę Twój sposób i zrobię jak mówisz, jeśli uda mi się aparatem uchwycić tę tragedię, którą mam teraz na głowie to za miesiąc po farbowaniu zrobię porównanie i Ci podeślę, żebyś wiedziała, jak dobrą robotę obie robicie :3
      Zaczynam wierzyć w to, że moje włosy dojdą do takiej kondycji, jak Wasze, bo patrząc na mwh na blogu to macie historie podobne do mojej, czyli 42348 zmian koloru i rozjaśniań. Zostaję przy granatowo-czarnej stronie mocy, może ze świadomością, że indygo już nie mogę rozjaśnić odechce mi się schematu ciemne - rozjaśnianie - fiolet/czerwień/cholera wie co - ciemne - rozjaśnianie - rude - ciemne i tak w kółko. Włosy są zniszczone, ale nie ma aż takiej tragedii, jak można by przypuszczać. Końcówki podcinane kiedy zauważę rozdwojenia czy spore przesuszenie, bo jak patrzę na włosy różnych kobiet to dochodzę do wniosku, że nawet krótkie włosy z ostrymi końcówkami wyglądają świetnie, a włosy do pasa, gdzie od połowy to już siano to wizualna tragedia. A moje i tak są do cycków, więc nie jest źle :3
      Jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc, nawiasem mówiąc, w ogóle nie pomyślałam o płukankach zakwaszających!

      Usuń
    2. nie ma za co, ja zawsze się ciesze, że mogę pomóc! : )
      hennę z amlą nakładam w celu odżywienia włosów - nie ma to nic wspólnego z trwałością indygo, ponieważ kiedy już próbowałam tak walczyć z moim odrostem ;D najpierw położyłam czystą hennę i następnie indygo (czyli farbowanie dwuetapowe ;d) efekt był mizerny i rzuciłam się wręcz na farbę color&soin ;d stosowałam też herbatint, ale ich czerń wychodziła fioletowa ;d czytałam, że wielu Dziewczynom color&soin powoduje wzmożone wypadanie, ale u mnie czegoś takiego kompletnie nie ma i mam nadzieję, że 'pójdziesz w moje ślady' i będzie okay! ;D
      dlatego na chwilę obecną wystarczy Ci C&S oraz indygo - potem farba, jedynie na odrost nakładana, może starczyć nawet na 3 użycia : ) nie wiem jakiej długości masz włosy ;D
      będę czekać na zdjęcia <3 i oczywiście mam nadzieję, że stopniowo będzie tylko lepiej i będziesz zadowolona! w razie czego my zawsze chętnie pomożemy : )

      taaa, albo taka 'pajęczyna' czy przerzedzenia i taki smętny ogon od połowy pleców ;D fujka ;c ja uwielbiam gęste, ostre końcówki i właśnie to one są u mnie na pierwszym miejscu, dopiero na drugim jest długość. notabene troszkę mnie irytuje fakt, że nie są tak długie jakbym chciała, ale wtedy myślę, że już dawno miałabym takie wymarzone, tylko, że do tej długości sięgałyby pojedyncze kosmyki chyba ;D

      ja uwielbiam płukankę octową, jest cudowna <3 często stosuję! : )

      Usuń