Przygotowania przedślubne: relacja włosomaniaczki z wizyty u stylistki fryzur

Wczoraj byłam na umówionej wizycie u stylistki fryzur. Była to orientacyjna wizyta przedślubna. Chciałam poznać tą osobę, jej sposób zajmowania się włosami. Dodatkowo sama mam duży problem z zakręceniem włosów tak, by skręt był trwały, więc właśnie na to postawiłam.
Włosy oczywiście umyłam zaraz przed umówioną wizyta używając swoich ulubionych kosmetyków. Wszystko po to, by nie sprawiały problemów, nie plątały się. Niestety mimo tego podczas rozczesywania już pojawiły się pierwsze wątpliwości. Narzędziem zbrodni okazał się grzebień z gęsto rozstawionymi ząbkami, który przy końcach natknął się na splątanie. Niestety Pani zamiast delikatnie go rozplątać szarpała mnie, a ja w myślach przeklinałam i żałowałam, że tam przyszłam. Dzieląc włosy na partie również nie udało się ominąć całkowicie szarpania. Lokówka została włączona i kątem oka zerknęłam, że temperatura to 220 stopni. Lekko mnie to zabolało, ale pomyślałam, że nie mogę przecież tak histeryzować, że to tylko włosy i nic im się nie stanie.
Rozpoczęło się kręcenie. Na szczęście każde pasmo zostało zabezpieczone sprayem termoochronnym. Każde pasemko było kręcone przez co najmniej 30 sekund. Kiedy rozmowa zbyt dobrze się kleiła czas wydłużał się w nieskończoność. Każdą nadprogramową sekundę przeżywałam, myśląc, że włosy odpadną spalone po uwolnieniu z klipsa niczym w filmikach, które krążyły po internecie swego czasu. W domu zawsze skrupulatnie liczę do 8 i po upływie tylu sekund puszczam pasmo wolno. Nie używam również lakieru, ponieważ włosy po nich zawsze mi się sklejają, nie można ich rozczesać ani nawet bezproblemowo przeczesać palcami.
Wczoraj każde pasmo było potraktowane lakierem. Do tego każda skończona sekcja dodatkowo również jakimś innym produktem. Niestety nie wiem jakim. To chyba również jakiś utrwalacz.
Po takiej ilości lakieru spodziewałam się tylko i wyłącznie skorupy na głowie, sztucznego kasku. Aż bałam się efektu końcowego i tego momentu, kiedy będę dotykać włosów.


Jakież było moje zdziwienie, kiedy po roztrzepaniu loków i ułożeniu grzywki, mogłam dotknąć skończonej fryzury, która okazała się być zupełnie inna niż myślałam. Całość była miękka, włosy miłe w dotyku i w ogóle nie wyczuwałam na nich obecności takiej ilości stylizatorów.
Z efektu końcowego byłam zadowolona, choć wolałabym luźniejsze fale. Jednak Pani zagwarantowała mi, że po kilku godzinach skręt się poluzuje więc w dniu ślubu, kiedy uczesałaby mnie z samego rana, na ceremonię było by dokładnie tak jak chcę.
W domu po 3 godzinach włosy ciągle wyglądały tak samo. Postanowiłam sięgnąć po szczotkę i delikatnie je rozczesać i to był strzał w dziesiątkę. W ogóle się nie plątały, szczotka gładko po nich sunęła aż po same końce. Po domowej stylizacji z lakierem mogłam zapomnieć o rozczesaniu kosmyków. Często nawet palcami nie dały się przeczesać.
Po rozczesaniu włosy wyglądały tak KLIK. Nabrały objętości, zyskały zupełnie inny wygląd, skręt lekko się poluzował, a włosy nie były już takie porozdzielane.
Sądziłam, że po tym fryzura nie będzie tak trwała, ale nic mylnego. Jeszcze wieczorem o 23:00 wyglądała idealnie, a kolejnego dnia rano aż szkoda było je myć - ciągle były piękne.
Pomyślałam jednak, że chcę zmyć z nich to całe zło ;d Sięgnęłam po SLSy oraz maskę marokańską. Nie zauważyłam większych szkód i chyba włosy są na tyle zdrowe, że taki jednorazowy wybryk nie zaszkodził im. Oczywiście jak widzicie nie są idealnie gładkie, lekko odstają na długości. Myślę jednak, że gdybym nałożyła olej to byłoby całkiem w porządku. Nie miałam jednak na to czasu ;c Dodatkowo schły naturalnie, a wtedy zawsze inaczej się układają.


Cała stylizacja trwała około godziny, a ja w niektórych momentach siedziałam z zaciśniętym gardłem. Mimo to jednak jestem całkiem zadowolona - fryzura była trwała, włosy raczej nie ucierpiały mimo moich wielkich obaw i stresu.
Teraz pozostało się zastanowić jak chciałabym się dokładnie uczesać tego dnia : )

Macie podobne doświadczenia? : )

M.

10 komentarzy :

  1. Ile zapłaciłaś za taką przyjemność? Ja oszalałam na punkcie długich, rudych loków i nie wyobrażam sobie iść w innej fryzurze do ołtarza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za fryzurę 80 zł. Ceny są różne w zależności od tego czego ktoś oczekuje. Upięcia są zwykle droższe, ale zwykłe fale kosztowały tyle ;)

      Usuń
  2. Biorę ślub na jesień i też chcę zakręcić moje rudzielce. Moje włosy nie są tak proste z natury, lekkie fale, skręt jednak nie utrzymuje się długo. Pan młody kocha loki, chyba poproszę znajomą fryzjerkę, żeby mi zakrecila. Wiadomo, wcześniej też raz na próbę, żeby zobaczyć, co z tego wyjdzie. Póki co zapuszczam, w tym momencie długość jest za biust, myślę o długości do talii. Za miesiąc podcinam końcówki 1 cm, zobaczymy ;)
    Twoje faktycznie super wyglądają, myślę, że raz można je trochę mocniej potraktować temperaturą-w końcu po to o nie dbamy, żebym w tym dniu prezentowały się jak najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To witam jesienną Pannę młodą:)
      Warto wcześniej spróbować, żeby zrobić tak, by się wszystko trzymało tyle ile chcemy.
      Na szczęście jesienią nie ma już upałów więc spokojnie rozpuszczone włosy zdadzą egzamin ;) w lato sobie tego osobiście nie wyobrażam.

      Usuń
  3. Do fryzjera chodzę bardzo rzadko w celu robienia fryzur, także nie mogę się wypowiedzieć :D

    Ale na ślub też chcę mieć fale (tylko muszę je zapuścić, mam jeszcze 2 lata)! A także wianuszek z kwiatów :)

    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam trzy razy w życiu i raz tak mi kręciła włosy, że to była masakra.Wyglądało okropnie i do tego w ogóle nie było trwałe. Byłam rozczarowana strasznie.
      Drugi raz czesała mnie w koka inna fryzjerka i tutaj spisała się świetnie. Wszystko trzymało się do kolejnego dnia ;d

      Zazdroszczę czasu na zapuszczanie :< U mnie czasu coraz mniej i dużo już nie urosną

      Usuń
  4. Przepraszam, że nie w temacie postu, ale niedługo będę robiła sobie większe zamówienie i intensywnie zastanawiam się nad ecolab stymulujące serum do włosów ( to z tymi szyszkami). Pamiętam, że w tym samym momencie wraz z Olą zmagałam się z wypadaniem włosów i wspominała coś o tym serum. Stosowałaś je? Jest godne polecenia? Są jakieś efekty? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam kupić te szyszki już x razy i zawsze albo zapominam, albo mam inne priorytety, które muszę zakupić ;c więc summa summarum nie stosowałam, ale jedna z Czytelniczek bardzo je polecała (dużo baby hair) : ) ja ze swojej strony (i w kwestii zahamowania wypadania i porostu włosów) mogę polecić oleje o których pisałam tutaj http://www.sophieczerymoja.com/2016/04/moje-ulubione-oleje-w-pielegnacji-wosow.html oraz stosowanie revalidu : ) mnie na zagęszczenie pomaga również siemię lniane ale po niczym nie mam takich baby hair jak właśnie po olejach ;D Monika niedługo będzie robić podsumowanie trzeciego miesiąca zapuszczania (na dniach) i będzie pisała o produkcie, który bardzo przyspieszył jej porost (sama go widziałam zanim zafarbowała i stwierdzam, że był straszny, ale oczywiście tak pozytywnie, bo długi ;D)

      : )

      Usuń
  5. Ja również mam ekstremalnie proste włosy i również do ślubu miałam loki - takie pół-upięcie, żeby nie spadały na twarz, ale z tyłu były puszczone luźno. Fryzjerka umyła mi głowę w salonie, nakręciła włosy na średniej grubości wałki, a następnie spędziłam 30-40 minut pod tą śmieszną fryzjerską suszarką :) Na koniec oczywiście lakier. Loki wyglądały pięknie :) Nie wiem, czy dało sie to przeczesać, bo bałam się dotknąć, ale na pewno były dość sztywne. W kazdym razie wytrzymały cała noc (sprawdziłam na zdjęciach i po północy, po oczepinach dalej wyglądały super!).
    Monika, masz przepiękny kolor włosów na tych zdjęciach. Wydaje mi się, czy ściemniały?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj były 6 tygodni po farbowaniu, więc kolor się wypłukał i tak wyglądały ;) teraz są już jaśniejsze, bo odświeżone ;)

      Cieszę się, że fryzura ślubna się trzymała :) mam nadzieję, że z moją będzie tak samo ;d

      Usuń