Składniki, których poszukuję w kosmetykach do włosów

Moje włosy są raczej niskoporowate i nieproblematyczne. Wyjątkiem są końcówki, których porowatość jest wyższa i muszę na nie bardziej uważać.
Odpowiednio dobrana pielęgnacja sprawia, że właściwie nie mam z nimi problemów. Jednak zanim dotarłam do tego co im służy, a co nie... miałam z nimi nie lada przeprawy.
I tak od początku zauważyłam, że moje włosy nie lubią protein. Stosowałam różne ich rodzaje, większe i mniejsze cząsteczki i efekt zawsze był taki sam - puch i problemy z rozczesaniem. Im włosy były bardziej zniszczone tym efekt końcowy był gorszy.
Jedyną proteiną, którą dobrze tolerują moje włosy jest kolagen oraz hydrolizowana keratyna, jednak tylko w połączeniu z emolientami i humektantem. Najlepiej jeszcze by proteiny nie były na początku składu, ponieważ to też nie wróży dobrze. Taką maskę czy odżywkę mogę stosować najwyżej raz w tygodniu.


Moje proste włosy uwielbiają za to emolienty. To ich poszukuję najbardziej w składach produktów do włosów. Powodują one, że włosy są elastyczne, miękkie. Im ich więcej tym lepiej. Kiedy odkryłam szampony EcoLab zauważyłam, że nawet spory dodatek olejów do środka myjącego to świetny sposób. Taki kosmetyk pięknie myje, a jednocześnie już na tym etapie ochrania i wzmacnia włosy.
Zauważyłam, że zarówno emolienty typu alkohole tłuszczowe (Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol), jak i estry (Isopropyl Palmitate, Isopropyl Myristate) czy naturalne oleje i masła działają podobnie.
Moje ulubione oleje w kosmetykach do włosów to oliwa z oliwek, olej rokitnikowy, olej awokado, olej kokosowy, olej laurowy, olej z pestek moreli, olej z pestek granatu. Nie lubią za to masła shea i masła kakaowego.
Każdy emolient ma za zadanie pokryć włosy warstwą okluzyjną, czyli zabezpieczyć go przed utratą wody oraz uszkodzeniami mechanicznymi.
Dodatkowo zapobiegają one elektryzowaniu, puszeniu, pomagają wygładzić, dociążyć kosmyki.


Humektanty, takie jak najprostsza gliceryna pomagają mi zachować sprężystość i nawilżenie włosów. Właściwie nie muszę uważać na zbyt dużą ilość substancji nawilżających, ponieważ nie szkodzą mi one w ogóle. Wyjątkiem jest tutaj mocno deszczowa pogoda - wtedy przez dużą ilość humektantów potrafią lekko odstawać, ale nie puszą się mocno, jak kiedyś.
Moje ulubione substancje nawilżające, zatrzymujące wodę to: wspomniana gliceryna, miód, cukier, kwas hialuronowy.
Niestety nie sprawdza się u mnie aloes, ale warto go spróbować ; )

Silikony lotne to substancja, która może zdziwić co niektórych. Oczywiście, jeśli komuś nie pasują silikony to nie ma sensu stosować ich na siłę.
Moje włosy jednak lubią się właśnie z lekkimi silikonami czyli takimi, które odparowują lub tymi, które dają się zmyć łagodnym detergentem.
Nie unikam odżywek i masek z ich udziałem. Oczywiście wszelkie sera, olejki do używania po myciu są również mile widziane.
Nie ukrywam, że gdyby nie regularne stosowanie tych substancji, nie udało by mi się zapuścić włosów tak szybko.
Próbowałam odstawić całkowicie silikony z mojej pielęgnacji dwukrotnie - raz na początku Włosomaniactwa, kilka lat temu oraz drugi raz jakieś dwa lata temu. Zawsze kończyło się to pogorszeniem stanu włosów. Nauczyłam się więc wybierać takie, które mi nie szkodzą, a wręcz wspomagają walkę o długie, zdrowe włosy.
Najlepiej służą mi: Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane.


Jestem ciekawa jakich składników w kosmetykach do włosów poszukują nasze Czytelniczki ;3

M.

6 komentarzy :

  1. Emolienty, emolienty i jeszcze raz emolienty! ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje włosy też zawsze nie cierpiały protein, ale odkąd zaczęłam je farbować henną polubiły je, szczególnie keratynę, dziwne, bo henna wcale ich nie zniszczyła, a wręcz przeciwnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. henna nie niszczy włosów ;) wręcz je odżywia, pogrubia :)
      chyba mylisz zniszczenie z przesuszeniem po hennie, które dotyka większość osób ;)

      Usuń
    2. Wiem, że henna nie niszczy tylko odżywia, to między innymi dlatego zaczęłam jej używać. Dziwię się dlatego, że po hennie moje włosy polubiły proteiny, a przecież henna ich nie niszczy (a podobno to zniszczone, łamiące się włosy najbardziej lubią proteiny ;)

      Usuń
  3. Eh, marzy mi się Mythic Oil... Choć nawet bardziej mi się marzy, żeby w końcu moje włosy polubiły się z jakimś serum do końcówek! :/ :D

    OdpowiedzUsuń