Miesiąc naturalnej pielęgnacji, płukanka wiśniowa

Dzięki akcji zainicjowanej przez Anwen Miesiąc Naturalnej Pielęgnacji zdecydowałam się tego tygodnia na coś co zapewne kompletnie by mnie nie kusiło. Płukanki nie są moją mocną stroną, a jedyne jakie wchodzą w grę w pielęgnacji moich włosów to płukanka z dodatkiem octu jabłkowego jak również płukanka z dodatkiem soku z cytryny. Byłam jednak ciekawa jak przygotowana przeze mnie płukanka wiśniowa podziała na moje włosy - życzyłam sobie by domknęła łuski włosów przez co miały bardziej lśnić. Summa summarum płukanka była nieco obojętna dla moich włosów pod tym względem (blask był raczej taki jak zwykle po tego typu zabiegach), ale nieco plątały się przy czesaniu i odstawały bardziej niż zawsze. Niemniej jednak - wakacyjny eksperyment musiał być! : ) Tym bardziej, że w lodówce znalazły się wisienki ;3


Na ładniejsze zdjęcie z przodu brakło już czasu ;d ... ale chociaż włosy są widoczne dość dobrze ;3


Weekendową pielęgnację włosów zaczęłam od nałożenia mieszanki oleju musztardowego oraz oliwki Baby Dream Fur Mama na długość oraz wtarcia Cerkogelu 30%. Oleje leżały na włosach około godziny i po tym czasie pokierowałam się do kuchni by przyrządzić płukankę. Wzięłam kilkanaście wisienek, opłukałam i zblendowałam na gładką masę. Następnie sięgnęłam po gazę, wykroiłam kawałeczek i tak jak możecie zobaczyć na załączonym do posta zdjęciu przełożyłam zblendowane owoce na gazę. Dokładnie odsączyłam soczek do dzbanuszka po czym dopełniłam naczynie wodą przegotowaną. Była dość letnia, a podczas płukania włosów stała się chłodna. Włosy umyłam dwa razy szamponem dla mężczyzn Kawior Bieługa (klik), ponieważ zauważyłam, że olej musztardowy trudniej zmywa się z moich włosów ; ) Już po samym szamponie włosy były bardzo mięciutkie. Zdecydowałam się jednak na maskę szungitową na 2 minuty, ponieważ dokładnie taki sam zestaw zastosowałam poprzedniego dnia, dlatego pomyślałam, że będę mieć idealne porównanie ; ) Maska szungitowa jest tak dobra, że mam już kolejne opakowanie ;d Włosy przy spłukiwaniu zyskały jeszcze większą miękkość i wtedy przyszedł czas na płukankę. Zanurzyłam w naczyniu włosy na parę chwil po czym polałam płukanką wiśniową włosy w całości - miała naprawdę ładny zapach ;d Przywiódł mi na myśl sok z Tymbarku ten wiśnia mięta ;d Widziałam, że na dole dzbanuszka osadził się osad, ale czułam, że bez problemu da się go wyczesać... i nie pomyliłam się ; ) Włosy nie stały się szorstkie, w dalszym ciągu były delikatne i śliskie. Kiedy jednak próbowałam je rozczesać, kiedy wyschły w 70% miałam lekki kłopot, ponieważ plątały się bardziej niż zwykle, oraz odstawały na długości co zwykle mi się nie zdarza. Notabene - o tym jak radzę sobie z rozczesywaniem włosów pisałam TUTAJ : ) Na zdjęciach w sumie wyglądają nawet okay, ale ja na pewno po płukankę wiśniową nie sięgnę ;d

9 komentarzy :

  1. Patrzenie na Ciebie i Twoje włosy pogłębia moje kompleksy! ;D Najbardziej zachwyca mnie objętość i blask... <3 <3<3 :*

    Ja w całej mojej 6 letniej włosomaniaczej karierze nie robiłam jeszcze ani razu płukanki! :O

    Za to w piątek się odważyłam i mama nałożyła mi cassię. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się za każdym razem kiedy Ci się podoba, naprawdę <3 dziękuję ;* ja płukanki zwykle traktowałam po macoszemu, ale chyba będę próbować z innymi, bo jestem ciekawa działania na włosy a niektóre naprawdę mają szansę je wzmocnić więc czemu nie ;D tylko muszę znaleźć idealną - co pewnie zajmie trochę czasu ;D

      i jak wyszła ta cassia?;3 jesteś zadowolona? ;3

      ;*

      Usuń
  2. Cieszę się, że maska szungitowa Ci odpowiada :)
    Jedyna płukanka, o której teraz myślę, to eksperymentalna płukanka z gencjaną. Chcę nią zaatakować siwulce, z których szybko zmywa się indygo (kosmyki rosnące szybko nad czołem), fiolet będzie się mniej odznaczał na czarnych niż biały, a efekt i tak może być fajny, biorąc pod uwagę, że tu gdzie przebywam są upały i słońce powoduje, że indygo blednie do ciemnego fioletu. Gdybym nałożyła płukankę na całą głowę wyszłyby czarne z fioletowym połyskiem, niektórzy lubią, ale już za dużo tego fioletu jak dla nie :)
    Używałaś kiedyś gencjany?
    Sz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakby jeszcze jakimś dziwnym sposobem pachniała niczym kwiat kwitnącej wiśni to bym jej ołtarzyk postawiła ;d haha ;d : ) ja nigdy nie eksperymentowałam z gencjaną ;c ja bym była niezmiernie zadowolona jakbym miała czarne z fioletowym połyskiem, ale u mnie to raczej nie dałoby rady ;d to znaczy, ten niebieski połysk również bardzo lubię, ale mnie nigdy indygo nie blakło do ciemnego fioletu także - zazdroszczę ;D (kiedyś miałam taki fioletowy kolor na głowie, stąd ta tęsknota ;d).
      Jeśli byś się zdecydowała koniecznie daj znać jak efekty! : )

      : ) : )

      Usuń
    2. Oo, ja przy początkach z indygo miałam czysty fiolet, wysyłałam Ci kiedyś zdjęcie haha.
      O uchwycenie połysku na zdjęciach ciężko, ale siwe pofarbowane na fioletowo powinno być widać, zrobię zdjęcie porównawcze i Wam podeślę :)

      Usuń
    3. a pamiętam już to zdjęcie! ;3 będziemy w takim razie czekać na zdjęcie porównawcze : ))

      Usuń
  3. Powiem Ci, że bardzo zaskoczyło mnie to, że szczególnego przesuszu nie doświadczyłam. :O Rozrobiłam z bardzo intensywnym naparem z rumianku, dodałam sok z polowy cytryny i duuuużo miodu. :) Niestety mamie nie starczylo na cale włosy (100 g henny było), prosiłam, zeby skupila się na włosach przy skórze i połowie długości, a na końcówkach mniej. No ale i tak zabrakło jej. XD Ja nie widzę jak na razie szczególnej różnicy. :/ Moja mama twierdzi jednak, że ona widzi - wg niej "w końcu odzyskały zdrowy blask". Ja żałuję, że nie czuję tego pogrubienia. :'( Ale stwierdziłam, że w sierpniu nałoże znów, ale tym razem z innej firmy (teraz Orientana). Na pewno opóźnia nieco przetłuszczanie - robiona była w piątek, spłukałan ja wtedy popołudniu, a na upartego jeszcze dziś nie wyglądają źle (ja już czuję, że są nieswieze, ale np. wg mojej mamy w ogóle jeszcze nie nadają się do mycia xD).
    Najbardziej naprawdę rozczarowalo mnie to, ze nie są grubsze. :( Ale to chyba po pierwszym "farbowaniu" nie ma co na to liczyć?

    Jak chcesz to na maila podeślę fotkę po pierwszym myciu. ;) Ale nie mam porównawczej "przed".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja farbowałam włosy wczoraj i doświadczyłam czegoś co się nigdy nie zdarzyło ;d mianowicie - mam tak miękkie włosy jak po użyciu odżywki wygładzającej i jeszcze końce się dobrze prezentują ;d dodałam więcej miodu (czyli dokładnie tak jak u Ciebie miód wylądował w dużej ilości ;*) do mieszanki henny, to musi być jego sprawka ;d i tak ładnie się rozczesały <3 wczoraj je naprawdę lubiłam! ;D i ten ta poświata intensywna, niebieska jak stanęłam pod światło przed lustrem ;D rozpływam się serio haha, uwielbiam ten efekt zaraz po farbowaniu ;3
      Wiem, że masz gęste włosy, więc może trzeba jednak rozrabiać większą ilość ;3 a co do pogrubienia - ja na początku farbowania henną też nie specjalnie widziałam różnicę ;* tu liczy się systematyczność i efekt będzie zauważalny z każdym kolejnym 'farbowaniem'/odżywianiem ;* no przynajmniej mam taką nadzieję, że w końcu zauważysz różnicę i cieszę się, że chcesz to dalej kontynuować : )

      podeślij! <3 chętnie zobaczymy z Monią <3

      Usuń
  4. Ja i tak nie mogę się na nie napatrzeć <3

    OdpowiedzUsuń