Niedziela dla włosów, Żelatynowy spray utrwalający loki DIY

Z racji tego, że sobota trafiła mi się w całości wolna (prócz oczywiście gruntownego sprzątania na rychły przyjazd mojej siostry z moją chrześnicą ;3), postanowiłam zafundować włosom to co lubię najbardziej (tak, czyli dokładnie to co JA lubię i co MNIE odpręża ;d) - bardzo bogatą i złożoną pielęgnację. Uwzględniłam fakt, że ostatnio za nią nie przepadają dlatego po intensywnym 'odżywieniu' emulgowanie i mycie wydłużyło się : ) Doskonale jednak wiem, że wyglądałyby źle gdybym nie użyła żelatyny do końcowej 'włosowej dokładanki'. Skoro nawet moje wysokoporowate i średnioporowate włosy ją uwielbiały to nie ma opcji, że niskoporowate będą mieć odmiennie odczucia. Żelatyny jednak nie polecam na włosach bardzo zniszczonych, ponieważ swojego czasu kiedy miałam bardzo zniszczone (zero litości) niebieskie pasemko, żelatyna na końcach poczyniła prawdziwe spustoszenie. Przez ten tydzień testowałam sposób na trwałe loki dzięki utrwalającemu żelowi z żelatyną : ) Testowałam różne proporcje, różne dodatki, więc dziś zaprezentuję sposób, po którym włosy wyglądały i 'trwały' w lokach najdłużej, bo aż cały dzień (po koniec dnia skręt lekko się rozluźnił, ale dalej wyglądały naprawdę ładnie!). Dokładnie czegoś takiego szukałam - żel z siemienia lnianego moich włosów kompletnie nie ruszał. Dziś zatem króluje żelatyna zarówno na etapie pielęgnacji jak również na etapie stylizacji : )

Najpierw jednak prezentacja włosów po wspomnianych zabiegach. Monika robiąc zdjęcia zauważyła, że błyszczą bardziej niż zwykle:


Przed pierwszym myciem w skórę głowy wtarłam Cerkogel 30%, włosy na długości uprzednio przeczesałam i nałożyłam odrobinę oliwki Baby Dream Fur Mama - w planie miałam oczyszczanie Joanną Hypoalergiczną. Zawsze przed intensywniejszym odżywieniem włosów oczyszczam je porządnie w pierwszej kolejności. Po 3 godzinach umyłam włosy wspomnianym szamponem (Joanna, Hypoalergiczna), nie nakładałam żadnej odżywki - poczekałam aż włosy przeschną i przystąpiłam do ...
olejowanie: na długość ponownie Baby Dream Fur Mama, na chwilę obecną nie mam zbytnio urozmaiconych produktów i to się w najbliższym czasie raczej nie zmieni. W skórę głowy wtarłam olejek Sesa. Po upływie godziny dołożyłam oliwę z oliwek (dygresja: mój tata ostatnio kupił wersję rafinowaną i szczerze mówiąc jak jej spróbowałam to myślałam, że zwrócę za przeproszeniem. Moją uwagę na wstępie zwrócił fakt, że oliwa, którą wylałam na talerzyk (lubię maczać w niej chlebek) jest prawie przezroczysta... pachniała jak najtańszy olej do smażenia i tak właśnie smakowała. Na szczęście już nadrobiłam i kupiłam porządną oliwę ;d) z miodem wielokwiatowym w proporcji 1:1 : ) Przed laminowaniem zawsze je nawilżam oraz natłuszczam.
Trzecią warstwą na włosach (po upływie dwóch godzin) była oliwa z oliwek, olej musztardowy oraz moja ulubiona proteina - żelatyna. Żelatynę wymieszałam na gazie z dwiema łyżkami wody po czym mieszałam do całkowitego jej rozpuszczenia i lekkiego zgęstnienia. Następnie wlałam do miseczki z mieszanką olejów i szybko całość ze sobą połączyłam za pomocą łyżeczki.
Mieszanka wylądowała na włosach na godzinę. Oczywiście można skrócić czas trzymania tych 'warstw' - ja akurat miałam czas a po sprzątaniu i tak potrzebowałam kąpieli ; )
Miód i oliwę, oraz oliwę i żelatynę trzymam zawsze pod folią i ręcznikiem.
Mycie: emulgowanie Kallos, Blueberry. Włosy zostały porządnie zmoczone ciepłą wodą, odsączone z jej nadmiaru. Przystąpiłam do szczodrego nakładania Blueberry. Maskę trzymałam na włosach 30 minut i tu pierwsza zmiana w stosunku do tego co było kiedyś - swojego czasu wystarczyło 3-5 minut by włosy było mi łatwo umyć z dużej ilości oleju. Po upływie wyżej wymienionego czasu spłukałam włosy dokładnie ciepłą wodą i przystąpiłam do mycia szamponem Natura Siberica, Kawior Bieługi. Wydobyłam go z butelki trochę więcej niż zawsze i porządnie masowałam włosy, po czym zostawiłam go na nich na jakieś 2-3 minuty. Sam szampon ma pobudzać wzrost, więc tym razem testuję go pod tym względem dając mu szansę by zadziałał ;d (dobrze, dobrze w cuda nie wierzymy).
Poza tym wciąż pozostaje moim ulubionym delikatnym szamponem.
Odżywka: dla ułatwienia rozczesywania przeciągnęłam po włosach odżywką Nivea, Intense Care&Repair.
Stylizacja: kiedy włosy były już niemalże suche, pomaszerowałam do kuchni w celu przyrządzenia, jakby nie patrzeć, gwoździa dzisiejszego 'programu' : ) Do przygotowania żelatynowego żelu utrwalającego potrzebowałam:
- jednej łyżki stołowej żelatyny
- pół szklanki przegotowanej wody
- miodu wielokwiatowego (niecałe pół łyżeczki)
- łyżki soku z cytryny
- 3 krople oliwki Baby Dream Fur Mama


Składniki dobrałam takie, które moje włosy lubią
. Żelatynę wsypałam do rondelka w którym zwykle ją rozpuszczam i wlałam doń pół szklanki przegotowanej wody. Włączyłam gaz - czekałam aż żelatyna się rozpuści, ale nie zgęstnieje. Zdjęłam z ognia, przelałam do szklanki i poczekałam aż przestygnie (by wciąż była ciepła, ale nie gorąca). Następne dodałam niecałe pół łyżeczki miodu wielokwiatowego, soku z cytryny oraz 3 krople oliwki BDFM. Całość dokładnie wymieszałam i przelałam do buteleczki po odżywce w spray'u (zwiększającej objętość) z Pantene - ma to sens o tyle, że kiedy pryskam moim żelatynowym żelem wciąż czuję Pantene (mimo, że buteleczkę oczywiście dokładnie umyłam). Przed aplikacją potrząsnęłam butelką parę razy by wymieszać ponownie składniki i przystąpiłam do spryskiwania - ciecz wciąż była ciepła i taka rozprowadza się najlepiej moim zdaniem. Włosy ponownie stały się wilgotne, do tego stopnia, że myślałam, iż trochę przesadziłam z ilością. Sięgnęłam po suszarkę, ale okazało się, że wszystko jest idealnie - włosy zyskały jeszcze większy blask, widoczny nawet przy słabym oświetleniu w łazience. Absolutnie nie były poklejone, jak to zwykle ma miejsce w produktach do stylizacji. Były sypie i 'rozdzielone' oraz mięciutkie! Nie było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ jak już wspominałam ten sposób testowałam w ciągu tygodnia i za każdym razem włosy były właśnie takie (TUTAJ link do zdjęcia, gdzie widać w jakim stopniu włosy są mokre (pokryte spray'em żelatynowym) a na zdjęciu obok kiedy już wyschły). Absolutnie nie pachniały brzydko, ponieważ ja, szczerze mówiąc, nie czułam zapachu żelatyny nawet przed przelaniem do atomizera Pantene.
Włosy zawinęłam w koczka, którego możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej:


Jestem absolutnie zakochana w tym żelatynowym spray'u i tym jak pozytywnie wpływa na moje włosy i pomaga utrzymać ich skręt : )

Zapraszamy na nasz Instagram ;3 klik, klik : )

https://www.instagram.com/sophieczerymojablog/

10 komentarzy :

  1. Niezły patent :) Ciekawe jakby się u mnie to sprawdziło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja postanowiłam spróbować, ponieważ moje włosy kochają żelatynę i zawsze prezentowały się po niej zadowalająco ;3

      ;*

      Usuń
  2. A ja jestem absolutnie zakochana w Twoich włosach! I z każdą chwilą zakochuję się w nich jeszcze mocniej, naprawdę! Jak ja bym chciała mieć taki skręt... Taką objętość!

    Włoski wyglądają niesamowicie. Podziwiam Cię za tą skomplikowaną, pracochłonną i tak wieloskładnikową (choć chyba raczej chodzi mi o ilość zużytych mililitrów składników oraz tych wszystkich etapów ;D) pielęgnację! Powiedz mi proszę jakiego używasz miodu, gdzie go kupujesz? Mnie bardzo brakuje właśnie miodku w pielęgnacji, uwielbiam myć włoski raz szamponem, na wilgotne nakładać mieszaninę miodu, oleju i soku z cytryny, po kilku godzinach ponownie myć szamponem i na końcu dorzucać maskę/odżywkę na jakieś 20-30 minut. Ale teraz dostałam słoik prawdziwego miodu spadziowego, mojego ulubionego, i niestety ale szkoda mi go na włosy, jest zbyt pyszny i drogi! xD :'D

    Muszę tez podziałać w kwestii rozjaśniania, bo to ściemnienie bardzo mi nie odpowiada. Źle się czuję z nim. Zresztą w ogóle mam ochotę na ZMIANY, ale jestem zbyt wielkim tchórzem. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana cieszę się, że się podobają! : ) ja mam nadzieję na jeszcze dłuższe, ponieważ dalej jeszcze nie osiągnęłam na głowie tego czego chcę, ale może za rok ;3 ;c na chwilę obecną znalazłam plus zdrowych, niskoporowatych włosów - nieważne co im zrobię jak umyję i odpowiednio wypielęgnuję wracają do normalnego, zadowalającego stanu ;d ciężko zrobić im krzywdę ;D

      mnie taka rozbudowana pielęgnacją odpręża i lubię się w tym 'pławić' po prostu ;d aktualnie mam miód wielokwiatowy ze 'Złotej Pasieki' ;D (tata kupił w Biedronce jak był ostatnio ;d) - u mnie każdy działa tak samo dobrze, nieważne za który chwycę : ) do jedzenia kupuję droższe miody, ale do włosów taki jak znalazł ; ) (też by mi było szkoda...)

      mnie na szczęście zmiany nie korcą, choć przeglądałam stare zdjęcia jak miałam brąz (i okropne włosy jak strzecha xD) albo czerwień i trochę głupota mi zaświtała w głowie ;D ... ale mój włosowy cel - długie (kurczę, jestem zachłanna i chyba marzą mi się takie przed kości biodrowe) ;d, falowane, czarne włosy to wykluczają więc na razie dam sobie spokój - ostatecznie potem byłoby z czego ścinać ;d

      z tego co pamiętam Twoje włosy są naturalnego kolorku więc może trzeba podziałać z jakimiś naturalnymi sposobami? na naturalne włosy winny zadziałać : ) ;*

      Usuń
  3. Oluś, te włosy to grzech!!! Skandal, że ja takich nie mam! :P
    Cudowne ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha ;D ten grzech mógłby być dłuższyyy ;D ale dziękuję bardzo <3 ;*

      Usuń
  4. U mnie dzisiaj było testowanie agaru :)
    Jak one się błyszczą! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogólnym rozrachunku wolę jednak żelatynę od agaru, ale fakt, że jest to dobra alternatywa : )

      : )

      Usuń
  5. Witam! Mam nietypowe pytanie... Czy według Ciebie każdy może prowadzić bloga o pielęgnacji włosów? Sama bardzo chciałabym stworzyć własnego ALE : MHW składałaby się tylko z tekstu (na wszystkich zdjęciach ich stan jest przekłamany przez prostownicę) a dbam o włosy od 1,5 roku i nadal nie są w idealnej kondycji, na chemii też się nie znam (przydatne np. przy INCI), nadal się uczę co mi służy a co nie. Sama się zastanawiam czy w ogóle weszłabym na takiego bloga... Proszę również o opinię innych dziewczyn :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć : ) hm, uważam, że nie trzeba spełniać jakikolwiek zasad czy wymogów by prowadzić bloga (nie tylko tego o pielęgnacji włosów) : ) nie trzeba być również geniuszem w kwestiach składu, choć tą wiedzę zawsze warto posiąść prędzej czy później (dla siebie). zawsze znajdzie się ktoś kto przeczyta co stworzysz ; ) ostatecznie założenie bloga do niczego nie obliguje - dodajesz posty dla przyjemności, kiedy chcesz się z kimś podzielić i kiedy szukasz kogoś o podobnych 'zainteresowaniach' by móc się ewentualnymi informacjami wymieniać : ) my mamy już grono stałych Czytelniczek i cieszymy się zawsze na komentarz od nich, bo to taka (jakby nie patrzeć) internetowa znajomość i fajnie kiedy ktoś się odzywa ; ) wiele osób lubi również oglądać 'walkę' o lepsze włosy, więc takie 'uczenie się co Ci służy a co nie' może być dla innych atrakcyjne. niemniej jednak uważam, że bloga tworzy się z potrzeby pokazania/wypowiedzenia się (w końcu w większości przypadków jest on dostępny dla każdego) - choć pamiętam, że jako mała dziewczynka stworzyłam bloga ogólnodostępnego 'dla siebie' i pierwszy komentarz jaki dostałam to taki, że ktoś napisał mi, iż bardzo mi gratuluje, bo większych bzdur nie przeczytał nigdy w życiu ;D mimo, że byłam wtedy dzieckiem takie okrutne doświadczenia mnie nie zbiły z pantałyku, ale mnie jeszcze odpowiada sposób prowadzenia go (oczywiście tego aktualnego) - bo robię to z najlepszą Przyjaciółką, którą traktuję jak siostrę... i właśnie taka forma mi odpowiada : )
      no i mamy jeszcze tyleeeeeeeee 'bzdur' do pokazania światu ;D

      pozdrawiam i życzę mnóstwo weny do założenia własnego bloga! : )

      Usuń