Moje doświadczenie z retinoidami

Pod ostatnim postem dotyczącym pielęgnacji mojej cery pojawiło się sporo pytań o Zorac, o którym wspomniałam. Postanowiłam więc trochę bliżej przedstawić Wam moją historię z tym lekiem. Retinoidy stosuję od prawie dwóch i pół roku praktycznie bez przerwy. Co nieco więc mogę na ten temat powiedzieć. Oczywiście wszystko co Wam napiszę wynika tylko i wyłącznie z mojego doświadczenia i obserwacji.
Nie będę się rozpisywać na temat tego czym są retinoidy, w jakim celu się je stosuje. To wszystko można znaleźć w internecie. Ja opiszę Wam moją historię, pokażę efekty kuracji.
Pierwszy raz żelu Zorac użyłam w lutym 2014 roku. Było to stężenie 0,05 %, które stosowałam przez ponad rok. Ostatnio akurat lekarz wypisał mi receptę na mocniejsze stężenie, a ja tego nie zauważyłam i od kilku miesięcy stosuję właśnie takie. Nie zauważam jednak różnicy między nimi na pierwszy rzut oka. Mocniejsze stężenie na początku mnie podrażniło i czułam się, jakbym na nowo zaczynała całą procedurę. Teraz skóra przyzwyczaiła się, ale następne opakowanie to będzie stężenie słabsze.
Zainteresowałam się w ogóle retinoidami, ponieważ męczyły mnie delikatne problemy trądzikowe, poza tym skóra nie była gładka - były na niej grudki, małe wgłębienia, pozostałości po niedoskonałościach. Oczywiście wcześniej stosowałam kremy z przeróżnymi kwasami, toniki. Robiłam nawet w domu serie peelingów chemicznych kwasem salicylowym, a później migdałowym. To wszystko albo pomagało na chwilę albo tak jak w przypadku peelingów tylko pogarszało wygląd. Oczywiście myślałam, że na efekty trzeba czekać i dalej namiętnie je wykonywałam. Pierwszym produktem z retinoidami było Epiduo, które jednak tylko mi zaszkodziło, przez dwa miesiące męczył mnie wysyp. Szukałam więc czegoś innego i tak trafiłam na Zorac. Zdecydowałam się na niego, ponieważ jest on polecany do skóry z trądzikiem różowatym i naczynkowej, a naczynka to była moja wielka bolączka.
Początki były ciężkie, ponieważ nie do końca potrafiłam przewidzieć jak lek zadziała. Mówi się, że retinoidy to bomba z opóźnionym zapłonem i ja mimo, iż to wiedziałam to często nie traktowałam tego poważnie. Z tego powodu parę razy zdarzyło mi się na początku przesadzić z częstotliwością i później cierpieć przez okropną drażliwość skóry. O wyglądzie nie wspomnę - wyglądałam wtedy jak poparzona wrzątkiem, byłam tak czerwona i skóra schodziła mi bardzo mocno. Doznania i widok samej siebie w tym czasie to naprawdę coś okropnego.
Trochę czasu zajęło mi zanim dogadałam się z lekiem i teraz już żyjemy w symbiozie.
Przez pierwsze aplikacje skóra lekko piekła, teraz już tylko czuję delikatne ciepło przez chwilę. Należy pamiętać, że nakładamy zawsze bardzo cienką warstwę. Z początku do tego również się nie stosowałam i kończyłam z efektem czerwonej, tkliwej twarzy.
Najtrudniejsze na początku było przewidzenie kiedy wystąpi łuszczenie. Złuszczanie naskórka to proces, którego chyba nie da się uniknąć podczas kuracji. Jego intensywność zależy od wielu czynników m.in. od tego jak często używamy żelu, jak grubą warstwą go nakładamy, a także od całej naszej pozostałej pielęgnacji oraz typu naszej skóry.
U mnie łuszczenie pojawia się zwykle pod koniec drugiego dnia po aplikacji, nasila się trzeciego i czwartego, a piątego już prawie go nie ma. W tym momencie, kiedy dbam o dobre nawilżenie skóry dzięki odpowiednio dobranym kosmetykom, regeneruje się ona szybciej, a skóra przyzwyczaiła się do retinoidów - łuszczenie jest mniej inwazyjne. Właściwie tylko jednego dnia ewidentnie widać suche skórki na całej twarzy. W pozostałe dni jest to mniej uciążliwe i przypomina skórę suchą, odwodnioną, której podkład podkreśla te cechy.
Testowałam na sobie różne systemy stosowania i najlepiej sprawdza się u mnie jedna aplikacja na tydzień. Jeśli cera wygląda nienagannie i nie ma na niej niedoskonałości przedłużam ten czas do 10 dni.
Jeśli zaś pojawi się jakiś wysyp np. po jakimś kosmetyku to stosuję żel częściej, czyli w praktyce wygląda to tak, że jak tylko skóra się złuszczy to nakładam ponownie. Z tą różnicą, że już zwykle tylko w miejsca, które są dotknięte problemem by nie podrażniać niepotrzebnie reszty twarzy.
Zorac ma tę właściwość, że działa bardzo szybko w miejscach wystąpienia stanu zapalnego. Czasem problem znika już po jednej nocy, czasem potrzeba kilku dni. Właściwość tą sprawdziłam na innych osobach i również to potwierdzają.
Podczas mojej dwu i pół letniej kuracji zrobiłam tylko jedną przerwę na około miesiąc. Z tego co jestem zorientowana można retinoidy stosować w sposób ciągły, jeśli nie doprowadza się skóry do mocnego podrażnienia.

Moja skóra jeszcze dwa lata temu była bardzo sucha, ciągle odwodniona. Wyglądała na zmęczoną, była ciągle zaczerwieniona przez nadreaktywne naczynka. Miałam także pozostałości potrądzikowe, nierówny koloryt oraz stany zapalne.
Najlepiej obrazują to dwa poniższe zdjęcia:


Teraz nie mogę na nią praktycznie narzekać. Oczywiście czasem zdarzy się, że coś mi wyskoczy, jakiś produkt zapcha pory, ale w ogólnym rozrachunku stan skóry poprawił się o 180 stopni.
Dzięki długotrwałemu stosowaniu Zorac nawilżenie wzrosło, skóra lekko się pogrubiła, dzięki czemu naczynka prawie mi nie dokuczają.
Jak możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej struktura cery jest gładsza.


Dlaczego więc stosuję lek ciągle mimo tego, że efekty jakie uzyskałam satysfakcjonują mnie?
Ponieważ retinoidy mają niesamowite właściwości przeciwstarzeniowe - odmładzają skórę, potrafią odwrócić wiek naszej skóry.
Oczywiście w połączeniu z kremem z filtrem. Ochrona przeciwsłoneczna jest konieczna zarówno przy stosowaniu kwasów, jak i retinoidów.
Liczę więc bardzo na działanie anti-age i wierzę w to, ponieważ czuję jak wzrosła "gęstość" skóry, a na twarzy jak na razie nie pojawiają się zmarszczki.

Jakieś minusy?
Dostrzegam właściwie dwa. Jeden to poważne problemy z ustami, jeśli jakimś cudem Zorac przemieści się w te okolice. Oczywiście zawsze wcześniej zabezpieczam usta grubą warstwą pomadki ochronnej, jednak czasem mimo to podrażnia on je, powodując nieznośne uczucie ściągnięcia, wysuszenia na wiór, a dodatkowo bolesne zajady. Najgorsze jest to, że nic na to nie pomaga w 100% i musi przejść samo. Pomagam sobie oczywiście lanoliną, masłem shea, pomadkami ochronnym, ale to daje tylko ulgę na chwilę.
Kolejny minus to zwiększenie wrażliwości skóry. Kiedyś rzadko kiedy zdarzało się, by coś wywołało u mnie rumień czy pieczenie po zastosowaniu. Odkąd stosuję retinoidy muszę bardzo uważać na nowe kosmetyki i wybierać je skrupulatnie.

Jeśli macie jakieś doświadczenia z retinoidami - piszcie! : )

M.

16 komentarzy :

  1. Masz rację co do jaśniejszej tonacji włosów. Patrząc na stare zdjęcia teraz to widzę. Jest pięknie, ale ten miedziany kolor jest po prostu boski i przebardzo Ci pasuje. :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już rozumiesz ;) dlaczego chciałabym mieć jaśniejsze złotawe włosy <3

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post. Ja od 3 lat zmagam się z trądzikiem. Nawet przy okresie dojrzewania go nie miałam,ale wyjechałam na 2 tygodnie do Londynu z kilkoma krostkami,które nie zdążyły zejsc po menstruacji i w ciągu tego pobytu tam z tych 3 małych bąbli zrobił się trądzik. I tak od 3 lat staram się cos z tym zrobić,kiedy skończę jakąs kuracje mam spokój na około pół roku,potem problem wraca. Te pogrubienie skóry też by mi się przydało,mam widoczne naczynka i przeswitujące żyły w okolicach skroni i oczu.Dlatego też te retinoidy mnie kuszą. Rozumiem,że bez recepty od lekarza ich nigdzie nie dorwę,prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzeba recepty, ale nie koniecznie od dermatologa. Wystarczy lekarz pierwszego kontaktu czy każdy inny :) ja nigdy nie mam problemu z receptą, jesli wytłumaczę co i jak

      Usuń
    2. Opis tego "trądziku" brzmi troszkę jak zarażenie nużeńcem.

      Usuń
  3. Naprawdę widać różnicę :) Sama się zastanawiam czy nie udać się po receptę, ale mam kilka wątpliwości. Czy Zorac kłóci się z jakimiś kosmetykami jak np. kwasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można stosować łącznie z kwasami, ale uwierz mi, że to tak silny lek, że nie będziesz widziała takiej potrzeby, bo to tylko będzie prawdopodobnie podrażniało dodatkowo i tak drażliwą cerę po retinoidach :)

      Usuń
  4. Ja obecnie jestem na kuracji z antybiotykiem Damelium i żelem Acnelec, czekam na efekty

    OdpowiedzUsuń
  5. Lekarz sam Ci zapisał ten lek czy się upomniałaś?
    Mnie leczono antybiotykami i maściami, efekty były ale tylko w czasie kuracji :(
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam informacje o tym sama i poszłam po receptę do lekarza rodzinnego. Poprosiłam o nią przy okazji wizyty z przeziębieniem ;)

      Usuń
  6. Genialny post - na to czekałam! :)
    We wrześniu/październiku planuję wizytę u dermatologa i chyba zmienię Atrederm na Zorac. Jest bez alkoholu i to mnie przekonuje :) Myślę też, że do końca pozwoli mi się pozbyć nawrotu trądziku :) Jeśli Ty ze skórą naczynkową możesz stosować go nieprzerwanie przez cały rok to ja chyba też na to pójdę :)
    Pogadam z P. dermatolog.
    Poza tym nie mogę napatrzeć się na Twoją cerę <3 Jest przecudowna! Tym bardziej chyba nastawię się na Zorac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spróbowałam Atre dwa razy i skończyło się to wielkim podrażnieniem, burakiem na twarzy na kilka dni. także zorac jest całkiem delikatny :)

      Dziękuję:) moja buzia teraz jest całkiem niczego, choć to dalej nie ideał.Ale walczę dalej :)

      Usuń
  7. Nie no,tak mnie zaciekawiłaś tymi retinoidami,że cały dzisiejszy dzień przeszukuję internet i nic tylko czytam :D Za jakiś miesiąc wyjeżdzam na dłuższy czas do Islandii, więc myślę,że to idealny czas,aby zacząć kuracje,jednak trochę nie wiem jak miałaby wyglądać pielęgnacja cery potraktowanej retinoidami, czy moża stosować z nimi jakieś kremy nawilżające,żeby trochę zminimalizować łuszczenie się itd.,dlatego chętnie bym przeczytała dłuższy post,o tym właśnie jak opiekować się taką skórą,bo przyznam,że po mimo ekscytacji i zaciekawienia jestem troszkę przestraszona stosowaniem tych substancji na własną rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgnacja musi być mocno nawilżająca, odżywcza. Polecam kremy naturalne np Biolaven, Vianek i dopasowanie sobie oleju na noc. ja stosuję np marakuję. Jeśli zostaję w domu w dzień to również nakładam na nią olejek.
      Demakijaż bardzo delikatny. ja ostatnio próbuję olejami.
      Wcześniej przez dwa lata używałam micela Garnier różowego i on jako jedyny mi nie podrażniał skóry, nawet takiej łuszczącej się.
      Początki bywają trudne i skóra jest podrażniona, ale z czasem poznasz jej potrzeby

      o takim poście pomyślę , jeśli chcesz :)

      Usuń
    2. Ja też dołączam się do prośby to może będzie Ci się jeszcze lepiej myśleć :D

      Usuń