Planeta Organica, Secrets od Arctica, Balsam żurawinowy

Rok temu, również na jesieni, kupiłam swój pierwszy balsam z serii Secrets od Arctica. Była to wersja rokitnikowa, co do której miałam mieszane uczucia. Jedno było pewne - nic tak nie nabłyszczało włosów jak ona. Chyba nigdy nie miałam odżywki, która dawałaby taki blask. Wspominałam Wam o niej w TYM wpisie.


Przy okazji zakupów przypomniałam sobie o tej serii i sięgnęłam po inną wersję - owocową z żurawiną.
Balsam ma pojemność 280 ml, które starczyło mi na półtora miesiąca stosując średnio dwa razy w tygodniu. Jest to moim zdaniem średnia wydajność - ani rewelacyjna ani bardzo mała. Konsystencja jest dosyć gęsta, niestety przy kontakcie z włosami lekko się rozwadnia. Jest jednak na tyle zbita w opakowaniu, że ciężko ją z niego wydobyć przez zamknięcie, które posiada. Ja poradziłam sobie z tym w ten sposób, że odkręcałam nakrętkę przed każdym użyciem by wydobyć kosmetyk prosto z butelki. Potrząsnęłam kilka razy i na dłoni miałam odpowiednią ilość.
Balsam ma kolor różowy, wyczuwalne są w nim małe kapsułki, które jakby znikają podczas aplikacji, ponieważ już w trakcie rozprowadzania nie wyczuwam ich obecności. Zapach natomiast to słodka woń owoców, pomieszanie żurawinowej herbatki z sokiem malinowym. Niestety nie utrzymuje się na włosach zbyt długo, czego bardzo żałuję. Niestety nie znam zbyt dużo kosmetyków, których zapach trzyma się chociaż przez kilka godzin. Wyjątkiem jest tutaj maska mleczna Serical.
Największą zaletę tego kosmetyku odkryłam już na początku - daje ona niesamowity blask. Jeśli zależy Wam na uzyskaniu efektu gładkiej tafli sięgnijcie po balsamy z tej serii. Przy moich gładkich i prostych z natury włosach otrzymuje idealnie gładkie odbijające światło kosmyki. Żaden włosek nie odstaje, końce również ładnie się układają.
Te balsamy to takie małe Photoshopy - sprawiają, że fryzura wygląda nienagannie, kolor jest wielowymiarowy.
Prawda jednak jest taka, że włosy po niej nie rozczesują się idealnie, zdarza się, że gdzieniegdzie stworzy się mały kołtun. Zaraz po spłukaniu również są lekko szorstkie. Dopiero kiedy wyschną nabierają miękkości, ale nie jest to maksimum, jakie można wyciągnąć z moich włosów.
Jednak mimo tych wad i tak moim zdaniem warto mieć w swojej łazience ten balsam, chociaż po to, by móc użyć go na "specjalne okazje", bo gwarantuje on spektakularny wygląd, jak nic innego. Nikt na pewno nie pomyślałby, że końcówki lekko się plączą, bo wygląd włosów rekompensuje wszystkie niedoskonałości.

W składzie: ekstrakt z maliny moroszki, organiczny olej z żurawiny, ekstrakt z szarotki alpejskiej, emolient, antystatyk, antystatyk, emulgator, witamina E, mikrokapsułki witaminy D, humektant (Sodium PCA), mleczan sodu (humektant), aminokwasy, ekstrakt z oregano, olej z pestek winogron.


Cena to około 15 zł : )

6 komentarzy :

  1. Hej dziewczyny przesłałam nową fotkę bo tamta jakaś bez sensu była także tamta nie do publikacji jakby coś, tylko nowa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Malina moroszka :D gdzie można ten balsam zamówić? Bo nigdzie jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym na swoich zobaczyć ten spektakularny efekt...Czy byłabym wreszcie zachwycona jakimś kosmetykiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja po tym balsamie nie tyle jestem zachwycona włosami, co efektem na jaki wyglądają ;d

      Usuń