Ulubione peelingi do ciała

Peeling do ciała to produkt, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Uwielbiam gładką skórę, lubię ją raz na 7-10 dni porządnie ją oczyścić, zedrzeć martwy naskórek. Nie raz się przekonałam, że regularne peelingi są niezbędne. Dzięki nim nie cierpię na suchość i ściągnięcie, które często mi dokucza, gdy sobie te zabiegi odpuszczę.
Domowe receptury niestety nie są dla mnie. Nigdy nie byłam w 100% zadowolona z mikstury na bazie cukru, soli czy nawet kawy. Zazwyczaj moc nie jest odpowiednia, większość się osypuje, a efekt nie utrzymuje się tak długo, jakbym chciała.
Do tego nie jestem w stanie prostymi sposobami uzyskać tak pięknego zapachu jak w gotowcach. Aromat to dla mnie priorytetowa sprawa i mój nos zazwyczaj decyduje o wyborze kosmetyku. Testowałam ogromną ilość peelingów drogeryjnych i żaden z nich na stałe nie zagościł w mojej łazience. Zazwyczaj mają one parafinę, której unikam lub przypominają żele peelingujące, które nie dają żadnego efektu końcowego. Do tego pachną bardzo chemicznie, co nie przypada mi do gustu.
Dziś pokażę Wam trzy moje ulubione peelingi, które świetnie działają, pięknie pachną, a do tego nie kosztują fortuny.

Zacznę od firmy, którą pokochałam głównie za kule do kąpieli. Potem poznałam ich masełka do ciała i właśnie peelingi. Używałam wszystkich wersji i każda mnie urzekła. Stosunek jakość do ceny jest moim zdaniem bardzo dobry. Za 39 zł otrzymujemy 365 ml, które starczą na długie tygodnie.
Zapachem, do którego najczęściej wracam jest ten ze zdjęcia - żurawina z limetką (opakowanie zostało zmienione i wygląda teraz inaczej).


Kosmetyk oparty jest na drobinkach cukru, do tego zawiera naturalne olejki (masło shea i olej słonecznikowy) oraz olejki z kadzidłowca i drzewa sandałowego. Wzbogacone jest gliceryną.
Kosmetyk świetnie się rozprowadza, mało co się osypuje, dobrze wygładza - skóra po zmyciu jest bardzo gładka i lekko śliska. Kosmetyk pozostawia delikatną warstwę ochronną oraz bardzo intensywny zapach słodko-kwaskowaty. Czuć w nim soczyste, dojrzałe owoce przełamane kwaśną limonką.
Gwarantuje Wam, że po użyciu cały dom będzie nim pachnieć, Wasza skóra i wszystko co na siebie założycie.

Moimi ulubieńcami okazują się wszystkie produkty z Vianka, których spróbuję. Peeling ma małą pojemność, ponieważ tylko 150 ml za cenę 18 zł (KLIK). Możecie jednak dostać go taniej z aktualną promocją. Z tego powodu jego zakup odwlekałam. Jednak kiedy podczas zakupów internetowych trafiłam na promocję, nie mogłam go nie wrzucić do koszyka.


Teraz żałuję, że spróbowałam go tak późno.Moje zachwyty na nim możecie znaleźć TUTAJ w pełnej recenzji.
Jego największą zaletą jest fakt, że nawilża, odżywia skórę na naprawdę długo. Efekt gładkości i tego głębokiego ukojenia nie znika po kolejnym myciu. Przez kilka dni czuć, że skóra dostała to czego potrzebuje, wygląda lepiej, koloryt jest zdrowszy.
Opakowanie starczyło mi na cztery pełne użycia + kilka razy sam dekolt. Zapach podobnie jak w produkcie Bomb jest bardzo intensywny, utrzymuje się w mieszkaniu, na ręczniku. Mój szlafrok pachnie nim, dopóki go nie wypiorę.
Konsystencja jest gęsta, ale maślana i na skórze rozprowadza się jak masło do ciała.
Po jego zmyciu na ciele również wyczuwalny jest olejkowy film, ale to właśnie on zapewnia to wspaniałe uczucie odżywienia i zregenerowania.

Jeśli jednak nie lubicie uczucia tłustości po użyciu kosmetyku peelingującego i wolicie coś co zostawia "czystą" skórę mogę Wam polecić peelingi Organic Shop (KLIK). Kosztują one niewiele, bo poniżej 10 zł za 250 ml. Miałam dotychczas dwie wersje - mango i papaję. Mango pachnie zdecydowanie ładniej, do tego zawiera minimalnie więcej drobinek.
Kosmetyki ładnie radzą sobie z martwym naskórkiem, chociaż efekt nie utrzymuje się tak tak długo, jak w przypadku poprzedników. Skóra po użyciu jest mięciutka i miła w dotyku. Wymaga jednak nałożenia kolejnego kosmetyku, ponieważ nie zostawia tej ochronnej warstwy. Balsam czy olejek jednak błyskawicznie się wchłania.
Wydajność dobra, szczególnie w tej cenie, ponieważ opakowanie starczyło mi na około dwa miesiąca regularnego stosowania co około 7-10 dni.


Od przedwczoraj na Triny promocja -15% na wszystko (w dodatku na produkty już przecenione! ;3). Aż szkoda nie skorzystać ;d więcej informacji TUTAJ : )

a w Triny możecie kupić między innymi produkty z tych przykładowych wpisów:
1. http://www.sophieczerymoja.com/2016/08/oleje-ktorych-aktualnie-uzywam-do.html
2. http://www.sophieczerymoja.com/2016/07/niedziela-dla-wosow-nowosc-vianek.html
3. http://www.sophieczerymoja.com/2016/08/efekty-odzywienia-wosow-przesuszonych.html
4. http://www.sophieczerymoja.com/2016/09/niedziela-dla-wosow-proba-wydobycia-z.html
5. http://www.sophieczerymoja.com/2016/07/miesiac-naturalnej-pielegnacji-pukanka_3.html

M.

5 komentarzy :

  1. Miałam Vianek z malinami, działanie ok ale zapach potrafił męczyć ;) teraz pokochałam scrub stenders ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja używam najprostszej wersji: cukier i oliwa z oliwek (wcześniej oliwka Babydream). :) Ale od czasu do czasu właśnie zamawiam peelingi Organic Shop, miałam mango, różę, pomarańczę, coś tam jeszcze, ale nie pamiętam :D Mi peeling ma po prostu pomóc usunąć martwy naskórek, po zrobieniu peelingu i tak przechodzę do depilacji, także ta tłuściutka warstwa i tak jest ściągana przez maszynkę :D Praktykuję taki sposób od lat i bardzo mi on odpowiada, takze dla mnie peelingi są zbędnym wydatkiem. Jak wspomniałam, od czasu do czasu kupuję Organic Shop. :)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten peeling z Organic Shop to zdecydowanie coś dla mnie! :)
    I nawet wiem gdzie mogę go dostać stacjonarnie...Czas najwyższy się po niego ruszyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A stosowałaś może jakieś zamienniki peelingów takie jak rękawica kessa albo szczotka do ciała? Jeśli tak jakie masz z nimi doświadczenia?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://sophieczerymoja.blogspot.com/2015/05/rekawica-kessa.html
      na naszym starym blogu był wpis na ten temat : ) zapraszam : )

      Usuń