Vianek, odżywcza maseczka-peeling do twarzy

Jeśli już kupowałam jakieś maseczki do twarzy to zwykle w saszetkach. Używałam ich tak rzadko, że to było dla mnie wystarczające. Jedynymi maseczkami, które kupowałam w pełnowymiarowym opakowaniu były maseczki z glinkami, których używałam kilkanaście lat temu. Po kilku miesiącach wreszcie zauważyłam, że zużywam tego duże ilości i bardziej opłaca się kupować większy produkt.
Maski do twarzy zwykle mi nie służą - albo podrażniają albo zapychają. Wyjątkiem są dwie maski z Tołpy, które uwielbiam oraz jedna rosyjska, o której mogłyście przeczytać przedwczoraj, KLIK.
Tą kupiłam pod wpływem promocji w Drogeriach Polskich. Poza tym wiecie, że mam słabość do serii odżywczej, jak i do samego Vianka.


Opakowanie to miękka tubka zamykana, a nie zakręcana, co ważne, bo mniej irytujące. Zapach lekko morelowy i trochę słodki, ciasteczkowy. Dla mnie jest bardzo przyjemny.
Trochę się martwiłam czy nie okaże się za ciężka dla mojej twarzy, ale jak zaraz przeczytacie, sprawdza się świetnie.
Maska w swoim składzie zawiera bardzo dużą ilość emolientów - olej sojowy, olej ze słodkich migdałów, masło kakaowe, masło awokado, masło shea, olej rokitnikowy. Dodatkowo znajdziemy w niej nasiona lnu, miód i witaminę E.
Po pierwszym rzucie oka na ten jakże bogaty skład moje obawy o ewentualne działanie komedogenne wydają się być uzasadnione, prawda?


Dlatego długo zwlekałam z pierwszym użyciem bojąc się o stan skóry przed ślubem. Powinnam teraz unikać eksperymentów, jednak kusiło mnie zbyt mocno i zaryzykowałam.
Zaskoczyła mnie konsystencja, która okazała się być oleista. Jak się później przekonałam - winowajcą były upały, które sprawiły, że te wszystkie oleje i masła przybrały postać płynną. Teraz kiedy temperatura jest niższa maska jest gęściejsza, chociaż dalej czuć jej tłustość. W kontakcie z ciepłem skóry rozpuszcza się i zdaje się, że na twarzy mamy sam olej z zatopionymi ziarnami lnu. To odczucie spotęgowało mój strach przed zapchanymi porami po spłukaniu kosmetyku.
Na jedną aplikację zużywam sporą ilość produktu, ponieważ lubię wykonać sobie peeling, a ilość ziarenek nie jest zbyt duża w małej porcji, by efekt mnie zadowolił. Z tego powodu nakładam podwójną porcję.
Masaż należy do dość delikatnych i stosuję go, jako dodatkowy zabieg lekko wygładzający poza normalnym peelingiem. Po wykonaniu masażu zostawiam maskę jeszcze na około 20 minut.
Po tym czasie wszystko banalnie prosto spłukuje się letnią wodą. Byłam ogromnie zaskoczona za pierwszym razem, kiedy maseczka zmyła się w mig i nie pozostawiła ani trochę tłustej warstwy na skórze.
Zostawiła ją za to bardzo dobrze wygładzoną, odżywioną i mięciutką. Wszelkie zaczerwienienia zostają wyciszone - twarz nabiera pięknego, równego, zdrowego kolorytu.
Maseczka uratowała mnie podczas podrażnienia po retinoidach - bardzo złagodziła podrażnienia i usunęła łuszczącą skórę dając ulgę na długo. W takich sytuacjach maseczka ma trudne zadanie, a ona podołała.
Myślę, że przekonuję się ostatnimi czasy do regularnego używania masek na twarz, ponieważ wreszcie trafiam na dobre produkty, po których efekt jest widoczny gołym okiem. Ten produkt Vianek na pewno zostanie ze mną na dłużej.

Cena to około 20 zł (KLIK) za pojemność 75 ml.
Ja zapłaciłam w promocji około 15 zł.

M.

5 komentarzy :

  1. Przechodzę teraz łuszczenie po Atre (polączone chyba z wysypem), makijaż jak pewnie wiecie jest niemożłiwy bo wszystko podkresła. Kupiłam krem Vianek na dzie n który polecalaś i o ile "tak o" jest dla mnie za tłusty i się nie wchłania, to pomaga przy tej suchej schodzącej skórze i daję go dosyć sporo nawet kilka razy dziennie. Cieszę się że znalazłam dla niego zastosowanie bo pod makjaż jest za tłusty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie masz aż tak suchej skóry, jak ja na co dzień, skoro jest za tłusty ;d u mnie ten na noc jest dobry na dzień ;)
      Dobrze, że pomaga chociaż na łuszczenie i podrażnienie:)

      Usuń
    2. Mam tłustą skórę, niestety razem z tłustymi włosami :(. Makijaż (sypki mineralny, nie używam podkładu) matuje mnie tylko na godzinę

      Usuń
  2. Dobrze widzieć! :)
    Ja właśnie planuję zakup peelingu enzymatycznego z bromelainą ze względu na retinoidy :) Myślę jednak, że na Vianka też bym się skusiła :) Połączenie peelingu z maseczką przekonuje mnie jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. peeling enzymatyczny działa u mnie średnio ;< jakoś mam wrażenie, że skóra nie jest taka jak po takim zwykłym ;d
      ale to wszystko pewnie siedzi w głowie :)

      Usuń