Porównanie dwóch masek Karelia Organica

Od prawie miesiąca testuję dwie nowości w mojej łazience - Maski Karelia Organica. Wspominałam Wam o każdej z nich w osobnych postach. Ochoczo przyjęłyście mój pomysł by pojawiła się recenzja porównawcza tych dwóch produktów, dlatego dziś do Was z nią przychodzę.


Nie ma co ukrywać - odkąd poznałam te produkty miesiąc temu, używam praktycznie tylko ich. Wyjątek robię dla jeszcze jednego produktu innej firmy, o którym w następnym wpisie.
Jednym z powodów jest to, że chcę je jak najlepiej poznać, by dobrze je Wam przedstawić. Drugim powodem jest to, że produkty te są naprawdę świetne i używanie ich to sama przyjemność.
Obydwa produkty zamknięte są w plastikowych słoiczkach i obydwa mają pojemność 220 ml.
Na moich włosach obydwie działają świetnie, ale każda jednak trochę inaczej. Każda też ma inną konsystencję i zapach.
Organic Oblepikha (KLIK) jest gęsta, maślana i pachnie słodko, jak wszystkie kosmetyki z rokitnikiem. To charakterystyczna nuta słodkich owoców, którą uwielbiam.
Jest bardzo wydajna, ponieważ wystarczy odrobina by pokryć włosy. Nie polecam nakładać większej ilości niż potrzeba, ponieważ może obciążyć.
Jest to treściwy kosmetyk, który delikatne, cienkie włosy może za bardzo obciążyć. Jeśli jednak macie włosy z tendencją do puszenia, suche, trudno je obciążyć ta maska będzie idealna. Podobnie dobrze sprawdzi się na włosach zdrowych, ale dość gęstych, takich jak np. moje.
Stosuję ją zwykle na chwilę. Nakładam na minutę, dwie.


Podczas aplikacji czuć już miękkość i gładkość włosów. Podczas spłukiwania wrażenie to pozostaje. Kiedy dotykam swoich wilgotnych jeszcze włosów czuję jakie są nawilżone. Po wyschnięciu nie ma problemu z rozczesaniem, a włosy są bardzo gładkie, miękkie i błyszczące. Końcówki również nie odstają od reszty ;d Maska ta gwarantuje idealny wygląd bowiem zawiera wszystko czego włosom potrzeba: ekstrakty roślinne z rokitnika,jałowca, żurawiny, nawilżającą glicerynę, masło shea, jako emolient oraz małą dawkę protein.
Czym zatem różni się od Organic Moroshka (KLIK)?
Maska z moroshką jest zdecydowanie rzadsza, przypomina bardziej lekki balsam. Jest też mniej wydajna, choć dalej nie potrzeba nakładać jej dużo. Na pewno nie obciąży ona nawet cienkich włosów, ponieważ jest dużo lżejsza.
Zapach również jest przyjemnie słodki, owocowy.


Ta maska w odróżnieniu od poprzedniej nie zawiera protein, więc moim zdaniem każdy może jej z powodzeniem używać. Zawiera za to kompleks nawilżających substancji oraz kompleks kwasów owocowych. malinę moroszkę, glicerynę, ekstrakt z zielonej herbaty, nawilżające glicerydy sojowe, masło shea jako emolient.
Produkt również gwarantuje piękne włosy, z tą różnicą, że dodaje również objętości, a także wspaniałego blasku. Kwasy owocowe w nim zawarte domykają łuski i włosy lśnią jak złoto.
Dzięki lżejszej konsystencji można używać jej codziennie nawet przy cienkich, przetłuszczających się włosach.
Ją również aplikuję tylko na chwilę pod prysznicem. Włosy po jej zastosowaniu prezentują się tak:


Obydwie maski możecie kupić u nas KLIK KLIK.

8 komentarzy :

  1. Dla mnie idealna byłaby ta pierwsza :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podicnałaś ostatnio włoski? W sensie już po tym poślubnym podcięciu? Bo z przodu oraz w tej kurtce wydają się dużo krótsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyglądają na krótsze, ponieważ są na kapturze, który jest duży i odstający. więc włosy wydają się krótsze : )

      Usuń
  3. Czy będą niedługo jakieś zdjęcia włosów czytelniczek? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli jak z tą różnicą? Moroshka bardziej nawilża i dodaje objętości? W czym jest wtedy lepsza Oblepikha i którą z nich bardziej polecasz na bardzo długie i gęste ale suche, twarde i skłonne do kruszenia się włosy? Bo narazie walczę szamponem i odżywką z ceramidami, proteinami i keratyną z BeBeauty, ale ostatnio pokusiło mnie na próbę ich naturalnego rozjaśnienia (są ciemnoblond, nigdy nie farbowane). Użyłam na litr wody dwóch dużych cytryn i pięciu torebek herbaty rumiankowej. Włosy coprawda, zaczęły się mocno świecić i na taki bardziej złoto-rudawy odcień, ale zrobiły się też nieco twardsze i bardziej suche w dotyku :( pomimo wcześniejszego zastosowania odżywki (płukankę spłukałam). Dlatego właśnie szukam czegoś, po czym włosy będą mięciutkie i mocno nawilżone, pomimo rozjaśniania. Którą więc polecasz? :)
    I jeszcze jedno pytanko - maskę używa się zamiast odżywki, przed jej nałożeniem czy po? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na takie włosy, o których mówisz zdecydowanie Oblepikha:) ona idealnie dociąży suche włosy, ładnie je zmiękczy. Dla gęstych włosów jest idealna,bo cienkie może lekko obciążać:)
      Twoje włosy po prostu się przesuszyły po takiej dawce cytryny i ziół :)
      Maskę używam po myciu szamponem na około 2 minutki i spłukuję:)

      Usuń