Jak dociążyć włosy?

Pod ostatnim moim postem o zapuszczaniu włosów jedna z Czytelniczek poprosiła mnie, bym napisała o moich sposobach na dociążone włosy.
Rzeczywiście, raczej nie mam z tym problemów, więc co nieco mogę o tym opowiedzieć. Jednak czasem nieumiejętnie dobrany kosmetyk sprawia, że elektryzują się one, troszkę bardziej fruwają dookoła głowy, a końce żyją swoim życiem.


Gdy moje włosy były w gorszej kondycji świetnie działało na nie nie tyle olejowanie przed myciem co dodawanie odrobiny oleju do maski po myciu. W tamtym czasie używałam głównie oliwy z oliwek lub mieszanki olejków, których używałam do ciała. Na porcję maski przypadała połowa łyżeczki oleju, po czym całość nakładałam na kilkanaście minut. W przypadku Oli była to ilość jednej łyżki, więc jak widać wiele zależy od włosów i trzeba to sprawdzić na sobie.
Po spłukaniu włosy nie były tłuste, a właśnie tak pozytywnie dociążone. Pomagało mi to bardzo, kiedy włosy były lekko zniszczone. Teraz takie połączenie zagwarantowałoby mi przyklap i obciążenie.
Z tego powodu teraz preferuje olejowanie przed myciem. Kiedy nie nałożę oleju moje włosy zazwyczaj dalej wyglądają ładnie, ale nie są aż tak gładkie, aż tak błyszczące. Między innymi dlatego mimo dobrej ich kondycji dalej je olejuję jak najczęściej. To właśnie dobrze dobrany olej gwarantuje maksymalne wygładzenie aż po same końce i perfekcyjny wygląd. Ostatnio moimi ulubionymi olejami są: olej z żurawiny arktycznej (KLIK) oraz olej kameliowy (KLIK), który skradł moje serce, podobnie jak żurawinowy, już od pierwszego użycia. Na razie dysponuję małą ilością, którą odlała mi Ola, kiedy dokonała odkrycia tego cuda, ale na pewno go kupię. Pięknie dociążają również olejki odżywcze z Vianka, zarówno ten do ciała (KLIK), jak i ten do włosów (KLIK) oraz niezawodna i wszechstronna Sesa (KLIK), którą można z powodzeniem nałożyć na skórę głowy w celu pobudzenia cebulek do wzrostu, z czym radzi sobie świetnie, ale również na długość, kiedy pragniemy wspaniałego blasku i tytułowego dociążenia.
Oleje nakładam zazwyczaj na całą noc lub na kilka godzin. W przypadku Sesy sprawdza mi się ona najlepiej zaaplikowana na dwie godziny.  
Poza olejowaniem dociążyć włosy pomagają kosmetyki nakładane po myciu. Tutaj polecić mogę niezawodne maski z Karelia Organica (KLIK), o których powstał osobny post KLIK. Wszystko co tam napisałam w dalszym ciągu jest aktualne i obydwie maski ciągle są w użyciu. Planuję nabyć jeszcze wersję brzozową. To najlepsze wygładzające maski, z jakimi miałam do czynienia.
Świetnie sprawdzają się również maska toskańska (KLIK) i marokańska Planeta Organica. Ich działanie jest do siebie bardzo zbliżone.

Kropką nad "i" jest silikonowe serum stosowane po myciu
. Jest to krok, z którego nigdy nie rezygnuję, ponieważ ostatecznie wygładza kosmyki, lekko nabłyszcza, a także co najważniejsze, zabezpiecza przed zniszczeniami.
Jeśli Wasze włosy nie tolerują silikonów dobrym wyjściem jest zaaplikowanie dosłownie kropli naturalnego olejku. Należy kroplę dobrze rozetrzeć w dłoniach i pokryć nią dokładnie końcówki. Można resztką produktu przejechać po włosach wyżej, co nada im pięknego blasku. W przypadku moich skłonnych do obciążenia włosów najlepiej robić to na wilgotnych kosmykach po myciu. W tym celu najlepiej sprawdzał mi się olej z pestek śliwek, olej z żurawiny oraz olej z marakui.

M.

14 komentarzy :

  1. Chyba ulubiony post :)) super, że tak często publikujecie, jestem już uzależniona od Waszych porad xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba :) najbardziej lubię pisać właśnie coś takiego "na zamówienie" czytelniczek :)

      Usuń
  2. Właśnie od jakiegoś cZasu wróciłam do dodawania oleju do maski końcowej (kokosowy). Zima najczęściej używam maski marokańskiej, która w połączeniu z odrobiną oleju działa cuda. <3
    Chciałam dodać oliwy z oliwek, ale cykam się przeciążenia i przełuszczenia :D
    Ach, w końcu jutro hennowanie, myślę, że ostatni raz kolor, a później już tylko cassia. :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą to jest dobry patent, bo pomaga walczyć też z elektryzowaniem, które mnie często dotyczy przez wełniane swetry, szaliki, które kocham, ale elektryzują ;d
      To życzę powodzenia w hennowaniu :*

      Usuń
  3. Kurczę, narobiliście mi ochoty na ten olej kameliowa swoimi postami;). Miałam ograniczyć włosowe zakupy, ale coś czuję, że nic z tego nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest grzechu wart, że tak powiem ;d teraz używam go zamiennie z żurawinowym i dodatkowo raz na czas inny olejek, żeby nie popaść w rutynę ;d

      Usuń
  4. Dobry wpis i porady. Włosy jak zawsze najpiękniejsze! Dzięki i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam kręcone, ale robię podobnie :) Olejowanie przed/po myciu nie tyle dociąża mi włosy, co nabłyszcza i uwydatnia skręt :)
    Oleje są dobre na wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oi tak ;d zdecydowanie one robią największą robotę :)

      Usuń
  6. Dzięki wielkie! :) Pozostaje mi wypróbować różne ilości oleju dodawane do masek oraz wypróbować Wasze oleje, bo akurat wszystko mi się pokończyło :/ Został tylko Dabur Amla, jednak on bardziej nabłyszcza niż wygładza i dociąża - wygląda to mniej więcej tak że różnej długości włosy na całej głowie sterczą we wszystkie strony świata a pod nimi jest zajebiaszcza błyszcząca tafla... Maski od Karelia Organica na pewno wypróbuję, ale na razie czekam aż skompletuję sobie większe zamówienie u Was w sklepie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amla rzeczywiście bardziej nabłyszcza. Najlepiej dociążają olej z żurawiny, kameliowy, Vianek- te, których wspomnialam w poście. Można je dodawać też do maski o myciu, bo nie są mega obciążające :)

      Usuń
  7. Moniko, stale frapuje mnie pytanie, jak zamierzasz zejść z tego koloru (rudego) na karmelowy blond? Obecny kolor jest dla Ciebie bardzo twarzowy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ;* ja również uwielbiam rude włosy, ale kiedyś miałam już taki karmelowy, ciemny blond i podobało mi się również :)
      Włosy będę na pewno rozjaśniać, to nieuniknione :) do tego farbowanie chemią, ale raz na czas na pewno nakładałabym cassie :)
      Pewnie po jakimś czasie mi się znudzi i znów będę ruda ;)
      To póki co tylko takie plany długoterminowe. Póki nie mam mojej wymarzonej długości i gęstości włosów to się za to nie zabieram :)

      Usuń