Ulubiony balsam do włosów ostatnich tygodni

Dziś parę słów o kosmetyku, który w ostatnim czasie zrewolucjonizował moją pielęgnację włosów. Jak mogłyście obserwować na blogu ostatni kwartał minął mi pod znakiem marki Karelia Organica (KLIK). Używałam praktycznie tylko masek tej firmy i pomimo tak długiego czasu stosowania ich włosy nie były nimi przekarmione. Najdłużej używam wersji Moroshka i Oblepikha. Nieco krócej gości u mnie Brzoza, a od kilku użyć testuję Łopianową, przeciw wypadaniu. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że od początku włosomaniactwa nie miałam aż tak dobrych kosmetyków do włosów. Oczywiste jest jednak, że lubię testować coraz to nowsze kosmetyki, by również Wam potem o nich opowiedzieć. Z tego powodu zaczęłam rozglądać się za kolejną nowością i tak przeglądając hurtownię trafiłam na balsam Natura Siberica Arctic Rose (KLIK). Od pierwszego użycia zaczęłam żałować, że nie posłuchałam swojej czytelniczki wcześniej mimo, iż mi go polecała niejednokrotnie. Teraz łapię się za głowę myśląc czemu tak długo zwlekałam.


Balsamu z Natura Siberica nigdy nie miałam. Chyba zniechęcały mnie niezbyt dobre wrażenia po szamponach tej firmy. Miałam swego czasu różne dwa, już nie pamiętam jakie dokładnie i więcej nic tej firmy nie kupiłam. Szampony były całkiem przyzwoite, jeśli włosy były czyste i świeże. Natomiast olejów w ogóle nie zmywały, a to dla mnie dyskwalifikująca wada. O innych balsamach tej firmy czytałam dużo, ale nie kusiły mnie z powyższych powodów. Arctic Rose też z początku nie wzbudzała mojego zainteresowania. Przede wszystkim zawiera proteiny, których unikam w pielęgnacji, szczególnie w kosmetykach do codziennego użytku takich jak odżywki i balsamy. Po dokładnej analizie składu ukazał mi się on w lepszym świetle i zaryzykowałam. Na próbę wzięłam tylko jedną sztukę, ale już zamówiłyśmy więcej do sklepu, bo jestem pewna, że wiele z Was będzie chciało jej spróbować - KLIK do sklepu : ) .
Skład jest zrównoważony, zawiera zarówno proteiny (hydrolizowane proteiny ryżu), humektanty (panthenol), jak i emolienty (cetearyl alcohol, glyceryl stearate). Ponadto bogactwo ekstraktów m.in. woda z róży damasceńskiej, ekstrakt z arktycznej maliny, ekstrakt z igieł sosny karłowej, ekstrakt z cladonii śnieżnej, ekstrakt z jarzębiny, ekstrakt z jałowca zwyczajnego, wyciąg z różeńca górskiego, ekstrakt z wieczornika syberyjskiego, a także dwa lekkie silikony. Jeden odparowujący z włosów, drugi zmywalny delikatnym szamponem.


Balsam przeznaczony jest do szybkiego użycia na dosłownie minutę po umyciu włosów i tak też go stosuję. Raz nałożyłam go na kilka minut dłużej minut, bo akurat robiłam peeling i efekt był dokładnie taki sam jak wtedy kiedy zmywam go po chwili. Dla mnie to jak najbardziej plus, ponieważ od ponad pół roku na palcach jednej ręki mogę policzyć częstotliwość stosowania kosmetyku na dłużej niż chwila pod prysznicem.
Pierwsze co muszę pochwalić to zapach tego balsamu. Aromat jest intensywny, trwa przez chwilę po spłukaniu i wysuszeniu włosów. Jeśli lubicie zapach pączków z różanym nadzieniem to przepadniecie tak jak ja. Jest obłędny i dawno nie miałam nic tak bajecznie pachnącego wśród swoich kosmetyków. Drugi plus to pojemność i wydajność - ma aż 400 ml i jest bardzo wydajny, ponieważ konsystencja mimo, iż średnio gęsta to jest bardzo śliska i dobrze się rozprowadza, dzięki czemu niewielka ilość wystarcza by pokryć całe włosy. Nakładam tego typu produkty zawsze od ucha w dół i w takiej sytuacji nie zauważam absolutnie żadnego braku objętości, wręcz przeciwnie. Włosy są bardziej puszyste, takie lekkie, ale jednocześnie bardzo dobrze wygładzone i dociążone na końcach. Już podczas spłukiwania delektuję się tą śliskością kosmyków i wiem co ona zwiastuje - błyszczące, dobrze się układające, mięciutkie w dotyku włosy. Balsam bardzo ułatwia rozczesywanie i sprawia, że w ciągu dnia rzadziej muszę sięgać po szczotkę, ponieważ fryzura mniej się plącze. Błyskawicznie poprawia wygląd i niejednokrotnie nie nakładałam serum na końcówki, a one i tak nie sprawiały żadnego problemu. Pomimo zawartości protein nie spowodował przeproteinowania ani nawet minimalnej sztywności i stosuję go bez obaw kilka dni pod rząd. Od teraz już zawsze chcę mieć w swoich zapasach ten kosmetyk. Stał się moim must have tak jak maski Karelia Organica.

M.

17 komentarzy :

  1. Dziewczyny, przepraszam, że wpadam pod tym postem z tym pytaniem, ale czy szampony ecolab, które ostatnio zachwalałyście radzą sobie ze zmywaniem olejów? Chodzi mi o mocno gęste mieszanki na bazie oleju rycynowego :). Moim faworytem jakiś czas jest już vianek normalizujący, ale może skusiłabym się na drobną zmianę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zmywają dosłownie wszystko:) podobnie jak szampony z le cafe ;)
      Szampony z Vianka też mi domywały oleje, ale włosy były po nich lekko szorstkie. Po eco lab i le cafe nie ma tego efektu :)

      Usuń
  2. Hmm, hmm... Nie musicie mi dziękować! 😅😅😅 Wiedziałam, że Wam się spodoba, bo jest cudowny! ❤
    Całuję Obie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko za długo z nim czekałyśmy ;d mogłyśmy posłuchać Cię wcześniej :)
      Buzi:*

      Usuń
  3. Mi balsam miał trochę inny, krótszy skład! Niestety nie mogę załadować zdjęcia, wyskakuje mi błąd. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki skład, który wysłałaś widziałam na innych stronach też. U nas jest taki jak widzisz na zdjęciu :)
      Może producent coś pokombinował, co się często zdarza :)

      Usuń
    2. Skoro uważasz, że działa wspaniale to nie było tematu! Najważniejsze żeby spełniał swoje zadanie, prawda?? :)

      Usuń
  4. Dziewczyny, piszę zarówno do Was jak i do niezawodnych Czytelniczek, może będziecie w stanie mi pomóc. Moje naturalne włosy są rude, to taki jasny, rudy kolor, mniej więcej taki: http://bi.gazeta.pl/im/e0/d3/10/z17645536Q,Christina-Hendricks.jpg. Mój odrost sięga mniej więcej linii uszu, reszta włosów jest w kolorze blond. Jak to jest, że mój naturalny odrost w ogóle nie trzyma koloru? W poniedziałek byłam u fryzjera, zrobiłam sobie sombre, odrost został zafarbowany na bardzo ciemny blond farbą Davines, a dziś, w niedzielę, koloru praktycznie nie ma. I tak jest za każdym razem - czy to farba blond, czy ciemny brąz, czy Alfaparf, czy Davines, Montibello albo L'oreal - kolor schodzi praktycznie od razu! Myję włosy szamponem Biovax na zmianę z Schaumą dla dzieci. Kiedyś zafrabowałam włosy ciemnym brązem z L'oreal, kolor sprał się po 1 myciu. Nie było po nim śladu! Mój odrost rusza jedynie porządny rozjaśniacz, jednak nie chcę ich tak męczyć, ale z drugiej strony bez sensu są wizyty u różnych fryzjerów, skoro ich fryzjerskie farby w ogóle nie trzymają. Czy spotkałyście się już z czymś takim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwa podstawowe powody tego, że włosy nie łapią pigmentu- są mocno zniszczone albo mocno zdrowe. Do tego dochodzą kwestie grubości włosa, podatności na rozjaśnianie.
      W Twoim przypadku to zapewne kwestia zdrowych włosów, które mają domknięte łuski i farba nie może się przez nie przedostać, by nastąpił proces utleniania, farbowania.
      Fryzjer farbował Ci zapewne włosy na wodzie 6% i to za mało by takie pancerne włosy złapały kolor ;d Musiałabyś farbować na mocniejszej wodzie prawdopodobnie, żeby coś wychodziło :)

      Usuń
  5. Dziewczyny mam pytanie, czy po balsamie używacie maski czy używacie go solo? Bo ja chyba nie umiem się obchodzić z tymi cudami. P.s czasem mam wrażenie, że wasze włosy wyglądają idealnie po wszystkim :) straszne zazdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, używamy albo balsamu albo maski. Nie ma potrzeby używać tego i tego jednocześnie :)

      Nie po wszystkim wyglądają idealnie :) np moje dziś wyglądają średnio; d

      Usuń
  6. Dziewczyny mam pytanie, które oleje są najbardziej treściwe tzn dociążające w działaniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czystych olejków to awokado, makadamia i używana obecnie kamelias u mnie dają taki efekt. Z mieszanek to Vianek odżywczy zarówno wersja do ciała, jak i do włosów ;)

      Usuń
  7. Najlepszy olejek jaki dotąd spotkałam to mieszkanka olejków marki INOAR z serii VEGAN , olejki są tak skomponowane że jak nałożę troszkę wetrę w całe włosy , a na drugi dzień umyję bądź za 30 min przed myciem to nie muszę już nawet używać żadnej maski ani odżywki , włosy są tak miękkie i błyszczące a co najważniejsze wg się nie przetłuszczają ! rewelacja tu macie skład:Organic Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Nuit Oil, Coconut Oil, Olea Europe Olive Fruit Oil, Sweet Almond Oil, Parfum, Coumarin planuję kupić całą serię VEGAN :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny do wykorzystania, zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuję się pod wszystkim, co tu zostało napisane. Włosy po zdjęciu ręcznika rozczesują się same. Mnie akurat trochę zabiera objętość, ale jak będę hennować regularnie to pewnie nie będę na to zwracać uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super :) ja nie nakładam u nasady i nie obciąża wtedy :)

      Usuń