Moje dwa ulubione sposoby na włosy strączkujące się (zbijające w kolonie, wygladające na tłuste zaraz po umyciu), matowe i bez życia

Od początku włosomaniactwa nie miałam kompletnie problemu z obciążonymi/strączującymi się włosami. Mimo bardzo bogatej pielęgnacji pt. olejowanie-mycie delikatnym szamponem-maska z dodatkiem ulubionego oleju i po umyciu wcieranie 2-3 kropelek olejku w celu zabezpieczenia końcówek (czyli dokładnie to co Wam polecam, kiedy piszecie o włosach niedociążonych, puszczących się i zniszczonych) włosy praktycznie za każdym razem były nawilżone, wygładzone i błyszczące. Przyznam, że pielęgnacja takich włosów odpowiadała mi najbardziej, bo teraz na takie 'odżywcze bomby' muszę uważać i łączyć je z innymi kosmetykami. Chyba powinnam zrobić aktualizację moich ulubionych kosmetyków do włosów na chwilę obecną, ponieważ jak już wyżej wspomniałam nieco się pozmieniało : ) Oczywiście czytacie o nich na bieżąco, ale warto zebrać je w jednego posta. Odsyłam Was dla przypomnienia do starych Ulubieńców KLIK.


Moje problemy ze strączkującymi się włosami pojawiły się właściwie nagle. Nie bardzo wiedziałam co może być przyczyną, że coś takiego stało się praktycznie z dnia na dzień (o czym pisałam Wam TUTAJ), więc dalej brnęłam w mojej bogatej włosowej diecie (tzn. pielęgnacji) i czekałam aż permanentny Bad Hair Day odpuści sam. Włosy w dalszym ciągu nie prezentowały się dobrze i w 5-10 minut po rozpuszczeniu zbijały się w kolonie i pamiętam jak dziś mój spacer na centrum na który wybrałam się bez gumki do włosów i chowałam włosy pod koszulkę, ponieważ było mi wstyd, ze wyglądają jakbym ich nie myła z tydzień. Aż chciałam wrócić do domu, ale pogoda była taka piękna! ;x
Z początku najpierw ratowałam się jedynie szamponem z SLS (bez dodatków) - padło na Joannę Hypoalergiczną oraz na Szampon Bambi 'z kaczuszką' - włosy myłam po dwa razy i czasem po prostu przez brak czasu sięgałam po SLS codziennie i dla pewności myłam dwa razy pod rząd co było błędne. Końce pod koniec miesiąca były lekko wysuszone i nie układały się ładnie. Mycie SLSem w takiej częstotliwości odpadało. Szukałam więc dalej w internecie co mogłoby mi pomóc i sięgnęłam po coś czego wcześniej (nie wiedzieć czemu)  się wystrzegałam. Teraz jest w mojej pielęgnacji obecna raz na tydzień bądź dwa - zależy czy tego wymagają. Nie wyobrażam sobie bez niej mojego włosowego życia ;d Nie zauważyłam również negatywnych skutków jej używania a wręcz przeciwnie. Oczywiście sama z siebie nie odżywia, bo ma jedyne porządnie domyć włosy, ale również idealnie przygotowuje włosy do zabiegów 'odżywiających', które działają wtedy - w mojej opinii - ze zdwojoną siłą.


Mowa o genialnej sodzie oczyszczonej. Kiedy moje włosy są przyklapnięte, bez życia, czasem również tracą na blasku (i to znacznie) a przede wszystkim wyglądają jakbym je wysmarowała olejem i była z tego faktu bardzo zadowolona (bo w końcu wyszłam tak na ulicę) sięgam po sodę, która przywraca moim włosom objętość i blask. Sodę najczęściej mieszam z szamponem Beauty Farm, 'objętość i blask' KLIK, ale czasem zdarzało mi się mieszać ją z szamponem Le Cafe de Beaute 'Aktywny wzrost i blask' KLIK. Co ciekawe - dodatek sody do szamponu 'z kozą' sprawia, że mieszanka się upłynnia a dodatek do Le Cafe sprawia, że staje się bardziej zwarta w sobie ;d Przed takim oczyszczeniem włosy zawsze olejuję. Nakładam taką ilość oleju, że widać, że włosy są nim pokryte. Następnie wylewam do filiżanki pokaźną porcję szamponu z SLS i wsypuję na oko jedną łyżkę stołową sody oczyszczonej. Włosy spłukuję ciepłą (nie gorącą!) wodą i przystępuję do mycia włosów. Po spienieniu trzymam szampon z sodą na głowie jeszcze ze dwie do trzech minut i spłukuję dokładnie w między czasie jeszcze masując włosy. W dalszej kolejności lubię  nałożyć maskę z dodatkiem oleju (najlepiej miesza mi się oleje z maskami Planeta Organica (KLIK) i trzymam pod foliowym czepkiem i ręcznikiem około 30-40 minut. Włosy po takim zabiegu prezentują się następująco (zdjęcie poniżej) zaś więcej o tym co dokładnie na włosy zostało nałożone przeczytacie w TYM wpisie. Odsyłam Was do niego, ponieważ właśnie tam nałożyłam na włosy zestaw o którym teraz piszę : )


Po spłukaniu najczęściej sięgam po płukankę cytrynową oraz tej z dodatkiem octu jabłkowego. Cytrynowa jest mi jedna bliższa i bardzo lubię ją stosować. Zawsze stosuję płukanki zakwaszające po użyciu sody oczyszczonej. To podbija ich miękkość i blask a płukanka cytrynowa przedłuża świeżość moich włosów, na którą notabene, nie mam co narzekać ; )
Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć mój ulubiony, pudrowo-różowy kubek do płukanek - zawsze ląduje w nim około łyżeczki octu jabłkowego bądź łyżka stołowa soku z cytryny.


Drugim ulubionym zabiegiem dla włosów (niwelującym strączkowanie), który dodatkowo działa na moje końcówki bardzo wygładzająco/nabłyszczająco jest zabieg laminowania z udziałem żelatyny. Jest i będzie moim ulubionym sposobem na lejące, wygładzone i zdrowo wyglądające włosy aż po same końce : )
Laminowanie wykonuję niezmiennie tak samo z tą różnicą, że teraz myję włosy po owym laminowaniu dwa razy szamponem z SLS... a kiedyś wystarczył jedynie raz delikatnym szamponem (i uprzednim emulgowaniem maską) by zmyć całe bogactwo z włosów : ) Na wstępie powiem, że te dwa razy SLS (czasem nawet zdarzyło mi się umyć również z dodatkiem sody) nie wypłukuje mi żelatyny z włosów i efekt laminowania wciąż utrzymuje mi się do tygodnia czasu. Przynajmniej na moich włosach.
O zabiegu laminowania możecie przeczytać TUTAJ (te Niedziele dla włosów zawsze będą moją ulubioną serią! Już drugi link do mojej Niedzieli wrzucam w ten post ;3). Przed laminowaniem zawsze nakładam ulubiony olej do włosów (aktualnie kameliowy KLIK, naprawdę wart przetestowania), następnie jako drugą warstwę (na wciąż naolejowane włosy) dokładam oliwę z oliwek z prawdziwym miodem. Trzecią (ostatnią) warstwą, którą dokładam na włosy jest oliwa z oliwek z żelatyną. Po umyciu dwukrotnie szamponem z SLS włosy są puszyste, lejące, bardzo błyszczące (za sprawą żelatyny i odpowiednio dobranych 'podkładów').

Dodam, że nie testowałam sody na włosach innych niż te nisko/średnioporowate w kierunku nisko. Włosy zniszczone też lubią zbijać się w strączki z tą różnicą, że z innej przyczyny - w tym przypadku chodzi o haczące o siebie łuski włosa, ale na to są już inne sposoby : )

23 komentarze :

  1. Moje włosy strączkują się od zawsze :-( zarówno gdy były zniszczone jak i teraz, gdy uważam je za zdrowe. Na pewno spróbuję trik z sodą! Tylko czy szampon z sodą po olejowaniu nie zniweluje efektów olejowania?
    Pozdrowienia,
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie kompletnie nie niweluje efektów olejowania a po użyciu szamponu z sodą kładę jeszcze maskę (samą bądź z ulubionym olejem w minimalnej ilości typu pół łyżeczki od herbaty) i następnie po spłukaniu maski płukanka cytrynowa ;3 po takim oczyszczeniu maski u mnie działają lepiej i włosy są sypkie i się nie strączkują : )

      Usuń
    2. Wypróbowałam sodę bez olejowania- chciałam zmyć z włosów jak najwięcej pozostałości po olejach i odżywkach, a że włosy myję codziennie i prawie codziennie odżywkuję, to zapewne było tego skoro. Zastosowałam sodę + szampon z sls i na koniec płukanka octowa, bez odżywki. Od razu po wysuszeniu ładnie lśniły i były miękkie, choć jednocześnie szorstkie. Szorstkość bezpowrotnie minęła po kilku godzinach, a włosy faktycznie mniej się zestrąkowały (acz wciąż nie przestały tego robić :-( ). Dzisiaj je naolejuję i zobaczę, czy lekka poprawa pozostanie. Tak czy siak myślę, że co 2tyg będę myć włosy takim zdzierakiem. Dziękuję!

      Usuń
    3. super! bardzo się cieszę! : ) z moimi włosami soda nie robi nic złego (więcej niekorzyści przyniosło niegdyś mycie SLS codziennie, nawet po dwa razy kiedy nie wiedziałam co z nimi począć) także życzę powodzenia w dalszym jej używaniu! : ) ;*

      pozdrawiam <3

      Usuń
    4. Też bym się bała czy soda nie zniweluje efektów olejowania. Ja nawet jak mam oczyścić włosy szamponem zawierającym SLS to myje owym szamponem popołudniu aby jeszcze naolejowac włosy na noc i rano standardowo mycie odżywka, skalp delikatnym szamponem i maska + olej.

      Usuń
  2. Jak zwykle włosy zachwycają ♡♡♡ Ja szczerze mówiąc boję się sody. Jak na razie jestem na etapie bogatej pielęgnacji ( przed każdym myciem olejowanie na noc, delikatne mycie, maska z olejem pod czepek, plukanka a na koniec olej+serum na końcówki ) i trudno mi sobie wyobrazić zmianę.

    Wczoraj znowu próbowałam koka na skarpecie i wreszcie wyszło idealnie ♡ Tylko trzymalam 2h a nie cała noc i chyba w moim przypadku krótszy czas jest lepszy.

    Jeszcze kilka dni i również będę testować olej kameliowy oraz zurawinowy, mam nadzieję że nie rozczaruja mnie jak oleje Ecolab w których pokladalam spore nadzieje. Udało mi się też zamówić maski Anwen ale te będą dopiero za dwa tygodnie. Zdecydowałam się na kokosowa i ta z kakao. Jestem tak ciekawa działania, że seria Fratti chyba jeszcze cierpliwie polezy w szafie :D Trochę te maski kosztują więc muszę wiedzieć przed wakacjami w Polsce czy warto kupić więcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po waszych zdjęciach mam wrażenie, że macie grube, niskoporowate włosy. Czy przed włosomaniactwem przy takich włosach miałyście problemy ze strączkowaniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze mówiąc jedyne co kojarzę to puch, puch i jeszcze raz puch ;D nie miałam problemów ze strączkowaniem raczej.
      w pierwszym etapie włosomaniactwa kiedy ładowałam na nie bogata pielęgnację również się nie strączkowały : )

      Usuń
  4. Ależ piękne włosy, pełne blasku ❤
    Niestety nie ulegnę pokusie jeśli chodzi o sodę czy żelatynę ze względu na porowatość włosów. Ostatnio skusiłam się na płukankę octową z dodatkiem aloesu, efekt? Włosy suche, szorstkie i matowe. ;) No niestety, moje włosy żarłyby wyłącznie emolienty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Kochana! : )
      moje włosy również nie lubią aloesu właściwie od zawsze ;3 i pamiętam, że tez fundował mi szorstkie i matowe włosy ;d

      Usuń
  5. Dasz wiarę, że nigdy nie użyłam sody oczyszczonej na skalp? ;) Nawet po zachłyśnięciu się włosomaniactwem :)
    Zastanawiam się jednak czy zadziałałaby u mnie pozytywnie kiedy moje włosy mimo wszystko są kręcone, sztywne i dość suche. Czy nie zrobiłabym nią sobie bubu...
    Miałabym ochotę ją wypróbować któregoś dnia dla podbicia tego blasku, bo ocet zawsze jest w lodówce :)
    P.S. Sporo dajesz tego octu do płukanki :) U mnie to częściej kończy się na łyżeczce - max. dwóch na taki mały garnek do podgrzewania zupy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham Was i Wasz blog :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy z całego serca za tak miły komentarz ;* : )

      pozdrawiamy! : )

      Usuń
  7. Z nieba mi spadłaś z tym wpisem!

    Panna Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się bardzo, że przydał Ci się wpis ;* : )

      pozdrawiam ;*

      Usuń
  8. Fajnie ze wspominasz o laminowaniu, bo mi sie przypomnialo ze mam pytanie ;) Chodzi mi o nakladanie przy np laminowaniu oliwy z miodem. Nie daje tego miodu jakos duzo, trzymalam sie opisu, ale nakladanie tej mieszanki na moje wlosy przypomina nakladanie kleju. Mam wrazenie ze przy tym wyrywam sobie i niszcze wlosy- robi sie skorupa, ciezko mi pokryc calosc. Zawsze sie zastanawiam jak Ty dajesz rade rozprowadzic to na tak dlugich wlosach? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego ja zawsze dodaję oliwy z oliwek, bo wlewam jej sporo i miodu daję również 'na bogato' ;d mieszam sobie w miseczce i maczam w tym włosy (czasem zanurzam całość) sukcesywnie wcierając wyżej : ) nigdy nie tworzy mi się skorupa, szczególnie kiedy dam pod folię i ręczniczek ;*

      Usuń
  9. Absolutnie cudowne włosy! Idealny skręt - mogę spytać jak go uzyskujesz? Przejrzałam wiele postów i nie mogę znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Ja czasem taki skręt mam po koku na skarpecie/ wypełniaczu, ale nie zawsze wychodzi nie wiedzieć czemu.

    Pozdrawiam Was serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie to loki po wypełniaczu ze skarpety : ) tutaj filmik https://www.youtube.com/watch?v=IgA8maTWnwM
      ; )

      pozdrawiamy również! : )

      Usuń
    2. Ach, to ten kok. Mi tym sposobem niestety nie wychodzi, w ogóle się nie kręcą, co jest dziwne bo mam bardzo podatne włosy na wszelką stylizację. :<

      Usuń
    3. Jeszcze chciałam spytać, jak udaje Ci się zmieścić całe włosy w tym koku? Ja jak zawinę jedno pasmo to cała skarpetka/ wypełniacz jest pokryta i kolejne pasmo muszę zawijać na warstwie włosów... Mam długość podobną do Twojej i przeciętną gęstość i grubość, więc to nie jest niewiadomo ile włosów.

      Usuń
    4. Monika (druga Autorka bloga ma włosy bardziej gęste i dłuższe niż moje) również mieści całość w koczku : ) ja dzielę włosy na dwa pasma (dwie sekcje) i zawijam najpierw jedno (nie na ten warstwie, która została już zawinięta tylko obok niej) a później drugie. Staram się zawijać pasma dość ciasno żeby zmieścić całość ; )

      pozdrawiam ; )

      Usuń