Niedziela dla włosów, olej konopny, maska Karelia łopianowa

Włosy farbowałam w ubiegły weekend - już tradycyjnie odrost farbą Color&Soin, zaś długość Henną z amlą od Swati oraz Indygo również od Swati. Tym razem udało mi się przetrzymać indygo dłużej na włosach niż ostatnim razem i efekt kolorystyczny wreszcie mnie zadowolił! : ) Miałam nie zdradzać Khadi (jeśli chodzi o indygo) co zresztą pisałam Wam w ostatniej Aktualizacji (KLIK), ale po ostatnim farbowaniu jestem naprawdę zadowolona i obwiniam za moje ostatnie niezadowolenie właśnie krótszy czas trzymania.  Koszt jednego mojego farbowania, jeśli chodzi tylko o hennę, kosztuje mnie zatem 30 zł : ) Puszka 150 g starcza mi na dwa razy. Pokażę Wam pod koniec posta zdjęcia moim włosów zaraz po hennowaniu, które zostały umyte szamponem Le Cafe de Beaute, Aktywny wzrost i blask (KLIK) oraz po użyciu maski Anwen do włosów niskoporowatych : ) Niedzielę dla włosów z jej udziałem zrobię jakoś niebawem, ponieważ wiem, że jesteście ciekawe jak działa na moich włosach.

Dziś natomiast zestaw, którym wypielęgnowałam włosy był nieco bogatszy, ponieważ wkalkulowany w niego został olej konopny (dokładnie TEN) oraz Khadi, Kozieradka&Gorczyca na skórę głowy (KLIK).


olejowanie: na długość został zaaplikowany olej konopny, którego nigdy wcześniej na włosy nie używałam. Zwykle służył mi jedynie w pielęgnacji cery, dlatego nie 'marnowałam' go na włosy. Niegdyś kupowałam jego mniejsze pojemności (30 ml), ale teraz kupuję dla siebie oleje Mohani. Mój ma pojemność 100 ml, dlatego z powodzeniem wystarcza mi zarówno na pielęgnację cery jak również włosów : ) Odkryłam, że olej ma bardzo przyjemne działanie na moje włosy - jest lekki, więc łatwo zmywa się delikatnym szamponem, który aktualnie stosuję. Nie działa takich cudów na moich włosach jak olej kameliowy (dokładnie TEN) czy też olejek z żurawiny arktycznej (KLIK), ale będę go stosować, bowiem daje całkiem niezły efekt : ) Olej dokładnie 'wczesałam' przy pomocy szczotki wiosłowej z Rossmanna. Następnie przystąpiłam do masażu skóry głowy z udziałem olejku Khadi z Kozieradką&Gorczycą. Na ten olejek czaiłam się od początku włosomaniactwa i dopiero niedawno zdecydowałam się go zakupić. Szczerze mówiąc wcieram go dość regularnie (jak na mnie ;d) i liczę, że na koniec miesiąca coś ze wzrostem ruszy : ) Oleje pozostawiłam na około 2 godziny.
mycie: do mycia użyłam szamponu Le Cafe de Beaute, Aktywny wzrost i blask (KLIK) - umyłam je bardzo dokładnie dwa razy. Ten produkt to mój drugi ulubiony szampon z Le Cafe - pierwszym jest 'Lekkość i objętość'. Świetnie sprawdzają się na moich aktualnie trudnych włosach (szybko ulegają obciążeniu po maskach/olejach). W połączeniu z szamponem z SLS i sodą oczyszczoną (1-2 razy w tygodniu) cieszę się wreszcie domytymi włosami ;d


maska: do maski łopianowej Karelia (jej dostawę będziemy mieć w poniedziałek KLIK) podchodziłam nieco sceptycznie, ponieważ Monika po jej testach stwierdziła, że w porównaniu do innych masek z tej serii wypada dość przeciętnie. Rzadko pasuje nam jakiś produkt jednocześnie, zatem zwykle to co średnio podchodzi Monice u mnie zazwyczaj dobrze się sprawdza. Tak też było i tym razem. Maska w działaniu przypomina mi nieco balsam z Karelii (wersja oblepikha), ale w moim odczuciu ma jeszcze bardziej intensywne działanie. Monika twierdziła, że po użyciu włosy były jakby czymś 'powleczone' - ja raczej nazwałabym to czymś na kształt efektu laminowania włosów żelatyną, bo dokładnie takie same są w dotyku po użyciu tej wersji maski jak po użyciu żelatyny : ) Ja wybitnie lubię ten efekt! : ) Monika nie stosuje żelatyny w pielęgnacji włosów, dlatego ten efekt jest jej obcy (użyła jej raptem raz i też twierdziła, że włosy były czymś 'powleczone'). Podczas pierwszej nocy kiedy użyłam maski zabezpieczyłam swój koczek jedynie gumką (zwykle stosuję klamrę). Po przebudzeniu mój koczek się zsunął - skarpeta była w połowie długości kucyka. Były za śliskie. Zapach maski przypomina mi zapach jakiegoś różowego mydełka Fa ;d Konsystencja jest zbita, konkretna a kolor maski różowy. Produkt zatrzymam w swoich zbiorach, ponieważ nigdy wcześniej nie użyłam maski, która dałaby mi efekt zbliżony do laminowania żelatyną, dlatego jestem zaskoczona.
Dodatkowo czułam, że zyskały jakby na objętości (!) i nawet na zdjęciach widzę, że nawet sprawiają wrażenie takich jakby, hm, śliskich w dotyku : )

Włosy wysuszyłam suszarką z chłodnym nawiewem (suszę włosy za każdym razem odkąd suszarkę kupiłam) i zawinęłam w mojego nocnego koczka na skarpetę.

Na koniec efekt włosów świeżo pofarbowanych. Do zdjęć po hennowaniu umyte jedynie szamponem Aktywny wzrost i blask (KLIK) + maska Anwen do włosów niskoporowatych o której opowiem Wam więcej w najbliższej Niedzieli dla włosów : ) Niestety na dworze było deszczowo i pochmurno stąd nie ma co liczyć na dobre oświetlenie o które postaram się do najbliższego wyżej wspomnianego posta.


Powiem Wam, że Monika stwierdziła, że włosy są bardziej granatowe niż zwykle i nawet moja mama zauważyła różnicę : )

10 komentarzy :

  1. Mój ideał ♡♡♡ Przepięknie się prezentują. Z niecierpliwością czekam na wrażenia po maskach Anwen bo się od dłuższego czasu zastanawiam. Planowalam teraz domowic ale maska Karelia zrobiła na mnie takie wrazenie, że zdecydowałam się na kolejne dwie a przy okazji olej kameliowy, którym tak kusicie ;) Teraz się zastanawiam czy jest jakaś zależność, że kamelia podchodzi tym, które lubią się z olejem lnianym ( Anwen, Alina Rose o tym pisały ) bo moje włosy za lnianym nie przepadaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję <3 maskę już jest w użyciu, ale ja mam czasem błędne pierwsze wrażenia i nie chcę wprowadzać w błąd ;D : ) i na szczęście jest szansa, że kamelia się u Ciebie sprawdzi, ponieważ moje włosy nie lubią a wręcz nie znoszą oleju lnianego ;D mam po nim naprawdę nieszczęśliwie wyglądające włosy ;D

      Usuń
    2. U mnie odwrotnie i w przypadku masek zazwyczaj albo jest dobrze od pierwszego wrażenia albo nie mam co sobie robić nadziei. Testujesz na razie tylko ta do włosów niskoporowatych czy inne też miałaś w użyciu? Też mam nadzieję, że przynajmniej jeden albo kamelia albo żurawina dadzą u mnie efekt wow jak u Was a jak nie to oba nadają się do twarzy więc też zużyje.

      Usuń
    3. właściwie nie wiem jak wypadnę czasowo w przyszłym tygodniu więc póki miałam okazję to napisałam posta ;D : ) więc zaraz go dodam ;* na razie miałam w użyciu tą do niskoporowatych, bo chciałam ją dobrze poznać : )
      ja np. miałam taką sytuację, że użyłam szamponu marokańska księżniczka od organic shop (;d) i pierwsze użycie super a kolejne fundowały mi szorstkie włosy mimo ulubionych odżywek ;d tak samo z olejem jojoba - musiałam się głęboko zastanawiać jakiś czas co nie leży włosom, że jakoś się bardziej kruszą ;D
      ja kamelią sobie smaruję okolice oczu z powodzeniem podobnie jak z żurawiną : )

      Usuń
    4. Już ide czytać :D Mi zadko się tak zdarza, zazwyczaj coś albo pasuje od razu albo wcale i wtedy nawet kombinacje z półproduktami nie wiele dają.

      Usuń
  2. Jak długo utrzymują Ci się loki po tym koczku? Mogłabyś dodać jakieś zdjęcie fryzury po całym dniu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrobię takiego posta : ) zwykle pod koniec dnia skręt jest już luźniejszy no i dużo zależy od pogody ;D

      Usuń
  3. myslicie, że przy pierwszym farbowaniu na braz można nakładąć henne z indygo zaraz po zmyciu rudej henny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja farbuję najpierw henną z amlą a zaraz po spłukaniu nakładam indygo więc nie widzę przeszkód ; )

      Usuń
  4. Ależ one zwalają z nóg! <3 Są kapitalne i idealne w każdym calu :)
    Ty też ślicznie się prezentujesz a takich intensywnych, twarzowych kolorach ubrań :)

    OdpowiedzUsuń