Ślub i wesele DIY - Dekoracje rustykalne, naturalne

Jeszcze przed zaręczynami wiedzieliśmy, że jeśli kiedyś będziemy brać ślub to będzie to kameralna uroczystość tylko dla nas i najbliższych. Przez chwilę w mojej głowie była nawet myśl o ślubie tylko przy świadkach, ale mąż się nie zgodził.
Nasz ślub to była bardzo spontaniczna decyzja, więc i budżet był mocno ograniczony. Zależało nam na tym, żeby wszystko zorganizować jak najtaniej, jak najwięcej zrobić samemu. Nigdy nie podobały nam się bogato zdobione bale. Miało być skromnie, subtelnie i blisko natury. Moją wizję Panny młodej w tym klimacie możecie zobaczyć w poprzednich postach z serii ślubnej.
Dziś trochę na temat dekoracji.
Styl rustykalny szturmem wszedł na salony. Podbił także moje serce, a mąż jako miłośnik drewna i lasu przytaknął wszystkiemu. Od początku wiedzieliśmy, że będziemy chcieli udekorować naszą ceremonię sami. Miałam miliony pomysłów, tysiące propozycji. Kilka miesięcy przed ślubem zdecydowaliśmy się również przeprowadzić do innego miasta, więc to skupiło naszą uwagę i dopiero od lata mogliśmy zacząć ruszać z przygotowaniami pełną parą.


Z pomocą Oli i mojej mamy wybraliśmy końcową wersję dekoracji. Z wielkiego folderu "Ślub" wyrzuciłam mnóstwo zdjęć i zostawiłam tylko kilka - one miały być naszą inspiracją.
Muszę przyznać, że gdyby nie mój mąż to wszystko by się zwyczajnie nie udało. Pomoc takiego majsterkowicza jest nieoceniona i sama na pewno nie dałabym sobie rady. Dzielnie realizował wspólnie ze mną wszystkie pomysły - wiercił dziury, dłubał, kleił, szlifował, malował.
Podstawowymi elementami na naszym ślubie i przyjęciu było drewno, szkło, koronki, juta, mech i kwiaty. Do tego wszystkiego oczywiście należy dodać typowo jesienne akcenty, które bardzo chcieliśmy wpleść, tak by pasowały do mojego ubioru, do wianka i bukietu. Pojawiły się zatem niezliczone ilości kasztanów, żołędzi, szyszek, a także kolorowe liście.
Niestety nie mam dużo zdjęć, na których widać efekty naszej pracy. Możecie zobaczyć za to bukiety, które same układałyśmy z Olą z kwiatów o 2 nad ranem w dzień ślubu, plastry brzozowe, które służyły za podkładki pod świeczniki wykonane ze słoików. Słoiki zbieraliśmy przez kilka miesięcy, a brakujące dokupiliśmy z OLX za parę złotych. Koronki, jutowy sznurek i miedziane druciki posłużyły za ich ozdobę.


Podłużny świecznik to kawałek drewna o długości około 50 cm z wywierconymi otworami, do których wkłada się świeczki. Ozdobiłam go mchem, szyszkami i innymi darami jesieni ;d
Na zdjęciu widać też nasze pudełko na obrączki - wykonane z kawałka surowego drzewa, wypełnione mchem.


Gwoździem programu była drewniana pergola ozdobiona jesiennymi liśćmi. Nie wspomnę ile razy podczas jej robienia poparzyliśmy sobie palce klejem na gorąco i jak trudno było przewieźć gotowe zawieszki do restauracji, tak by się nie poplątały za mocno.


Stała ona za urzędniczką i na jej tle składaliśmy przysięgę. Musicie mi uwierzyć, że na żywo prezentowała się lepiej.
Nasz tort poza tym, że był genialny i przepyszny, również idealnie wpasował się w styl przyjęcia. Razem z babeczkami był główną ozdobą "słodkiego stołu". Do tego dobrałam dwie dynie, kosz kasztanów i pasujące kolorystycznie czekoladki - toffifee i ferrero rocher.


W różnych kątach sali i na parapetach porozstawiane były luźno kwiaty w butelkach po winie i innych trunkach, dookoła paliły się świece, rozsypane były kasztany. Umieściliśmy je w starych drewnianych skrzynkach i słoikach.
Łącznie wykorzystaliśmy około 150 świec i ponad 100 słoików różnej wielkości - począwszy od malutkich po miodzie czy konfiturach, aż po wielkie 1,5 litrowe, które posłużyły za wazony.
Wykonanie wszystkich dekoracji pochłonęło mnóstwo czasu i nerwów, ale było także okazją do spędzenia wspólnie czasu. Dekoracje wszystkim się podobały, zrobiły pozytywne wrażenie. Zebraliśmy mnóstwo komplementów za wystrój. Patrząc na zdjęcia ze ślubu przypominam sobie, jak razem z psem chodziliśmy do parku i zbieraliśmy kasztany i liście, jak szlifowaliśmy kręgi drzewa i potem cierpiałam,bo poparzyłam się na słońcu.
Nie żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na wynajęcie firmy dekoratorskiej. Nasze dekoracje kosztowały na pewno o połowę mniej niż te profesjonalne, a dały nam satysfakcję i mnóstwo wspomnień.

M.

18 komentarzy :

  1. No coś pięknego. Chwyta za serce. Podziwiam, że wam się chciało! Efekt rewelacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne! Gratuluję talentu i pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne są te dodatki <3
    U mnie na szczęście Pani od sali dekoruję ją. Mamy to w cenie. Ja tylko uzgadniam z nią co chcemy z narzeczonym + moja chrzestna jest florystką, więc też to dla mnie duża pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w cenie też była dekoracja sali, ale ta dekoracja w ogóle nam nie pasowała. Każdemu pewnie robili tak samo. trochę kwiatów, świeczki i laterenki- na tym koniec.
      Woleliśmy zrobić to po swojemu :)
      Florystka w rodzinie to na pewno duża ulga d;

      Usuń
  4. Ja miałam taki cichy tajemniczy ślub, tylko urzędnik, my i świadkowie :).
    No i rodzice mojego męża (słowo 'teściowie' nie przejdzie mi przez gardło, bo delikatnie mówiąc nie lubimy się ;p),bo prawdopodobnie świadek się wygadał, a jak już przyjechali pod urząd i dali prezent to głupio było ich nie zaprosić do środka.
    Absolutnie nie żałuję bo to był nasz dzień i jakbym miała brać ślub teraz to zrobiłabym to tak samo :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze zrobiłaś :) dziękuję za podzielenie się swoją historią :)

      Usuń
  5. Bardzo mi się podoba taki ślub Do It Yourself i blisko natury. Wspaniały pomysł! Cieszę się, że podzieliłaś się wspomnieniami.
    U mnie też było dość "cicho" tzn. bez wesela i na końcu świata. A swojej świadkowej nawet dobrze nie znałam, ale to już inna historia :D
    Pozdrawiam
    Sz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to widzę, że więcej nas tutaj - "odludków" ;d oczywiście nie mam nic złego na myśli :)

      Usuń
  6. Wow, jak klimatycznie:). Wspaniały pomysł i wykonanie.

    Przy okazji mam pytanie trochę nie związane z tematem posta:D. Przymierzam się do zakupów w Waszym sklepie. Muszę tylko wykończyć hennę, której zostało mi na dwa użycia. Chciałabym zrobić sobie zapas czystej henny Swati (4-5 może 6 puszek) i ciekawi mnie jaki mają termin ważności. Nie chciałabym żeby mi się zmarnowała po prostu:).

    A i jeszcze jedno. Pojawią się kiedyś u Was szampony Organic Shop? Maseczki i peelingi chyba macie, a mnie właśnie na szamponach zależy najbardziej: na dodającym objętości, rewitalizującym i wersji do włosów farbowanych z olejkiem jojoba.

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że się podoba : ) ;*
      właśnie sprawdziłam i data na naszych puszeczkach to styczeń 2019 : )

      jeśli chcesz możemy je sprowadzić specjalnie dla Ciebie - nie ma najmniejszego problemu : )

      pozdrawiamy serdecznie : )

      Usuń
    2. O no to fantastycznie:):):) W takim razie jestem chętna na dwa szampony zwiększające objętość, jeden rewitalizujące i dwa do włosów farbowanych z olejem jojoba:D Tylko, jak wtedy (najprawdopodobniej złożę zamówienie pod koniec sierpnia) ma wyglądać droga składania zamówienia? Skoro te szampony nie są w ofercie sklepu. Mam pisać na maila? Podać w ten sposób swoje dane i produkty na jakich mi zależy?

      Usuń
    3. tak, możesz pisać na maila z zamówieniem :)

      Usuń
    4. W takim razie w sierpniu możecie się spodziewać zamówienia:D dzięki dziewczyny:):):)

      Usuń
  7. Jesteście niesamowici, naprawdę :)
    Miałam okazję być na konwencjonalnych weselach i tam jednak czegoś mi brakuje. U Was czułabym się jak ryba w wodzie, zdecydowanie! :D

    OdpowiedzUsuń