Nasza recenzja olejków Anwen - Werbena, Mango, Marakuja. Który stał się naszym ulubionym?

Post o olejach Anwen był zapowiadany bardzo długo. Początkowo miał się pojawić mniej więcej po 2 miesiącach odkąd zaczęłyśmy je stosować. Powód jest oczywisty - są aż trzy wersje olejków, a na przetestowanie każdego z nich potrzeba co najmniej około 10 użyć. Po tylu aplikacjach już jesteśmy pewne jak dany produkt działa.
Kiedy opinia na temat olejów była już wyrobiona to brakowało czasu by przelać myśli i stworzyć post.
Przepraszamy zatem, że tak długo musiałyście na to czekać. Możecie być jednak pewne, że sprawdziłyśmy bardzo rzetelnie wszystkie olejki i nasza opinia to nie pierwsze wrażenie, a została wypracowana przez około 3 miesiące testów.
Początkowo wpis ten miał być podzielony na dwie części: moją i Oli. Podobnie było w przypadku Masek Anwen. Była to najlepsza opcja, by przedstawić Wam nasze, kompletnie różne, punkty widzenia. W trakcje stosowania okazało się, że nasze zdania co do olejków są praktycznie zgodne, więc nie ma sensu dzielić wpisu.

Zacznę od czarnej owcy, w której ja pokładałam duże nadzieje. Mowa o wersji do włosów niskoporowatych - "Werbena" (KLIK). Zawiera on wg. Anwen oleje: kokosowy, arganowy, babassu.
W praktyce jednak nie znajdziemy tam czystego oleju kokosowego, a Caprylic/Capric Triglyceride, czyli mieszankę kwasów tłuszczowych oleju kokosowego powstałą w wyniki procesu estryfikacji z gliceryną.
I tak jak nasze włosy kochają olej kokosowy, tak nie polubiły się z tą mieszanką. Dawno nie miałyśmy oleju, który robił by taką krzywdę - włosy były spuszone, odstawały, nie dało się ich wygładzić. Do tego stawały się szorstkie, niemiłe w dotyku. Można zapomnieć o miękkości i gładkości. Jedyny plus to mocne nabłyszczenie, które było widoczne po zastosowaniu u nas obu. I właśnie dla tego blasku próbowałam go stosować dalej, ale niestety zawiodłam się. Nie pomogło ani trzymanie olejku dłużej ani krócej - niezależnie od czasu efekt był taki sam.
Bardzo żałuję także, że olejek nie pachnie kokosem, a Werbeną, której zapachu nie lubimy - jest cytrynowy, trochę jak środek na komary, trochę jak płyn do mycia naczyń.
Podejrzewam, że gdyby mieszanka miała formę stałą dzięki czystemu olejowi kokosowemu, mogłaby przypaść nam do gustu dużo bardziej.


Wersja "Mango" do włosów średnioporowatych (KLIK) cieszy się wśród naszych Klientek największym powodzeniem. Nas także mocno ciekawiła, ponieważ zawiera oleje: migdałowy, śliwkowy, kameliowy.
Wiecie, że mamy bzika na punkcie oleju z pestek śliwki i kameliowego. Solo i w duecie działają cuda. Tego samego oczekiwałyśmy po tej mieszance.
Nasze włosy nie lubią oleju ze słodkich migdałów stosowanego samodzielnie, ale w mieszance okazał się być akceptowalny.
Tutaj przede wszystkim mamy już piękny, przyjemny zapach. Mnie kojarzy się trochę z tytułowym mango, ale także z rokitnikiem.
Olejek działa na włosy dobrze, ale nie udało nam się nigdy uzyskać za jego pomocą efektu WOW mimo wielu prób z długością trzymania. Przyjemnie odżywia, sprawia, że wyglądają lepiej niż bez niego, ale nie jest to aż tak duża różnica. Dużo lepiej nasze włosy wyglądają po oleju kameliowym lub jego mieszance ze śliwkowym. By efekt mnie zadowalał musiałam do porcji "Mango" dodać 3, 4 pompki kamelii. Wtedy pojawiło się upragnione maksymalne wygładzenie, duży blask.
Nie tuningowany nie stał się naszym ulubieńcem, ale jest na tyle udany, że bez problemu zużyjemy go do końca.


Na deser zostawiłam "Marakuję" (KLIK), która okazała się być HITEM. Wersja do włosów wysokoporowatych najlepiej się sprawdza na naszych niskoporowatych, zdrowych kosmykach. Mnie oczarowała od pierwszego użycia. Pokazywałam Wam wielokrotnie moje włosy po tym produkcie na InstaStory. Do tego piękny zapach - po pierwszym powąchaniu jest po prostu owocowy, ale w tle czuć zapach marakui.
Nieważne czy trzymam olejek tylko pół godziny czy całą noc - jestem zadowolona. Ola zazwyczaj nakładała go na całą noc.
Mieszanka składa się z oleju z kiełków pszenicy, oleju lnianego i z pestek jabłka. To idealne połączenie. Niczym nie trzeba go wzbogacać, by działało wzorowo.
Choć obawiałyśmy się go, ponieważ olej z kiełków pszenicy to nie jest najlepszy olej dla naszych włosów. Jak widać dobrze skomponowane mieszanki potrafią działać świetnie.
Po użyciu tego produktu efekt oczarował mnie od razu - włosy są przepięknie nabłyszczone, dociążone po same końce. Stają się aż cięższe, ale jednocześnie absolutnie nie są obciążone. Ten produkt stał się naszym ulubieńcem, używamy go z przyjemnością i pewnie kiedyś jeszcze do niego wrócimy. Ja zachomikowałam sobie jeszcze resztkę, by mieć na jakąś specjalną okazję, kiedy chcę by włosy wyglądały perfekcyjnie.
Polubiłam ten kosmetyk do tego stopnia, że prawie wygryzł olej kameliowy na jakiś czas.

Wszystkie olejki są bardzo wydajne i poza stosowaniem przed myciem można używać ich także do pielęgnacji ciała, twarzy czy aplikować po myciu w celu zabezpieczenia końcówek. Sama używam tak czasem "Marakui"- od razu zmiękcza kosmyki.

Stosowałyście? Który sprawdza się najlepiej? : )

17 komentarzy :

  1. Mnie bardziej ta mgiełka z filtrami UV kusila ale się nie zdecydowałam bo i tak obsesyjnie unikam słońca. W tym roku moje włosy chyba w ogóle nie miały kontaktu ze słońcem bo unikam a jak już muszę wyjść to zawsze kapelusz lub chustka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym po nią sięgnęła jak tylko bym miała w planach jakiś wyjazd w ciepłe miejsce. Tak to tutaj w Polsce to się mija z celem ;d

      Usuń
    2. Mona Khaled, a ja mam pytanie do Ciebie, wiem że zapuszczasz naturalny kolor wlosow ale czy próbujesz wyplukac równocześnie indygo z wlosow ? ;)

      Usuń
    3. Myślałam nad sposobem z cola lub borasolem i olejem kokosowym ale się nie odważyłam jak na razie. Różnica u mnie nie jest taka duża i najbardziej widać ja w słońcu bo naturalny mam bardzo ciemny chłodniejszy brąz, potem tam gdzie wtplukako się indygo jest mahoniowa poswiata a dalej po wielokrotnym hendigowaniu indygo siedzi na amen i włosy czarne.

      Usuń
  2. Hej kochane!
    Czyli ten olej marakuja nadaje się na końcówki też? Jeśli tak to się do Was wkrótce zgłoszę:D Niestety mój mąż stłukł mi całą buteleczkę oleju rokitnikowego od Babuszki który u Was zamawiałam ostatnio, więc nie mam nic do zabezpieczania po myciu:( a chyba już nie zaryzykuje szklaną buteleczką
    A kiedy będzie on dostępny?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadaje się na końce, ja stosuję :)
      Włosy po nim są od razu mięciutkie, bardzo go lubię.Zresztą pisałam już wszystko na jego temat we wpisie ;d
      W październiku będzie na pewno, za około dwa tygodnie : )

      Usuń
  3. Ja używam oleju Marakuja właśnie z Anwen i też jestem bardzo zadowolona,najlepszy olej jaki używałam do tej pory ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kokosowego oleju na włosy nie używałam od wieków (za to codziennie robię z nim potrawy) i jakoś żyję. A gdzie w poście fotki Waszych włosisk? Jestem zawiedziona, nie no.. żartuję :)

    Zapraszam do oglądania mojego nowego albumu "Blask Szyszki":
    https://www.fotosik.pl/u/ballada/album/2468303/pokaz-slajdow

    Efekt po nieziemskim oleju jaśminowym z dodatkiem-niespodzianką i dawką kalifornijskiego słońca (więcej o specyfikach napiszę Wam przy okazji Akcji Zapuszczania niebawem).

    Ściskam
    Wasza Sz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow SZ.!!
      Ale połysk : o
      Co to za olej jaśminowy?
      Musimy go mieć ;d i ten dodatek niespodzianka mnie zastanawia ;d

      Usuń
  5. Ja mam ten do włosów niskoporowatych i się zawiodłam, kameliowy rządzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. czy jak zafarbuje wlosy Khadi dark brown to uzyskam grubsze wlosy i bardziej lsniace czy to sa takie same profity jak z henny zwyklej? chce pogrubic wlosy i nadac im blasku nwm co bylobynajlepsze :C mam ciemne wlosy ciemy braz. troszke zalezy mi na ochlodzeniu. nigdy nie farbowalam wlosow:) chcialabym zrobic kolejny krok w strone naturalnej pilegnacji i zaryzykowac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zależy Ci na ochłodzeniu to henna nie jest najlepszym wyborem ;d brązy zawsze wypłukują się na rudawo lub mahoniowo :<
      można je lekko ochładzać, ale to nie będzie nigdy do końca chłodny kolor.
      I pamiętaj, że potem już nie możesz takich włosów rozjaśnić, bo będzie się pojawiać zieleń.
      Może na początek spróbuj cassi? Na ciemnym brązie nie będzie widać różnicy poza złotym połyskiem ewentualnie, a na pewno zyskają blasku i z czasem cassia też ładnie pogrubia i odżywia : )

      Usuń
  7. Mnie szczerze mówiąc w ogóle nie kuszą produkty od Anwen,choc uważam, że opakowania są bardzo ładne 😊

    OdpowiedzUsuń