Podsumowanie efektów zapuszczania (piąty miesiąc) + Wasze efekty : )

Kolejny miesiąc za nami. Powoli zbliżamy się do końca naszej wspólnej akcji zapuszczania. Przed nami ostatni miesiąc. Czas się zmobilizować, by nie przynieść wstydu ;d
Nie martwcie się jednak, to na pewno nie koniec wspólnych akcji. Nic tak nie motywuje do wcierania jak myśl, że na początku miesiąca będzie trzeba zdać Wam sprawozdanie.
W moim przypadku przyrost nie jest już tak istotny, ponieważ moja wymarzona długość jest już prawie osiągnięta, ale zawsze przyda się lekkie zagęszczenie. Przede wszystkim będę testować dalej różne produkty pod względem ograniczenia przetłuszczania, które ostatnio znów mi dokucza nieco mocniej.
O ewentualnej kolejnej akcji na pewno damy Wam znać. Może zaczniemy od Nowego Roku? : )

Wracając jednak do minionego miesiąca to wcierałam sporo. Niestety pierwsze sposoby nie przyniosły większych efektów, a jeden nawet mi zaszkodził. Postawiłam na naturalne sposoby, ponieważ zapasy kosmetyków w moim domu zaczynają się zbyt mocno rozrastać i nie chciałam dokładać kolejnego produktu.
Skusiłam się więc na kozieradkę (KLIK), ponieważ aż wstyd się przyznać, ale nigdy jej nie stosowałam. Odkąd mamy ją w sklepie mam do niej łatwy dostęp, stąd mój wybór.
Niestety, użyłam jej tylko dwa razy i na pewno nigdy do niej nie wrócę. Jak tylko skończyłam pierwszą aplikację poczułam, że swędzi mnie skóra głowy. Trwało to ponad dwie godziny. Do tego stopnia było to nieprzyjemne, że dłużej nie wytrzymałam i musiałam umyć głowę. Po myciu nieprzyjemne uczucie nie znikało, a wręcz przeciwnie. Swędzenie nasilało się, a kiedy chciałam włosy rozczesać poczułam jak bolą mnie cebulki. Każdy kto tego doświadczył wie, jakie to uczucie. Chciałam się go jak najszybciej pozbyć, więc posmarowałam skórę głowy żelem aloesowym (KLIK). Wcierałam go kilkakrotnie w ciągu dnia i dopiero na drugi dzień poczułam ulgę. Dyskomfort cebulek utrzymywał się jeszcze po kolejnym myciu. Po kilku dniach powtórzyłam wcierkę z kozieradki, ponieważ nie mogłam uwierzyć, by aż tak mi zaszkodziła. Sytuacja niestety się powtórzyła. Znów skóra głowy dochodziła do siebie przez dwa kolejne mycia, czyli około 5 dni. W tym czasie jednak zaczęłam stosować już nową wcierkę DIY - pokrzywową.
Liście pokrzywy zaparzałam pod przykryciem 10 minut, a kiedy wywar wystygł przelewałam go butelki po toniku Ajurwedyjskim Orientany (KLIK), który swoją drogą wspominam z sentymentem i chyba do niego wrócę.
Taki napar trzymałam w lodówce 3 dni aplikując na skórę głowy dwa razy dziennie. Kilka razy zdarzyło się nawet częściej. Po 3 dniach robiłam nowy. Niestety, mimo częstych aplikacji, skrupulatności nie zauważyłam żadnych efektów. Najbardziej liczyłam na ograniczenie przetłuszczania, działanie normalizujące. W tej materii nie zmieniło się nic. Napar jednak w połączeniu z żelem aloesowym pomógł mi się uporać z dyskomfortem, który zostawiła po sobie kozieradka. Chłodny tonik wprost z lodówki mocno koił skórę, łagodził swędzenie.


W ciągu dwóch ostatnich tygodni miesiąca oraz dosłownie raz w listopadzie zastosowałam olej Sesa (KLIK) przed myciem. Chcąc wyrzucić coś ze swoich zapasów postawiłam na niego, ponieważ w buteleczce ostała się nieduża ilość (około 1/4 opakowania). Podgrzany wcierałam w skórę głowy na 2, 3 godziny przed myciem. Już po trzech takich aplikacjach zauważyłam, że porost ruszył. Niesamowite jest to, jak szybko Sesa działa. Kiedy stosowałam ją dwa lata temu efekt także mnie onieśmielił. Te kilka aplikacji, podczas których zdenkowałam wreszcie mój olejek uratowało moje podsumowanie akcji, ponieważ odrost jest i to nie byle jaki. Pokazywałam Wam nawet wczoraj na Instagram Story.

M.

W tym miesiącu sumiennie stosowałam Floresan, a mianowicie dwa produkty - jeden przed myciem (aktywny olej pieprzowo-łopianowy) (KLIK) oraz wcierkę Floresan przeciw łysieniu (KLIK). Każde wcieranie było połączone z kilkuminutowym masażem, oczywiście bardzo delikatnym w moim przypadku. Od paru dni mogę powiedzieć, że moje włosy prawie w ogóle nie wypadają - dosłownie stało się tak równie niespodziewanie jak fakt, że włosy zaczęły wypadać. Cieszy mnie ten fakt ogromnie! W tym miesiącu stosuję gorący okład Floresan (KLIK). Myślę, że Floresan również przyczynił się do zahamowania wypadania, dlatego zamierzam się go trzymać. Mam dużo nowych włosów, które strasznie ciężko ująć na zdjęciu, ale z całą pewnością postaram się pokazać je Wam w ostatnim już, podsumowującym wpisie Akcji Zapuszczania. Nawet po zakończeniu wspólnej akcji będę walczyć o zagęszczenie, więc moich wpisów na ten temat możecie się spodziewać z całą pewnością. Poszło mi tyle włosów, że będę to robić z czystą przyjemnością : ) Niestety nie miałam czasu zrobić zdjęcia 31 października, więc dopisałam datę na zdjęciu, które pochodzi z 6 listopada : )  Z racji tego, że wypadanie ustało, w wolnej chwili, (a teraz niestety cierpię na ich brak) napiszę posta jaki u mnie miało przebieg i jakie stosowałam w tym czasie produkty oraz co polecam Wam tym razem.


O.

1. Sz. ;*
"W październiku przeniosłam się w mroźne rejony, ale, zgodnie z zapowiedzią, dałam odpocząć włosiskom. Nie wprowadzałam więc żadnych nowych specyfików oprócz oleju migdałowego.

Standard Szyszki* (zamiast Mythic Oil - olej migdałowy na końcówki co 2 dni)
Długość: ok. 75 cm
"

*Czym jest standard Szyszki? : ) "Standard Szyszki" czyli sesa (na parę godzin raz w miesiącu), olejowanie: anyż, mięta, len Babuszki Agafii (co tydzień), szampon oczyszczający Planeta Organica, szampon jajeczny Agafii; odżywki: Natura Siberica z efektem laminowania, jajczna Agafii, codziennie na końcówki Mythic Oil - to wszystko będę właśnie nazywać "Standard Szyszki".


2. Hairmiona Splątana ;*

"Hej Dziewczyny,
Przesyłam zdjęcie - w ciągu ostatniego miesiąca stosowałam serum Agafii (w miarę regularnie) i łykałam biotynę. Na zdjęciu akurat tego nie widać, ale przyrost najlepiej widać na włosach przy twarzy.
"


3. Mona ;* Kochana widziałyśmy zdjęcia, które przesłałaś i aż mnie korciło żeby dodać zdjęcie z kapeluszem, ale odpuściłam, ponieważ brakło mi czasu prosić o pozwolenie ;c <3 Piękne jest!

"Cześć Dziewczyny,

Przesyłam podsumowanie moich efektów zwiększenia porostu w październiku. Ogólnie w tym miesiącu w przeciwieństwie do września byłam zadowolona z wyglądu i stanu włosów, poza małym kryzysem spowodowanym nieodpowiednią wcierką. Przed każdym myciem ( co 3-4 dni ) włosy były olejowane oliwą z oliwek lub olejem ze słodkich migdałów na noc, na skórę głowy nakładałam również na całą noc w pierwszej połowie miesiąca wcierkę z soku ziemniaków i czosnku. Wcierka niestety mocno nasiliła wypadanie i w połowie miesiąca zmieniłam ją na olejek kokosowy z wyciągami ziół Vatika, każde wcieranie było połączone z 10 minutowym masażem. Włosy myte metodą OMO, skóra głowy szamponem wzmacniającym Ecolab, co dwa tygodnie peeling skóry głowy za pomocą korundu i oczyszczanie szamponem Barwa brzozowa. W tym miesiącu używałam zamiennie maski Karelia brzoza  ( okazała się zbyt lekka ale po wymieszaniu dwóch łyżek maski z łyżką oleju kokosowego Vatika byłam bardzo zadowolona z efektów ), Anwen do włosów średnioporowatych  ( nie lubimy się, ale w tym miesiącu działała lepiej jak na początku choć i tak się cieszę, że się skończyła ) oraz najczęściej po oczyszczaniu maskę jaśminową Organic Shop z dodatkiem łyżki spiruliny, pompki żelu hialuronowego i dwie pompki oleju kameliowego  ( który w tej ilości dodaję do każdej maski ). Maski za każdym razem trzymane 30-40 min pod czepkiem, na skórę głowy maska Kalpi Tone plus czarna Fratti. Po myciu płukanki z lnu i szałwi bądź z lnu i mandarynki. Codziennie stosowana wcierka na porost Babuszki Agafii połączona z 5 minutowym masażem skóry głowy. Włosy suszone naturalnie, stylizowane na kok ze skarpety, końcówki zabezpieczane olejkiem z maliny moroszki Planeta Organica, żelem hialuronowym i serum Mythic oil. Wewnętrznie siemię lniane w ilości dwie łyżki dziennie oraz Metz Special Haar Active dwa razy dziennie po dwie tabletki.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w zapuszczaniu włosów.
"


4. Agnieszka ;*

"Dziewczyny,
w październiku - wcierka Vianek, kilka razy maść końska na skórę głowy.
Zamierzam kontynuować akcję zapuszczanie :-)
" Agnieszka i bardzo dobrze, bowiem został jeszcze jeden miesiąc przed nami! ;*

23 komentarze :

  1. Ja właśnie przyrządziłam przed chwilą wcierkę z kozieradki i z imbiru (na szczęście nie jestem uczulona na żaden z tych składników) i mam nadzieję, że będę systematyczna😜 Gratulacje dla Was za piękne efekty i regeularność w stosowaniu wszystkich kosmetyków:)
    Pozdrawiam:)
    Ps. Kochane zdradzcie pochodzenie nazwy bloga, dlaczego sophie i skąd ta czerymoja? To chyba najbardziej enigmatyczna i intrygująca nazwa w całej blogosferze;) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sophie to imię, a czerymoja to owoc : )
      Zobacz np tutaj http://magazyn-kuchnia.pl/magazyn-kuchnia/1,121955,17631283,Czerymoja___najlepszy_owoc_swiata.html

      Usuń
  2. Ale piękne przyrosty 😍 Jestem w szoku, że kozieradka tak podrażnila Ci skórę głowy :/ Była to moja pierwsza wcierka w październiku 3 lata temu, kiedy szukałam czegoś przeciw wypadaniu. Widząc efekty po kozieradce coraz bardziej wczytywalam się w blogi i przepadlam na dobre ;) To tak jak u mnie z sokiem ziemniaka, sama natura a włosy po nim leciały...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdziwiona ;d widocznie mam jakąś nadwrażliwość. Ale ja od zawsze stronię od naturalnych metod, bo zawsze mi nie służą ;d

      Usuń
    2. Ja zaczynałam od naturalnych metod bo nie miałam na początku możliwości aby regularnie sprawdzać kosmetyki z zagranicy. Robiłam własne ziołowe maceraty do olejowania skóry głowy, swoje wcierki. Moja ulubiona wcierka była z kawy, rozmarynu i cynamonu - pięknie pachniala. Jak skończę zapasy, jeszcze kiedyś do niej wrócę. Wcieranie soku z cebuli dało cudowne efekty a ten ziemniak mi niepodpasowal... Może Rzepe spróbuję ale po ostatnim eksperymencie trochę się boję i grzecznie wcieram sese.

      Usuń
  3. Hej Dziewczyny:) Mam do Was pytanie; ostatnio kupiłam maskę do włosów Bingospa z masłem shea i pięcioma algami. Czy myślicie, że ma szansę chociaż trochę regenerować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zregenerować nie, bo nic nie regeneruje włosów, które są już zniszczone, ale może wzmocnić, dostarczyć składników odżywczych : )

      Usuń
  4. Zdecydowanie czekam na noworoczną akcję, cokolwiek to będzie :)
    Razem z Wami naprawdę prościej o mobilizację do notatek i regularnych zdjęć (bo na szczęście pielęgnację mam już we krwi :P).
    Właśnie podcięłam pojedyncze rozdwojenia i, jak już pisałam, czekam na koniec Akcji, by ściąć 1-1,5 cm.
    Życzę powodzenia wszystkim Zapuszczającym!
    Sz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja będzie na pewno, bo nam też właśnie raźniej razem : )

      Usuń
  5. Hej, mam pytanie związane z czystą henną Swati. Chciałabym się w nią zaopatrzyć i zacząć przygodę z naturalną koloryzacją, ale ani w Waszym sklepie ani w żadnym innym sklepie online nie jest dostępna. Widzę za to hennę Sattva Ayurweda. Czy brak Swati wynika z chwilowego braku towaru, czy została wycofana ze sprzedaży?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziwne! Ja wręcz stosuję kozieradkę w momencie gdy odczuwam intensywne swędzenie skóry głowy... Nic mi nie pomoga jak właśnie kozieradka - dwa zastosowania i problem znika, dodatkowo zawsze mam dużo bejbików po użyciu. Musisz być uczulona na nią.
    Mona jakie ma gęste i puszyste włosy :O <3!

    OdpowiedzUsuń
  7. A co sądzicie o popularnych Kallosach? Mam wersję z proteinami mlecznymi i uważam, że jest ok, ale spotkałam się z opiniami skrajnie negatywnymi(podobno zawierają drażniące substancje)i teraz już nie wiem co myśleć na ten temat:( Jeżeli potraficie tę kwestię nieco rozjaśnić, będę wdzięczna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze nie lubimy Kallosów, nigdy nie lubiłyśmy i nikomu ich nie polecamy : ) wiemy, że jesteśmy tutaj dość odosobnione, ale takie nasze zdanie.
      Kallosy mają zbyt ubogie składy by zrobić cokolwiek dobrego dla włosów, do tego mają silne, drażniące konserwanty. Ogólnie daleko im do naturalnych kosmetyków, a my wybieramy chętniej takie : )

      Usuń
    2. A polececie jakieś maski ktore sa lepsze od nich ale w miarę tanie ?

      Usuń
    3. Trochę mnie zmartwiłyście:( ponieważ jednak kupiłam mój egzemplarz stosunkowo niedawno i prawie całe opakowanie jeszcze przede mną, to sądzę, że głupio byłoby go wyrzucić:/ Może jako pierwsze o w metodzie omo, albo do emulgowania oleju się sprawdzi? Jak myślicie?

      Usuń
    4. Do emulgowania możesz zużyć i do omo także : )
      Jednak na skórę głowy bym nie nakładała przez te konserwanty

      Usuń
  8. Kochane wiem, że Sophie to imię, a czerymoja to owoc, bo często gości w mojej kuchni😀 ale zawsze byłam ciekawa czy nazwa Waszego bloga to po prostu spontanicznie połączenie przypadkowych słów, czy coś się za tym kryje?
    Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podbijam! :)

      Usuń
    2. Ten zlepek nie ma większego znaczenia. ładnie brzmi i to wszystko:)

      Usuń
  9. Piękne włosy i widoczne przyrosty! ❤

    Ja od dwóch dni szaleję z wcierkami, bo spontanicznie pozbyłam się 7 cm włosów ;) Teraz kończę swoją starawą już wcierkę babuszki Agafii, a zaopatrzyłam się już w tonik z vianka, który bardzo polecała Monika. Jak sobie pomyślę, że dopiero za pół roku odzyskam poprzednią długość to wcieram wcierkę jak szalona! ;) Z drugiej strony, nie ma sensu trzymać zniszczonych końców, które płaczą się niemiłosiernie, nawet przy pochyleniu głowy i odrzuceniu jej do tyłu. Kołtun na kołtunie, no to jak żyć???
    Całuję :-*

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny, jakie polecacie nożyczki do poscinania końcówek? Mam najtańsze z Rossmann i ciężko się dosyć nimi obcina,polecacie coś droszego ale wartego kupna ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.sophieczerymoja.com/2016/03/czy-warto-kupic-nozyczki-jaguar.html
      : )

      Usuń