Moje aktualne farbowanie włosów, Ola

Dlaczego akurat drzewo kempeszowe?


Hm, pisząc w tytule posta 'aktualne' chyba na wstępie 'wkopałam się', że będzie to farbowanie, które zagości w mojej 'pielęgnacji' włosów na dłuższy czas (oraz trwa już jakąś 'chwilę'). Farbowanie drzewem kempeszowym jest kłopotliwe tylko pod względem sprzątania po farbowaniu za sprawą naprawdę silnego barwnika - wszystkie inne zioła do farbowania przy nim to naprawdę bułka z masłem.
Pamiętacie, że długo pozostawałam wierna indygo (KLIK) - dalej kocham niebieską czerń, ale zniechęca mnie brak możliwości rozjaśnienia włosów, ponieważ obawiam się, że z czasem w czerni nie będzie mi jakoś szczególnie dobrze. Idealnym rozwiązaniem dla mnie było farbowanie katamem (KLIK). Dawał u mnie czerń, która pod koniec miesiąca intensywnego olejowania i mycia wypłukiwała się do ciemnego brązu (by uzyskać taki trwały kolor hennę mocno zakwaszałam sokiem z cytryny, zaś katam nakładałam z dodatkiem sody), ale niestety... mogłabym się pomylić gdybym ktoś podstawił mi pod nos katam oraz indygo, ponieważ jak dla mnie obydwa pachną równie mało zachęcająco i powodują u mnie takie same negatywne odruchy (nieciekawe odczucia somatyczne). Co prawda one również bardzo barwiły łazienkę (ściślej rzecz ujmując wannę i ręczniki), ale nie było to jednak aż tak kłopotliwe i do 'ogarnięcia'.
Indygo zawsze udawało mi się nałożyć jedynie z pomocą wody, katam trzeba już było mieszać z glutkiem a drzewo kempeszowe... ono rządzi się swoimi prawami : )
Na drzewko czaiłam się w momencie kiedy na włoskiej grupie o hennie zobaczyłam jaki piękny kolor uwalnia po dodaniu do niego sody oczyszczonej. Z tego miejsca polecam Wam serdecznie facebookową grupę https://www.facebook.com/groups/660982353951509/
oraz ciekawy wpis z ich bloga https://passione-henne.com/campeggio/
Drzewo wygrało dlatego, że daje mi odcień niemalże czarny z fioletowymi refleksami a jak wiecie miałam w zamyśle zmienić niebieską czerń na fioletową - cały czas dopracowuję ten proces, choć myśl o sprzątaniu jest straszna. Jednak chyba zdaje się być mniej straszna niż samopoczucie po użyciu indygo. To dla mnie ważne, że po zmyciu drzewa czuję się świetnie.

Jak wyglądało moje ostatnie farbowanie drzewem?

Mam za sobą 3 koloryzacje drzewem i ostatnie farbowanie wyszło mi najlepiej ze wszystkich. Najbardziej sknociłam drugie, kiedy przez miesiąc chodziłam z mocno rudym czubkiem - drzewko trzymane było za krótko i pomieszałam je dodatkowo z rubią. Pod koniec miesiąca sama wyglądałam jakbym potrzebowała metamorfozy włosowej ;d
Nie było jednak łatwo uzyskać taki kolor jaki mam obecnie na głowie i musiałam powtórzyć na drugi dzień farbowanie włosów u nasady. Dlaczego? Być może wydobyłam z kory drzewa za mało barwnika, może nie służy mu dodatek glutka bądź kozieradki... Próbuję metodą prób i błędów jak zrobić tak by było dobrze, także na razie eksperymentuję.
Drzewkiem kempeszowym farbuję włosy oczywiście dwuetapowo - na włoskiej stronie polecają stosować jako dodatek do henny, który zmodyfikuje jej kolor, ja farbuję jednak dwuetapowo tak samo jak robiłyśmy to z włosami Moniki oraz rubią. Na włoskim forum z tego co czytałam (choć mogę się mylić) drzewa nie podgrzewają. Ja jednak podgrzewam, ponieważ zauważyłam, że wtedy mocniej ciemnie i lepiej 'chwyta'.
Popieram również fakt o który został wspomniany na podlinkowanym blogu - drzewo na sodzie jest jakby nieco niestabilne i lubi wracać do swojego rdzawego koloru. Nie zauważyłam jednak wpływu na farbowanie, włosów nie mam w cętki, więc jest okay. Chciałabym sprawdzić drzewo z dodatkiem ałunu. Na blogu twierdzą, że taka mieszanka jest bardziej stabilna, bardziej trwała i rdzawy kolor się już nie 'wytrąca'... i kolor również mi się podoba - zajrzycie koniecznie w zdjęcia https://passione-henne.com/campeggio/

1. W wieczór przed farbowaniem rozrobiłam hennę na soku z cytryny (jakieś 8 łyżek na 150 gram czerwonej Sattvy (KLIK). Bardzo chciałam zamienić ją na zimną hennę Le Erbe di Janas (KLIK), ale schodzi tak szybko z naszego sklepu, że nie chciałam jej zabierać dla siebie ;d

Zdjęcia powyżej to henna zaraz po wymieszaniu (zdjęcie pierwsze) oraz henna po nocy (zdjęcie drugie).

Henna 'dojrzewała' sobie przez noc. Rano, przed nałożeniem henny, oczyściłam włosy mydłem Fratti KLIK (które jak pamiętacie kompletnie nie pasowało moim włosom, teraz rozczesują się po nim świetnie - jak ma żyć włosomaniaczka?;d) dwukrotnie. Zawsze trzymam hennę na włosach 4 godziny - mogłabym dłużej gdyby nie dwuetapowe farbowanie i fakt, że drzewko potrzebuje czasu.
2. Dzień przed przygotowałam sobie również 'napar' z kory drzewa kempeszowego. Dlaczego nie farbuję jedynie proszkiem od Phitofilos KLIK? Ponieważ uważam, że kolor po ich sproszkowanej korze nie jest na tyle fioletowy na ile bym chciała, zaś wywar z samej kory jest naprawdę MOCNO fioletowy. Tak więc około 40 gram kory zalałam letnią wodą (co już wtedy było BŁĘDEM) i dodałam łyżkę sody oczyszczonej. Woda ciemniała bardzo powoli i dopiero w chwili podgrzewania dostała w tym względzie 'kopa' jednak nie była tak ciemna jak ta, której użyłam dzień później, ale o tym za chwilę!


3
. Po spłukaniu henny samą wodą i wysuszeniu włosów przystąpiłam do nakładania mieszanki drzewa kempeszowego (200 gram, ponieważ jest strasznie ciężkie w nakładaniu). W głównej mierze zostało one zalane wywarem, ugotowałam bardzo gęstego gluta dla konsystencji (jego gęstość bardzo pomogła na konsystencję) oraz do mieszanki dodałam 2 łyżki kozieradki uprzednio zaparzonej. Mieszankę podgrzewałam, dodałam do niej jeszcze łyżeczkę sody. Podgrzewałam ją do momentu aż mocno ściemnieje.


Trzymałam całość na włosach 4 godziny. Zastanawiam się czy jest sens nakładać na włosy na długości czy raczej postawić na 100 gram, które starczy na włosy do ramion, hm.
Tutaj włosy PRZED farbowaniem (celowo pokazuję jedynie górę włosów, ponieważ jak możecie się domyśleć na długości indygowanej mało co widać ;d):


Tutaj włosy po farbowaniu czystą henną Sattva:


Oraz efekty po pierwszym farbowaniu drzewem na wywarze z kory, glutku, kozieradce i sodzie:


Góra wyszła jak dla mnie nieco za jasna i postanowiłam zalać wrzątkiem (to była ta różnica, która pozwoliła wydobyć bardziej ciemny, niemalże czarny napar) 40 gram drzewa i do tego wrzątku dodałam łyżkę sody oczyszczonej - buzowało intensywnie i bardzo ładnie ściemniało. Dodałam go do 100 gram sproszkowanego drzewa kempeszowego i nie obyło się tym razem bez dodatków. Podgrzewałam aż mieszanka mocno ściemniała.

Jak widzicie tym razem góra ładnie ściemniała:

Po 2 myciach:


Następnym razem chyba spróbuję z tym ałunem, czy ktoś ma jakieś doświadczenia? : ) PS. Te plamy na czole to niestety ciężkie do zmycia pozostałości po farbowaniu ;D

12 komentarzy :

  1. Niesamowite jak szeroką gamę kolorów można uzyskać farbujac ziołami, które dodatkowo kondycjonuja włosy 😍 Jednak dobrze widziałam na Instagramie fioletowa poswiate już jakiś czas temu 😉 Pięknie Ci w tym odcieniu, chociaż z taką uroda i zadbanymi włosami w każdym kolorze byłoby pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Kochana Moniu ;* cały czas dopracowuję ten proces i nawet brudne wszystko dookoła mnie nie zniechęca jeszcze na tyle by to porzucić ;d chciałabym spróbować z tym ałunem, podoba mi się kolor jaki wydobywa z drzewa, ale kiedyś z Moniką znalazłyśmy filmik o depilacji włosów z ałunem w roli głównej i teraz nie wiem ;D XDDD muszę się zagłębić w temat czy to to samo, jak użyte itp. ;d
      szkoda, że odcień widoczny tylko do ramion, ale zawsze coś. Ostatnio włosy mają okres buntu i zamówiłam już nowości do testowania ;D

      Usuń
  2. Piękny kolor wyszedł <3 Gdybym nie była wierna rudościom to nakładałabym jak szalona :P ale stety niestety, pożegnałam się z ciemnymi kolorami parę lat temu.
    Tak tylko dorzucę, zmień układ zdania, bo z tekstu wynika, że henna czekała przez noc, aby mogła sobie potem umyć włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, ja już nie mogę się doczekać kolejnego eksperymentu za miesiąc ;D fakt XD ciężko by było, żeby henna oczyszczała włosy ;D poprawiłam, dziękuję za uwagę ;*
      cieszę się, że się podoba!

      pozdrawiam cieplutko : ))) <3

      Usuń
  3. A czy wiesz, że radico color me organic posiada w ofercie ziolowa mieszankę w kolorze fioletowym?:3 co o niej sądzisz? Sama strasznie się chcę przekonać, czy rzeczywiście da tak ładny fiolet, jak twierdzi producent;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O niii, indygo w składzie :d potem hibiskus i rubia chyba z tego co patrzyłam wczoraj, ale indygo u mnie już odpada w przedbiegach :D

      Usuń
  4. Gdzie kupić drzewo kempeszowe (nie proszek tylko to drugie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.hobby-welna.pl/modrzejec-kampechianski.html

      Proszę uprzejmie :)

      Usuń
  5. Jesteś pewna że ałun to bezpieczny sposób na farbowanie? Z tego co wiem, to bardzo mocno obkurcza naczynia krwionośne i kiedyś babcia mnie straszyła że jak posmaruje sobie nim dziąsła to mi zęby wypadną :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Facebooku odezwała się Dziewczyna, która farbowała z jego pomocą, ale to samo co Ty powiedziała mi Monika więc odpuszczam :) ale zrobię testy na włosach jak to się prezentuje :D my oglądałyśmy kiedyś chyba filmik jak ktoś z pomocą ałunu depilował sobie rękę XDDDD

      Usuń
  6. Hej:) Piękny kolor Ci wyszedł❤ Ja od dawna marzę o ziołowej koloryzacji, ale troszkę obawiam się efektu i nie do końca wiem w co celować; mój naturalny kolor to ciemny blond z truskawkową poświatą i licznymi jaśniejszymi refleksami. Marzy mi się odcień miodowo-rudawy, ale stonowany, raczej chłodny, bardzo subtelny. Co fajnego poleciłabyś mi, tak żeby wyszło jak najbliżej mojego ideału;)?
    Pozdrawiam serdecznie:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak po przeczytaniu tego wpisu zastanawiam się, co ja takiego robię, że po pofarbowaniu indygo, tak po 2 myciu moje włosy są fioletowe, i nie takie delikatne przebłyski, tylko jednolicie ciemny fiolet, mało tego barwią wszystko na fioletowo (okulary, poduszkę case na telefon). Ciekawe jak bym przeszła przez cały proces jak w poście, jaki kolor bym uzyskała...

    OdpowiedzUsuń