Hennowanie z Phitofilos Henna nr. 1

Około dwa tygodnie temu farbowałam włosy tytułową henną marki Phitofilos (KLIK). Czekałam te kilkanaście dni by móc Wam zdać relację z tego jak kolor się utrzymuje, czy coś się wymyło itd.
Jeśli jesteście ciekawe jak oceniam ten produkt i czy spełnił moje oczekiwania to zapraszam dalej : )

Dotychczasowe przygody z ziołami Phitofilos


Z ziołami marki Phitofilos miałam już do czynienia. Bardzo polubiłam się szczególnie z Rosso Ciliegia (KLIK), który daje wielowymiarowy odcień kasztanowo-wiśniowy z chłodnymi tonami. Dwa miesiące temu w moje łapki trafiła mieszanka Miscela Robbia, który daje bardzo podobny rezultat, z tym, że jednak nie przyciemnia tak włosów.

Załączam efekty przed farbowaniem Miscela Robbia:


Przed farbowaniem Miscela Robbia, postanowiłam rozjaśnić włosy kwasem jabłkowym i oto efekt:


Efekty po nałożeniu Miscela Robbia na kolor włosów uzyskany po rozjaśnianiu kwasem jabłkowym. Zdjęcia zrobione w dzień farbowania (przy zachodzącym słońcu):


Oraz na drugi dzień od farbowania:


Kolor po niej jednak nie był tak głęboki i nasycony. Miałam wrażenie, że brakuje mu tego czegoś, choć tą subtelność zauważałam tylko ja. Po kilku miesiącach ciemniejszych odcieni rudości wpadających w czerwień zatęskniłam nieco za klasyczną miedzią.
Nie chciałam włosów rozjaśniać, ponieważ aż tak mi nie zależało na tym kolorze. Byłam za to ciekawa innych mieszanek kolorystycznych, dlatego zdecydowałam się na test Henny nr.1 (KLIK).


Skład i przygotowanie mieszanki do farbowania


Patrząc na jej skład można spodziewać się jasnej marchewki na blond włosach i odcieni miedzi na pozostałych kolorach, ponieważ jest to Henna i Cassia.
Zakładałam, że na moich włosach doda więcej miedzianych refleksów, zniweluje nieco czerwone tony, a także ociepli kolor.
Do zafarbowania moich włosów zużyłam dwa opakowania Henny, czyli 200 gram, które pomieszałam po prostu z gorącą wodą. Nie był to wrzątek, ale mocno ciepła woda.
Do swojej mieszanki dodałam łyżkę aceroli, szczyptę kozieradki w proszku i wymieszałam. Okazało się, że wody dodałam nieco za dużo i mieszanka była zbyt rzadka.
W domu miałam jedynie zioła pogłębiające czerwień typu rubia, drzewo sandałowe, hibiskus oraz proszek z łupin orzecha włoskiego.
Czerwone tony miały zostać zgaszone, a nie podbite, więc zdecydowałam się na dodanie łupin orzecha.
Z naszych testów wynika, że orzech zastosowany solo farbuje na rudo, za to w mieszance z henną rudość jest zgaszona i idzie w brąz, ale by tak się stało orzecha musi być co najmniej 50% w mieszance.
Nie obawiałam się zatem, że nagle stanę się brunetką i domieszałam dwie łyżki łusek orzecha. Taka ilość zagęściła miksturę, a jednocześnie nie miała wpływu na przyciemnienie koloru ostatecznego.
Miseczkę odstawiłam w ciepłe miejsce na godzinę. W tym czasie zafarbowałam sobie standardowo odrost farbą chemiczną oraz umyłam włosy szamponem z SLS.
Chwilę przed nakładaniem henny domieszałam do niej 3 łyżki miodu akacjowego.

Wrażenia z aplikacji oraz efekt 


Henna dość ciężko się nakładała. Nie sunęła tak gładko jak wcześniej używane. Z tego powodu nieco mi je zabrakło i nie pokryłam idealnie kosmyków. Na szczęście okazało się to nie mieć większego znaczenia, bo kolor wyszedł równo i pięknie.
Sama mieszanka prawie w ogóle nie spływała mi z głowy i spędzenie z nią 3 godzin było całkiem proste.
Postanowiłam, że farbowanie zakończę po, najwyżej, trzech godzinach. Zależało mi na intensywności koloru, więc krótszy czas byłby niewskazany, ale nie chciałam też, by włosy wyszły ciemne, a wręcz przeciwnie.
Kiedy udało mi się je domyć od razu umyłam je jednokrotnie mydłem cedrowym i nałożyłam balsam Anthyllis, ponieważ nie chciałam, by kolor ściemniał.
Zaraz po wysuszeniu ujrzałam piękny miedziany odcień, którego dawno nie widziałam na mojej głowie. Góra to była jaskrawa marchewka, która mocno odróżniała się od stonowanej reszty. Na szczęście po kolejnych dwóch dniach kolor się wyrównał i teraz praktycznie nie widać różnicy między odcieniami.
Górna część ściemniała, dół na szczęście tylko odrobinę i znów wyszły lekko czerwone tony, ale na pewno mniej czerwone niż były.
Ostatecznie jestem bardzo zadowolona i polecam taką mieszankę każdemu kto chce mocno miedziany odcień bez sztucznego efektu. Łuski orzecha praktycznie nie miały wpływu na kolor. Lekko go przygasiły, rudość mimo, iż jest wyraźna to jest bardziej subtelna, mniej jaskrawa.


Kolor po ponad dwóch tygodniach trzyma się świetnie, a włosy mają ponadprzeciętny blask. Zauważyłyście to nawet Wy na Instagramie, więc coś w tym jest
.


Podoba Wam się kolor? Widzicie różnicę? : )

5 komentarzy :

  1. Przepiękne włosy jak z reklamy )

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, nigdy nie przestanę zachwycać się Twoimi włosami <3 są tak nieziemsko piękne!!! Powiedz Moniu, czy próbowałaś już serum oczyszczającego do skóry głowy Bionigree? Kiedyś wspominałaś, że chcesz je wypróbować. W ogóle może zrobisz jakieś porównanie peelingów do skóry głowy? To by był fajny post. Ja ciągle szukam swojego nr 1 i zależy mi na Twojej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ciągle jest niedostępne w hurtowni, więc nie próbowałam w końcu.Za to dorwałam ich serum na porost. Zużyłam dwie buteleczki i włosy przestały wypadać!
      Także to serum polecam bardzo : )

      Z peelingów gotowych nie używałyśmy dużo, więc mogę tylko napisać porównanie ppeelingu mechanicznego do np.enzymatycznego ; )

      Usuń