Krem do rąk i Krem Ratunkowy SOS marki Resibo

Pierwszy raz miałam kontakt z produktem marki Resibo (KLIK) ponad 3 lata temu. Był to olejek do demakijażu. Pamiętam, że zrobił u mnie nie małą rewolucję. Więcej pisałam o nim w tym poście:
http://www.sophieczerymoja.com/2016/11/moje-odczucia-po-trzech-miesiacach.html
Każdy kolejny produkt tej marki, który trafia w moje ręce okazuje się hitem. Nie wiem jak oni to robią, ale nie trafiłam jeszcze na bubel.


Moje dłonie to problematyczna sfera. Nie skłamię, jeśli powiem, że chyba najbardziej problematyczna z całego ciała. Poza wiecznym przesuszeniem borykam się z pękającą skórą, rankami, a także bolesną egzemą.
Czasem muszę sięgać po maści sterydowe, ponieważ swędzenie i ból są nie do zniesienia. W ostatnich miesiącach udało mi się jednak bardzo ograniczyć stosowanie sterydów.
A to wszystko dzięki dwóm produktom, o których już wspomniałam w tytule, więc wiecie, że będzie to pochlebna recenzja : )


Krem do rąk Resibo (do kupienia TUTAJ)



Kremów do rąk miałam wiele. Ciągle ich używam, ale nigdy nie byłam zadowolona jakoś specjalnie. Najlepiej działało stosowane na noc masło shea lub babassu (KLIK). Jednak ich tłustość bywała denerwująca.
Kiedy Resibo wypuściło krem do rąk wiedziałam, że będzie mój i przy okazji zakupów dorzuciłam go do koszyka. 
Kremik zamknięty jest w tubce o pojemności 75 ml, czyli raczej standardowo jak na krem do rąk.  Opakowanie przykuwa wzrok jak zawsze w przypadku tej marki. To prawdziwa ozdoba toaletki czy torebki.


Zapach jest bardzo naturalny, lekko ziołowy. Nie przypadł mi mocno do gustu, ale nie jest uciążliwy. Dość szybko znika
Konsystencja jest gęsta, ale jednocześnie bardzo lekka. Wchłania się błyskawicznie zostawiając jedynie lekką powłoczkę. To na początku mnie zmyliło, ponieważ tak lekka konsystencja nie zwiastowała odżywczego i regenerującego działania
Nic bardziej mylnego. Już po dwóch zastosowaniach poczułam różnicę, a stosując krem regularnie pozbyłam się większości moich problemów i odzyskałam komfort. 
Stosowanie go to sama przyjemność, a regularnie stosowany spełnia obietnice producenta. To najlepszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam, a testowałam ich bardzo dużo. 


Krem ratunkowy SOS (KLIK)



Krem ratunkowy SOS przeznaczony jest zarówno do twarzy, jak i do ciała. Ja kupiłam go z myślą o tym drugim zastosowaniu, a dokładnie mając na myśli moją egzemę i skórę skłonną do zmian atopowych
Kremik o pojemności 50 ml i bardzo delikatnym zapachu przypominającym nieco kosmetyki dla dzieci, od razu stał się moim ulubieńcem. 
Konsystencja jest już nieco treściwsza, ale dalej dość lekka. Wchłania się nieco dłużej niż krem do rąk, ale absolutnie nie jest tłusty i można go stosować także w ciągu dnia, a nie tylko na noc
Moja cera ostatnio stała się bardzo kapryśna, więc nie stosowałam go na twarz bojąc się o dodatkowe niedoskonałości. Jednak jeśli macie skórę naczynkową, wrażliwą to warto spróbować. 
Ten produkt to prawdziwe antidotum na problematyczne miejsca. Smaruje nim dłonie w najbardziej krytycznych momentach, kiedy pomagały tylko maści sterydowe. Zazwyczaj on mi pomaga i udaje się uniknąć leczniczych maści od dermatologa.


Nie wierzyłam, że znajdę produkt, który będzie goił skórę niczym magiczny plaster, opatrunek. Krem działa praktycznie od razu - po wchłonięciu skóra jest miła w dotyku, aksamitna wręcz i taka nie 'moja' ;d A kiedy nałożę grubszą warstwę i dokładnie wmasuję ból i swędzenie zostaje złagodzone. Po kilku dniach używania zaognione zmiany cofają się.
Jeśli macie skórę tak problematyczną jak ja to polecam Wam z całego serca ten mały skarb.
Mimo niewielkiej pojemności przy stosowaniu głównie na skórę dłoni jest bardzo wydajny i po 2 miesiącach użytkowania mam jeszcze pół tubki (!).

U mnie ten duet sprawdza się idealnie i dzięki tym dwóm kosmetykom udało mi się opanować moje problemy skórne. 
Stosując je regularnie, zamiennie, w zależności od potrzeb utrzymuję moją skórę w dobrym stanie. Najbardziej cieszy mnie, że udało mi się ograniczyć i prawie wyeliminować stosowanie sterydów. 

Obecnie stosuję jeszcze dwa inne produkty Resibo, tym razem do twarzy. Chcecie o tym poczytać? : ) 

M.

13 komentarzy :

  1. Fajnie, że udało Ci się znaleźć takich sprzymierzeńców:)
    Mam pytanie: pamiętam, że kiedyś jedna z Czytelniczek chciała wiedzieć jak naturalnym farbowaniem osiągnąć kolor ala Jessica Chastain, chodziło bodajże o coś takiego https://goo.gl/images/kvYa7j otóż ja również jestem zachwycona i stąd moja wielka prośba: jeśli masz jakiś pomysł to bardzo proszę o przedstawienie:) Może w formie wpisu?
    Usciski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam dokładnie pytanie o ten kolor, bo często się powtarzało ;D
      Niestety nie wymyślę nic więcej poza mieszanką cassi z małą ilością rubii jako dodatek właśnie nadający tego morelowo-różowego odcienia rudości

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź:) A jaka będzie optymalna ilość rubii? Łyżeczka, czy więcej?

      Usuń
    3. Zależy na jak długie i gęste włosy ; )
      Ale na 100 gram cassi dodałabym łyżkę rubii, tylko suchej, nie podgrzewanej : )
      to może wyjść, ale raczej na jasnych włosach.
      Ewentualnie malutki dodatek henny jeśli sama rubia z cassią nie wyjdzie

      Usuń
  2. Czy zapach Waszego kremu do rak resibo przypomina... zapach..starej gabki do naczyn?:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha ; D nie ; d ale spotkałam się z różnymi opisami tego zapachu; D

      Usuń
  3. Cześć! Mam pytanie troszke nie w temacie postu ale w temacie bloga.
    Mam włosy ciemny blond/jasny brąz cienkie i chcialam spróbować henny ale nie chce zmieniać koloru na rudo/czerwony lawsonii. Czy henna khadi lub satva koloru blond/brąz daje takie same efekty jak ta henna czerwona? Czy jak cassia? Chodzi o pogrubienie.
    Dzięki z góry dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Henna czysta działa najbardziej pogrubiająco na włosy. Cassia i mieszanki brązów i innych kolorów już nieco mniej : )
      Chyba, że poszłabyś w dwa etapy: henna + potem brązik.
      Dzięki temu brąz pokryje rudy kolor, a włosy będą mocniej odżywione i pogrubione

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo!! A ciemny blond na rudoczerwoną henne to chyba małe ryzyko? Lepiej brąz? Z tym, że nie jest to ciemny brąz.

      Usuń
    3. "ciemny blond" nie pokryje rudej henny : )

      Usuń
  4. Spróbowałam - całkiem przyjemny. Dzięki za wskazanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z resibo jeszcze nic nie miałam, ale wszystko przede mną :)

    OdpowiedzUsuń