Ulubiony żel do utrwalania włosów, Ola

Tego posta chciałam napisać od dawien dawna, naprawdę, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Co najśmieszniejsze, zdjęcia do niego zrobiłam już w zeszłym roku haha! Od tego czasu nic się nie zmieniło, a ja w dalszym ciągu z powodzeniem  (i pewnością, że spisze się na 100%) sięgam po produkt, o którym dzisiaj Wam napiszę coś więcej : )


Żel-utrwalacz cudotwórca, jak to się stało, że wpadł mi w ręce?


Zacznę od tego, że nie próbowałam specjalnie dużo produktów do utrwalania. Pomijając glutek z siemienia lnianego, który, hm, był w miarę okay, ale na włosach krótszych - bardzo lubiłam używać go tuż po masce na jakieś 20 minut pod czepek. Potem został spłukiwany wodą a ja cieszyłam się sypkimi włosami, pełnymi objętości (dlatego tak często sięgamy po niego w Metamorfozach np. w tej: http://www.sophieczerymoja.com/2018/05/wosowa-metamorfoza-cienkich-wosow.html) ;3 Potem próbowałam sprayu DIY opartego na żelatynie o którym pisałam Wam tutaj: http://www.sophieczerymoja.com/2016/07/niedziela-dla-wosow-zelatynowy-spray.html
Było to jakieś wyjście z sytuacji, jednakże było dość czasochłonne a spray działał dobrze tylko zrobiony na świeżo : ) Także szukałam czegoś innego, czegoś gotowego (chociaż wiecie doskonale, że uwielbiam wplatać w swoją pielęgnację kompresy miodowo-oliwne, żel lniany itp. Przy kroku 'stylizacja' złapałam więc lenia!) co będzie działać wręcz spektakularnie... i znalazłam! Żel utrwalający z Natura Siberica (KLIK). Oj, opinie w Internecie na jego temat są podzielone, przyznaję. Sama oglądałam dość zniechęcające posty na blogach publikowane na jego temat, ale postanowiłam spróbować i teraz naprawdę ciężko znaleźć mi na niego godnego zastępcę (Natura Siberica co prawda wypuściła wersję żelu do kręconych włosów i to ona jeszcze mnie kusi do testów - wcześniej czy później tak się stanie).
Najczęstsze opinie to narzekania na to, że żel bardzo skleja włosy przez co stają się niemiłe w dotyku, szorstkie i pozbawione blasku. Dlatego uważam, że kluczowa w tej kwestii jest właśnie aplikacja. Ja robię to zupełnie inaczej - nie ugniatam włosów za pomocą ilości, jedynie, wielkości orzecha laskowego. Robię tak, że pewnie jak to przeczytacie, to nie dacie wiary ;d Chyba powinnam nakręcić filmik z aplikacji na Instagram! ;3

Jak zatem wygląda aplikacja żelu Natura Siberica w moim wydaniu?


U mnie wygląda to tak, że po umyciu włosy zostają całkowicie wysuszone i rozczesane. To jest właśnie idealny 'materiał' pod 'utrwalanie' ;3 Następnie rozdzielam włosy na pół i przerzucam dwie sekcje do przodu - by było mi łatwiej aplikować żel. Wyciskam z tuby pierwszą część żelu. Jest ona w ilości orzecha laskowego, co by nie przesadzić. Rozcieram nieco w dłoniach i aplikuję na pierwszą sekcję włosów, starannie z uwzględnieniem długości (bardziej przy końcówkach), ponieważ to na tym 'odcinku' zależy mi na skręcie najbardziej. Bardzo (!) dokładnie rozczesuję włosy pokryte żelem szczotką wiosłową z Rossmanna, ponieważ po kilku przeczesaniach, żel po prostu 'znika' i o to chodzi! : ) Włosy są sypkie, u mnie żel podbija nabłyszczenie. Na tą samą sekcję ponownie nakładam ilość orzecha laskowego i to samo (i tyle samo razy - mam na myśli przeczesywania do momentu aż żel nie zniknie) robię z drugą sekcją włosów, za każdym razem dokładnie rozczesując włosy pokryte żelem.
Następnie upinam w wysokiego kucyka i jeśli robię koka na skarpecie to kucyk zostanie rozdzielony na pół a każda sekcja dostaje kolejną dawkę żelu (ponownie rozczesywanie, zawsze i wszędzie) - u mnie sprawdza się genialnie w takiej ilości, ważne jest by po każdej aplikacji włosy rozczesywać do tego momentu aż wyschną : )
Wiem, że możecie pomyśleć, że pewnie skończycie z jednym wielkim obklejonym dreadem, ale nie! Taką ilość testowałam również na Monice, która była nieco sceptycznie nastawiona względem ilości (TUTAJ efekt po kręceniu na żel u Moniki). Jeszcze przed publikacją posta poszłam do łazienki by się upewnić, że nakładam tyle żelu ile Wam napisałam 'co do joty' i wszystko się zgadza.
Możecie również pomyśleć, że stosując go w takiej ilości starczy na parę użyć i ja również byłam tego zdania, kiedy aplikowałam go po raz pierwszy, ale ponownie, zaręczam, że jest to produkt przeogromnie (!) wydajny, nawet jak na stosowaną przeze mnie ilość.


Z jakimi produktami żel najlepiej 'współpracuje'?


Powiem tak, pod kręcenie włosów i ich utrwalanie zawsze sięgam po produkty proteinowe a włosy oczyszczam zwykle mocniejszym szamponem z SLS. Robię to dla podbicia efektów, by żel miał bardziej ułatwione zadanie - włosy są bardziej lekkie, nieobciążone a to wróży lepszy skręt.
Także najchętniej stosuję np. szampon Bambi z kaczuszką (oczywiście włosy uprzednio olejuję najchętniej kamelią KLIK), a następnie aplikuję chociażby moją ulubioną bombę proteinową jaką jest balsam z Karelia Organica z fitokeratyną (KLIK). Drugą ulubioną maską (właściwie pierwszą, ponieważ balsam z Karelia Organica jest balsamem) pod żel jest maska Ekos z proteinami z nasion moringa (KLIK) - wtedy uzyskuję ładne, trwałe, wygładzone loki. Dobrze sprawa się też do tego celu odżywka Ekos (KLIK), bądź balsam Anthyllis (KLIK). Czasem aplikuję żel na włosy umyte jedynie szamponem Bambi, ponieważ mam to szczęście, że po jego użyciu włosy są puszyste i naprawdę gładkie jak na użycie samego szamponu.
Schemat olej a następnie samo mycie bądź ewentualnie maska daje najlepsze efekty i ważne jest by włosów niepotrzebnie nie obciążać zanadto. Kiedy włosy są zakręcone (np. na skarpetę), koczek zostaje podsuszany ciepłym nawiewem przez jakiś czas (u mnie zwykle 5-10 minut) dla zwiększenia efektów ; ) Zwykle koczek ląduje na noc, także włosy mają dużo czasu by się pokręcić i utrwalić swój skręt. Kręcąc na papiloty nie potrzebujecie aplikować aż tyle żelu (dobierzcie dla siebie odpowiednią ilość, ja pokazuję Wam jedynie, że ciężko z nim przesadzić), ponieważ jest to wersja dopasowana do osiągnięcia grubych, leniwie opadających fal, które jak wiecie nie cieszą się długą żywotnością jak mocno skręcone spiralki, stąd taki ciąg logicznych czynności ;d

Zdjęcia włosów po aplikacji żelu:

W ogóle musicie mi wybaczyć te pyłki na sukience! Możecie mi wierzyć, że kiedy robiłam zdjęcia nawet tego nie widziałam, dopiero a komputerze, po powiększeniu... ;d

16 komentarzy :

  1. Twoje włosy są niesamowite i z miesiąca na miesiąc coraz bardziej zachwycające ❤️ Nigdy nie używałam produktów do stylizacji, poza glutkiem lnianym, kiedy jeszcze nosiłam naturalne loki Teraz w zasadzie po każdym myciu zawijam na skarpete.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic nie przebije skarpety ;d loki po niej to wszystko <3
      dziękuję Mona <3 jesteś jak zawsze taka kochana <3

      Usuń
  2. Miałam ten żel i niestety u mnie się nie sprawdził. Teraz żałuje, że oddałam go zanim wypróbowałam go na Twój sposób:) W życiu bym nie pomyślała żeby żel rozczesać, wszędzie czytałam nałożyć, nie dotykać a później wygnieść i tyle. Po tym faktycznie moje włosy wyglądały średnio. Myślę że niebawem zrobię drugie podejście, nie wiem tylko czy nie przesuszy za bardzo moich włosów.
    Ostatnio okropnie sie plączą:( Nie jestem w stanie nawet henny nałożyć, bo po ostatnim razie musiałam zaraz po hennie nałożyć maskę i spłukać bo miałam jednego wielkiego dreda, a tak mi brakuje tego pogrubienia.
    Za każdym razem jak widzę wasze włosy myślę sobie "no nie, lepiej być już nie może" a później okazuje się, że jednak może:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, bo to teoretycznie się sprawdza na włosach kręconych jak się chce wydobyć skręt i wyobrażam sobie, że mógł robić takie kuku, ale po rozczesaniu serio znika a włosy są bardziej podatne na kręcenie ;3 jeszcze mnie kusi wersja do włosów kręconych ;3

      jeśli plączą się ostatnio (pewnie pogoda też nie pomaga) to poczekaj z żelem aż minie kryzys włosowy ;D : ) hm, staraj się nakładać hennę tak samo jak będziesz ją spłukiwać - czyli np. na stojąco partiami żeby nie zrobić kołtuna a później stań pod prysznicem (Deszczownica to marzenie w takim przypadku haha ;D) bądź w wannie i spłukuj tak jak nakładałaś czyli na stojąco. To powinno zminimalizować kołtuny ;D no przynajmniej u mnie się sprawdza ;D
      cieszę się, że włoski się podobają ;* ściskam mocno!!! <3

      Usuń
    2. Wielkie dzięki nie wpadłam na to wcześniej:) Muszę się przyjrzeć też samemu nakładaniu henny, bo chyba nie robię tego zbyt delikatnie. Myślicie, że mogę do henny dodać maskę aloesową z natural vital? Może to by trochę pomogło:) A co do pogody to faktycznie zima jest tą porą roku gdzie zawsze kusi mnie porządne obcięcie włosów (na szczęście zazwyczaj udaje się zwalczyć kryzys, bo pewnie bym później żałowała);)
      Poważnie też zastanawiam się nad zmianą filtra czytając Twój poprzedni wpis, może w tym tkwi problem!
      Fajnie, że znowu piszecie, bo dało mi to motywację do działania na rzecz włosów!:*

      Usuń
    3. będzie teraz pisane regularnie a ja już myślę nad tematem następnego posta ;D
      powiem tak - ja nigdy maski nie dodawałam i dodawać nie będę ;d stawiam na dodatki typu ziółka ewentualnie modyfikujące kolor, bądź siemię lniane (ściślej mówiąc glutek) oraz miód : ) i to zawsze po dodatku miodu widziałam, że włosy są dużo ładniejsze ;3 jeśli nie lubią miodu to polubią aloes ; )

      filtr a raczej jego brak, to naprawdę smutna sprawa przynajmniej u mnie :< musi być obowiązkowo!!! ;D

      Usuń
  3. Witaj kochana Oleńko! Przepiękne efekty uzyskalaś na twoich włosach. W poniedziałek wróciłam do kątami i cassi i pierwszy raz po zmianie proporcji (dałam dożo katamu) i czasu (trzymałam ponad 2 godziny) widzę spodziewany efekt korystyczny - ciemny brąz 😁. Ostatnio odpuściłam pielęgnację włosów, czego bardzo żałuję, ale zabieram się do roboty. Oczywiście kątami i cassia pozostaje, a zastanawiam się nad maską Vatiki i tym żelem. Ponoć żel potrafi niektóre włoski doprostować. 😘😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć Koteczku! stęskniłam się za Twoimi komentarzami! : ) dziękuję, że napisałaś <3
      maska z Vatiki jest naprawdę fajna i przede wszystkim super się sprawdza do mycia nawet na moich włosach a bałam się obciążenia po myciu samą maską a było pięknie <3

      Usuń
    2. Ja również Oleńko 😊, na bieżąco podziwiam przepiękne włoski i zaczęłam intensywną pracę na moimi. Kiedyś może się pojawią na waszym blogu - takie wishful thinking ❤️😘

      Usuń
    3. na pewno tak właśnie będzie i będę czekać na zdjęcie do publikacji!!! ; ) życzę dużo motywacji do dbania o włoski <3

      Usuń
  4. a ja mam pytanie na inny temat - w jaki sposób podcinasz włosy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć! : )
      włosy od jakiegoś czasu podcina mi Monika i ja również podcinam włosy jej : ) nie chodzimy już do fryzjera odkąd mamy kupione na spółę nożyczki Jaguar : )

      Usuń
    2. robi to w jakiś konkretny sposób? na prosto czy w literę U? pytam ponieważ mam podobne fale i zastanawiam się jakie cięcie byłoby dla nich najlepsze, a Twoje układają się bardzo ładnie :)

      Usuń
    3. właśnie na prosto : ) chociaż pewnie w tym roku zdecyduję się na cięcie w U, bo bardzo je lubię : )

      Usuń
  5. odpiszę Wam jutro Dziewczynki, nie mam internetu :<

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uwielbiam żele NS i jak zdenkuję swoje obecne Tafty to wracam do NS z podkulonym ogonem. Sprawdzały się u mnie najlepiej, moje włosy je uwielbiają. Nie mam zamiaru już zdradzać :D

    OdpowiedzUsuń