Masło malinowe do ciała Fresh&Natural i Balsam do ciała Hagi - ostatnio używane produkty do ciała

Regularne kremowanie, balsamowanie ciała staram się wprowadzić do swojej rutyny od dawna. Od jesieni udało mi się robić to w miarę regularnie. Był okres, że smarowałam się nawet dwa razy dziennie, kiedy miałam problemy dermatologiczne ze skórą.
Obecnie staram się robić to po każdej kąpieli. W związku z tym produktów zużywam dosyć dużo i dziś opowiem Wam o dwóch ostatnio używanych, które już zdenkowałam i które sprawdzą się nie tylko na jesień-zimę.


Fresh&Naturals, masło malinowe do ciała 



Dwa lata temu w moje ręce wpadło masełko do ciała tej firmy o zapachu Orzechowym (do kupienia TUTAJ KLIK). Przyznam od razu, że zapach bił na głowę wersję malinową. Pachniał dosłownie jak batonik Kinder Bueno lub deser Monte. To taki zapach orzechowo-czekoladowy z nutą wanilii. Był obłędny i bardzo mi się podobał.
Formuła i działanie, o którym zaraz napiszę, także przypadła mi do gustu, więc skusiłam się na drugi zapach - Malinowy (KLIK).
Niestety, tutaj szału nie było : ( Liczyłam na intensywnie owocową nutę konfitury malinowej. Tymczasem otrzymałam zbyt mocno rozrzedzony w wodzie syrop malinowy.
Zapach mimo wszystko był dość przyjemny dla nosa, choć nieco mdły, ale nie utrzymywał się na skórze.
Za to z działania jestem bardzo zadowolona, jak już wspomniałam i pewnie wrócę ponownie do wersji Orzechowej.
Sam kosmetyk ma konsystencję musu, lekko piankową. Po nabraniu na dłoń jest zwarta, ale podczas aplikacji zmienia się w olejek. Bardzo łatwo się rozprowadza na skórze, szybko się wchłania.
Od pewnego czasu używam tylko takich produktów, ponieważ szkoda mi czasu na czekanie kilka czy kilkanaście minut by się ubrać. Celuję w bogate składy, ale lekkie konsystencje.
Właściwie od razu po posmarowaniu mogę się ubrać, nic się nie tłuści. Skóra pozostaje miękka, gładka, znika uczucie ściągnięcia.
Kosmetyk zapakowany jest w słoiczek z metalową zakrętką. Wszystko zabezpieczone sreberkiem, więc mamy pewność świeżości.


Balsam do ciała Hagi z ekstraktem z granatu i imbiru


Poszukując zastępcy balsamu Clochee, o którym też Wam już pisałam trafiłam na produkt marki Hagi. Mając w głowie miłe wspomnienie kremu do twarzy detox KLIK wybrałam jeden na przetestowanie. 
Zdecydowałam się na wersję z imbirem (KLIK), ponieważ uwielbiam imbir i wszystko co z nim związane. Imbir to też idealny dodatek jesienno-zimowy. 
Balsam jest dostępny w butelce z pompką, zapakowany w kartonik ze wszystkimi informacjami. Pompka działa bez zarzutu, dozuje odpowiednią ilość i nie zacina się. 
Zapach nie spodoba się każdemu. Spodziewałam się czegoś imbirowego z owocową nutą granatu. Czuć jednak wyraźnie jedynie imbir i jest to zapach intensywny, bardzo naturalny, lekko ziołowy
Nie zostaje na skórze po wchłonięciu, a wchłania się bardzo szybko, za co go polubiłam od pierwszego użycia. Wydawać by się mogło, że produkt o dość lekkiej, lekko lejącej konsystencji nie będzie dawać zadowalającego efektu, ale nic mylnego.
Balsam mimo tego, że jest bardzo leciutki i wchłania się od razu nie pozostawiając prawie żadnego filmu, radzi sobie idealnie z suchą skórą, która po jego użyciu odzyskuje komfort, staje się lepszą wersją siebie bez uczucia oblepienia, bez poczucia, że właśnie użyłyśmy jakiegoś produktu. 
Używam go zazwyczaj rano po prysznicu, ponieważ dzięki pompce i lekkości jego zaaplikowanie zajmuje mi mniej niż trzy minuty na całe ciało i od razu mogę się ubrać.

naturalna pielęgnacja ciała

Skład obydwóch produktów jest idealny. Zapachy to kwestia indywidualna, ale według mnie nie są złe, szczególnie, że nie utrzymują się na ciele.
Najważniejsze jest działanie i wydajność, a te mogę ocenić na szóstkę z plusem.
Kiedyś zastanawiałabym się kilka razy zanim produkt w takiej cenie wrzucę do koszyka, ale wiem, że za ceną stoi wysoka jakość, świetny skład i wydajność.
Obecnie stosuję balsam do ciała Żurawina Mokosh (kupiłam TUTAJ) i także po kilku użyciach jestem bardzo zadowolona.

M.

3 komentarze :